Moja żona, Zuzanna, od zawsze była bardzo cicha i nieśmiała. Wśród naszych znajomych w Warszawie zachowywała się spokojnie, nie lubiła grać pierwszych skrzypiec. Rozmawiała tylko wtedy, gdy ktoś ją o coś zapytał, nigdy nie wychodziła z inicjatywą. Nigdy nie było skandali czy scen zazdrości z jej strony. Zuzanna była wobec mnie serdeczna, nie stawiała żądań, a wszystko, co jej dawałem, przyjmowała z wdzięcznością i uśmiechem.
Nasze małżeństwo mogłem uznać za prawie idealne. Nie mieliśmy przed sobą tajemnic, każdy problem rozwiązywaliśmy razem, a kiedy wracałem po pracy z firmy informatycznej w centrum, zawsze czekał na mnie gorący obiad, posprzątane mieszkanie i uśmiechnięta żona. Co można było chcieć więcej?
A jednak… To typowe dla ludzi, iż szukają emocji tam, gdzie ich nie brakuje. W głębi serca brakowało mi przygody, a także muszę to przyznać burzliwszego życia intymnego. Czułem, iż w tej sferze coś u nas nie grało. Zamiast spróbować porozmawiać z Zuzanną, poszedłem na łatwiznę i wdałem się w romans z inną kobietą.
Zuzanna dowiedziała się o wszystkim i rozstaliśmy się.
Zamieszkałem z kochanką, Magdą. gwałtownie jednak dotarło do mnie, jak bardzo się pomyliłem. Mieszkanie wiecznie wyglądało, jakby przeszło przez nie tornado. Wróciwszy z pracy, nie czekał na mnie ciepły rosół, tylko chłód czterech ścian. Okazało się, iż z Magdą choćby nie potrafimy dłużej rozmawiać wszystko, co nas łączyło, było powierzchowne.
Spróbowałem wrócić do Zuzanny, ale było już za późno. Znalazła sobie innego mężczyznę.
Nigdy tego sobie nie wybaczę. Straciłem kobietę idealną, bo nie potrafiłem docenić tego, co miałem. Zrozumiałem, iż prawdziwe szczęście to codzienność u boku kogoś, kto cię kocha i szanuje. I iż najcenniejsze rzeczy doceniamy dopiero wtedy, gdy je stracimy.








