Depresja u mężczyzn jest jednym z najgorzej rozumianych problemów społecznych. A to z kolei sprawia, iż źle ją leczymy. Bo mężczyzn w gabinetach psychologicznych zbyt często traktuje się jak kobiety, mimo iż przyczyny depresji u obu płci przeważnie są inne.
Tak z grubsza: mężczyzna nade wszystko potrzebuje misji. Kobieta — miłości.
I choć powyższy schemat z oczywistych względów nie wyczerpuje wszystkich przypadków depresji na świecie, obejmuje ich zdecydowaną większość.
Nietrudno zatem domyślić się, iż mężczyzna leczony w paradygmacie kobiecym nie wyzdrowieje. Bo zamiast celu i drogi do jego osiągnięcia otrzymuje rozmowę, uczucie i współczucie. W efekcie być może nastąpi chwilowa poprawa nastroju, ale problem nie zostanie rozwiązany.
Dlatego dziś skupimy się na męskiej depresji. Na tym, czym jest, jak przebiega i jak ją leczyć (skutecznie).
Cel, misja i dziedzictwo jako oś męskiej psychiki
We wstępie luźno zarysowałem myśl, iż męska psychika pod pewnymi względami wyraźnie różni się od kobiecej.
Teraz tę myśl rozwinę, zaczynając od podstawowego faktu:
Mężczyzna z natury jest nastawiony na osiąganie celów i realizację zadań. To jedna z najważniejszych rozbieżności między męskim a żeńskim postrzeganiem świata.
Nie chodzi tylko o ambicję czy o “parcie na sukces”, ale o wewnętrzną potrzebę, żeby coś budować, coś domykać, coś zostawić po sobie. Męski mózg łaknie długoterminowego znaczenia. Dziedzictwa. Czegoś, co przetrwa dłużej niż on i będzie miało sens.
Nie powinno zatem nikogo dziwić, iż najtwardszym jądrem męskiej natury jest bycie budowniczym i obrońcą.
Dlaczego to takie ważne? Bo pozwala zrozumieć, iż męska depresja nie jest wyłącznie kwestią nastroju. W dużej mierze jest kwestią obrania (bądź nie) kierunku. jeżeli mężczyzna nie ma misji, nie ma zadania, nie ma celu, który nadaje wysiłkowi sens, życie redukuje się do przetrwania.
A mężczyznom przetrwanie nie wystarcza.
Gdy znika powód, by iść do przodu, depresja staje się niemal logiczną konsekwencją. Bo jak tu nie mieć depresji, kiedy ciągle zadajesz sobie pytanie: “po co mam żyć, skoro mój wysiłek nic nie znaczy?”
Tu wychodzi na jaw jeszcze jedna kluczowa sprawa:
Misja i znaczenie prawie zawsze rodzą się w relacjach z innymi ludźmi. To nie jest abstrakcyjny “sens życia”, tylko konkretny wpływ na otoczenie:
- ochrona rodziny,
- znalezienie żony i zbudowanie rodziny,
- zapewnienie dziedzictwa swojej rodzinie,
- stworzenie czegoś, co służy innym (np. fundacja lub schronisko dla bezdomnych),
- aktywne działanie na rzecz poprawy życia bliźnich (np. we własnym mieście).
Sens to tak naprawdę długoterminowy ślad zostawiony w innych ludziach. Bo misja i znaczenie tak naprawdę wynikają z rzeczy, które po tobie zostaną, gdy już umrzesz. Czyli z relacji z ludźmi. Budujesz coś, co ma wpływ na innych.
Stąd biorą się te wielkie męskie narracje:
- mentor, który znajduje sobie ucznia, aby przekazać mu wiedzę,
- ojciec, który walczy dzień w dzień o dziedzictwo dla swoich dzieci,
- właściciel firmy, która daje zatrudnienie i dobre życie innym ludziom (w tym jego rodzinie).
To właśnie kolejne pokolenia ludzi tworzą niekończący się łańcuch znaczenia. A mężczyźni szukają sposobu, by wywrzeć na nich trwały wpływ.
Nawet jeżeli wprost tego nie komunikują, instynktownie tego szukają.
