Na początku wszystko wygląda niewinnie. Zima się kończy, więc pojawia się myśl, iż dobrze byłoby zgubić kilka kilogramów przed wakacjami. Instalujesz aplikację, wpisujesz pierwszy posiłek i z ciekawości zaczynasz sprawdzać kalorie. Najpierw liczysz tylko obiad. Potem także śniadanie i kolację. Po kilku tygodniach zauważasz, iż nic nie trafia na talerz bez wcześniejszego wpisania do dziennego bilansu. Ten rytuał wchodzi w krew i trudno już go odpuścić.
REKLAMA
Z czasem rezygnujesz ze spontanicznych wyjść ze znajomymi, bo jak adekwatnie oszacować kaloryczność restauracyjnego jedzenia? W pewnym momencie dociera do ciebie, iż wpadłaś w pułapkę. Czy można było tego uniknąć? O tym, w którym momencie obsesyjne liczenie kalorii zaczyna przejmować stery nad życiem, opowiada w rozmowie z kobieta.gazeta.pl psychodietetyczka Milena Gil-Szczepanik.
Zobacz wideo Czy istnieje dieta cud? "Każdy choć raz w życiu powinien liczyć kalorie" [materiał wydawcy kobieta.gazeta.pl]
Kalkulator kalorii. Kiedy cyferki stają się naszym wrogiem?
Kalorie w świecie diet odgrywają rolę kompasu. Pozwalają zobaczyć, ile energii kryje się w codziennych posiłkach i pomagają lepiej orientować się w tym, co faktycznie trafia na talerz. Gdy zaczynamy je liczyć, pojawia się moment, w którym wnikliwiej przyglądamy się swojej diecie. Zaskoczenie bywa spore. Nagle okazuje się, iż niewielka przekąska potrafi mieć więcej kalorii niż cały obiad, a popularna "lekka sałatka" wcale nie jest tak dietetyczna, jak sugeruje nazwa.
- Liczenie kalorii jest narzędziem, które jest neutralne. W wielu przypadkach bywa bardzo pomocne do zwiększania świadomości żywieniowej dotyczącej kaloryczności naszej diety czy poszczególnych produktów - wyjaśnia psychodietetyczka. Z jej doświadczenia wynika, iż wielu pacjentów dopiero wtedy zaczyna naprawdę rozumieć, jak działa ich codzienny jadłospis. Taka wiedza bywa przydatna przy redukcji wagi, utrzymaniu masy ciała, ale również w sytuacji, gdy ktoś potrzebuje ją zwiększyć.
Kontrola wagi sama w sobie nie jest niczym podejrzanym. W medycynie traktuje się ją podobnie jak ciśnienie tętnicze czy poziom hormonów. To jeden z parametrów zdrowia. Schody pojawiają się w zupełnie innym momencie. Nie wtedy, gdy ktoś sprawdza kaloryczność posiłku, ale wtedy, gdy liczby zaczynają dyktować sposób jedzenia. - Problemem staje się nadmierna kontrola masy ciała, kiedy to liczenie kalorii zaczyna zarządzać naszym sposobem żywienia - mówi Milena Gil-Szczepanik.
Wówczas aplikacja przestaje być narzędziem. Zaczyna pełnić funkcję regulatora dnia. Posiłki planowane są pod liczby, a nie pod realne potrzeby organizmu. Pojawia się też zjawisko, które psychodietetycy obserwują bardzo często: ignorowanie sygnałów płynących z ciała. Człowiek przestaje zwracać uwagę na głód, sytość czy zmęczenie. Liczy się wyłącznie wynik w aplikacji.
odchudzanie - zdjęcie ilustracyjnefot. unsplash.com/zdjęcie ilustracyjne
Czy liczenie kalorii jest zdrowe? Sygnały ostrzegawcze, których nie można bagatelizować
Znalezienie jasnej odpowiedzi na pytanie, gdzie kończy się zdrowe podejście do diety, a zaczyna problem, wcale nie jest proste. - Nie ma jednego punktu granicznego między tymi postawami wobec odżywiania. Żadne pojedyncze zachowanie nie definiuje tego, czy mamy już do czynienia z obsesją - tłumaczy Milena Gil-Szczepanik. Jak podkreśla specjalistka, w takiej sytuacji liczy się przede wszystkim całokształt relacji z jedzeniem.
