Tak, dzieci powinny jeść zdrowo w polskich szkołach. Ale nie dieta ustalana przez Sylwię Spurek, aby „chronić planetę” i „ograniczać ślad węglowy”. Celem powinno być DOBRO DZIECI, nic innego!
Internet zalewają sygnały od rodziców, gdzie zachwycone nauczycielki opowiadają o tym, iż w tym roku rozpoczęto… walkę z globalnym ociepleniem. Zgodnie z założeniami Ministerstwa Edukacji. Walczymy więc nie o zmniejszenie otyłości, nie o wartości odżywcze, nie o prawidłowy rozwój. Walczymy o klimat!
A wiadomo, krowy emitują CO2. Bywają więc placówki, gdzie posiłek mięsny jest RAZ w tygodniu, raz w tygodniu ryba, a reszta dni to tofu, soja, ciecierzyca, zupy na wywarze warzywnym i inne produkty pochodzenia innego niż zwierzęce.
Do czego więc W PRAKTYCE doprowadziła władza?
Dzieci dostają w wielu szkołach niesmaczne, mdłe posiłki, często niekoniecznie zbilansowane, a te trafiają do śmieci.
Dbajmy o to co jemy! Ale nie odrzucajmy rosołu czy schabowego z mizerią, tylko dlatego, iż mięso, jajka dodane do panierki i nabiał „niszczą planetę”. Bo kiedy celem nie jest zdrowie dzieci, a wtłaczanie lewicowej ideologii, to rezultat zawsze będzie zły.











