Dlaczego nie warto zapraszać gości do swojego domu? Moje doświadczenia z tego wynika.

twojacena.pl 3 godzin temu

Drogi pamiętniku,

Ostatnio doszłam do wniosku, iż nie będę już zapraszać nikogo do mojego domu. Nie dlatego, iż nie chciałabym wydać kilku złotych na gości, ale z zupełnie innego powodu. Mieszkam w Warszawie, przy ulicy Jana Pawła II, mam przydomowy ogródek, więc warunki są spełnione mam miejsce i mogę postawić coś na stół.

Chcę wyjaśnić, dlaczego od dzisiaj rezygnuję z przyjmowania gości. Gotowanie dla przyjaciół i krewnych pochłania mnóstwo czasu, a potem przychodzi sprzątanie. Potrafię gotować i robię to dobrze, ale nie sprawia mi euforii spędzać pół dnia przy garach. Dla moich dzieci Jasia i Zosi i dla męża Piotra z przyjemnością wymyślam nowe przepisy, ale dla gości, by zadowolić wszystkich, nie chcę tracić energii. Gdy przyjeżdżają przyjaciele lub rodzina, nie mam wyboru muszę stać w kuchni, a jednocześnie stresuje mnie fakt, iż wszyscy się relaksują, a ja wciąż przy garach. Goście przychodzą po oddech, więc nie oferują pomocy. Po ich wyjściu muszę jeszcze kilka godzin spędzić na sprzątaniu po ich wizycie.

Zdarza się, iż sprzątam, kiedy goście wciąż są w domu. Nie zostawiają po sobie góry śmieci, nie wyrzucają papierków po cukierkach na podłogę, dom nie zamienia się w kosz na śmieci. Ale porządek wciąż ginie meble są przesuwane, a potem trzeba je z powrotem ustawiać. Gdy przyjeżdżają kuzyni z dziećmi, w każdym kącie leżą zabawki, trzeba zmienić pościel, a na obrusie i zasłonach pojawiają się plamy. Kiedyś dzieci przewróciły wazon z parapetu, musieliśmy nie tylko uprzątnąć ziemię i umyć podłogę, ale i przesadzić kwiaty. Zdarza się też, iż łamią zamki lub klamki.

To są dzieci. Nie da się ich pilnować cały czas, a nie możemy karać cudzych pociech. Ich rodzice nie zwracają uwagi, bo są zajęci rozmowami z innymi gośćmi.

Dlatego oprócz gotowania, muszę sprzątać po wszystkim. Goście zawsze chcą wiedzieć, co u nas w rodzinie. Kiedy przychodzą kuzyni, nie pierzemy prania (nawet bielizny), bo wiem, iż ktoś będzie zaglądał. Staram się chować rzeczy w szafach, ale goście i tak proszą o otwarcie i podgląd wnętrza. Niektórzy dokładnie sprawdzają kuchnię, co mnie stresuje to wrażenie naruszenia prywatności. Nasze mieszkanie w Krakowie jest małe, pełne mebli i wazonów, a także wiszących kwiatów, które goście nieustannie zrywają, by zabrać je ze sobą.

Czasem myślę, iż to ja jestem problemem, iż źle traktuję przybywających. Jednak po kolejnych wizytach zdałam sobie sprawę, iż nie mam sił i ochoty marnować energii na gotowanie i sprzątanie po gościach. Wolę spotkać się na kawę w kawiarni, przejść się po Plantach i wrócić do domu, w którym wszystko jest czyste i uporządkowane.

Takie moje przemyślenia.

Idź do oryginalnego materiału