Drugie życie oczami miłości: historia Rity i bezdomnego nauczyciela fizyki, który odmienił jej los p…

polregion.pl 4 dni temu

Proszę pana, nie pcha się pan tak. Fuj, to od pana tak pachnie?
Przepraszam. mruknął mężczyzna i odsunął się kawałek.
Jeszcze coś tam wymamrotał pod nosem, niezadowolony i smutny. Stał i przeliczał na dłoni jakąś drobnicę. Pewnie brakuje mu na jakąś flaszkę pomyślałem. Z ciekawości spojrzałem mu w twarz. Dziwne nie wyglądał na pijaka.
Proszę pana przepraszam, nie chciałem urazić. coś kazało mi zatrzymać się przy nim jeszcze chwilę.
Nic nie szkodzi.
Podniósł na mnie oczy, niesamowicie niebieskie, takie czyste, aż trudno uwierzyć. Zdawało się, iż jest w moim wieku. Takich oczu nie widziałem choćby u ludzi młodych, a co dopiero teraz.
Mocno wziąłem go pod ramię i odprowadziłem trochę dalej od krótkiej kolejki do kasy.
Coś się stało? Może trzeba panu pomóc? starałem się nie skrzywić.
W końcu zrozumiałem, czym adekwatnie pachnie po prostu stare, przemoczone potem ubranie. Milczał, schował drobniaki do kieszeni. Było mu niezręcznie mówić o tym, CO się stało. Z nieznajomym, dobrze ubranym facetem.
Mam na imię Marek. A pan?
Wojciech.
To może jednak pomóc jakoś? nagle uświadomiłem sobie, iż trochę się narzucam.
Narzucam się jakiemuś bezdomnemu. On tylko rzucił na mnie szybkie spojrzenie swoimi niebieskimi oczami i zaraz odwrócił wzrok. Chciałem już odejść, gdy nagle zdecydował się powiedzieć:
Praca by mi się przydała. Nie wie pan, gdzie tu można coś dorobić? Może remont, coś przy domu. Miejscowość duża, ładna, ale nikogo tu nie znam. Przepraszam
Słuchałem w milczeniu. Wojtek znowu zamamrotał coś pod nosem, wyraźnie zażenowany. Zastanawiałem się, czy w ogóle można wpuszczać obcego do domu. Akurat planowałem wymianę płytek w łazience. Syn obiecał zrobić to sam i prosił, żebym nie zatrudniał specjalistów od wszystkiego. Ale ciągle w pracy, wiecznie zajęty
Umie pan kłaść płytki? spytałem Wojciecha.
Potrafię.
Ile pan chce za łazienkę, 10 metrów kwadratowych?
Westchnął cicho; chyba zaskoczyła go wielkość łazienki.
Trzeba zobaczyć. Ale ile pan da, tyle wezmę.
Wojtek zrobił remont bardzo solidnie i dokładnie. Najpierw poprosił, czy może się wykąpać ucieszyłem się, iż sam wpadł na taki pomysł. Ubrałem go w stare ubrania po zmarłej żonie, swoje wyprał. Remont trwał dwa dni przez weekend. Zerwał stare płytki, starannie posprzątał, narzędzia wyczyścił, jak były. A przy niedzielnym zmierzchu nowa glazura lśniła na ścianach i podłodze.
Trochę się niepokoiłem, gdy kończył. Wyglądał na bezdomnego. Zostawiać go na noc? Dziwnie się czułem z taką myślą. Wyrzucać po północy też jakoś nie wypadało.
W sobotę prawie nie spałem zamknąłem się w sypialni i nasłuchiwałem. Wojciech, wyczerpany robotą, spał twardo na kanapie w salonie.
Proszę sprawdzić, panie Marku! zawołał rano.
Świetna robota, bez dwóch zdań.
Wojtek, a kim pan jest z zawodu? podziwiałem efekty jego pracy.
Nauczyciel fizyki. Skończyłem dawny Uniwersytet w Gdańsku.
Myśli pan o politechnice?
Nie, zwykły uniwersytet. A jeżeli chodzi o płytki każdy szanujący się mężczyzna powinien to umieć. Tak uważam.
Pokiwałem głową, wyciągnąłem przygotowaną gotówkę. Nie skąpiłem. Dałem tyle, ile planowałem dla wynajętej ekipy. Wojtek schował bez patrzenia pieniądze do kieszeni i zaczął się ubierać. Ubranie już wyschło i znów był sobą.
No co pan, już wychodzi bez słowa? zapytałem prawie z pretensją.
A co się dzieje? popatrzył na mnie znowu tymi oczami.
Może chociaż pan zje coś? Cały dzień pan harował. Tylko herbatę pił w ogóle nie odpoczywał.
Wojtek zawahał się, ale machnął ręką.
No dobrze. Zjem, nie pogardzę.
