Miłego dnia powiedział Dawid, pochylając się i muskając policzek żony.
Małgorzata skinęła głową bezwiednie. Skóra na policzku pozostała chłodna i sucha bez ciepła, bez złości. Po prostu dotyk, nic więcej. Drzwi zamknęły się cicho i mieszkanie wypełniła cisza.
Stała jeszcze chwilę w korytarzu, wsłuchując się w siebie. Kiedy to się zaczęło? W którym momencie coś w niej zgasło, przestało działać? Pamiętała, jak dwa lata temu płakała w łazience, kiedy Dawid zapomniał o rocznicy ślubu. Jak rok temu trzęsła się ze złości, iż znowu nie odebrał Hani z przedszkola. Jak pół roku temu jeszcze próbowała rozmawiać, tłumaczyć, prosić.
Teraz cisza. Gładko, czysto, jak wypalone pole.
Przeszła do kuchni, nalała sobie kawy i usiadła przy stole. Dwadzieścia dziewięć lat. Siedem z nich mężatką. A teraz siedzi w pustym mieszkaniu z zimną filiżanką kawy i myśli o tym, iż przestała kochać męża tak cicho, tak zwyczajnie, iż choćby nie zauważyła, kiedy to się stało.
Dawid funkcjonował swoim torem. Obiecywał odebrać Hanię z przedszkola nie odbierał. Mówił, iż naprawi cieknący kran w łazience ciekł dalej trzeci miesiąc. Przysięgał, iż w ten weekend w końcu pójdą do zoo w sobotę zawsze wypadał mu istotny mecz z kolegami, a w niedzielę tylko leżał na kanapie.
Hania przestała pytać, kiedy tata się z nią pobawi. Miała zaledwie pięć lat, a już wiedziała: mama to pewność. Tata ktoś, kto czasem wpada wieczorem i patrzy w telewizor.
Małgorzata już nie awanturowała się. Nie płakała w poduszkę. Nie kombinowała, jak to wszystko naprawić. Po prostu wykreśliła Dawida z własnego równania.
Trzeba było zawieźć auto do mechanika? Umawiała się sama. Zamek na balkonie się zepsuł? Wynajmowała fachowca. Hania potrzebowała stroju śnieżynki na jasełka? Szyła go nocami, podczas gdy mąż chrapał za ścianą.
To już nie była rodzina tylko dwie dorosłe osoby żyjące oddzielnie pod jednym dachem.
Którejś nocy Dawid wyciągnął do niej ręce w łóżku. Małgorzata delikatnie się odsunęła, tłumacząc się migreną. Potem przemęczeniem. Potem kolejnymi dolegliwościami, których nie było. Z każdym razem wznosiła pomiędzy nimi mur, coraz wyższy.
Niech sobie kogoś znajdzie na boku, myślała chłodno. Niech da mi powód. Zwykły, jasny powód, taki do zaakceptowania przez moją mamę i teściową. Żeby tłumaczyć nie trzeba było.
Bo jak powiedzieć matce, iż chce się odejść od męża, bo jest nijaki? Nie bije, nie pije, pieniądze przynosi. Co z tego, iż nie pomaga w domu przecież u każdego tak. Co z tego, iż z dzieckiem nie spędza czasu chłop to się z dziećmi nie bawi.
Założyła osobne konto w banku i zaczęła odkładać część pensji. Zapisała się na fitness nie dla męża, ale dla siebie. Dla nowego życia, które majaczyło gdzieś za horyzontem nieuchronnego rozwodu.
Wieczorami, gdy Hania zasypiała, Małgorzata nakładała słuchawki i słuchała podcastów po angielsku. Zwroty codzienne, biznesowe korespondencje. Pracowała w firmie z zagranicznymi klientami i wiedziała, iż biegły angielski otwiera nowe drzwi.
Szkolenia pochłaniały dwa wieczory w tygodniu. Dawid narzekał, iż musi siedzieć z Hanią choć siedzieć oznaczało włączyć bajki i zatopić się w telefonie.
