Mieszkałam w publicznym, surowym oddziale domu spokojnej starości, utrzymując się z maleńkiej emerytury w złotych, gdy moje życie całkowicie się zmieniło tego dnia, kiedy pod starym dębem na podwórzu poznałam Artura. Był bogatym, osiemdziesięciodwuletnim wdowcem, a choć pochodziliśmy z całkiem innych światów, połączyły nas ciche popołudnia, podczas których graliśmy w szachy i dzieliliśmy się smutkami […]