Joanna leżała w łóżku już kilka dni, bez siły się podnieść. Nic ją nie bolało. Po prostu kręciło się jej w głowie, czuła dziwną słabość i nie miała ochoty wstać.
Po co? myślała Asia. Wszystko, co miałam zrobić, już zrobiłam: dzieci wychowałam, rodziców pochowałam. Teraz zostałam, jakby nie do końca na miejscu. Lata przeleciały tak szybko, niepostrzeżenie.
Nic się nie chciało. Asia rozejrzała się po pokoju pod sufitem zawisły nitki pajęczyn, na stole leżał niewyniesiony talerz po wczorajszej herbacie. Spojrzała na okno za nim wyrosły chwasty na niegdyś zadbanym ogrodzie. Robiło się jasno, Asia zamknęła oczy i zasnęła.
We śnie pojawiła się mama. Joanna mocno się zdziwiła mama śniła jej się tylko raz, zaraz po pogrzebie, lata temu. Teraz patrzyła łagodnie, wyciągała ręce, chcąc przytulić, jak kiedyś, ale jakaś niewidzialna ściana nie pozwalała tego zrobić.
Córeczko moja kochana odezwała się mama. Jutro już twój ostatni dzień…
Coś wyrzuciło Asię ze snu. Zerwała się z łóżka, trzęsła się cała.
Jak to ostatni? Już wszystko? Czemu tak wcześnie? krzyczała w pusty dom.
Wyobraziła sobie siebie: leży tutaj, martwa, przyjeżdżają dzieci, rodzina, sąsiedzi… Dom nieposprzątany, w ogródku bałagan, choćby nie ma co podać do jedzenia. Asia w panice zaczęła krzątać się po domu, nie wiedziała od czego zacząć.
Wpadła do kuchni, gwałtownie zrobiła zaczyn na ciasto: „Do wieczora wyrośnie, upiekę drożdżówki. jeżeli dożyję”. Nalała wody do miski, złapała szmatkę i ścierała kurz w każdym kącie. Sprzątnęła wszystko, co było porozrzucane. Wzięła się za podłogę.
No, już, porządek w domu odetchnęła w końcu.
Teraz ogród. Asia biegała po zagonach, nie czuła głodu ani zmęczenia tylko jedno biło jej w głowie: „Ostatni dzień! Ostatni dzień!”
I dopiero kiedy usunęła ostatnie chwasty, poczuła, jak nogi jej drżą.
Muszę odpocząć. Nie, później, później odpocznę.
Przypomniała sobie o cieście wbiegła do domu.
Już drożdżówki pachniały na stole.
No to dobrze, przyjadą jutro dzieci, napiją się herbaty z drożdżówkami, wspomną matkę pół głosu powiedziała Asia, głos jej drżał Skosztuję… O, jakie mięciutkie, jak puch!
Joanna usiadła przy oknie i pomyślała:
Jak dobrze jednak żyć na tym świecie…
Ale nie było na co czekać, trzeba się przygotować do ostatniej podróży.
Asia zaczęła przeglądać rzeczy, wybierając, co na siebie włożyć. W końcu zdecydowała się na nową, nigdy niezałożoną sukienkę.
Podchodząc do lustra, zrobiła fryzurę, nałożyła makijaż. Ubrała wybraną sukienkę. Spojrzała na siebie w lustrze i aż uśmiechnęła się przez łzy:
No, piękna! Tego szkoda chować, trzeba by za mąż wydać, nie do ziemi kłaść!
Z losem jednak się nie wygra… Położyła się, by umrzeć. Ale nie zdążyła. Za oknem usłyszała hałas samochodu, który zatrzymał się pod jej domem. Ktoś zatrąbił.
Do sąsiadów pomyślała Asia do nich często przyjeżdżali.
Po kilku minutach ktoś zapukał, potem znów.
To niemożliwe, iż dzieci już przyjechały? podeszła do okna. Nie. Samochód zupełnie obcy.
Ale furka! wyrwało się Asi zabłądził ktoś? Otworzyła drzwi. Na progu stał mężczyzna, zadbany, elegancki. Joanna przesunęła wzrokiem po nim.
„Myk, wystrojony jak na wesele,” pomyślała.