Weekendy spędzała z córką. Parki, place zabaw, kawiarnie z kakao, wspólne wyjścia na bajki do kina. Hania przywykła, iż to ich czas mamy i jej. Tata egzystował gdzieś w tle, jak fragment wyposażenia domu.
Nie zauważy, powtarzała sobie Małgorzata. Po rozwodzie dla niej niemal nic się nie zmieni.
To było wygodne kłamstwo, którego uczepiła się jak koła ratunkowego.
A potem coś się przesunęło.
Nie od razu wiedziała, co to było. Po prostu pewnego wieczoru Dawid sam zaproponował, iż położy Hanię spać. Potem iż odbierze ją z przedszkola. Następnie ugotował kolację. Zwykły makaron z serem, ale bez proszenia i przypominania.
Patrzyła na niego podejrzliwie. Co to? Wyrzuty sumienia? Chwilowy kaprys? Jakaś wina, o której jeszcze nie wie?
Ale tygodnie mijały, a Dawid nie wracał do dawnych nawyków. Wstawał rano, by odprowadzić Hanię do przedszkola. Naprawił ten nieszczęsny kran. Zapisał córkę na basen i sam ją woził w soboty.
Tato, patrz, potrafię już nurkować! Hania śmigała po mieszkaniu, udając pływaczkę.
Dawid łapał ją, podrzucał do sufitu, a ona śmiała się całym sercem, aż echo niosło się po ścianach.
Małgorzata patrzyła na to z kuchni i nie poznawała własnego męża.
Mogę zostać z nią w niedzielę powiedział któregoś wieczora Dawid. Masz spotkanie z koleżankami, prawda?
Powoli skinęła głową. Nie miała żadnego spotkania chciała tylko posiedzieć sama w kawiarni z książką. Skąd on w ogóle wie o koleżankach? Czy słucha, o czym rozmawia przez telefon?
Tygodnie składały się w miesiące. Dawid nie poddawał się, nie wracał do poprzedniego chłodu.
Zarezerwowałem stolik u Włocha, na piątek. Mama zgodziła się zostać z Hanią rzucił nagle.
Oderwała wzrok od laptopa.
Skąd ten pomysł?
Bez powodu. Po prostu chcę z tobą zjeść kolację.
Zgodziła się. Z ciekawości, tłumaczyła sobie. Ciekawe, co wykombinował.
Restauracja była cicha, świece i muzyka na żywo. Dawid zamówił jej ulubione wino i Małgorzata ze zdumieniem odkryła, iż pamięta, co lubi.
Zmieniłeś się powiedziała chłodno.
Dawid obracał kieliszek w dłoni.
Byłem ślepy. Zagubiony, kompletny gamoń. Myślałem, iż zarabiam dla rodziny, iż wystarczy więcej pieniędzy, większe mieszkanie, lepsze auto. A prawda jest taka, iż uciekałem od odpowiedzialności, od codzienności, od was.
Milczała, pozwalając mu mówić.
Widziałem, iż się zmieniłaś. Że już ci nie zależy. To było straszniejsze od krzyków. Gdy złościłaś się, płakałaś to było normalne. A potem po prostu przestałaś. Jakbym nie istniał.
Odstawił kieliszek.
Prawie was straciłem. Ciebie i Hanię. I dopiero wtedy zrozumiałem, jak bardzo wszystko spieprzyłem.
Długo patrzyła na niego na tego człowieka, który siedział naprzeciwko i mówił jej to wszystko, co chciała usłyszeć latami. Czy już za późno? A może jeszcze nie?
Chciałam się rozwieść przyznała cicho. Czekałam, aż dasz mi powód.
Dawid pobladł.
Boże, Gosiu
Odkładałam pieniądze. Rozglądałam się za mieszkaniem.
Nie wiedziałem, iż aż tak źle
Powinieneś wiedzieć przerwała. To twoja rodzina. Powinieneś widzieć, co się dzieje.
