„Chcesz mojego męża? Twój jest!” – powiedziała żona z uśmiechem do nieznajomej kobiety, która niespo…

twojacena.pl 3 dni temu

„Chcesz mojego męża? Proszę bardzo, jest twój!” powiedziała żona z ironicznym uśmiechem do nieznajomej kobiety, która właśnie pojawiła się pod jej drzwiami.

Zaczekaj chwilę, Agnieszko! Ktoś dzwoni do drzwi. Oddzwonię, jak się dowiem, kto to i czego chce powiedziała Zofia niechętnie, kończąc rozmowę ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa. Agnieszka właśnie opowiadała jej, pełna humoru, historię o imprezie urodzinowej swojej teściowej, a Zofia śmiała się bez przerwy, jakby oglądała jakiś kabaret.

Zofia ruszyła do drzwi, zerknęła przez judasza i zdziwiła się nie na żarty. Oczekiwała raczej sąsiada, bo obcy nie mieli łatwego dostępu do ich zabezpieczonej klatki. Tymczasem przed drzwiami ujrzała młodą kobietę o niecodziennym wyglądzie zupełnie jej nieznaną.

Postanowiła nie otwierać. Lepiej unikać rozmów z obcymi, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, pełnych oszustów i naciągaczy. Zofia miała zasadę: obcych nie wpuszczam, z nieznajomymi nie rozmawiam. Kto nie uważa, łatwo pada ofiarą sprytnych naciągaczy, ale ona do tej grupy się nie zaliczała.

Już miała wrócić do rozmowy z Agnieszką, gdy dzwonek zabrzmiał ponownie. Kobieta za drzwiami była wyjątkowo uparta i przekonana, iż ktoś musi być w środku i za wszelką cenę chciała uzyskać odpowiedź.

W mieszkaniu była sama; jej mąż, Marek, wyszedł wcześniej, by pomóc koledze przy remoncie. Zofia wróciła do drzwi, jeszcze raz, ostrożnie, spojrzała przez wizjer na nieznajomą.

Było w niej coś dziwnego, ale i żałosnego. Nie czuła jednak zagrożenia.

Co najgorszego może się stać, jeżeli jednak otworzę i powiem, żeby sobie poszła? Może tylko się zgubiła albo chce mi sprzedać jakąś głupotę pomyślała, uznając, iż może lepiej od razu załatwić sprawę i mieć spokój na weekend.

Stanowczo otworzyła drzwi. Kobieta z korytarza natychmiast się wyprostowała i poprawiła nerwowo włosy przedtem, zanim się odezwała.

Dzień dobry! Pani to Zofia, prawda? zapytała, bawiąc się szalikiem na szyi. No tak, jasne iż pani Zofia, po co pytam?

No ładnie pomyślała Zofia. Oszuści są teraz coraz sprytniejsi, już choćby wiedzą, jak się nazywam.

Kim pani jest i czego pani chce? Stoi pani tu już pięć minut. Skoro nie została pani zaproszona, proszę mówić, po co pani przyszła, albo proszę sobie iść powiedziała Zofia zdecydowanie.

A Marek jest w domu? zapytała nieznajoma, czym zaskoczyła Zofię.

No nieźle Zna choćby imię mojego męża. Ciekawe, z czym jeszcze wyskoczy pomyślała, coraz bardziej podejrzliwa.

Przyszła tu pani do Marka? zapytała Zofia, choć chciała powiedzieć coś zupełnie innego.

Nie, przyszłam porozmawiać z panią. Ale jeżeli Marek jest w domu, będzie dla mnie trudniej odpowiedziała kobieta, całkiem szczerze.

Trudniej? A niby w czym? zastanawiała się Zofia.

Nie ma go. O co chodzi?

Może jednak lepiej będzie wejść do środka? Głupio rozmawiać o takich rzeczach na klatce schodowej coraz śmielej zasugerowała kobieta.

Ani mi się śni! Nie znam pani i nie wpuszczam nikogo nieznajomego! Proszę powiedzieć, o co chodzi i szybko, bo nie mamy całego dnia odparła twardo Zofia.

