A pamiętasz, Świetka… On już przywykł zaglądać do nich przez okno, bo mieszkali na parterze. Na po…

twojacena.pl 2 godzin temu

A pamiętasz, Sabinka

Od dawna przywykł zaglądać do nich przez okno, bo mieszkali na parterze. Na początku chcieli wyżej, potem już się przyzwyczaili. Najbardziej cieszyła się babcia nie musiała wspinać się po schodach. W soboty pani Anna Zawadzka, babcia Sabinki, piekła ciasta, racuchy albo inne przysmaki, zawsze pachnące i pyszne.

Zapach świeżego wypieku wyłaził przez uchylone okno w kuchni, drażniąc chłopaków grających w piłkę pod blokiem. Leon serdecznie podchodził do okna, tylko nie od strony kuchni, ale od drugiej strony budynku. Tam pakował znalezioną skrzynkę pod okno, wchodził na nią i zaglądał do Sabinki. Dziewczyna wiedziała, iż zaraz się zjawi, więc biegła, gdy słyszała, jak wspina się na skrzynkę.

– Zaraz przyniosę ci drożdżówki, babcia upiekła mówiła, a jej jasne włosy z różową wstążką rozwiązywały się i trzepotały przy każdym kroku.

– Pycha Leon zajadał z apetytem, spoglądając do pokoju. Masz już zadanie z polskiego?

– Tak, zrobiłam.

– Pożyczyć do spisania?

Sabinka chętnie podawała zeszyt. Oddaj mi jutro rano, przed lekcjami!

Leon był całkiem niezły w nauce, ale, jak wielu chłopaków, miał trochę lenistwa. Z matematyki radził sobie najlepiej, ale bieganie po podwórku zabierało czas na zadania. W latach dziewięćdziesiątych nie było jeszcze telefonów, dzieciaki mogły biegać do późna, niechętnie wracając do domu.

W ósmej klasie Leon po raz pierwszy niósł plecak Sabinki, opowiadając jej o nowym filmie. A w dziewiątej klasie filigranowa, piwnooka Sonia według nieoficjalnej decyzji chłopaków została najładniejszą dziewczyną w szkole. Leon zakochał się. Nie mógł oderwać od niej wzroku, krążył wokół niej, odprowadzał aż do domu. Sabinka myślała, iż to minie. A teraz to ona go odprowadzała albo czekała przy oknie, kiedy zapuka i poprosi: Sabinka, daj zadanie!

Sonia potrafiła trzymać innych na dystans, ale mocno przywiązywała do siebie. Leon targany uczuciami, czasem przez Sonie przyciągany, czasem odtrącany, a Sabinka cały czas na niego czekała.

Wciąż zaglądał do niej przez okno, a ona stawiała na parapet kubek herbaty z parą i domowe ciasteczka, jeżeli nie było drożdżówek.

– Słyszałaś, nasi przegrali rzucał, mając na myśli mecz piłkarski. Sabinka, oczywiście, wiedziała, wszystko, co interesowało Leona. Oglądała mecze, czytała sportowe wiadomości, choćby oglądała horrory, które ją przerażały. Ale zawsze mogła z nim porozmawiać o tym filmie.

Była dla niego koleżanką, zawsze gotowa pomóc, wysłuchać, wesprzeć. Leon uciekał do niej bardziej jak do przyjaciela. A Sonia nią się zachwycał, myślał o niej, marzył, cierpiał, choćby skarżył się Sabince, iż Wojtek odprowadzał Sonię.

Po maturze cała trójka wybrała różne uczelnie. Leon już nie przychodził po zeszyty, chodził za Sonią. Do Sabinki wpadał rzadziej, z przyzwyczajenia. Czasem razem chodzili do kina, a Leon przez całą drogę gadał bez przerwy, bo musiał się wygadać.

– Leon, w sobotę mam urodziny. Zapraszam cię. Przyjdziesz? Sabinka patrzyła na niego szarymi zakochanymi oczami.

– W sobotę no, pewnie, mogę przyjść. Kto jeszcze będzie?

– Rodzice, babcia, Vera z Wiktorem, Olka znasz ich, nasi.

– No, dobrze, przyjdę.