Pomyśl tylko. Twoje pieniądze, rzeczy, władza i sława przeminą, zostaną podzielone, trafią w inne ręce lub na śmietnik, ale wpływ na drugiego człowieka (czy jest nim twoje dziecko, czy uczeń, czy jeszcze ktoś inny) nie przeminie.
I prawdopodobnie zostanie przekazany kolejnym pokoleniom.
A zatem męska depresja bardzo często zaczyna się tam, gdzie pęka sprawczość (i w relacjach, i w działaniu). Gdzie zostaje utracona misja — albo wiara, iż jest się w stanie tę misję wykonać.
Przyczyny męskiej depresji
Jeśli miałbym wskazać jedną, główną przyczynę depresji, byłaby to bezradność. Jednak w przypadku mężczyzn należy ją rozumieć w bardzo konkretny sposób: jako niezdolność do wykonania misji.
Ta niezdolność wynika z dwóch przyczyn:
- braku jakiejkolwiek misji,
- braku wiary w możliwość jej wykonania (i/lub braku sił).
Poniżej wyjaśniam obie kwestie w szczegółach.
Bezradność spowodowana brakiem misji
Jednym z największych problemów współczesnych mężczyzn — zarówno młodych, jak i starszych — jest brak jakiegokolwiek celu.
I jeszcze raz: nie chodzi tutaj o hobby czy “bycie mało ambitnym”. Chodzi o długoterminowy sens. Coś, co warto budować, domknąć, przekazać dalej lub czego warto bronić. Motor napędowy dla wszystkich kolejnego dnia.
Jeśli tego nie ma, życie staje się nieprzerwanym ciągiem obowiązków bez znaczenia, które po prostu trzeba przeżyć.
Chyba potrafisz sobie wyobrazić, iż w takim układzie depresja jest nieuniknioną koniecznością. Nie czymś, co pojawia się nagle, tylko cichym efektem życia pozbawionego sensu. Bo skoro nie ma misji, nie ma też powodu, żeby trudy, znoje i cierpienie znosić “po coś”.
Zostaje tylko przetrwanie: praca, rachunki, jedzenie, sen — i znowu od początku.
A skoro nic, co robisz, nie ma wielkiego znaczenia, nie powinniśmy pytać: “dlaczego masz depresję?”, tylko raczej: “dlaczego miałbyś jej nie mieć?” Szczególnie jeżeli jesteś mężczyzną z rozumem nastawionym na wyszukiwanie celów i ich osiąganie.
Jako mężczyzna potrzebujesz czegoś więcej niż samo przetrwanie.
Potrzebujesz powodu, dla którego wstajesz. Czegoś, co nadaje życiu sens. Bez tego będzie w tobie narastało wewnętrzne wrażenie pustki, które nie zawsze wygląda jak smutek. W przypadku mężczyzn ten stan o wiele częściej przypomina apatię, odcięcie, wycofanie, irytację, zmęczenie…
A gdzieś z tyłu głowy narasta przekonanie, iż “to wszystko jest po nic”.
Bezradność spowodowana brakami osobistymi
Druga forma poczucia bezradności nie wynika z braku misji, tylko niemożności jej wykonania. Dlatego bywa podstępna, bo z zewnątrz wygląda poważnie.
Cel istnieje, chcesz go zrealizować, próbujesz, ciśniesz… ale na koniec dnia odbijasz się od ściany.
W takim układzie również istnieje ryzyko pojawienia się depresji. Bo mężczyzna nigdy nie będzie czuł się dobrze, gdy ma misję, która wiele dla niego znaczy, a nie potrafi wykonać. Powody mogą być różne, ale efekt pozostaje ten sam: coś blokuje cię przed osiągnięciem pożądanego wyniku.
Przyczyny niepowodzeń czasem są konkretne i przyziemne:
- brak zasobów finansowych,
- brak siły,
- brak zdrowia,
- brak kompetencji niezbędnych, by “dowieźć”.
Ale w przypadku współczesnych mężczyzn o wiele częstszym problemem — takim, który rozsadza życie od środka — są uszkodzone relacje. Problemy w komunikacji, napięcia, konflikty… coś w kontaktach z ludźmi po prostu nie działa i przez to nie potrafią dojść do miejsca, w którym chcieliby być.