Pani Joanna? spytał mężczyzna.
Tak
Przepraszam, spóźniłem się w drodze…
Czego pan potrzebuje? nie rozumiała Asia.
Proszę… ja… zmieszał się mężczyzna, nie mogąc się odezwać.
To chyba pomyłka.
Nie, nie, to do pani. Proszę wybaczyć nagły najazd.
Trochę późno na wizyty. O co chodzi?
Wiem, iż późno. Przepraszam, źle zaplanowałem czas, przyjechałem z daleka, jeszcze się zgubiłem…
Widząc niezrozumienie w oczach Asi, mężczyzna kontynuował:
Jestem Szymon. Chciałem panią poznać.
„Asiu, ty dzisiaj miałaś już zupełnie inne plany” pomyślała.
Skąd pan mnie zna? spytała Asia.
Prosiłem panią do znajomych na Skypie, ale rzadko tam pani bywa, więc znalazłem adres, nie pytaj jak, wszystko potem opowiem. I przyjechałem.
Co ja mam z tobą zrobić? pomyślała Joanna.
Panie Szymonie, proszę mi wybaczyć… od lat z nikim się nie zapoznaję. Nie chcę niczego zmieniać w swoim życiu. Lepiej niech pan wraca do domu.
Może ma pani rację, mogłem zadzwonić wcześniej. Do widzenia, Asiu.
Mężczyzna gwałtownie podszedł do samochodu, w połowie drogi spojrzał, podał Asi ozdobne pudełko czekoladek.
Proszę mi wybaczyć.
I znów ruszył do auta.
Joannie zrobiło się przykro żal go jej się zrobiło. Pewnie głodny, tyle w drodze był…
Panie Szymonie! Proszę zaczekać! Wejdzie pan przynajmniej na herbatę.
Mężczyzna rozpromienił się, wrócił.
Z przyjemnością, Asiu.
Weszli do domu.
Ręce umyć, ręcznik tam rzuciła Asia.
Zaparzyła herbatę, ułożyła na stole świeże drożdżówki.
Może jest pan głodny? zapytała.
o ile można…
Ależ oczywiście, proszę się częstować!
Asia nagle sama poczuła głód. Nakryła do stołu, całe szczęście, iż dużo upiekła.
Smacznego! powiedzieli równocześnie i wybuchli śmiechem.
Joanna pierwszy raz od dawna poczuła, iż naprawdę je z apetytem. I zrobiło jej się dobrze i spokojnie, z tym obcym mężczyzną. Szymon okazał się świetnym rozmówcą. Po godzinie Asia miała wrażenie, jakby znała go całe życie.
Asiu, jeżeli pani czegoś potrzeba, pomogę.
Joanna uśmiechnęła się, patrząc na jego ładny garnitur.
Pomóc? Jak najbardziej! Szopa się wali, płot też ledwo stoi…
Szymon zamyślił się:
Dobrze, Asiu, wszystkim się zajmę.
Już się zbierał do wyjścia.
Dziękuję ci… wszystko było pyszne. Nie proszę o nocleg, rozumiem, iż to niezręczne. Żegnam, Joanno.
Do widzenia, Szymonie, szerokiej drogi!
Asia posprzątała ze stołu, posiedziała chwilę i poszła się położyć, a adekwatnie umierać.
Zmęczenie wzięło górę i usnęła prawie natychmiast.
Córeczko, czemu wczoraj uciekłaś, nie dosłuchałaś? mama jakby czekała na nią. Dzisiaj był ostatni dzień twojej samotności. Wiemy, jak ci ciężko samej, więc wysłaliśmy ci anioła nie przeganiaj go. Będzie cię chronił, a ty, moje kochanie, chroń jego.
Kogo mam chronić, mamusiu? Wasz anioł uciekł, pracy się przestraszył.
Mama przeżegnała ją i zniknęła w blasku światła.
Rano Asię obudził odgłos samochodów. Spojrzała przez okno pod dom zajechała ciężarówka załadowana po brzegi budowlanymi materiałami. Potem dojechała druga. Wysiedli mężczyźni i zaczęli rozładowywać deski.
Co tu się dzieje? Niczego nie zamawiałam.