Chce pani rozmawiać o szczegółach mojego związku z Markiem tutaj, w obecności sąsiadów? zapytała kobieta, ironicznie się uśmiechając.

Słucham? Jakiego związku? wykrzyknęła Zofia, głośniej, niż zamierzała.

Pani Zofio, wszystko w porządku? Dlaczego pani krzyczy? wyjrzała sąsiadka, pani Kowalska, która właśnie wyszła z windy.

O, dzień dobry, pani Kowalska! Wszystko w porządku. Jak tam pogoda za oknem? próbowała odwrócić uwagę sąsiadki.

Zaraz może padać westchnęła, ale nie śpieszyła się schować do siebie, ewidentnie ciekawa, co się dzieje.

Niech już pani wejdzie powiedziała niechętnie Zofia, dając znak kobiecie, by przekroczyła próg.

Kiedy już znalazła się w środku, obca rozejrzała się po mieszkaniu z wyraźną ciekawością.

Ma pani pięć minut. Proszę mówić Zofia nie pozwoliła jej wejść dalej, blokując drogę do salonu. To nie muzeum.

Mam na imię Celina zaczęła kobieta, zdejmując szalik i płaszcz. Marek i ja jesteśmy w sobie zakochani.

Serio? Nie mogła pani wymyślić czegoś bardziej oryginalnego? przerwała jej Zofia, uśmiechając się sarkastycznie.

Co, zakochanie to banał? Zdarza się. Nie jest pani pierwszą żoną, którą mąż zostawia.

A jest pani pewna, iż on mnie nie kocha i zależy mu na pani? zapytała z lekkim uśmiechem Zofia.

Absolutnie! Inaczej nie byłoby mnie tutaj powiedziała Celina z pewnością siebie.

Tyle iż mój mąż nikogo nie kocha. Nie potrafi. Więc przykro mi, ale myli się pani Zofia odparła ze spokojem.

Celina chciała coś jeszcze dodać, ale w tym momencie drzwi się otworzyły i do mieszkania wszedł Marek.

Celina? Co ty tu robisz w sobotę? Jakaś sprawa z pracy? zdziwił się mężczyzna.

Nie, przyszłam do ciebie odezwała się Zofia, rozbawiona.

Do mnie? Jak to? Coś się stało w pracy? dopytywał coraz bardziej zdezorientowany Marek.

Nie, kochanie. Przyszła cię ode mnie „przejąć”. Całkowicie odpowiedziała ironicznie Zofia.

Celina, widocznie zmieszana, gwałtownie narzuciła płaszcz i ruszyła w stronę wyjścia.

Już idziesz? To co z Markiem? Nie po niego przyszłaś? Powiem szczerze z chęcią ci go oddam! zażartowała Zofia.

Ale Celina już zamknęła za sobą drzwi, nie rzucając choćby spojrzenia w tył.

O co tu adekwatnie chodziło? spytał Marek, zdumiony.

To ty mi powiedz! Czemu ta twoja odważna koleżanka przyszła straszyć rozwodem i twierdzi, iż się do niej wprowadzasz? skrzyżowała ręce Zofia.

Żartujesz? Marek był naprawdę zaskoczony. Nie mam pojęcia, co się dzieje. Ostatnio dziwnie się zachowywała w pracy, ale nie dawałem jej choćby pretekstu. Mam już dość tych głupot. Przecież ci obiecałem, pamiętasz?

Wiem, Marek. Znasz mnie nie toleruję takich historii. Ale serio, kobiety dziś czasem zrobią wszystko, by naprawić swoje poplątane życie skwitowała Zofia z niedowierzaniem, kręcąc głową.

Marek zdjął buty i ruszył do kuchni, a Zofia jeszcze przez chwilę zadumała się przy drzwiach. Obiecała sobie, iż nie pozwoli, aby takie sytuacje zakłócały jej domowy spokój. Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie, widząc, jak nieudolny był cały „plan” Celiny.

Wyglądało na to, iż mimo prób innych ich związek okazał się silniejszy, niż można było przypuszczać. Zrozumiała, jak ważne jest rozmawiać ze sobą szczerze i nie pozwalać, by cudze dramaty burzyły domowe szczęście.

Idź do oryginalnego materiału