W bezradności nie chodzi jednak o pojedynczą porażkę. Chodzi o długi okres, w którym wysiłek nie przynosi efektu.
Wtedy poczucie braku sił staje się stanem chronicznym. Bo widzisz i wiesz, co powinieneś robić. Widzisz i wiesz, co jest stawką. A mimo to nie potrafisz przełożyć starań na wynik. To frustruje i prowadzi do powolnego rozpadu od środka. Rośnie wstyd, napięcie, poczucie “jestem za słaby / za biedny / za głupi”.
Z czasem możesz dojść do wniosku, iż nie ma sensu więcej próbować. W efekcie pojawia się stan o wiele gorszy — beznadzieja — do której wrócimy w dalszej części artykułu. Teraz jednak zajmiemy się samym mechanizmem.
Psychiczny mechanizm utknięcia
Męski mózg działa jak maszynka do rozwiązywania problemów. Wkładasz do niego dane, a on na podstawie wcześniejszych doświadczeń i zebranych informacji “wypluwa” rozwiązanie.
System funkcjonuje więc świetnie, dopóki natrafiasz na problemy podobne do czegoś, co już przeżyłeś. Wtedy możesz skorzystać z przeszłych doświadczeń.
Tego, co już kiedyś zadziałało.
Jeśli jednak trafiasz na sytuację zupełnie nową, zbyt złożoną albo całkiem inną od wszystkiego, co doświadczyłeś do tej pory, pojawia się kłopot. Brak podobnych danych w pamięci lub niezdolność do uogólnienia przeszłych wniosków na nową rzeczywistość sprawia, iż mózg nie potrafi wygenerować adekwatnego rozwiązania.
Wtedy czujesz się zablokowany.
Ale — wbrew pozorom — taka sytuacja wcale nie musi powodować bierności. Równie dobrze możesz ciągle próbować dalej.
Tylko że…
…wciąż próbujesz tego samego.
Czegoś, co nie działa.
Wpadasz zatem w pętlę nieskutecznych zachowań, które tylko dolewają paliwa do poczucia bezsilności. Przypomina to trochę walkę z zamkniętymi drzwiami. Mimo iż szarpiesz coraz mocniej, tracisz siły, bo nie znasz mechanizmu zamka.
Gdy bezsilność się utrwala, zaczynasz unikać problemów. Nie dlatego, iż jesteś leniwy, tylko dlatego, iż konfrontacja:
- albo nie ma sensu (brak celu),
- albo wygląda jak kolejna przegrana (brak umiejętności osiągnięcia celu).
Z zewnątrz może to wyglądać jak obojętność albo “odpuszczenie”, ale w środku jest próbą ochrony przed bólem: unikasz rozmów, unikasz decyzji, unikasz tematów, bo pod spodem działa przekonanie, iż i tak nie ma sensu / rozwiązania.
Objawy depresji u mężczyzn
Depresja u mężczyzn przejawia się na wiele różnych sposobów. Niektóre mogą wydawać się oczywiste, zaś inne na pierwszy rzut oka w ogóle nie sugerują jakichkolwiek problemów wewnętrznych.
Depresja w ciele
Ciało zwykle nie kłamie tak łatwo jak głowa. choćby jeżeli mężczyzna powtarza sobie: “wszystko jest w porządku”, organizm często go zdradza i pokazuje, iż jednak coś nie gra.
Najczęściej pojawiają się problemy ze:
- snem (bezsenność, trudności z zasypianiem, poszatkowany odpoczynek),
- jedzeniem (niedojadanie lub objadanie się, czasem naprzemiennie),
- niezamierzonym wzrostem lub spadkiem wagi,
- chronicznym zmęczeniem,
- niepokojem i wewnętrzną ruchliwością,
- obniżonym nastrojem i smutnymi myślami.
Niekiedy pojawiają się też nawracające myśli o śmierci. Nie tyle o samobójstwie, ale o samej śmierci.
Symptomów oczywiście jest więcej, ale te są najpopularniejsze.
Zresztą mężczyzna w tym stanie zwykle sam czuje, iż coś jest nie tak. Widzi, iż jest stale wyczerpany, zestresowany i ma poczucie braku sensu albo długotrwałego utknięcia, które wysysa wolę życia.
