To już nie jest problem wyłącznie kierowców. Benzyna Pb95 kosztuje średnio około 7,55 zł za litr, a olej napędowy około 8,22 zł. W ciągu roku ceny wzrosły bardzo mocno, a droższy transport może stopniowo przełożyć się na koszty towarów i usług. Dla milionów gospodarstw domowych oznacza to kolejną presję na budżety. Pensje mogą rosnąć, ale jeżeli jednocześnie więcej płacimy za dojazdy, zakupy i usługi, część podwyżek gwałtownie znika.
Obrys mapy Polski plansza Fot. Warszawa w PigułceNajbardziej widoczna zmiana nastąpiła na stacjach. Według danych e-petrol.pl z początku sierpnia 2026 roku benzyna Pb95 kosztowała średnio około 7,55 zł za litr, Pb98 około 8,35 zł, a olej napędowy około 8,22 zł. LPG pozostawało znacznie tańsze, ze średnią ceną około 2,99 zł.
Jeszcze rok wcześniej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. I właśnie porównanie rok do roku pokazuje skalę problemu.
Paliwo mocno zdrożało. Kierowcy płacą przy każdym tankowaniu
Na początku sierpnia 2025 roku litr Pb95 kosztował średnio 5,84 zł. Teraz jest to około 7,55 zł. Oznacza to wzrost o około 29 proc.
Jeszcze większą zmianę odczuwają właściciele samochodów z silnikiem Diesla. Olej napędowy podrożał z 5,99 zł do około 8,22 zł za litr. To wzrost o około 37 proc. w ciągu roku.
LPG podrożało zdecydowanie mniej, ale również tutaj kierowcy płacą więcej. Średnia cena wzrosła z 2,65 zł do 2,99 zł za litr.
Dla osoby tankującej raz na kilka tygodni może być to nieprzyjemna różnica. Dla rodziny posiadającej dwa samochody albo mieszkańca podwarszawskiej miejscowości codziennie dojeżdżającego kilkadziesiąt kilometrów do pracy może to być już poważna zmiana miesięcznych wydatków.
Problem zaczyna się na stacji, ale na niej się nie kończy
Wysokie ceny benzyny i diesla mają znacznie szersze znaczenie niż koszt wakacyjnego wyjazdu czy codziennego dojazdu do pracy.
Paliwo jest jednym z kosztów funkcjonowania praktycznie całej gospodarki. Samochodami dostarczane są produkty do sklepów. Ciężarówki przewożą żywność, materiały budowlane, meble, elektronikę i towary dla przedsiębiorstw. Samochodami poruszają się kurierzy, serwisanci, przedstawiciele handlowi oraz tysiące małych przedsiębiorców.
Jeżeli paliwo drożeje, rośnie presja na koszty transportu. o ile rosną koszty transportu, część przedsiębiorców może próbować przenosić je na swoich klientów.
I właśnie dlatego skutki obecnej sytuacji mogą odczuć również Polacy, którzy samochodu w ogóle nie posiadają.
Droższy transport może trafić na paragony
Sklep musi otrzymać towar. Restauracja musi kupić produkty. Firma budowlana dowieźć materiały. Kurier musi dostarczyć przesyłkę. Rolnik i producent również ponoszą koszty transportu.
Wzrost ceny oleju napędowego z około 6 zł do ponad 8 zł za litr w ciągu roku jest więc istotną zmianą dla firm posiadających floty samochodowe.
Nie oznacza to oczywiście, iż każdy produkt automatycznie podrożeje dokładnie o tyle, o ile wzrosło paliwo. Cena w sklepie zależy od wielu elementów: kosztów produkcji, energii, wynagrodzeń, podatków, surowców, transportu oraz marży.
Droższe paliwo dokłada jednak kolejny koszt do całego łańcucha. Przy dużej liczbie dostaw i tysiącach przejechanych kilometrów przedsiębiorstwa mogą odczuć tę zmianę znacznie mocniej niż przeciętny kierowca.
Żywność, przesyłki, usługi. Presja kosztowa może pojawić się w wielu miejscach
Szczególnie wrażliwe są branże, w których transport stanowi istotną część działalności.
Dotyczy to między innymi przewozu żywności, logistyki, handlu internetowego, budownictwa, usług kurierskich czy działalności małych firm korzystających codziennie z samochodów.
Nie trzeba więc codziennie patrzeć na ceny na stacji, żeby odczuć skutki drogiego paliwa. Mogą one pojawiać się stopniowo w cenach usług i produktów, o ile przedsiębiorcy nie będą w stanie pokrywać rosnących kosztów z własnych marż.
Najbardziej boli diesel. W rok wzrost o około 37 proc.
Szczególną uwagę zwraca sytuacja dotycząca oleju napędowego. Diesel jest istotny nie tylko dla właścicieli samochodów osobowych.
To paliwo wykorzystywane na ogromną skalę w transporcie ciężarowym i działalności gospodarczej. Dlatego jego cena ma znaczenie wykraczające daleko poza prywatne podróże.
Na początku sierpnia 2025 roku średnia cena wynosiła około 5,99 zł za litr. Rok później jest to około 8,22 zł.
To ponad 2 zł różnicy na każdym litrze.
