Dajcie nam klucze do waszej działki, pomieszkamy tam na święta – małżeństwo pozwoliło przyjaciołom s…

polregion.pl 3 dni temu

– Daj nam klucze do waszego domku na Mazurach, zamieszkamy tam przez chwilę
małżeństwo pozwoliło znajomym przenocować, nie przewidziawszy konsekwencji.

U Mateusza zachorowała mama, więc razem z żoną, Agnieszką, zostali w Warszawie na Nowy Rok. Spędzili go spokojnie, rodzinnie. Ich znajomi, Kinga i Paweł, byli trochę rozczarowani, iż Mateusz i Agnieszka w ostatniej chwili odwołali wspólny wyjazd na działkę, chociaż obiecywali, iż wszyscy razem spędzą święta tylko kto mógł przewidzieć, iż pani Stefania zachoruje właśnie w sylwestra?

Agnieszka czuła się z tym nie najlepiej. Gdy Kinga zadzwoniła do niej drugiego stycznia, narzekając, iż spędzili Nowy Rok w ciasnym mieszkaniu w trójkę, poczuła kolejny wyrzut sumienia.

– Musiałam słuchać marudzenia teściowej. Wparowała do nas 31 grudnia i oznajmiła, iż u siebie ma awarię ogrzewania! Teraz zamierza mieszkać z nami przez całe święta, póki administracja nie naprawi jej rur! Ja już nie daję rady, chyba rozwiodę się z Pawłem przez jego matkę, naprawdę jęczała Kinga.

– Przykro mi. U nas z panią Stefanią jest w porządku, tylko ciężko znosi chorobę odpowiedziała Agnieszka. Gdybym mogła ci jakoś pomóc, zrobiłabym to z przyjemnością.

– Wiesz, Aga… Ty adekwatnie możesz mi pomóc.

– W jaki sposób?

– Daj nam klucze do waszej działki na Mazurach. My z Pawłem uciekniemy od teściowej. Niech sobie mieszka sama i jej kaprysy nas nie dotyczą.

Agnieszka się zawahała. Z jednej strony szkoda jej przyjaciółki, z drugiej nie wiedziała, co o tym pomyśli Mateusz. Chociaż traktowali domek jako wspólną własność, to formalnie należał do Mateusza.

– Muszę zapytać męża. Nie wiem, czy to dobry pomysł.

– Jasne, rozumiem. Ale obiecuję, iż będziemy bardzo ostrożni i dbali o wszystko.

– Ale przecież pewnie zasypało drogi śniegiem… nie dojedziecie tam. Traktora nigdy nie załatwialiśmy powiedziała Agnieszka.

– Nasz terenowy da radę. Przejedziemy.

– I kotła dawno nie sprawdzaliśmy. Trzeba by się tam wybrać przed gośćmi…

– Aga, jesteśmy dorosłymi ludźmi. Paweł od lat zajmuje się takimi rzeczami. Nie martw się, niczego nie popsujemy zapewniała Kinga przekonująco.

Agnieszka pomyślała: może faktycznie warto pomóc? Obiecała zadzwonić po rozmowie z Mateuszem.

– Jesteś pewna, iż to dobry pomysł? Mateusz nie był przekonany.

– Sama nie wiem, Mateusz… Ale z Kingą znamy się od lat. Przecież mieliśmy jechać razem, gdyby nie twoja mama…

– Jak coś się stanie, nie będziemy mogli tam gwałtownie dotrzeć, to nie jest obok domu. A mama nie może zostać sama.

– Wiem, dlatego pytam. Kinga bardzo narzeka na teściową. Wyobrażasz sobie taki klimat pod jednym dachem? Podobno matka Pawła jest nie do wytrzymania, małżeństwo ich wisi na włosku.

Po krótkiej naradzie stwierdzili, iż dla ratowania związku Kingi i Pawła warto pomóc.

– Dajmy im klucze. Ale niech sami sobie radzą. Nas niech nie wciągają w żadne ich sprawy powiedział Mateusz.

Kinga od razu poczuła, iż przyjaciółka ufa jej w najważniejszych sprawach.

– Dziękuję, kochana! Będę informować co i jak zapewniła, po czym ruszyła z Pawłem w trasę.