Usiedliśmy razem do kolacji, choć normalnie po szesnastej nic nie jadam. Ale z nim rozmowa była przyjemna. Był bardzo inteligentny, ujmujący. Jednak było w nim coś zagubionego. Ten cień zagubienia nie ginął mimo ciepła, rozmów i domowej atmosfery. Może na to po prostu potrzeba czasu.
Wojtek, co panu się adekwatnie przydarzyło, jeżeli można?
Zamilkł na chwilę, potem odparł:
Wie pan, nie chcę opowiadać. To zawsze brzmi jak bajka o bohaterze, jak głupia historia. Przez osiem lat nasłuchałem się takich bajek, a moja była naprawdę. Po co panu to?
Po prostu dziwi mnie, iż taki mężczyzna i w takiej sytuacji
Wojtek spojrzał na mnie uważnie, potem obaj wstaliśmy niemal równocześnie. Zrobiło się trochę zamieszania szedł do drzwi, ja mu zagradzam drogę, zderzyliśmy się. A potem no, stało się. Nie spodziewałem się, iż w wieku pięćdziesięciu trzech lat może mi się przytrafić taka spontaniczna namiętność. Myślałem, iż to domena młodości. Prawdziwa, intensywna, gorąca pasja.
Dopiero potem opowiedział mi, iż osiem lat temu próbował pomóc jednemu ze swoich uczniów, bardzo zdolnemu, ale z trudnej rodziny, którego wciągnęli jacyś szemrani koledzy. Chłopak nie potrafił odejść z półświatka, a Wojciech, jako wychowawca, poszedł porozmawiać z szefem tej paczki. Tamten był dwudziestoletnim łobuzem bez zasad. choćby nie rozmawiali od razu się rzucili. Na szczęście Wojciech całe życie trenował judo. Poradził sobie z nimi, ale ten jeden, główny, uderzył niefortunnie głową o betonową ścianę i zmarł na miejscu. Wojtek sam wezwał pogotowie i policję, przekonany, iż najwyżej przekroczył granice samoobrony. Ale dostał wyrok 12 lat, wyszedł po ośmiu za dobre sprawowanie.
Jak tam jest żyją sobie ci ludzie. tyle tylko powiedział o odsiadce.
A gdy wrócił, nikogo już nie było. Matka zmarła, mieszkanie sprzedała i do końca życia mieszkała u brata. Żona brata od razu powiedziała:
Tylko żeby mi tutaj tego kryminalisty nie było!
Żona Wojtka dawno z nim się rozwiodła i miała już innego męża. Pojechał więc z Gdańska do Warszawy, ale nie miał szczęścia znaleźć pracy po wyjściu z więzienia. choćby dorywczo ciężko było coś znaleźć. Nocował kątem u znajomego, ale i ten poprosił, żeby już nie nadużywał gościny.
Jak długo tak pan tu jest? zapytałem, patrząc na żar jego papierosa.
Ze dwa tygodnie już.
Moje papierosy palił. Rzadko palę, więc leżała nieotwarta paczka w domu. Chciał iść po swoje, ale nie pozwoliłem. Myślałem wtedy, jak to adekwatnie jest żyć dwa tygodnie, będąc nigdzie.
W tej ciszy łatwiej było się przyznać do tego, co Wojtek chciał wyznać. Otwarłem mu naszą sypialnię, nie ma co udawać.
Masz chociaż dowód? spytałem.
Mam. zaśmiał się. Ale meldunku brak. Większość kłopotów przeze mnie.
Wojtek został. I wszystko było między nami dobrze. Załatwiłem mu tymczasowy melunek, znalazł pracę w sklepie z chemią gospodarczą. Z początku się cieszył. Potem zorganizowałem mu korepetycje w weekendy pracował jako nauczyciel prywatny. Tak minęło dwa i pół miesiąca, gdy odwiedził mnie syn. Obejrzał sytuację w domu i zaprosił mnie na poważną rozmowę za bramą.
Ojciec, skończ to. Pozbądź się go.
Co?! aż mnie zatkało.
Dawno nie wtrącał się w moje życie.
Mówię, żebyś się go pozbył. Nie potrzeba ci biedaka. Wiesz, po co się tu kręci? Bo nie ma gdzie mieszkać. Ty jesteś naiwny!
Dałem mu w pysk.
Nie pozwolę ci! Nie wtrącaj się w moje sprawy.
Tato, chyba zapominasz. To ja odziedziczę dom. Nie zamierzam dzielić nic z żadnym obcym chłopem. A jak weźmiesz jeszcze z nim ślub? Co się stanie, będzie rościł prawa.
Już mnie chcesz pogrzebać?! zapytałem z żalem i złością. Co tu masz do dziedziczenia? Może jeszcze cię przeżyję.