W sobotę Leon nie zjawił się. Przyszedł tydzień później, smutny, przygnębiony.

– Leon, co się stało? Tak wyglądasz

Skarżył się, iż Sonia wyjechała na praktyki i choćby nie poinformowała go o wyjeździe. Sabinka pocieszała go (choć był to dla niej trudne). Czekałam na ciebie w sobotę powiedziała.

– A co było w sobotę?

– Miałam urodziny

– O rety! Zapomniałem, Sabinka, nie gniewasz się?

– Nie, bywa.

Podszedł do okna. Pamiętasz, jak latem częstowałaś mnie drożdżówkami? Skrzynka stała pod oknem, wchodziłem na nią, a na parapecie już czekała herbata z konfiturą.

Sabinka uśmiechnęła się, rozgrzewało ją to wspomnienie, miło było, iż Leon pamięta. Znowu rozmawiali beztrosko, wspominając podwórkową paczkę, szkolnych kolegów, jak kiedyś uciekli z lekcji, a wychowawczyni ich przyłapała w parku i zapędziła na historię.

Na piątym roku Leon latał ze szczęścia: Sonia zgodziła się zostać jego żoną. Przyniósł tę wiadomość Sabince. Trzymała się mocno, przygryzała wargę, by nie rozpłakać się. Słuchała go, jak zawsze, była tylko dobrą koleżanką, której można wszystko powiedzieć.

Przez miesiąc płakała w poduszkę, wyrzucając sobie, iż przez te wszystkie lata nie wyznała mu miłości.

Potem przyszedł do niej. Babcia i rodzice byli u znajomych. W mieszkaniu panowała cisza, Sabinka, owinięta starym pledem, oglądała telewizję. Zdziwiła się, gdy usłyszała głos Leona za drzwiami.

Otwarła mu, zobaczyła go przygnębionego, zgaszonego, opierającego się ramieniem o ścianę.

– Co się stało? przestraszyła się.

Usiedli w pokoju. Wyglądał, jakby miał zaraz płakać.

– Leon, powiedz, co się stało?

– Nie będzie ślubu Ona powiedziała, iż kocha innego Nigdy jeszcze Sabinka nie widziała go w takim stanie. Podszedł, położył głowę na jej kolanach, zsunął się z kanapy, wtulił w materiał jej sukienki.

– Leon, kochanie, uspokój się Może jeszcze wszystko się ułoży.

– Już się nie ułoży wszystko skończone odebrała zgłoszenie na ślub rozumiesz? w oczach pojawiły się łzy.

Leonku, uspokój się, zaparzę ci herbatę z miętą pamiętasz, jak piliśmy razem przy oknie?

– Pamiętam, Sabinko, pamiętam, tylko ty mnie rozumiesz, jesteś dobra zaczął całować jej kolana, najpierw nieśmiało, potem coraz częściej i gorąco, jakby chciał wyrzucić całą rozpacz. Poderwał się, objął ją za talię, całując jej twarz, szyję, coś szeptał.

– Leon, przestań

– Sabinka, Sabinka

– Leon, Leonku, ja cię kocham! Od szóstej klasy cię kocham, mój kochany

Wyszedł późno w nocy, unikał jej spojrzenia. No, pa, przyjdę

– Będę czekać patrzyła za nim, aż trzasnęły drzwi wejściowe.

Leon nie pojawił się, jakby tamtego wieczoru nie było. Sama miała wrażenie, iż to się jej tylko śniło. niedługo Leon obronił dyplom i wyjechał na Pomorze.

– Trzeba coś zrobić! oburzał się ojciec. Możemy porozmawiać z jego rodzicami.

– Zrozum, ona nie chce! Ona jest zdenerwowana, to może zaszkodzić dziecku odpowiadała mama. Leon przecież wie o jej ciąży, Sabinka mu powiedziała. Ale on zachował się jak obcy

– Nie można zostawić tego tak nie ustępował ojciec.

Babcia zajmowała się robótkami na drutach, od czasu do czasu ocierała łzę. Żal jej było wnuczki: mądrej, dobrej dziewczyny

Po narodzinach córki Sabinka zdobyła numer Leona (poprosiła kolegę z roku) i zadzwoniła. Powiedziała tylko tyle: Leon, mamy córkę, nazwałam ją Lenka.