Już miała wybiec i nakrzyczeć, żeby zabrali wszystko, ale zobaczyła Szymona, który rozdzielał, gdzie co ustawić.
Kiedy skończyli rozładowywać, wszyscy odjechali.
Asia wyszła przed dom.
No, z tego to można dom postawić szepnęła.
Koło południa podjechał kolejny samochód. Tym razem przywieźli blachę i inne materiały.
To na płot, już wiem pomyślała Asia taka sama ciężarówka była ostatnio u sąsiadki. Zawsze podziwiała jej nowy płot.
Pracownicy od razu zabrali się do pracy. Wśród nich Joanna dostrzegła Szymona, który zarządzał, ale też sam chwytał za narzędzia.
Asia wyszła przed dom:
Szymonie, po co to wszystko…? próbowała zaprotestować.
Joasiu, proszę się nie martwić, wszystko będzie dobrze, proszę iść do domu, dzisiaj chłodno.
Asia była kompletnie skołowana. Życie nauczyło ją, żeby nie ufać mężczyznom miała ich dwóch, z żadnym nie wyszło. Zawsze sama musiała dawać sobie radę. Nie wiedziała, jak na to wszystko reagować.
Prace szły pełną parą. Po paru dniach powstał nowy płot, postawili szopę, wymienili podłogę, naprawili piec. Ale Joanna wciąż nie wierzyła, ciągle podejrzewała Szymona o coś.
Czego on chce? Może pieniędzy? Ale nie mam tyle…
Dam, ile mogę, resztę jakoś kiedyś oddam.
Gdy zmęczony, ale uśmiechnięty Szymon wrócił do kuchni, Asia powiedziała:
Szymonie, jestem bardzo wdzięczna, ale nie wiem, czemu pan to robi…
Joasiu, niech pani nie mówi takich rzeczy…
Asia wręczyła mu pieniądze.
Proszę, tu trochę, ale resztę oddam potem.
Proszę, Joanno, po co? Nie trzeba!
Trzeba, za pracę się płaci.
Szymon wyszedł z domu. Po chwili usłyszała odjeżdżające auto.
Wyskoczyła na podwórko. Szymon już pojechał. Nie wrócił ani następnego dnia, ani za tydzień…
Asia nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Rozpacz dusiła ją do środka. Nie mogła o niczym myśleć, tylko o nim. Zakochała się, jak dziewczyna.
Po co go zraniłam? Jak mam żyć bez niego? myślała, jakby znała Szymona całe życie.
Snuła się po drodze, nie wiedząc, dokąd. Zatrzymała ją sąsiadka, która, jak to w polskiej wiosce, wiedziała wszystko.
Joasiu, nie przeganiaj tego chłopa, zobacz, ile ci zrobił! Widać, iż porządny mężczyzna.
On wyjechał już dawno odpowiedziała Asia smutno.
Przestań kłamać, od wczoraj jego samochód stoi na zakręcie, na wjeździe do wsi!
Gdzie, gdzie? zapytała z przejęciem.
Tam, przy powrocie do wioski…
Asia już jej nie słuchała, pobiegła, by go znaleźć. Ale ani Szymona, ani jego samochodu tam nie było.
Chyba sobie żartowała ze mnie pomyślała i wróciła do domu.
W nocy nie mogła zasnąć. Wyszła na ganek, narzuciła na ramiona koc i usiadła na schodach. Było zimno. Joanna owinęła się szczelnie.
Czemu jestem taka nieszczęśliwa… wyszeptała i taka głupia…
Nie mogła opanować łez. Rozpłakała się na dobre.
W tej chwili ktoś do niej podbiegł, uniósł na rękach i wytarł jej mokre policzki pocałunkami.
Joasiu, proszę nie płacz już! szepnął Szymon.
Szymonie, czemu tak długo cię nie było? Czemu odjechałeś?
Wcale nie odjechałem, nie mogłem. Bo cię kocham.
Ja ciebie też… bardziej niż życie.
Przytuliła się mocno do swojego anioła, zesłanego z nieba.
Dziękuję, Mamusiu wyszeptała Asia i tym razem popłakała się z radości.