Zapadła ciężka cisza. Kelner, wyczuwając napięcie, ominął dyskretnie ich stolik.
Chcę nad tym pracować powiedział w końcu Dawid. Nad nami. jeżeli dasz mi szansę.
Jedną szansę.
Jedna to i tak więcej, niż zasłużyłem.
Siedzieli tam do zamknięcia. Rozmawiali o wszystkim o Hani, o pieniądzach, o obowiązkach, o tym, czego każdy oczekuje. Pierwszy raz od lat to była prawdziwa rozmowa, nie tylko narzekanie i uniki.
Powrót był powolny. Nie wskoczyła mu w ramiona następnego dnia rano. Patrzyła, czekała, sprawdzała. Ale Dawid się trzymał.
Przejął gotowanie w weekendy. Zgłębiał wiadomości z grupy rodziców na Messengerze. Nauczył się zaplatać Hani warkocze pokracznie, ale sam.
Mamo, zobacz, tata zrobił mi smoka! Hania wbiegła do kuchni, pokazując konstrukcję ze starego pudełka i kolorowego papieru.
Małgorzata spojrzała na tego smoka krzywego, koślawego, z jednym skrzydłem większym i uśmiechnęła się przez łzy.
…Minęło pół roku.
Za oknem był już grudzień, gdy pojechali razem na działkę do rodziców Małgorzaty. Stary dom pachnący drewnem i sernikiem, ogród przykryty śniegiem, skrzypiące schodki.
Małgorzata siedziała przy oknie z kubkiem herbaty i patrzyła, jak Dawid z Hanią lepią bałwana. Córka dowodziła nos tutaj, oczy wyżej, szal chcesz jeszcze raz zawiązać! a Dawid ślepo wykonywał polecenia, śmiejąc się do rozpuku.
Mamo! Mamo, chodź do nas! krzyczała Hania, machając w śniegu.
Wsunęła kurtkę, wyszła na ganek. Śnieg skrzył się w słońcu, mróz szczypał policzki, a od boku wpadła w nią kulka śniegu.
To tata! natychmiast wydała ojca Hania.
Zdrajczyni fuknął Dawid.
Małgorzata zebrała śnieg i rzuciła w męża. Nie trafiła. Roześmiał się, ona też i już za chwilę turlali się wszyscy razem po zaspach, zapominając o bałwanie, o mrozie, o wszystkim.
Wieczorem, gdy Hania zasnęła na sofie, nie doczekawszy końca bajki, Dawid zaniósł ją delikatnie do łóżka. Małgorzata patrzyła, jak przykrywa córkę, poprawia poduszkę, gładzi rozczochrane włosy.
Usiadła przy kominku z gorącą herbatą. Za oknem dalej prószył śnieg, opatulał świat białą kołdrą.
Dawid usiadł obok.
O czym myślisz?
O tym, jak dobrze, iż nie zdążyłam.
Nie zapytał, do czego się odnosi. Zrozumiał bez słów.
Wiedziała, iż relacja wymaga wysiłku każdego dnia. Nie bohaterskich czynów, ale drobiazgów: posłuchać, pomóc, zauważyć, wesprzeć. Przed nimi jeszcze trudne dni, nieporozumienia, drobne kłótnie.
Ale teraz, w tej chwili, miała przy sobie męża i córkę. Żywych, prawdziwych, ukochanych.
Hania obudziła się i przybiegła do nich, wtulając się między rodziców na kanapie. Dawid objął je obie, a Małgorzata pomyślała, iż są rzeczy, o które warto walczyć…






![Studio 34. Finału WOŚP na błoniach PGE Narodowego prawie gotowe. Jurek Owsiak: „Razem można robić rzeczy niezwykłe” [ZDJĘCIA, FILM]](https://magazyninformacyjny.pl/wp-content/uploads/2026/01/Fot.-Maciej-Kasprzak-Wielkopolskamagazyn.pl-1-300x200.jpg)