Droga na Mazury zajęła im ponad trzy godziny. Domek stoi w pięknej okolicy, daleko od miejskiego zgiełku. Ale Mateusz i Agnieszka mieli rację: w trakcie noworocznych świąt spadło mnóstwo śniegu, choćby jeep nie dał rady dojechać. Kinga i Paweł utknęli i musieli zadzwonić po ratunek.

– Co teraz? zapytali.

– Wracajcie. Trzeciego stycznia nikt wam tu śniegu nie odgarnie. Wszyscy właśnie mają wolne odpowiedziała Agnieszka.

– No nie! Tyle się trudziliśmy. W sąsiedniej wsi jest przecież Janek, traktorysta, o którym wspominałaś?

– Tak. On zwykle odśnieża.

– Trzeba go prosić, żeby przyjechał.

– Podam wam jego numer powiedziała Agnieszka.

Po półgodzinie Kinga znów dzwoniła:

– Nie odbiera. Niech Mateusz spróbuje, pewnie z nieznanych numerów nie podnosi!

– Dobrze, poczekajcie.

Agnieszka długo namawiała męża, by zadzwonił do traktorzysty. W końcu obiecał, iż przyjedzie w ciągu godziny.

Przez ten czas Mateusz był cały w nerwach. Kinga nieustannie dzwoniła, pytała, ile jeszcze będą czekać atmosfera robiła się nieprzyjemna. Ostatecznie Agnieszka czuła się winna.

Na szczęście traktorzysta dotrzymał słowa, przyjechał i odśnieżył podjazd. Ale wejście do furtki wymagało już pracy łopatą nikt się nie kwapił, więc Paweł musiał sam wykopać ścieżkę do drzwi. W końcu udało im się dostać do środka.

Grzejniki jednak słabo grzały, trzeba było ustawić kocioł. Paweł nie miał doświadczenia i znów dzwonił do Mateusza. Mateusz dwie godziny tłumaczył mu jak działa kocioł.

– Pierwszy raz taki widzę… chyba stara konstrukcja narzekał Paweł.

– Najważniejsze, iż działa! zirytował się Mateusz. Przeczuwał, iż problemy się nie kończą.

I miał rację Kinga wydzwaniała przy każdej drobnostce. Od pytań, gdzie stoi patelnia, po skargi, iż w domku wciąż jest zimno.

Pod wieczór Agnieszka i Mateusz wyłączyli telefony, chcąc zebrać myśli.

Rano okazało się, iż mają kilkanaście nieodebranych połączeń od przyjaciół.

– Co tam się stało?

– Nie wiem… Agnieszka ze zdenerwowaniem postanowiła oddzwonić. Kinga odebrała od razu.

– Halo, gdzie byliście?!

– Spaliśmy.

– Mieliśmy katastrofę! W saunie śmierdziało dymem, prawie się spaliłam!

– O Boże…

– No tak. Kto tak buduje piece?!

– Co było nie tak?

– Trzeba było powiedzieć, iż na kominie jest blokada… Paweł się w końcu domyślił skarżyła się Kinga.

– Przepraszam, nie sądziłam, iż od razu pójdziecie do sauny… i w ogóle…

– Co? Przecież jesteśmy na gościnie, korzystamy ze wszystkiego. Sauna nie była wliczona? Powinniście uprzedzić. Ledwo się tam dostaliśmy, masa śniegu!

– Korzystajcie na zdrowie bąknęła zmieszana Agnieszka.

– Szukaliśmy też grilla.

– Stary się zepsuł.

– No właśnie! Nikt nas nie uprzedził! Gdzie my upieczemy kiełbaski?! Kinga była wyraźnie niezadowolona.

– Nie wiem, Kinga. Nie mam głowy do takich rzeczy po ostatnich dniach. Z grillem poradzicie sobie sami. Najważniejsze nie spalcie nam domu!

Skończyła rozmowę, odetchnęła. Zachowanie przyjaciółki zaczęło ją drażnić.

– Co znowu? Kolejny dramat? zapytał Mateusz.

– Niestety, tak.

Agnieszka streściła mu całą sytuację.

– Paweł ze mną latem był w tej saunie, wie o blokadzie. Nie mają do nas pretensji. Grill? Nie nasz problem. Jakby chcieli gotować pilaw, miałbym im kupować garnek? Chcą grillować, niech jadą do wsi. Tam w sklepie są jednorazowe grille. Na kilka dni wystarczy.

Dokładnie tak odpowiedziała Kinga, kiedy ta znów zadzwoniła.