Depresja funkcjonalna
Wielu ludzi kojarzy depresję z leżeniem w łóżku, płaczem i niechęcią do robienia czegokolwiek. Jednak to skrajny przypadek. Daleko zaawansowane objawy, które każdy potrafi rozpoznać.
Tylko iż przeważnie z depresją bywa zupełnie inaczej. Ukrywa się pod zachowaniami, które dla przeciętnego człowieka wydają się zupełnie normalne, a czasem przypominają choćby “wysokie funkcjonowanie”.
Są to w gruncie rzeczy maski, które ludzie ubierają, aby ukryć swój stan (albo oderwać się i próbować żyć obok niego).
Oto kilka przykładów:
- humor (archetyp smutnego klauna) — miałeś może kiedyś kumpla, który w ogóle nie potrafił być poważny i z wszystkiego żartował? Ja miałem. Za każdym razem, gdy pojawiał się poważny temat, on jakby z automatu obracał go w żart. To często odruch i mechanizm obronny (kiedy żartujesz, nie musisz dotykać bólu). Dla takiego “smutnego klauna” humor to jedyna forma kontroli, jaką posiada. I jednocześnie tarcza.
Na myśl od razu przychodzi Robin Williams, jeżeli miałbym tutaj podać przykład kogoś popularnego; - pomaganie innym — służenie innym czasem jest formą kompensacji. Wyobraź sobie kogoś, kto daje genialne rady, ratuje ludzi, robi wszystko dla wszystkich, mimo iż jego własne życie jest w rozsypce. Takie zachowanie często bywa formą ucieczki przed depresją;
- obsesja społeczno-polityczna — zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego różne formy aktywizmu są w dzisiejszych czasach tak popularne? Dlaczego ludzie całym swoim jestestwem angażują się w sprawy polityczno-społeczne i uzależniają od nich swoje samopoczucie?
Proste: bo obsesja na punkcie spraw zewnętrznych, wielkich problemów świata, pozwala choć na chwilę zapomnieć o własnych zgryzotach, z którymi człowiek sobie nie radzi. Poza tym tzw. “wielkie problemy świata” dają mu namiastkę brakującego sensu życia.
Wstaw sobie tu cokolwiek: feminizm, maskulinizm, klimatyzm, śledzenie polityki 24/7, etc.
To wszystko może wyglądać jak „charakter” albo „styl bycia”, ale często stanowi sposób na życie obok własnego cierpienia.
Bo to, iż ktoś funkcjonuje, nie znaczy jeszcze, iż jest mu dobrze. Mężczyzna może pracować, dbać o małżeństwo (na pozór), być rodzicem, coachem… robić naprawdę wiele rzeczy. choćby takich, które niby dają jakieś osiągnięcia. Jednak jednocześnie w środku czuje, iż to się dla niego nie liczy, nie ma znaczenia, iż coś się sypie.
U kobiet często przejawia się to służeniem innym bez końca, mimo iż same nie czują się kochane ani użyteczne dla tej jednej osoby (lub grupy), którą kochają. Kompensują sobie to przez pomaganie (częste u pielęgniarek).
Człowiek po prostu nie wie, jak rozwiązać swój problem, więc przelewa swoją uwagę na coś innego. Coś, co go zajmuje. Bo np. emocjonowanie się tym, co pokazują w wiadomościach lub piszą w sieci, jest prostsze niż myślenie o własnym życiu.
Depresja unikowa
Co byś powiedział na takie dictum: depresja nie zawsze jest stanem emocjonalnym; o wiele częściej przypomina styl radzenia sobie, który coraz bardziej opiera się na unikaniu? Pomyśl tylko! jeżeli w człowieku stopniowo narasta przekonanie o bezsensie lub niemożności naprawienia problemu, logicznym i naturalnym ruchem staje się omijanie wszystkiego, co ów problem przypomina:
- rozmów,
- decyzji,
- trudnych tematów,
- konfrontacji.
Za to bardzo atrakcyjną alternatywą wydają się ucieczki dopaminowe. A tych, jak prawdopodobnie się domyślasz, nasz współczesny świat oferuje bez liku.