Dwoje ludzi może robić dokładnie to samo: liczyć kalorie albo korzystać z cateringu dietetycznego. Ich sytuacja psychologiczna może jednak wyglądać zupełnie inaczej. Dla jednej osoby będzie to wygodne narzędzie organizujące codzienność. Dla drugiej stanie się jedynym sposobem radzenia sobie z chaosem w jedzeniu oraz próbą utrzymania pełnej kontroli nad tym, co trafia na talerz.
Dlatego specjaliści patrzą szerzej i zwracają uwagę przede wszystkim na emocje towarzyszące jedzeniu. jeżeli posiłki kojarzą się z przyjemnością, spokojem i naturalnym rytmem dnia, nie ma powodów do niepokoju. Kiedy jednak wokół jedzenia pojawia się napięcie, sytuacja zaczyna wyglądać inaczej. Psychodietetyczka wskazuje konkretne sygnały ostrzegawcze. - Silne emocje towarzyszące jedzeniu, nadmierna kontrola, lęk związany ze spożywaniem posiłków, poczucie winy po jedzeniu, utrata masy ciała, wymioty lub stosowanie środków przeczyszczających - wylicza Milena Gil-Szczepanik. W takich warunkach rośnie ryzyko rozwoju ortoreksji.
zaburzenia odżywiania - zdjęcie ilustracyjnefot. pexels.com/zdjęcie ilustracyjne
Czym charakteryzuje się ortoreksja? Nie zawsze chodzi o liczby
To słowo, które często pojawia się w dyskusjach o obsesyjnej kontroli jedzenia. Kryje się za nim zaburzenie odżywiania, które polega na nadmiernym skupianiu się na jakości posiłków. Osoba dotknięta tym problemem zaczyna analizować skład jedzenia, jego pochodzenie, stopień przetworzenia czy sposób przygotowania. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak przykład wyjątkowej troski o zdrowie. Z czasem lista zasad zaczyna rosnąć, a wybór produktów wyraźnie się zawęża.
Wbrew pozorom w centrum takiej kontroli nie zawsze są kalorie. - W przypadku ortoreksji koncentracja osoby przypada na inne obszary związane z jakością produktów spożywczych, tzw. czyste jedzenie. Kalorie mogą mieć tutaj mniejsze znaczenie - wyjaśnia Milena Gil-Szczepanik. Nie oznacza to, iż temat liczenia w ogóle się nie pojawia.
Osoby, które trafiają do gabinetów specjalistów, mają często za sobą etap bardzo skrupulatnego monitorowania jedzenia. Najpierw pojawia się kontrola kalorii. Później dochodzą kolejne kryteria: skład, pochodzenie produktów czy sposób przygotowania posiłków. Każda nowa zasada daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie sprawia, iż codzienna dieta staje się coraz bardziej ograniczona. W pewnym momencie jedzenie przestaje być naturalną częścią dnia, a zaczyna przypominać zestaw rygorystycznych reguł, z których trudno się wycofać.
Jak zachowuje się osoba o niskiej samoocenie? Liczenie kalorii może być ucieczką
Obsesyjna kontrola jedzenia rzadko zaczyna się od samego jedzenia. W tle zwykle pojawiają się określone myśli i przekonania, które stopniowo zaczynają organizować sposób myślenia o własnym ciele i wartości. Część z nich dotyczy obrazu samej siebie. W głowie pojawiają się zdania, które brzmią jak wewnętrzny komentarz do każdego spojrzenia w lustro. "Jestem brzydka, gruba, nic mi się nie udaje, jestem nikim".
