Chcesz mojego męża? Proszę bardzo, jest twój! powiedziała żona z ironicznym uśmiechem, patrząc na nieznajomą kobietę, która właśnie stanęła w progu jej mieszkania na warszawskim osiedlu.
Zaczekaj chwilkę, Zosia! Ktoś dzwoni do drzwi. Oddzwonię, jak się dowiem kto to i czego chce powiedziała Kinga z nutą niechęci, kończąc rozmowę z najlepszą przyjaciółką z czasów szkolnych. Zosia opowiadała przed chwilą z rozbrajającym humorem, jak jej teściowa świętowała sześćdziesiąte urodziny, a Kinga aż załamała się ze śmiechu jakby oglądała kabaret.
Podeszła do drzwi, zerknęła przez judasza i zamarła. Spodziewała się zobaczyć sąsiada, zwłaszcza iż obcy ludzie raczej nie dostawali się tak łatwo za kodowaną bramę. Tymczasem na wycieraczce stała młoda kobieta o niecodziennym wyglądzie, zupełnie obca.
Nie otworzyła drzwi. W tych czasach lepiej nie wdawać się w rozmowy z nieznajomymi tego Kinga była pewna. Miała zasadę: zero kontaktu z obcymi. Nachalni sprzedawcy, naciągacze wielu już na takich się nacięło, ale ona przecież do tej grupy nie należała.
Sięgnęła po telefon, aby kontynuować rozmowę z Zosią, gdy domofon znowu zadźwięczał. Nieznajoma była zdeterminowana wiedziała, iż ktoś jest w mieszkaniu i uparcie nie odpuszczała.
Kinga była sama jej mąż, Jakub, pojechał do znajomego pomóc przy naprawie samochodu. Spojrzała raz jeszcze przez wizjer, próbując lepiej ocenić sytuację. Coś w tej kobiecie wydawało się dziwne, wręcz żałosne, ale Kinga nie czuła zagrożenia.
Co najgorszego może się stać, jeżeli po prostu ją odprawię i zamknę ten temat? Przynajmniej dokończę spokojnie weekend przemknęło jej przez myśl. Pewnie się pomyliła albo zamierza wcisnąć badziewie.
Wreszcie zdecydowała się otworzyć drzwi. Kobieta natychmiast wyprostowała się i odruchowo poprawiła włosy.
Dzień dobry! Czy rozmawiam z Kingą? zapytała, nerwowo bawiąc się szalikiem. Chociaż tak, to chyba oczywiste, przepraszam
Zabawne pomyślała Kinga zimno. Chyba trafił mi się naciągacz nowej generacji, zna choćby moje imię.
Kim pani jest i czego pani chce? Od pięciu minut kręci się pani pod moimi drzwiami. Nie zapraszałam więc proszę o konkrety. Albo mówi pani, po co pani przyszła, albo do widzenia wypaliła Kinga ostrym tonem.
Czy Jakub jest może w domu? zaskoczyła ją kobieta.
Teraz Kinga naprawdę się zdziwiła. Świetnie, zna też imię mojego męża. Przygotowana.
Czy przyszła pani do Kuby? zapytała Kinga, mimo iż miała na myśli coś zupełnie innego.
Nie, przyszłam do pani. Ale jeżeli Jakub byłby w domu, byłoby mi trudniej wyznała nieznajoma z niebywałą szczerością.
Co pani ma na myśli? Kinga patrzyła podejrzliwie.
Nie ma go. O co chodzi?
Lepiej będzie, jeżeli wejdziemy. Głupio rozmawiać o takich rzeczach na korytarzu Kobieta zrobiła krok do przodu, wyraźnie odważniejsza.
O nie! Obcych nie wpuszczam. Mówi pani, o co chodzi, i koniec.
Czy naprawdę chce pani dyskutować o intymnych szczegółach mojego związku z Kubą na klatce schodowej, przy sąsiadach? zapytała, uśmiechając się z satyrą.
