A więc rozumiesz, Panno Jadziu, iż na takie jak ty nie poślą się rzekł spokojnie Jan, są kobiety do miłości i miłego spędzania czasu, a są te, które zachowują czystość aż do ślubu. Niestety nie pasujesz do pierwszej grupy.
Co w mnie ci nie odpowiada, Janie? Gotuję wyśmienicie, wyglądam świetnie, w domu wszystko lśni. Czy naprawdę nie jestem dla ciebie atrakcyjna? Jadzia patrzyła z niedowierzaniem na mężczyznę, którego uważała za kochanka.
Właśnie to jest problem! Jesteś już poplamiona. Zrozum: takich jak ty nie biorą za żony. Z takimi spotyka się po prostu bez zobowiązań. A poślą się z dziewczynami cnotliwymi, w których jesteś pierwsza. Musi być gotowa myć mu stopy i pić wodę z podziemia, jak w przysłowiu. Jan, zadowolony z ostatniego zdania, odwrócił się do ściany i zamruczał.
Tydzień wcześniej Jadzia siedziała w jednej z kawiarni przy Krakowskim Przedmieściu z przyjaciółkami, opowiadając o planach: Życie układa się. Mam trzydziestkę, nie jestem już dziewczyną, ale mam karierę, mieszkanie, samochód, wyglądam świetnie. Mogę się ożenić i mieć dzieci! A do tego jest kandydat jak ze snu. Jan nigdy nie był żonaty, mieszkał oddzielnie, choć mieszkanie kupił razem z mamą. Czternaście lat różnicy, przystojny, zadbany, prawie bez złych nawyków i z poważnym stanowiskiem. Pełne szczęście.
Poznali się w pracy Jan przyszedł do niej na wizytę w gabinecie dentystycznym, a wyszedł już zakochany. Jadzia wtedy pracowała w przychodni publicznej i w prywatnej klinice, więc nie miała czasu dla siebie. A on przyniósł kwiaty nie byle jakie róże, ale piwonie w lutym! Restauracja i wszystko się zakręciło.
Jedynym problemem był brak zaręczyn po dwóch latach związku. Przyjaciółki podpowiadały: Czas, Jadzia, do ślubu. Ona sama to czuła, więc odważyła się porozmawiać. Przed snem podniosła temat i usłyszała: jest spłowiona, nie do małżeństwa.
W głowie nie mogło się zmieścić. Co on sobie wymyśla?! Następnego wieczoru Jadzia ponownie spotkała się z przyjaciółkami w kawiarni potrzebowała rady.
Wyobraźcie sobie, dziewczyny zaczęła Jadzia on powiedział, iż już nie jestem ta! Że na takie nie poślą się!
Serio? zdziwiła się Kasia. Jesteś piękna, inteligentna, samodzielna!
Mówi, iż tylko z cnotliwymi się żeni. A ja, podobno, trzeciego gatunku wadliwa. I co mam teraz zrobić? Wszystko inne w nim się zgadza: jest mądry, ma pieniądze, w łóżku wszystko w porządku.
Jadzia, odrzuć go, zanim zrujnuje twoją samoocenę westchnęła Lidia.
A jeszcze lepiej przywiezcie go do nas! My z Michałem właśnie obchodzimy dziesiątą rocznicę małżeństwa! Niech zobaczy, co to rodzina dodała Ania.
Postanowiono zaprosić go. Jan, zwykle nieprzepadający za takimi spotkaniami, nagle zgodził się i sam usiadł za kierownicą. Jadzia już wyczuwała przyjemny wypoczynek z przyjaciółkami w końcu nie ona będzie prowadzić z powrotem.
Na wsi u Kasi i Michała panowało domowe klimaty: dzieci, kiełbaski z grilla, śpiew ptaków, pies Bure biegał, jakby miał niewidzialny akumulator. Stół uginał się od jedzenia od południa do wieczora. Starsi rozeszli się, dzieci zasnęły. Przy stole zostali swoi przyjaciółki, gospodarze i Jan.
Pili herbatę z jagodowym ciastem, rozmawiali. I nagle Jan znów zabrał głos:
Powiedzcie mi, Kasiu, po co Jadzia wciąż nie jest zamężna? Wy już dziesięć lat w małżeństwie.
No wiesz, nie każdemu udało się zakochać na trzecim roku studiów, tak jak mnie wzruszyła ramionami Kasia. Jadzia wtedy uczyła się i pracowała, nie miała czasu.
A wy wyszliście za mąż jako cnotliwe?
Co ty! zaśmiała się Kasia. Michał i ja od pierwszego roku razem!
Ale przecież on był pierwszy?
A ty co, chcesz paszport zobaczyć? oburzył się Michał. Moja żona stała się tak, i tyle.
Widzicie! To znaczy, iż była czysta. To szacunek. A jak pośl ub się z kobietą, która miała kilku? To hańba dla rodziny!
A co macie w rodzinie, iż musicie bez przeszłości przyjmować? rozbawiona Lidia. Po co więc dawałeś Jadzi nadzieję?
Nic nikomu nie obiecywałem wzruszył ramionami Jan. Twoja przyjaciółka powinna sama zrozumieć: jest kobietą trzeciego gatunku. Do małżeństwa z nią potrzebne są poważne powody. Nie widzę ich.
Czyli ja też jestem trzeciego gatunku, rozwiedziona z dzieckiem uśmiechnęła się Lidia. Szkoda ci, człowieku. Szkoda twojego rodu.
Jak ty rozmawiasz z kobietami w moim domu? podniósł głos Michał. Gatunki u niego! Sam jesteś przeterminowany śledź! Chwycił Jana i wyciągnął na podwórko. Nie było to trudne miał dwa metry wzrostu i był krzepki.
Stąd precz! Nie dam wam popsuć święta. Gdyby nie dziewczyny, dawno byśmy cię przybili. Nie jesteś naszym gościem.
Jadziu, jadę. Zostajesz ze mną czy zostajesz? dumnie wykrzyknął Jan, chwytając torbę.
Jadzia, trzęsąc się ze śmiechu, nie potrafiła odpowiedzieć. Jan, nie czekając na jej wsparcie, wcisnął drzwi i odjechał.
No, Michale, dzięki pochwaliła się Jadzia. To koniec! Żadnego faceta więcej! choćby przeterminowanego!
To był zły pomysł, oświecać go w temacie małżeństwa uśmiechnęła się Kasia. Ale jakiś bohater! Dziewczyny, słyszycie? Ja pierwszy gatunek! A wy już po drugiej stronie.
Żartów starczyło na całą noc. Potem Lidia odwieźła Jadzię do domu. Życie wróciło do zwykłych wizyt pacjentów i wypełniania kart historii choroby. Jan już nie dzwonił.
Pani Jadziu, zostawiłem list na recepcji.
Dziękuję, Leno, zajrzę później.
Po zakończeniu dyżuru Jadzia otworzyła kopertę. W środku było .