Do wyboru, do koloru:
- gry komputerowe — jest mnóstwo facetów (w różnym wieku), którzy spędzają na graniu po kilka, a choćby kilkanaście godzin dziennie. Dlaczego? Bo w grach postęp jest czytelny. Masz jasne cele, wbijasz kolejne poziomy, zdobywasz nagrody. To niekończący się cykl dopaminy i namiastka sukcesu, którego brakuje w realnym życiu;
- objadanie się — jedzenie też daje zastrzyk dopaminy, przez co dla wielu działa jak szybkie znieczulenie. Stąd popularność kompulsywnego (napadowego) obżarstwa, a co za tym idzie: wzrostu wagi;
- pornografia i hazard — wbrew pozorom jedno z drugim ma wiele wspólnego, bo ani w pornografii nie chodzi o zaspokojenie seksualne, ani w hazardzie o wygraną. Oba nałogi bazują na strzale dopaminowym wynikającym z ekscytacji nowością / potencjałem / oczekiwaniami. Dlatego danie hazardziście pieniędzy nie wyleczy go z hazardu, a danie pornografiście kobiety nie wyleczy go z pornografii. Ale zarówno jedno, jak i drugie skutecznie zajmuje umysł, co pozwala powierzchownie uciec od problemów;
- alkohol i inne używki — substancje odurzające to dla wielu mężczyzn sposób na “wyłączenie” tej części mózgu, która nieustannie się boi, analizuje i przewiduje katastrofę. Dlatego osoby uzależnione często biorą używki nie po to, żeby poczuć się “świetnie”, tylko żeby móc choć przez chwilę poczuć się normalnie (móc na chwilę zrelaksować umysł).
Powyższe i inne formy ucieczki zwykle nie są głównym kłopotem, tylko sposobem na poradzenie sobie z problemami i bólem z nich wynikającym, którego człowiek nie potrafi inaczej zatrzymać. A im dłużej ktoś szuka w nich ulgi, tym bardziej odcina się od rzeczywistości i realnych rozwiązań.
To z kolei jeszcze bardziej napędza męskie poczucie bezradności.
Beznadzieja, czyli II stopień depresji
Chociaż ból wynikający z bezradności jest realny, nie stanowi jeszcze realnego zagrożenia. Dopiero gdy bezradność przeradza się w beznadzieję, stany depresyjne zaczynają robić się naprawdę niebezpieczne.
To tutaj pojawia się realne zagrożenie samobójstwem.
Bo poczucie beznadziei to nie zwykły “gorszy dzień” ani chwilowy pesymizm. Człowiek w tym stanie zaczyna wierzyć, iż nic już się nie poprawi. Że nie znajdzie celu albo nie da rady go zrealizować, iż już nic się nie zmieni, iż obecnej sytuacji nie sposób naprawić.
Kiedy człowiek bezradny mówi: “moje życie nie ma sensu” albo “nie potrafię zrealizować misji”, u człowieka w beznadziei wypowiedzi te przeradzają się w:
- “moje życie nie ma sensu i już nigdy go nie znajdę”,
- “mam misję, która znaczy dla mnie wszystko, ale nigdy jej nie wykonam”.
To moment, w którym mężczyzna zaczyna doświadczać długotrwałego i niekończącego się bólu emocjonalnego w mózgu. Co gorsza, może się on nasilać w sytuacjach, gdy relacje ulegają pogorszeniu lub presja ze strony życia narasta. Dla przykładu: dzieci rosną, potrzeby rosną, a mężczyzna uważa, iż nie jest w stanie zapewnić rodzinie tego, co niezbędne.
Ciśnienie robi się coraz bardziej odczuwalne, a jednocześnie gdzieś w środku panuje przekonanie, iż i tak nie ma wyjścia.
W takich stanach samobójstwo zaczyna wyglądać coraz bardziej atrakcyjnie. Nie dlatego, iż ktoś pragnie śmierci. Raczej szuka sposobu, żeby uwolnić się od bólu. Samobójstwo przeważnie jest próbą ucieczki przed cierpieniem, które trwa za długo i wydaje się nie mieć końca.
Coraz częściej pojawia się mówienie o życiowym pechu.