Bredził coś nieskładnie, można było wyłowić tylko jedno: Gratuluję.

Gdy Lenka miała półtora roku, rodzice oznajmili, iż wreszcie spłacili nowe mieszkanie i zabierają się razem z babcią. Mieszkanie było podobne, dwupokojowe, tylko w sąsiedniej dzielnicy.

Będziemy przyjeżdżać, każdy po kolei, pomagać obiecała mama.

Sabinka się rozpłakała.

No, nie płacz, przecież będę tu codziennie, pobawię się z Lenką, czasem ją zabierzemy, a ty pracujesz zdalnie

Po prostu przywykłam, iż wszyscy są razem przyznała Sabinka.

Córko, czas płynie, trzeba sobie życie urządzić, łatwiej będzie, jak zostaniesz sama uspokajała mama.

Ostatnio Sabinka coraz częściej słyszała od rodziny, babci, koleżanek, iż musi ułożyć życie, iż jest młoda i iż z dzieckiem też można wyjść za mąż.

Tydzień później dwupokojowe mieszkanie było już tylko dla Sabinki. Mała Lenka radośnie przebierała nóżkami, próbując chodzić. Udawało jej się, choć lądowała na miękkiej pupie, potem podnosiła się i wyciągała rączki do mamy. Sabinka podnosiła ją, przytulała, śmiała się razem z nią.

On przyszedł nieoczekiwanie. Wcześniej Leon pojawiał się nagle, jak wtedy, gdy rozpadła się jego narzeczeństwo z Sonią.

Sabinka sądziła, iż to ojciec miał właśnie przyjść, ale w drzwiach stanął Leon z ogromną, czerwoną zabawkową strażacką ciężarówką.

Cześć! Jesteś sama? Nie przeszkadzam? Mogę wejść?

Wyglądał dojrzalej, jakby schudł, rysy stały się ostrzejsze.

Chodź.

Postawił samochód na podłodze.

Z pokoiku dobiegło płacze dziecka, Sabinka wróciła, podniosła Lenkę to moja córka wskazała na samochód.

Uderzył się w czoło: Przepraszam

Zabierz ten samochód, podarujesz komuś innemu Sabinka powiedziała.

Zdjął kurtkę, przeszedł do kuchni. Prawie wszystko tu jak było. Chyba poczęstujesz chociaż herbatą?

Sabinka włączyła czajnik, nie oddając córki z rąk. Leon czuł się niepewnie, nie potrafił zacząć rozmowy.

Patrzył na nią: jasnowłosa, w rozpuszczonych włosach, w długiej, prawie do ziemi sukni, z córką na rękach. Wyglądasz jak Madonna wymamrotał.

Sabinka milczała.

Gdy babcia piekła te drożdżówki, a my piliśmy herbatę na parapecie A pamiętasz, iż babcia podlewała kwiaty i wylała wodę przez okno, a ja właśnie stałem pod spodem, nie zauważyła mnie Leon próbował się uśmiechnąć. A pamiętasz, Sabinka

Nie pamiętam przerwała mu Sabinka. Odpowiedź była spokojna, trochę choćby obojętna. Leon zamilkł. Nie było to rewanżem za jego pomyłkę, gdy sądził, iż Sabinka ma syna, nie córkę. To było szczere ona naprawdę już zaczynała zapominać szczegóły ich spotkań. Teraz miała córkę, dla której żyła, cieszyła się nią, podziwiała jej pierwsze słowa, zapamiętywała jej gruchanie, patrzyła jak zasypia, budzi się, jak się bawi

Pij herbatę, a ja muszę ugotować kaszę dla Leny.

Po raz pierwszy Leon poczuł, iż w tym domu nikt na niego nie czeka. Wstał, narzucił kurtkę.

Dobra, innym razem. Idę, bo nie masz czasu. Stał jeszcze chwilę, licząc, iż Sabinka go zatrzyma, ale nie doczekał się.

Zamykając za nim drzwi, Sabinka cicho powiedziała: Innego razu nie będzie, tutaj już herbaty nie podają. Kawy też.

Wróciła do córki, podniosła ją na ręce, pocałowała i poszła gotować kaszę.

Idź do oryginalnego materiału