Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci mamy Eryk wreszcie nieco doszedł do siebie – mama ostat…

polregion.pl 4 dni temu

Będziemy żyć dla siebie nawzajem

Po śmierci matki, Jarosław trochę doszedł do siebie. Mama ostatnio przebywała w szpitalu, tam odeszła. Wcześniej leżała jeszcze w swoim domu, on i jego żona Bronisława opiekowali się nią na zmianę. Domy stoją obok siebie, chociaż Jarosław namawiał mamę, by przeniosła się do nich, ona za nic nie chciała się zgodzić.

Synku, tutaj zmarł twój ojciec, tu i ja chcę odejść. Tak jest mi łatwiej płakała, a syn nie potrafił odmówić.

Byłoby im z żoną łatwiej, gdyby opiekowali się matką u siebie, ale z drugiej strony ich córka, Jagna, miała trzynaście lat i Jarosław nie chciał, żeby dziewczynka na własne oczy widziała, jak babcia powoli gaśnie. On pracował na zmiany, Bronisława była nauczycielką w szkole podstawowej. Dlatego zawsze ktoś czuwał przy matce, choćby nocowali na zmianę u niej w domu.

Mamo, babcia niedługo umrze? pytała Jagna. Szkoda jej, ona jest taka dobra.

Nie wiem, córeczko. Ale kiedyś każdy odchodzi, takie jest życie.

Babcia poczuła się gorzej i trafiła do szpitala. Jarosław miał jeszcze siostrę, Dorotę, młodszą o trzy lata. Miała syna Bartka, którym zajmowała się najczęściej babcia albo Bronisława. Dorota zaś wiecznie była w rozjazdach służbowych. Dawno rozwiedziona, nie miała ochoty opiekować się matką, wiedziała, iż brat z żoną się tym zajmują. Dorota była zupełnym przeciwieństwem Jarosława surowa, obojętna, kłótliwa.

Po trzech dniach mama zmarła w szpitalu. Po pogrzebie zapadła decyzja, iż trzeba sprzedać dom matki, bo nie ma się kto nim zająć i gwałtownie by podupadł. Mama już dawno darowała dom synowi, z córką nie miała bliskich relacji. Dorota o tym wiedziała, dlatego nie utrzymywała z matką kontaktu.

Gdy udało się sprzedać dom, Bronisława nalegała:

Jak tylko pieniądze dostaniesz, podziel je równo z Dorotą.

Bronia, Dorota ma własne mieszkanie, były mąż zostawił jej dobre lokum, a i tak roztrwoni te pieniądze.

Nieważne, Jarek, przynajmniej będziemy mieli czyste sumienie inaczej będzie o nas źle mówić na każdym kroku.

Mąż się zgodził i oddał siostrze połowę pieniędzy ze sprzedaży domu, ale ona zamiast podziękować, rzuciła tylko:

I to wszystko? Gdzie reszta?

Mijały lata, Jagna skończyła już piętnaście lat, i znów nieszczęście dotknęło ich rodzinę. Bronisława poważnie zachorowała. Już od jakiegoś czasu źle się czuła, zrzucała to jednak na zmęczenie pracą w szkole. Pewnego dnia straciła przytomność na podwórku. Zabrano ją do szpitala, gdzie po badaniach postawiono brutalną diagnozę zbyt późno zgłosiła się do lekarza.

Czy jest coś, co można zrobić dla mojej żony? pytał Jarosław zrozpaczony, ale lekarz tylko rozłożył ręce.

Robimy, co możemy, ale zgłosiła się za późno. A raczej trafiła tutaj już w ciężkim stanie. Nie zauważyliście, iż choruje?

Zauważyłem, nalegałem, by poszła do lekarza, ale Bronisława zawsze żyje dla innych, a o sobie zapomina wzruszył ramionami.

Wkrótce Jarosław zabrał żonę do domu, już nie wstawała z łóżka. Razem z Jagną opiekowali się nią, ale z każdym dniem było coraz gorzej. Jarosław sam robił Bronisławie zastrzyki, wziął choćby urlop, żeby być przy niej. Gdy skończył się urlop, musiał wrócić do pracy. Jagna po lekcjach karmiła matkę, czasem ją myła, bardzo się przy tym męcząc.

