Ej, pamiętasz, jak było z Kaśką
Wiesz, ten cały Adam już przywykł do zaglądania przez ich okno, bo mieszkali na parterze. Na początku chcieli wyżej, ale się przyzwyczaili. Najbardziej cieszyła się babcia nie musiała wdrapywać się po schodach. W soboty pani Barbara, babcia Kasi, piekła placki, racuchy albo inne cudowności, zawsze pachnące i pyszne.
Zapach wypieków uciekał przez otwarte kuchenne okno na podwórko, kusząc chłopaków grających w piłkę. Adam podchodził prawie jak do siebie, ale nie od kuchni, ale od strony ogródka, stawiał skrzynkę, którą tam ktoś kiedyś zostawił, wspinał się na nią i zaglądał do Kasi. Kasia już wiedziała, kiedy się pojawi, słyszała jak drapie się na skrzynkę i pędziła do okna.
Zaraz przyniosę Ci pączki, babcia piekła! Jej różowa wstążka, która trzymała blond kucyk, rozwiązała się i podskakiwała przy jej ruchach.
Ale dobre! Adam jadł z apetytem, patrząc do środka. A zrobione po polsku?
Jasne, zawsze robi babcia po polsku!
Daj mi zerżnąć?
Kasia bez problemu podawała zeszyt. Ale rano nie zapomnij oddać, przed lekcjami muszę go odebrać.
Adam nie był złym uczniem, choćby radził sobie, tylko jak każdy chłopak miał czasem lenia. Matematyka szła mu dobrze, ale granie na podwórku zabierało czas na naukę. W latach dziewięćdziesiątych nikt nie miał jeszcze telefonów, więc dzieciaki biegały do ciemnej nocy bez żadnych ograniczeń.
W ósmej klasie Adam pierwszy raz niósł Kasiny plecak, machając nim i opowiadając o nowym filmie. W dziewiątej klasie zaś drobna, brązowooka Zosia według chłopaków została najładniejszą dziewczyną w szkole. I Adam zachorował. Nie potrafił oderwać od niej oczu, ciągle kręcił się obok, szedł za nią aż pod dom. Kasia myślała, iż to minie. Teraz to ona go odprowadzała albo czekała przy oknie, aż zapuka i powie: Kaśka, daj mi zerżnąć.
Zosia umiała trzymać dystans, ale tak naprawdę mocno przywiązywała do siebie. Adam szarpał się między Zosią czasem miłym, czasem chłodnym a Kasią, która była zawsze.
Nadal zaglądał do niej przez okno, a ona kładła na parapecie kubek z herbatą, z którego unosiła się para, do tego ciastka, jak nie było pączków.
Widziałam, nasi przegrali mówiła, mając na myśli piłkę. Kasia zawsze wiedziała wszystko, co interesowało Adama oglądała mecze, czytała sportowe newsy, oglądała horrory (chociaż nie znosiła), byle tylko rozmawiać z nim o filmach.
Była dla niego jak kumpel zawsze, w każdej sprawie, gotowa wysłuchać czy pomóc. Adam wpadał do niej, jak do swojego najlepszego przyjaciela. A Zosia? O niej marzył, wzdychał, czasem narzekał Kasi, iż kolega Witek odprowadzał Zosię po lekcjach.
Po liceum każde poszło do innego uniwersytetu. Adam już nie przychodził do Kaśki po zeszyty chodził nieustannie za Zosią. Do Kaśki wpadał tylko z sentymentu, czasem wychodzili razem do kina, a Adam zagadywał ją bez końca, jakby musiał wyrzucić z siebie wszystko, co mu siedzi w głowie.
Adam, mam urodziny w sobotę. Zapraszam Cię! Przyjdziesz? patrzyła na niego swoimi szarymi, zakochanymi oczami.
Zamyślił się. W sobotę? Hmm, no jasne, mogę wpaść. Kto jeszcze będzie?
Rodzice, babcia, Vera z Wadkiem, Ola tych znasz, wszystko nasze podwórko.