Tato, jak mnie zmusisz, będę niemiły. Nie pozwolę im tu na szczęście. Nic cię nie powinno dziwić. jeżeli miałbyś porządnego partnera, bogatego, nie miałbym problemu. Ale takiego
A więc u nas przyzwoitość liczy się pieniędzmi? Gdzie ja cię tak wychowywałem?
Tato powiedziałem wszystko. Bartek był poważny jak nigdy. Będę za tydzień, ma go tu nie być. Inaczej biorę sprawy w swoje ręce.
Wszedłem do domu z trudem powstrzymując łzy.
On jest policjantem? spytał Wojtek.
Przepraszam, nie powiedziałem
Nie musiałeś. Co zamierzasz?
Usiadłem przy stole. Nie wiedziałem. Bartek był zdolny do wszystkiego. Może Wojtka znów wpakować za kraty, jeżeli sam go nie wygonię. Najgorsze, nie chciałem w to wierzyć, ale on potrafi być nieprzejednany.
Wiosna powiedział Wojtek. Wiem, iż ciężko ci podjąć decyzję. Więc ja powiem.
Pokiwałem głową, walcząc ze łzami. Nie chciałem rozstawać się z Wojtkiem, ale też nie mogłem narażać ani siebie, ani jego na poważne kłopoty z Bartkiem.
Uzbierałem trochę pieniędzy. Nie pytałeś, ale mam. Działka tu mnie nie stać, ale 20 kilometrów dalej już tak. Postawimy na razie kontener, potem będziemy budować powoli. Korepetycji nie rzucę, spokojnie przeżyjemy. Dom zbuduję własnymi rękami. Co powiesz?
Milczałem z wrażenia, więc się zaniepokoił.
Wiem, przyzwyczaiłeś się do wygód. To tylko na jakiś czas, potem wszystko ci zorganizuję.
Wojtek ja też mam oszczędności. Mogę wesprzeć budowę. powiedziałem zamyślony.
Nie śmiałbym prosić
Ale nie prosisz! Proponuję przecież to dla nas.
Podeszł do mnie, objął mnie za głowę i przytulił mocno. Czułem ciepło, bezpieczeństwo i miłość. Kto by pomyślał, iż to możliwe choćby teraz
Wszystko poszło szybko. Sfinalizowaliśmy kupno ziemi. Wojtek chciał, żebym ja był właścicielem, ale nie zgodziłem się.
Mam nieruchomość. To, iż nas wywalili z tamtej, nie oznacza, iż nic nie mam. A ty bez niczego, nie dam się namówić. Mam już spadkobiercę! dodałem z przekąsem, wspominając słowa Bartka.
Postawiliśmy kontener, podłączyliśmy prąd, a Wojtek od razu zabrał się za przygotowania do budowy domu. Okazało się, iż moich oszczędności nie wystarczy zabraliśmy się za jeszcze większą liczbę korepetycji. Wojtek urządził kąt tak, by nikt nie poznał, iż uczy dzieci w baraku. Cała kasa szła w materiały. Po kawałku, cegiełka do cegiełki. Latem rozkładaliśmy koc na własnym podwórku, leżeliśmy na trawie i patrzyliśmy na gwiazdy.
Co czujesz? pytał Wojtek, obejmując mnie.
Czuję, iż wracam do życia. odpowiadałem.
To ja czuję drugą młodość śmiał się. A ty powinieneś czuć moją miłość.
Czułem. Bez dwóch zdań.
Przyjechałem kiedyś do dawnego domu po rzeczy. Nadchodziła jesień potrzebne były cieplejsze ubrania, koce, trochę naczyń. W kuchni zastałem Bartka.
O, cześć synu. Wpadłem tylko po rzeczy! Jak leci?
Spojrzał na mnie jakoś dziwnie. Wyszczuplałem, opaliłem się trochę trudno było go poznać.
Tato, co się dzieje? Nie dzwonisz.
Słuchaj, sam zawsze dzwonisz, jak masz czas
A czemu cię nie ma w domu?
Już tu nie mieszkam. Przyszedłem tylko po rzeczy. Chyba mogę, prawda?
Bartek milczał w szoku. Zmieniłem się, nie tylko z zewnątrz. Stałem się jakby lżejszy, szczęśliwszy.
Synu, jak już skończymy budowę, chętnie cię zaproszę. Na razie mam mnóstwo obowiązków. Wybacz.
Już pakowałem rzeczy do dwóch toreb. Przebiegałem koło Bartka, dałem mu buziaka w policzek i poleciałem dalej.
Tato, co z tobą? zawołał za mną.
Odwróciłem się w drzwiach, uśmiechnąłem szeroko i powiedziałem:
Drugie życie, Bartku. I miłość. Oczywiście, miłość! Trzymaj się, synu. zaśmiałem się i wybiegłem z mieszkania.
Nie mieliśmy czasu dziś budowaliśmy schody do domu.

Idź do oryginalnego materiału