Pewnego dnia przyszła Dorota.

Jarek, pralka mi się zepsuła, obejrzyj, dobrze wiesz, iż się na tym znasz.

Dobrze, zajrzę obiecał. Następnego dnia po pracy naprawił jej pralkę.

Przy wyjściu powiedział:

Przychodź czasem do nas, by Jagna nie zostawała sama z Bronisławą. Córa ma piętnaście lat, jest jej ciężko, a mnie nie ma w domu. choćby dorosły ledwie to wytrzymuje, a ona przecież dziecko. Nieraz siedzi całą noc przy matce, kiedy mam nocną zmianę. Bronisława była ci zawsze bliska, wychowała twojego Bartka prawie do dziesiątego roku życia, obroniła ci mieszkanie, jak twój mąż chciał je podzielić.

Ojej, nie wracajmy do dawnych czasów. Bartek już siedemnaście lat ma, przecież wcześniej wyszłam za mąż. Pomagała twoja Bronia, bo ciągle wyjeżdżałam w delegacje. Ale dałam jej wtedy złoty pierścionek.

Dałaś, ale Bronia oddała ci go od razu, a ty zadowolona przyjęłaś z powrotem.

Skoro nie chciała, to przyjęłam. Poza tym, co to za porównanie opiekować się zdrowym dzieckiem, a doglądać umierającą osobę. Nie zamierzam, dziękuję odpowiedziała ostro i choćby nie podziękowała za naprawę pralki.

Po tych słowach Jarosław nie poczuł urazy, tylko powiedział:

Nie licz więcej na moją pomoc. Jesteś bezduszna i złośliwa.

Przestał kontaktować się z siostrą. Bronisława słabła szybko. Pewnego dnia Jagna zobaczyła w oknie powracającego ojca, wybiegła mu naprzeciw.

Tato, mamie jest dużo gorzej, nic nie je, odwróciła się do ściany i nie odzywa się. Chciałam podać jej leki i wodę, ale

Spokojnie, córeczko, jakoś damy radę, na pewno damy.

Jednak tej samej nocy Bronisława zmarła. Oboje płakali zostali tylko oni dwoje. Jarosław poczuł po śmierci żony cień ulgi, myśląc, iż Bronisława już nie cierpi, iż córka nie musi tego dłużej oglądać. Kochali ją bardzo, ale choroba na długo pozbawiła ich spokoju i sił.

Po pogrzebie Jarosław poczuł się źle. Zabrakło mu spojrzenia żony, jej śmiechu, troski. Te wspomnienia nie pozwalały mu spać. Tak bardzo jej potrzebował, a jej już nigdy nie będzie. Jagna również bardzo przeżywała odejście matki, jednak próbowała choćby pocieszać ojca.

Tato, zrobiliśmy wszystko, co było możliwe. Musimy się pogodzić, iż mamy już z nami nie ma. Tam jest jej lepiej, nie cierpi. Z czasem przywykniemy, najważniejsze, iż mamy siebie nawzajem.

Córko, jesteś bardzo dorosła, zdziwił się Jarosław, to co przeżyłaś z mamą, sprawiło, iż szybciej dorosłaś.

Jagna troszczyła się o ojca, starała być z nim po szkole, on też śpieszył po pracy do córki. Wiedział, iż czeka na niego, choćby potrafiła już ugotować obiad, a wieczorami rozmawiali o minionym dniu.

Któregoś wieczoru Jagna powiedziała:

Tato, po szkole przyszła do nas ciocia Dorota.

Po co tu przyszła? zapytał zirytowany ojciec. Nie wpuszczaj jej.

Weszła tuż za mną, nie zdążyłam zamknąć drzwi. Powiedziała, iż musi zabrać maminy kożuch i jeszcze kilka rzeczy. Twierdziła, iż wiesz o wszystkim.

Nie oddałam, wyszła zła.

Nic jej nie wolno zabierać, następnym razem uważaj i zamykaj od razu drzwi. Nie ma tutaj czego szukać.

Gdy Jarosław był w pracy, nagle poczuł ogromny ból w piersi i zaczął się dusić. Blednąc, stracił przytomność. Kolega z pracy od razu wezwał karetkę, Jarosław trafił na oddział kardiologiczny. Jagna przyleciała do szpitala ze łzami w oczach. Lekarz uspokoił:

Nie płacz, tata jest przytomny, to stan przedzawałowy, wymaga leczenia.