W psychologii istnieje coś takiego, jak zewnętrzne umiejscowienie kontroli. Charakteryzujący się nim człowiek żyje w przekonaniu, iż to świat kontroluje jego poczynania, a on sam nie ma na nic wpływu. Nie czuje możliwości zmiany, bo wszystko zależy od innych.
To też przejaw bezradności i beznadziei.
Co więcej, zaawansowana beznadzieja często zdradza się językiem. Mężczyzna często myśli o śmierci, czasem choćby żartuje o śmierci. Czasem choćby bardzo często żartuje o śmierci. Niekoniecznie w formie planu czy zamiaru, ale sposobu nazwania tego, jak bardzo jest zmęczony walką.
To nie dramat na pokaz. Czasem wystarczy krótkie zdanie rzucone pół żartem. Takie, które ma schować prawdę, a jednocześnie ją przemycić.
Punkt zwrotny, czyli jak leczyć męską depresję?
Jest jeden skuteczny lek na męską depresję. Jedna skuteczna metoda, która potrafi wyciągnąć mężczyzn z apatii i myśli samobójczych.
Nie chodzi o żadną afirmację ani pozytywne myślenie. Same przyniesienie ulgi w objawach (np. dzięki leków) też nie jest skuteczne.
Co w takim razie przynosi realny efekt?
Nadanie mężczyźnie misji, która ma dla niego ogromne znaczenie. I jednocześnie przywrócenie mu zarówno wiary, jak i praktycznych zdolności, aby mógł tę misję zrealizować.
Chodzi zatem o dwa uzupełniające się elementy:
- Misja musi być realna i ważna, bo tylko wtedy porządkuje wysiłek i nadaje sens zarówno życiu, jak i ewentualnemu cierpieniu.
- Mężczyzna musi uwierzyć, iż jest w stanie misję wykonać. Nie dlatego, iż ktoś będzie go prowadził za rączkę albo robił za niego, tylko dlatego, iż sam odzyskuje poczucie sprawczości.
Chodzi po prostu o oczyszczanie drogi z przeszkód i pokazywanie człowiekowi, jak może zrealizować cel własnymi siłami. Nie wyręczasz go zatem, tylko przywracasz możliwość samodzielnego działania.
Dlaczego ta metoda jest tak skuteczna?
Bo mężczyźni, który mają w swoim życiu misję (i wiarę, iż są w stanie misję wykonać), potrafią znieść ekstremalne przeciwności. Z uśmiechem przeczołgają się po potłuczonym szkle, pójdą na wojnę, stracą rękę i nogę, przełkną dramatyczne straty… i przez cały czas będą walczyć.
Nie dlatego, iż nie czują bólu. Po prostu ich misja jest większa niż ból.
Kiedy zatem przedstawiony układ (misja + sprawczość) wraca, depresja u mężczyzn ma tendencję do ustępowania.
Powtórzę to jeszcze raz: nie naprawiamy mężczyźnie nastroju, tylko przywracamy kierunek i możliwość ruchu. Beznadzieja słabnie dopiero wtedy, gdy w człowieku odradza się wiara, iż istnieje droga, iż można nią iść, i iż wysiłek znowu czemuś służy.
Przykład: misja jako lekarstwo
Obserwacje warunków wojennych odsłaniają pewien paradoks: pomimo powszechnego chaosu i zagrożenia wielu mężczyzn zaczyna funkcjonować lepiej pod względem psychicznym.
Nie dlatego, iż wojna jest dobra. Po prostu nagle pojawia się jasny cel i rola.
Dobrym przykładem jest bombardowanie Londynu podczas II Wojny Światowej. Według relacji świadków męskie zdrowie psychiczne poprawiało się do tego stopnia, iż pacjenci szpitali psychiatrycznych wychodzili ze stanów katatonicznych (totalnej apatii) i byli choćby w stanie prowadzić ambulanse, by ratować ludzi.
Ktoś sparaliżowany psychicznie do tego stopnia, iż nie mógł wstać z wózka i poruszać się o własnych siłach, nagle odnajdywał w sobie wystarczająco dużo sprawności, by brać odpowiedzialność za innych.
To pokazuje, iż jasny (choć wymuszony przez sytuację) sens potrafi uruchomić w mężczyźnie zasoby, które wcześniej pozostawały zablokowane.