Proszę?! Jakim związku? Kinga niemal krzyknęła.
Kinga, wszystko w porządku? Dlaczego tak się pani podnosi głos? wtrąciła pani Kowalska, sąsiadka z naprzeciwka, która wyszła właśnie z windy.
Dzień dobry, pani Kowalska! Nic się nie dzieje. Wie pani, chyba zaraz zacznie padać? Kinga próbowała odwrócić uwagę sąsiadki.
O, ciemne chmury idą odpowiedziała staruszka, ale ewidentnie chciała podsłuchiwać więcej.
Proszę wejść westchnęła Kinga niechętnie, wskazując kobiecie drzwi.
Nowo przybyła rozglądała się z widocznym zaciekawieniem po mieszkaniu, jej wzrok ślizgał się po każdym drobiazgu.
Ma pani pięć minut. Proszę mówić. To nie muzeum rzuciła Kinga, zagradzając jej drogę do salonu.
Nazywam się Brygida zaczęła tamta, zdejmując szalik i płaszcz. Jestem z Jakubem kochamy się.
Ależ banał! choćby nie pokusiła się pani o lepszy tekst? przerwała jej Kinga z sarkazmem.
Miłość się zdarza. Nie jest pani pierwszą żoną, której mąż odchodzi ripostowała Brygida swobodnie, próbując ominąć Kingę.
Jest pani pewna, iż on już mnie nie kocha, tylko panią? Kinga podnosiła brwi, nie przestając się uśmiechać.
Absolutnie! W innym razie bym tu nie przyszła odpowiedziała gwałtownie Brygida.
A problem polega na tym, iż Kuba nie kocha nikogo. Po prostu nie umie powiedziała Kinga z chłodnym spokojem.
Brygida zaczęła protestować, ale drzwi się otworzyły. To Jakub wszedł do przedpokoju, zdziwiony widokiem obcej kobiety.
Brygida? Co ty tu robisz w sobotę? Praca coś? zagaił zaskoczony.
Nie, jest tu z twojego powodu odparła Kinga, aż nazbyt zadowolona z obrotu spraw.
Ze mną? Czego? Coś się stało w biurze? Jakub patrzył coraz bardziej bezradny.
Nie, kochanie. Przyszła przejąć cię na własność. Kompletnie powiedziała Kinga z szerokim, ironicznym uśmiechem.
Brygida, wyraźnie zakłopotana, złapała za płaszcz i rzuciła się do drzwi.
Już uciekasz? Przecież przyszłaś po Kubę. Bez żartów, bardzo chętnie ci go oddam dopiekła jej Kinga, choć Brygida nie doczekała do pointy wybiegła błyskawicznie.
O co tu adekwatnie chodziło? spytał Jakub, kompletnie rozbity.
Może ty mi to powiesz? Czemu ta odważna dama przyszła żądać rozwodu i twierdziła, iż się do niej przeprowadzasz? Kinga skrzyżowała ramiona na piersi.
Mówisz serio? Nie mam pojęcia, co się stało. Ostatnio trochę dziwnie się zachowywała w pracy, ale nie dałem jej żadnego powodu. Mam dosyć tych bzdur. Obiecałem ci, pamiętasz?
Owszem. I wiesz, Kuba, iż nie toleruję takich rzeczy. Chociaż, serio, kobiety dzisiaj gotowe są na wszystko, by rozprawić się z własnymi problemami Kinga pokręciła głową bez cienia wzruszenia.
Jakub zdjął buty i skierował się do kuchni. Kinga na moment zamyśliła się, uśmiechając się pod nosem, jak słabo przygotowany był „plan” Brygidy. I wiedziała już bez względu na wszelkie intrygi ich małżeństwo było odporne na takie burze. Tutaj, w polskim domu, serce biło pewniej niż w jakiejkolwiek telenoweli.











