Bez „trzeba”: Wieczór Antoniego — makarony na stole, rozrzucony plecak Kuby, Wera zatopiona w telefonie i rozmowa w kuchni bez nakazów, gdzie po raz pierwszy ojciec przyznaje się do zmęczenia i strachu, dzieci otwarcie mówią o swoich obawach, a wspólnie myte naczynia stają się początkiem prawdziwej bliskości w polskiej rodzinie

twojacena.pl 12 godzin temu

Bez trzeba

Otwierając drzwi do mieszkania w Warszawie, zobaczyłem na kuchennym stole trzy talerze z zaschniętym makaronem, przewrócony kubeczek po jogurcie i otwarty zeszyt w kratkę. Plecak Kuby leżał na środku korytarza, a Zosia siedziała na kanapie, wpatrzona w telefon.

Odstawiłem torbę, ściągnąłem buty. Chciałem coś powiedzieć o talerzach, ale nagle poczułem, jak ścina mnie zmęczenie. Po prostu podszedłem do stołu, wziąłem jeden talerz i zaniosłem do zlewu.

Tata, ja zaraz umyję powiedziała Zosia, nie odrywając wzroku od ekranu.

Mhm.

Odkręciłem wodę, opłukałem talerz. Makaron rozmókł i odpłynął do odpływu. Zdjąłem dłonie z mokrego talerza i przyglądałem się naczyniom.

Zosiu, gdzie Kuba? spytałem.

W pokoju. Matmę robi.

A Ty?

Już wszystko zrobiłam.

Wytarłem ręce w ręcznik, wszedłem do pokoju Kuby. Leżał na dywanie, podpierając głowę pięścią. W zeszycie miał napisane półtora przykładu.

Cześć rzuciłem.

Cześć.

Jak tam?

W porządku.

Lekcje?

Robię.

Przysiadłem na brzegu łóżka. Kuba zerknął na mnie, potem wrócił do zeszytu.

Tata, czego chcesz?

Nie wiem odpowiedziałem szczerze. Chyba jestem zmęczony.

Tak naprawdę nie wiedziałem. Od rana dzwoniła mama, prosiła, żebym wpadł i pomógł z szafą, potem w pracy zebranie przeciągnęło się do osiemnastej, a w metrze tłum ściskał mnie przy drzwiach. Teraz siedziałem w pokoju Kuby i czułem, iż nie chcę rozmawiać o talerzach, o lekcjach, o porządku. Nie chcę być trybikiem, który po powrocie do domu się uruchamia.

Posłuchaj, zbierzmy się wszyscy w kuchni powiedziałem. Razem.

Ale po co?

Porozmawiać.

Kuba skrzywił się.

O jedynce z polskiego znowu?

Nie. Po prostu pogadać.

Tata, nie skończyłem lekcji.

Skończysz potem. Pięć minut.

Wyszedłem z pokoju, zawołałem Zosię. Podniosła wzrok i westchnęła niezadowolona.

Na serio?

Na serio.

Porzuciła telefon na kanapie i poszła za mną. Kuba opuścił swój pokój i przystanął w drzwiach kuchni, jakby nie był pewien, czy wejść.

Usiadłem przy stole, odłożyłem zeszyt na bok. Zosia naprzeciw, Kuba przykucnął na brzegu krzesła.

Co się stało? spytała Zosia.

Nic się nie stało.

To po co?

Spojrzałem na nią, potem na Kubę. Jego oczy były zaniepokojone, jakby czekał na jakąś burzę.

Po prostu chciałem pogadać, mówię. Tak szczerze. Bez trzeba odrobić lekcje, trzeba umyć naczynia, tych wszystkich trzeba.

Czyli naczynia można zostawić? upewnił się Kuba.

Umyjemy później. O czymś innym myślę.

Zosia skrzyżowała ramiona.

Jesteś dzisiaj dziwny.

Jestem, zgodziłem się. Bo chyba już nie mam siły udawać, iż wszystko gra.

Zmilkliśmy. W myślach miałem pustkę i czułem, jak trudno mi znaleźć słowa.

Nie bardzo wiem, jak o tym mówić, zacząłem. Ale mam wrażenie, iż wszyscy tylko udajemy. Ja wracam do domu, wy udajecie, iż wszystko w porządku, ja udaję, iż wierzę. Rozmawiamy o szkole, o jedzeniu, ale w sumie wcale nie rozmawiamy.

Tata, męczysz nas cicho powiedziała Zosia. Po co?

Nie wiem. Może dlatego, iż sam ledwo sobie radzę i boję się, iż wy też nie, a choćby nie wiem z czym dokładnie.

Kuba zmarszczył brwi.

Ja sobie radzę.

Tak? spojrzałem na niego. To dlaczego od dwóch tygodni zasypiasz dopiero po północy?

Kuba spuścił wzrok na blat stołu.

Słyszę, jak się wiercisz, mówię. A rano wstajesz jakbyś wcale nie spał.

Po prostu nie chce mi się spać.

Kuba.

No co Kuba?

Powiedz prawdę.

Wzruszył ramionami, odwrócił się lekko.

W szkole wszystko okej. Lekcje robię. Czego chcesz?

Nie pytam o lekcje.

Zosia wtrąciła się:

Tata, nie przesłuchuj go.

Nie przesłuchuję. Chcę zrozumieć.

On nie chce mówić. Ma prawo.

Spojrzałem na nią.

Dobrze, to powiedz Ty, jak się masz.

Parsknęła.

Ja? Super. Uczę się, gadam z koleżankami, wszystko jak trzeba.

Zosia…

Zamilkła, spojrzała w bok.

Co?

Od miesiąca prawie nie wychodzisz z domu. Dwa razy dziewczyny Cię zapraszały, nie poszłaś.

No i co z tego? Nie miałam ochoty.

Dlaczego?

Ścisnęła usta.

Bo już mam dość ich gadania o chłopakach i bzdurach. Wystarczy?

Wystarczy, powiedziałem. Tylko mam wrażenie, iż jesteś smutna.

Pokręciła głową, jakby strzepywała z siebie myśli.

Nie jestem smutna.

W porządku.

Zapadła cisza, tylko lodówka za moimi plecami buczała w rytmie.

Słuchajcie, powiedziałem powoli, nie chcę Was teraz wychowywać. I nie chcę, żebyście mnie pocieszali. Po prostu powiem jak jest: boję się. Codziennie. Boję się, iż nie starczy nam pieniędzy, iż babcia zachoruje i nie powie, boję się, iż mnie zwolnią z pracy. Boję się, iż przeżywacie coś trudnego, a ja nie zauważę, bo sam jestem zawalony swoimi sprawami. I mam dość udawania, iż kontroluję wszystko.

Zosia zamrugała i spojrzała na mnie uważnie.

Ale Ty jesteś dorosły powiedziała cicho. Powinieneś sobie radzić.

Wiem. Ale nie zawsze daję radę.

Kuba podniósł głowę.

A co będzie, jeżeli przestaniesz sobie radzić?

Nie wiem odpowiedziałem szczerze. Może będę musiał prosić o pomoc.

Kogo?

Na przykład Was.

Kuba zmarszczył brwi.

Ale my jesteśmy dziećmi.

Jesteście, tak. Ale też tworzycie tę rodzinę. Czasem wystarczy, jak po prostu powiecie mi prawdę. Nie wszystko dobrze, tylko jak jest naprawdę.

Zosia sunęła palcem po stole, zbierając niewidzialne okruszki.

Po co Ci wiedzieć?

Żeby nie być samemu.

Podniosła na mnie wzrok i zobaczyłem w jej oczach coś w rodzaju zrozumienia.

Boję się iść do szkoły powiedział nagle Kuba. Jeden kolega mówi, iż jestem głupi. Cały czas to powtarza. I wszyscy się śmieją.

Poczułem ból w środku.

Jak on się nazywa?

Nie powiem. Pójdziesz zrobić awanturę i będzie gorzej.

Nie zrobię. Obiecuję.

Kuba spojrzał na mnie niepewnie.

Naprawdę?

Naprawdę. Ale chcę, żebyś wiedział, iż nie jesteś z tym sam.

Kuba kiwnął głową, spuścił wzrok.

Nie jestem. Jest Michał, on jest okej. Siedzimy razem.

Dobrze.

Zosia westchnęła.

Ja nie chcę iść do liceum powiedziała cicho. Wszyscy pytają, gdzie się wybieram, a ja nie wiem. Naprawdę nie wiem. I myślę, iż nigdzie się nie dostanę, bo się na niczym nie znam.

Zosia, masz czternaście lat.

No i co? Wszyscy już wiedzą. Ja nie.

Nie wszyscy.

Każdy kogo znam, już tak.

Pomyślałem chwilę.

W Twoim wieku chciałem być geologiem. Potem mi się zmieniło. I jeszcze parę razy. A teraz robię coś zupełnie innego, niż wtedy planowałem.

I jak? Dobrze?

Różnie. Czasem dobrze, czasem ciężko. Ale tak wygląda życie. Nie trzeba mieć wszystkiego ustalonego.

Zosia kiwnęła głową, choć nieco niepewnie.

Ale wszyscy mówią, iż trzeba się określić.

Mówią, zgodziłem się. Ale to ich słowa, nie Twoje.

Spojrzała na mnie, prawie się uśmiechając.

Dzisiaj jesteś jakiś inny.

Zmęczyłem się byciem idealnym.

Kuba parsknął.

Mogę o coś spytać?

Jasne.

Ty naprawdę się boisz?

Naprawdę.

A co robisz, kiedy się boisz?

Zamyśliłem się.

Wstaję rano i po prostu robię coś. choćby gdy nie wiem, czy to dobrze. Po prostu robię.

Kuba kiwnął.

Rozumiem.

Siedzieliśmy cicho. Patrzyłem na nich oboje i wiedziałem, iż nie rozwiązałem niczego, nie dałem odpowiedzi, nie zabrałem niepokoju. Ale jednak coś się zmieniło: pokazałem im, iż mogę być kimś więcej niż tylko głową rodziny, i oni to zobaczyli.

No dobra powiedziała Zosia, wstając. Trzeba pozmywać.

Pomogę zadeklarował Kuba.

Ja też dodałem.

Wstaliśmy, Zosia odkręciła kran, Kuba podał gąbkę. Ja wziąłem ściereczkę i zacząłem wycierać. Pracowaliśmy w milczeniu, ale to była inna cisza niż zwykle. Nie pusta, tylko pełna.

Gdy ostatni talerz trafił na suszarkę, Zosia wytarła ręce i spojrzała na mnie.

Tata, a można jeszcze kiedyś tak pogadać? Po prostu.

Można odpowiedziałem. Kiedykolwiek będziesz chciała.

Pokiwała głową i wyszła do siebie. Kuba został jeszcze chwilę, dreptał w miejscu.

Dzięki, iż nie będziesz rozmawiać z tym chłopakiem powiedział.

Ale jeżeli będzie bardzo źle, powiesz mi?

Powiem.

To idziemy kończyć matmę.

Poszliśmy do jego pokoju, usiedliśmy razem na dywanie. Wziąłem zeszyt, rzuciłem okiem na przykłady. Kuba przysunął się bliżej i zaczęliśmy rozwiązywać, spokojnie, niemal jak zawsze. Ale już wiedziałem, iż za tymi przykładami kryje się chłopak, który się boi, i iż mogę być przy nim nie tylko jako ten, co sprawdza, ale też jako ktoś, kto też się boi i mimo to wstaje rano.

To było niewiele, ale to był początek.

Idź do oryginalnego materiału