Czytelny cel związany z innymi ludźmi i świadomość, iż można coś zrobić, przełamuje stan wyglądający na całkowity paraliż.
Dlaczego sens jest relacyjny?
Powróćmy na chwilę do myśli, którą zarysowałem wcześniej: misja i cel to nie abstrakty. Prawie zawsze dotyczą drugiego człowieka, relacji i możliwości wywierania długoterminowego wpływu na innych.
Dlatego mężczyzna zwykle odnajduje sens nie w samej aktywności, tylko w tym, iż jego działalność kogoś chroni, komuś służy, coś buduje w czyimś życiu…
Jeśli zatem nie masz prawdziwych i wartościowych relacji z innymi ludźmi, idą ci ciężko, boisz się ich lub po prostu nie wiesz, jak je tworzyć, istnieje spora szansa, iż twoje życie jest przepełnione poczuciem bezsensu (bo brak ci relacji, w których sens można odnaleźć).
Najbardziej na tym cierpią osoby z zaburzonym stylem przywiązania. Dla nich relacje zwykle nie są miejscem sensu, tylko źródłem lęku i wyczerpania.
W takim układzie w kontaktach z ludźmi prawdopodobnie starasz się jedynie nikogo nie rozzłościć. Nie podejmujesz żadnego ryzyka. Przykro mi, ale w taki sposób nie da się stworzyć dziedzictwa. Bo jak, jeżeli tylko starasz się “nie spieprzyć”, nie robić konfliktów, nie być odrzuconym?
Funkcjonowanie w takim trybie prowadzi do całkowitego odrzucenia myśli o tworzeniu jakiegokolwiek długoterminowego wpływu.
Człowiek zaczyna preferować życie bez śladu i bez dziedzictwa. Nie dlatego, iż bardziej mu to pasuje, tylko dlatego, iż nie ma warunków psychicznych, by cokolwiek budować.
Cała energia idzie w walkę o utrzymanie relacji, nie w tworzenie celu.
Nic dziwnego, iż mężczyzna z takimi problemami ma tendencje depresyjne — szczególnie w wieku nastoletnim i początku dorosłości. Bo chciałby tworzyć relacje, ale czuje, iż nie potrafi. W efekcie pojawia się strach i przekonanie o własnej bezwartościowości.
Potem to wraca jako kryzys wieku średniego. Mężczyzna uświadamia sobie, iż nic nie osiągnął, ponieważ ma istotne braki na polu relacyjnym.
Młodzi też to czują. choćby nastolatkowie. Może nie są w stanie nazwać swojego problemu, ale czują go. Tak bardzo oderwali się od innych ludzi we współczesnym świecie, iż za nic nie potrafią odnaleźć sensu w swoim życiu.
Bo mężczyźni też znajdują sens w relacjach. Nie w samym posiadaniu ich, ale w budowaniu w nich i dla nich. W chronieniu “swoich” i upewnianiu się, iż mają odpowiednią ilość zasobów do realizacji swoich własnych misji.
Weźmy na przykład wojnę. Mężczyźni są gotowi oddać życie za swoich braci, żeby któryś z nich był w stanie dokończyć misję.
Mężczyźni lubią czuć się w relacjach przydatni poprzez zapewnianie sprawczości i zasobów. Wszystko po to, żeby ich bliscy lub podopieczni mieli solidny fundament do sięgania po swoje cele.
Kobiety zaś chcą czuć się przydatne poprzez emocjonalne zaspokajanie potrzeb innych. Czyli zapewnianie wewnętrznych zasobów.
Skoro zatem męska depresja kręci się wokół bezsilności i beznadziei, jednym z powodów, przez które te stany się utrwalają, jest właśnie to. Mężczyzna zostaje sam. Bez relacji, które dawałyby znaczenie. I bez relacji, które oferowałyby wsparcie w znalezieniu drogi wyjścia.
Inni ludzie jako źródło danych
Wspominałem, iż męski mózg działa jak maszynka do rozwiązywania problemów. Dlatego przyczyną utknięcia bardzo często nie jest słabość po stronie mężczyzny, tylko brak danych, na podstawie których mógłby zbudować nowe rozwiązanie.