Teraz wszystkie obowiązki spadły na Jagnę ojciec w szpitalu, szkoła, dom. Sama musiała o wszystko zadbać, nie miała na kogo liczyć. Rano, wieczór ciągle zajęta. Zajmowała się domem, biegnąc do szpitala, gotowała tacie coś do jedzenia. Pewnego dnia przyszła Dorota z ciastem.

Jagna, upiekłam twojemu tacie placek, jak tam się trzyma? Nie chcę iść do szpitala, on mnie nie znosi. Przekaż ode mnie i nie mów, iż ja piekłam.

Dobrze, dziękuję, ciociu Doroto ta zaraz wyszła.

Za jakieś piętnaście minut pojawił się Bartek, który często pomagał Jagnie. Kończył liceum, szykował się na studia.

Zostawiłem klucze, wszedłem po nie powiedział. O, sama piekłaś placek?

Nie, jeszcze nie umiem. Przyniosła twoja mama, dla taty do szpitala. Ukroję ci kawałek, i tak dla taty za dużo.

Bartek nie odmówił, Jagna zrobiła mu do tego herbatę. Potem razem postanowili odwiedzić tatę w szpitalu. Nagle Bartek zbielał na twarzy, na czole pojawiły mu się krople potu, chwycił się za balustradę, a potem osunął się na ziemię. Na szczęście byli już przy szpitalu.

Wyszło na jaw, iż w krwi Bartka znalazła się jakaś trująca substancja.

Co jadł? pytał lekarz Jagnę.

Ten placek, mieliśmy go zanieść tacie do szpitala. Mama Bartka przyniosła to ciasto.

Absolutnie nie dawaj tego ojcu. Zabezpieczam ciasto, musimy sprawdzić.

Poinformowano Dorotę, wpadła do szpitala.

O Boże, synku, co ci się stało? Czym mogłeś się tak strasznie zatruć?

Jadł twój placek, ciociu Doroto. To ja mu dałam kawałek, jak przyszedł po szkole Jagna odpowiedziała, a Dorota zbielała.

Po pewnym czasie Dorotę zabrała policja. Okazało się, iż wsypała coś do ciasta, aby podtruć brata i później sprzedać jego dom. Myślała też, iż Jagna wyjedzie na studia i zamieszka w akademiku. Potrzebowała pieniędzy, wszystko miała obmyślone. Nie przewidziała jednak, iż placek zje jej własny syn.

Gdy Jarosław wyszedł ze szpitala, zabrał Jagnę i Bartka do Doroty na widzenie.

Przepraszam cię, Jarosławie… Bartku… Jagno… Przepraszam was z całego serca. Jest mi bardzo źle, wybaczcie… płakała Dorota.

Jarosław wycofał doniesienie i z czasem Dorotę zwolniono. Bartek nie mógł wybaczyć matce, stosunki się nie układały, częściej bywał u Jarosława i Jagny.

Wujku Jarku, nigdy nie wybaczę mamie. Nienawidzę jej, jak mogła coś takiego zrobić?

Bartku, rodziców się nie wybiera. Twoja mama zrobiła okropną rzecz, to prawda. Ale naprawdę żałuje, każdy może popełnić błąd. Daj jej szansę, wybacz, ona bardzo cierpi.

Powoli wszystko się układało. Bartek został studentem, Jagna kończyła szkołę średnią i też szykowała się na studia, choć nie chciała zostawiać ojca samego.

Nic się nie martw, córko, ja sobie poradzę. Ty musisz się uczyć. Będziemy żyć dla siebie, będziesz wpadać na weekendy i w ferie. Mama zawsze chciała, byś poszła do pedagogicznego.

I tak życie toczyło się dalej, pozostawiając w sercach Jarosława, Jagny i Bartka istotną lekcję najważniejsze to troszczyć się o siebie nawzajem, wybaczać i wspierać się bez względu na wszystko. Czasem choćby trudne doświadczenia sprawiają, iż stajemy się lepsi dla tych, których kochamy.

Idź do oryginalnego materiału