A więc tak, widziałam na Netflixie „Lalkę”. Z Prusa to tam kilka zostało; jest to raczej fanfik (opowiadanie pisane przez fanów, które wykorzystuje świat, postacie lub wątki z istniejącego dzieła kultury – na przykład książki), ale nie o tym chcę pisać, bo ten film to sprawa bardzo dyskusyjna.
ALE – jest tam (w 3. odcinku) wspaniała scena kulinarna, która mnie autentycznie zachwyciła.
Otóż jesteśmy w mieszkaniu Wokulskiego, drzwi subiektowi Rzeckiemu otwiera służąca Marianna. Obserwujemy, jak między nimi pomalutku rodzi się uczucie.
Siadają przy stole, Marianna podaje Rzeckiemu herbatę i ciasto.
Posłuchajcie dialogu:
– Pokażę ci, jak się od bogaczy nauczyłem drożdżówkę jeść.
– Z masłem? Jezusie Nazareński!
– A to dopiero początek. Teraz – idzie śmietana ….. a na koniec ….. konfitura.
Wiem, wiem, iż masz poczucie obowiązku, żeby powiedzieć, iż za dużo, za bardzo, iż samo ciasto już zbytek, wiem, wiem …… też tak miałem.
Ale jak człowiek skosztuje, to już pytań nie zadaje.
Tylko przykro mu się robi, ze całe życie tak ciasta nie jadł.
Proszę.
Jak to było powiedziane! Jak zagrane! Mistrzostwo świata!
Oczywiście nie mogłam nie spróbować😊
Drożdżówka – chałka od tarnowskiego Klicha, gęsta śmietana z Mlektaru, domowa konfitura z róży (którą robiłam kilka miesięcy temu)
Zupełnie jak w filmie!
https://drive.google.com/file/d/15p-2MNggb3y7eICi5bH4XMabPehYv_Z2/view?usp=drivesdk