Kiedy żadna znana strategia nie działa, umysł w kółko mieli to samo — a bez nowych informacji nie ma z czego złożyć innego planu.
Tutaj również w sukurs przychodzą inni ludzie. Nie dla samej relacji, ale z czysto praktycznego powodu: jako źródło nowych perspektyw. Okazują się szczególnie przydatni, jeżeli mierzyli się z podobnymi problemami do twoich i udało im się je rozwiązać.
Taki kontakt jest jak “dokarmianie systemu”: dostajesz informacje, język i narzędzia, których do tej pory nie miałeś skąd wziąć.
Dla mężczyzn jest to wyjątkowo ważne, bo jeżeli depresja wynika z braku poczucia sensu (misji) lub nieskutecznych działań, dopływ nowych danych stanowi początek odzyskiwania sprawczości.
W wielu przypadkach najlepiej działa kontakt z innymi mężczyznami. Podobny sposób myślenia i komunikowanie się “tym samym językiem” po prostu pozwala szybciej dojść do praktycznych rozwiązań. Jednak nie powinniśmy też ignorować zysków płynących z rozmów z kobietami. Inna perspektywa i typ wglądu w problem również bywają pomocne.
Korzystanie z obu źródeł informacji pozwala zachować balans bez nadmiernego wykrzywiania się w jedną stronę.
Relacje nie są więc tylko źródłem “pogadanek dla ulgi”. To część metody wychodzenia z bezsilności: im więcej sensownych danych, tym większa szansa, iż mózg przestanie kręcić się w pętli i wreszcie zobaczy drogę, która prowadzi do misji (czyli do czegoś, co ma znaczenie) lub osiągnięcia celu.
Słowo o lekach antydepresyjnych
Zdarzyło mi się już o tym pisać w innych tekstach, więc po prostu się powtórzę: antydepresanty nie rozwiążą twoich problemów.
Z prostego powodu.
Leki na depresję nie sprawią, iż znów poczujesz się świetnie. Ich zadanie polega na zmniejszeniu natężenia negatywnych emocji (i innych objawów) na tyle, żebyś odzyskał wystarczająco dużo energii i przestrzeni, aby zająć się głębszymi problemami twojego życia.
Mianowicie: przyczynami bezradności i beznadziei.
Branie antydepresantów bez naprawy tego, co leży u źródła depresji, jest jak owijanie bandażami rany postrzałowej. Możesz to robić przez całe życie, ale rana wciąż tam jest. I krwawi, stopniowo pozbawiając cię życia.
Podsumowanie
Jak widzisz, jest kilka istotnych powodów, dla których depresja u mężczyzn nie powinna być traktowana “po kobiecemu”. Współczucie, zrozumienie czy pocieszanie — choć mogą pomóc na chwilę — nie rozwiążą prawdziwych problemów.
Jedyną skuteczną metodą ratunku dla mężczyzn jest odzyskanie kierunku i sprawczości. Misji, która ma znaczenie w relacji do innych ludzi, oraz realnej możliwości jej wykonania krok po kroku (a także wiary, iż da się to zrobić).
A ponieważ sens rodzi się w relacjach, zaś rozwiązania wynikają z danych, najważniejsze stają się też następujące kwestie: naprawa stylu przywiązania, odbudowa stosunków międzyludzkich i kontakt z tymi, którzy już przeszli podobną drogę i mogą wnieść do życia mężczyzny brakujące informacje.
Nawet nastoletnim chłopcom rozświetlają się oczy, gdy o tym słyszą. Gdy zaczynają wierzyć, iż mogą pracować nad swoim dziedzictwem z innymi ludźmi.
Gdy odzyskują zdolność do tworzenia prawdziwych relacji, poczucie misji i sensu, a także możliwość zaoferowania swoich zdolności innym ludziom.
Masz uwagi, przemyślenia albo osobiste doświadczenia w tym temacie? Podziel się w nimi w komentarzu (albo napisz do mnie bezpośrednio). A jeżeli uznałeś tekst za interesujący lub pomocny, podziel się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnij na stronę facebook’ową bloga i polub moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Wesprzyj bloga i pomóż mi pomagać innym! Kliknij przycisk i postaw mi kawę!
Zajrzyj też na:








