SZKOŁA WIEDZY O NIEWIEDZY
- Wymyśliłem w nocy nową szkołę - powiedział Bajgór do Bajdoły, która właśnie skończyła pisać jakiś referat i zamknęła swój laptop.
- O! Ciekawe… Słucham…
- Długa droga do tej szkoły była jak najbardziej realna: kręta, zimowa, w zaspach po kolana… - zaczął Bajgór. - Gdy dotarłem wreszcie do niepozornego budynku i wszedłem do środka, poczułem się nieswojo, chociaż wszyscy nauczyciele anielsko się uśmiechali.
To była SZKOŁA WIEDZY O NIEWIEDZY!
Uczono tam niemożności poznania prawdy o świecie, prawdy o kosmosie, prawdy o nieskończoności czasu i przestrzeni. Uczono, iż to, co nas otacza i w czym tkwimy, jest złudzeniem naszej świadomości, której istoty nigdy nie poznamy; że nasz świat jest subiektywnym mgnieniem, niemającym nic wspólnego z prawdą – bo jej po prostu nie ma!... Kolory nie istnieją, to tylko forma energii odebrana przez nasze oko, a choćby nasze ciało jest właściwie PUSTKĄ, bo atomy są puste. Ale o nich też kilka wiemy…
Na całe szczęście oblałem egzamin wstępny, mówiąc:
PANIE PROFESORZE, WIEM, ŻE MUSZĘ WRÓCIĆ DO PORANNEJ PRAWDZIWEJ RZECZYWISTOŚCI, PONIEWAŻ PRZYCHODZĄ ROBOTNICY WSTAWIĆ NOWE DRZWI, BEZ KTÓRYCH TRUDNO ŻYĆ…
No i wyleciałem ze Szkoły Wiedzy o Niewiedzy na zimową drogę, bardzo zimną i realną. Zaprowadziła mnie prosto do twojego ciepłego domu…