W przypadku prywatnego kierowcy oznacza to droższe tankowanie. W przypadku przedsiębiorstwa wykorzystującego wiele samochodów i kupującego tysiące litrów paliwa miesięcznie skala dodatkowych kosztów jest zupełnie inna.
100 zł już nie wystarcza na tyle samo paliwa
Zmianę bardzo dobrze widać przy zwykłym tankowaniu.
Za 100 zł można w tej chwili kupić około 13 litrów Pb95. Rok temu ta sama kwota wystarczała na około 17 litrów.
W przypadku diesla za 100 zł kierowca otrzyma w tej chwili około 12 litrów paliwa. Rok wcześniej było to prawie 17 litrów.
Ta sama stówka została w portfelu, ale pozwala przejechać znacznie krótszy dystans.
I właśnie to najlepiej pokazuje problem, z którym mierzą się gospodarstwa domowe. Nie wystarczy patrzeć na nominalną wysokość wynagrodzenia. Liczy się również to, ile produktów i usług można za tę pensję rzeczywiście kupić.
Pensja może rosnąć, ale rosną również wydatki
Od 2026 roku minimalne wynagrodzenie wynosi 4806 zł brutto. Rząd zaproponował, aby od 1 stycznia 2027 roku wzrosło do 4950 zł brutto. Byłaby to podwyżka o 144 zł brutto, czyli 3 proc.
Na tym tle wzrost cen paliw rok do roku wygląda szczególnie mocno. W analizowanym okresie Pb95 podrożała o około 29 proc., a diesel o około 37 proc.
Nie oznacza to, iż te wartości można porównywać jeden do jednego. Wynagrodzenie finansuje cały koszyk wydatków gospodarstwa domowego, a paliwo jest tylko jednym z jego elementów.
Pokazuje to jednak skalę zmian, z jakimi mierzą się kierowcy. Jeżeli wydatki rosną szybciej niż dochody konkretnej rodziny, jej realna sytuacja finansowa może się pogarszać mimo nominalnej podwyżki wynagrodzenia.
Najtrudniejsza sytuacja poza dużymi miastami
W Warszawie część mieszkańców może zrezygnować z samochodu i wybrać metro, tramwaj, autobus lub pociąg. W wielu mniejszych miejscowościach możliwości są znacznie bardziej ograniczone.
Dla części Polaków samochód nie jest wygodą, ale koniecznością. Trzeba nim dojechać do pracy, zawieźć dzieci do szkoły, zrobić większe zakupy albo dostać się do urzędu.
Jeżeli ktoś każdego dnia pokonuje kilkadziesiąt kilometrów, podwyżka ceny paliwa gwałtownie zmienia się w dodatkowy miesięczny rachunek.
Takie gospodarstwa domowe nie mogą po prostu przestać kupować paliwa. Mogą ograniczyć część podróży, ale do pracy przez cały czas trzeba dotrzeć.
Drożyzna może działać jak domino
Największe ryzyko nie polega więc wyłącznie na tym, iż zapłacimy więcej przy dystrybutorze.
Mechanizm może przypominać domino. Drożeje paliwo. Rosną koszty transportu. Firma płaci więcej za dostawy. Dostawca podnosi cenę usługi. Sklep albo przedsiębiorca staje przed wyborem: zmniejszyć własną marżę albo podnieść cenę dla klienta.
Na końcu tego łańcucha znajduje się konsument.
Nie każda firma natychmiast podniesie ceny i nie każda branża odczuje wzrost paliwa w takim samym stopniu. Jednak im dłużej wysokie ceny utrzymują się na stacjach, tym większa może być presja kosztowa.
Rodziny zaczynają liczyć każdą złotówkę
Dla przeciętnego gospodarstwa domowego problem polega na kumulacji wydatków.
Osobno kilkadziesiąt złotych więcej za tankowanie może wydawać się kwotą możliwą do zaakceptowania. o ile jednak jednocześnie więcej kosztują zakupy, usługi, wyjazdy i dostawy, miesięczny rachunek zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
W szczególnie trudnej sytuacji są osoby, których dochody rosną wolniej niż podstawowe koszty życia. Dotyczy to także rodzin posiadających dwa samochody oraz osób codziennie pokonujących długie trasy.
Co to oznacza dla Ciebie?
Jeżeli jeździsz samochodem, wzrost cen paliw odczuwasz natychmiast. o ile samochodu nie masz, również nie jesteś całkowicie od niego odizolowany.
Droższy diesel może zwiększać koszty przewozu towarów. Wyższe ceny benzyny zwiększają wydatki firm usługowych i małych przedsiębiorców. Część tych kosztów może z czasem pojawić się w cenach płaconych przez klientów.
Dla gospodarstw domowych najważniejsze będzie więc nie tylko obserwowanie cen na stacjach, ale również własnych miesięcznych wydatków. Wzrost ceny paliwa o kilkadziesiąt procent w ciągu roku pokazuje, jak gwałtownie może zmienić się koszt codziennego funkcjonowania.
Najbardziej niepokojący jest właśnie efekt kumulacji. Więcej zostawiamy na stacji, przedsiębiorcy płacą więcej za transport, a część tych kosztów może ostatecznie trafić na paragony.
Dlatego obecne ceny paliw to znacznie więcej niż problem kierowców. To czynnik, który może wpływać na portfele milionów Polaków i dokładać kolejną presję do kosztów życia w drugiej połowie 2026 roku.