Równolegle pojawiają się bardzo restrykcyjne zasady dotyczące posiłków, żeby poprawić sytuację. Z czasem zaczynają brzmieć jak niepodważalne prawdy. "Nie wolno jeść po 18, owoce to sam cukier, od jutra zero słodyczy". Gdy te dwa obszary zaczynają się ze sobą łączyć, powstaje mechanizm, który łatwo wymyka się spod kontroli. Jedzenie zaczyna pełnić funkcję narzędzia do samooceny.
I właśnie tutaj pojawia się kolejny krok - powiązanie liczby kalorii z poczuciem własnej wartości. Dzienny bilans staje się emocjonalnym wskaźnikiem. jeżeli wszystko mieści się w założonym limicie, pojawia się satysfakcja. jeżeli liczba zostanie przekroczona, wkrada się poczucie porażki i kara. Psychodietetyczka opisuje to bardzo jasno. - Możemy zero-jedynkowo traktować wynik, czyli albo zmieściłam się w przedziale i jestem super, albo nie i jestem beznadziejna - tłumaczy.
W takim schemacie choćby duże sukcesy w innych obszarach życia zaczynają tracić znaczenie. Można zakończyć istotny projekt, zdać trudny egzamin albo osiągnąć cel zawodowy, a mimo to dzień zostaje uznany za "nieudany", bo w aplikacji pojawiła się liczba wyższa od planowanej. Dlatego specjaliści podkreślają, iż obsesyjne liczenie kalorii rzadko dotyczy wyłącznie jedzenia. W rzeczywistości mówi znacznie więcej o tym, jak człowiek myśli o sobie i jak bardzo potrzebuje poczucia kontroli w innych obszarach życia.
Dlaczego z tej spirali tak trudno wyjść? Obsesja zostaje w ukryciu
Dla innych niebezpieczna obsesja może wyglądać jak przykład żelaznej dyscypliny. Osoba skrupulatnie kontrolująca każdy posiłek słyszy komplementy o "silnej woli" i konsekwencji w dbaniu o dietę. Z zewnątrz to obraz kontroli. W środku pojawia się jednak blokada i lęk. Próba odpuszczenia nie przynosi ulgi. Wręcz przeciwnie - potrafi wywołać jeszcze większy niepokój.
Milena Gil-Szczepanik zwraca uwagę, iż jej pacjenci przez długi czas próbują radzić sobie z tym samodzielnie. Bagatelizują pierwsze sygnały ostrzegawcze, gdy plan dnia zaczyna układać się wokół posiłków, limitów i kolejnych zasad. Warto wtedy zatrzymać się na moment i przyjrzeć sytuacji uważniej. - To samo nie minie, a problem tak naprawdę rzadko leży w jedzeniu - podkreśla specjalistka.
Właśnie dlatego chwila, w której jedzenie zaczyna przejmować kontrolę nad codziennością, powinna być sygnałem do szukania wsparcia. Zaburzenia odżywiania można leczyć, a rozmowa z psychologiem lub psychodietetykiem pomaga odzyskać coś, co w tym mechanizmie często znika jako pierwsze - spokojną, naturalną relację z jedzeniem. Czy zdarzyło ci się liczyć kalorie? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Milena Gil-Szczepanik - psycholog, pedagog i psychodietetyk. W swojej pracy wspiera osoby zmagające się z trudnościami w relacji z jedzeniem, w tym z zaburzeniami odżywiania oraz chorobami dietozależnymi. Prowadzi dietoterapię wspomagającą dzieci i dorosłych z zaburzeniami rozwojowymi, a także pomaga osobom przechodzącym przez kryzysy życiowe i problemy emocjonalne. Prowadzi szkolenia z zakresu psychologii i psychodietetyki. W mediach społecznościowych edukuje jako "Psychologia na talerzu", promując holistyczne podejście do zdrowia, w którym równie istotny jest dobrostan psychiczny i fizyczny.