– Jasne, zrozumiałam. Pojedziemy do wsi, zwłaszcza iż dzięki nam droga już czysta.

Zaskakująco, po tym telefonie Kinga przestała dzwonić. Oznaczało to, iż zrozumiała, iż Agnieszka ma już dosyć niańczenia ich.

– Dziwnie cicho. Może sprawdzimy, jak się mają? zastanawiał się następnego dnia Mateusz.

Kinga nie odebrała, ale wysłała smsa, iż wszystko w porządku.

Małżonkowie uznali, iż mogą spokojnie zostawić dom w rękach przyjaciół i zapomnieć na kilka dni o ich istnieniu.

Pod koniec świątecznych dni mama Mateusza wyraźnie poczuła się lepiej.

– Może pojedziesz po klucze na działkę? Przy okazji obejrzysz, co u Kingi i Pawła zasugerowała Agnieszka.

– Dobry pomysł. Pojadę rano, wrócę wieczorem. Muszę sprawdzić dom, no i saunę odpowiedział Mateusz.

Mateusz wyjechał, Agnieszka została z teściową.

Uprzedziła znajomych, iż mąż niedługo przyjedzie, oczekiwała, iż wszystko przebiegnie spokojnie. Jakże się jednak zdziwiła, gdy Mateusz wrócił zdenerwowany, niechętny do opowiadania szczegółów wyprawy.

Sytuację wyjaśniła Kinga. Zadzwoniła do Agnieszki następnego dnia.

– Wasza teściowa już się uspokoiła? zapytała Agnieszka.

– Na szczęście tak. Naprawili jej wszystko i wczoraj się wyniosła, nie czekając choćby na nasz powrót.

– Super. Wpadnę do ciebie za godzinę obiecała Agnieszka, nie mówiąc mężowi, dokąd idzie. Widziała, iż temat przyjaciół go drażni, chciała się dowiedzieć dlaczego.

Kinga od razu przeszła do sedna:

– Oto rozpiska naszych wydatków na waszej działce powiedziała, podając kartkę.

– Co to jest?

– Spis tego, co kupiliśmy na pobycie: usługa traktorzysty, elektryczna łopata, grill, węgiel, podpałka, kratka do grilla, trzy żarówki i zestaw olejków do sauny.

– To rzeczy, które zostawiliśmy wam. Korzystajcie.

Agnieszka spojrzała pytająco.

– Z Pawłem uznaliśmy, iż skoro będziecie z tego korzystać, wypada podzielić wydatki na pół.

– Chyba żartujesz? parsknęła Agnieszka, sądząc, iż Kinga się wygłupia.

– Jestem poważna. Gdyby był grill, nie musielibyśmy wydawać na zestaw do barbecue. Gdyby była łopata, nie kupowalibyśmy elektrycznej. A traktorysta gdyby wcześniej odśnieżył drogę, nie marnowalibyśmy dwie godziny i benzyny! Nie wspomnę o braku szamponu w saunie: wszystko musieliśmy kupić.

– Kinga, chyba trochę przesadzasz. Po pierwsze to nie hotel, gdzie dostaje się szampon i czepki. Po drugie, łopatę i grill kupiliście z własnej inicjatywy, więc śmiało możecie zabrać je do domu, razem z olejkami i węglem. Nie mam zamiaru płacić za odśnieżanie sami ryzykowaliście. Za żarówki mogę zapłacić, rzeczywiście są potrzebne, dzięki za wymianę dodała i przelała jej sto złotych na konto. Potem bez słowa wyszła. Na telefony i wiadomości nie odpowiadała, by nie czuć się w obowiązku. Razem z Mateuszem pojechali na Mazury, zabrali rzeczy Kingi i Pawła, przewieźli im wszystko kurierem.

Mama Mateusza była już zdrowa, małżeństwo wróciło do weekendowych wyjazdów na działkę. A Kinga i Paweł stracili tę możliwość. Po tej sytuacji przyjaźń się rozluźniła, a hojni gospodarze przestali ufać znajomym, co ich irytowało.

– Przecież chcieliśmy dla nich dobrze… A oni tacy niewdzięczni! żaliła się Kinga Pawłowi, po raz kolejny dzwoniąc do Agnieszki. Elektryczna łopata była im zbędna, ale żeby ją oddać, trzeba było mieć paragon. A ten został u przyjaciół na działce.

Idź do oryginalnego materiału