Dobra, załatwione, pojawię się!
W sobotę Adam nie przyszedł. Przyszedł za tydzień, smutny i przybity.
Adam, co się stało? Cały jesteś przygaszony.
Zaczął żalić się, iż Zosia wyjechała na praktyki i choćby nie powiedziała mu, iż się wybiera. Kasia pocieszała go, choć kosztowało ją to wiele. Czekałam na Ciebie w sobotę, powiedziała.
A co było w sobotę?
Moje urodziny
Ooo, uderzył się w czoło, Kaśka, zapomniałem! Nie będziesz się gniewać?
Nie, wiadomo, czasem się zdarza.
Adam podszedł do okna. Pamiętasz, jak latem częstowałaś mnie pączkami? Skrzynka stała tu pod oknem, wdrapywałem się, a Ty stawiałaś herbatę z dżemem.
Kasia się uśmiechała, bo to wspomnienie rozgrzewało jej serce, miło było, iż Adam pamięta. Gadało się, wspominała ich podwórkową ekipę, klasę, jak raz uciekli z lekcji, a wychowawczyni złapała ich w parku na ławce i odesłała na historię.
Na piątym roku studiów Adam był wniebowzięty Zosia zgodziła się zostać jego żoną. Przyniósł tę wiadomość Kasi. A ona powstrzymywała łzy, zgryzając wargę, żeby się nie rozpłakać. Słuchała go, pozostając tylko przyjaciółką, której można się zwierzyć.
Miesiąc płakała w poduszkę, wyrzucała sobie, iż nigdy przez te wszystkie lata nie powiedziała mu o swojej miłości.
Potem przyszedł do niej. Babcia i rodzice byli w gościach. W domu panowała dziwna cisza, Kasia otulona starym kocem oglądała telewizję. Najpierw nie wierzyła, iż ten głos za drzwiami to Adam.
Otworzyła. Stał, przygaszony, przytłumiony, oparty ramieniem o ścianę.
Co się stało? przestraszyła się.
Wszedł, usiedli w jej pokoju. Wyglądał, jakby miał zaraz się rozpłakać.
Adamku, powiedz mi co jest, proszę.
Ona nie będzie ślubu powiedziała, iż kocha innego Nigdy Kasia nie widziała go tak załamanego. Usiadła bliżej, położyła ręce na jego ramionach:
Adam, uspokój się, wszystko się ułoży, zobaczysz
Nic się nie ułoży, to koniec, zabrała papiery rozumiesz to, to już wszystko W oczach pojawiły się łzy. Adama położył głowę na jej kolanach, zsunął się z kanapy, wtulił w rąbek jej sukienki.
To nie do pomyślenia, Kaśka, nie do pomyślenia
Adamku, proszę, uspokój się, może zrobić Ci herbatkę z miętą? Pamiętasz, jak piliśmy razem na parapecie?
Pamiętam, Kaśka, Ty mnie zawsze rozumiałaś, jesteś dobra zaczął całować jej kolana, najpierw nieśmiało, potem coraz mocniej, jakby chciał wylać przez te pocałunki cały swój ból. Podniósł się, objął ją w talii, całując jej twarz, szyję, coś szeptał.
Adam, przestań, co Ty robisz
Kaśka Kaśka
Adamku, ja Cię kocham! Zawsze kochałam, od szóstej klasy, jesteś dla mnie wszystkim
Wyszedł po północy, zawstydzony, próbował nie patrzeć jej w oczy.
No, cześć, przyjdę jeszcze
Będę czekać, patrzyła za nim, aż drzwi się zatrzasnęły.
Adam nie pojawił się więcej, jakby tamten wieczór się nie wydarzył. Kaśce wydawało się, iż to był tylko sen. niedługo Adam obronił pracę magisterską i wyjechał na Pomorze.
Trzeba coś zrobić! szeptał ojciec. Może pogadać z jego rodzicami przecież.
Przecież widzisz, nie chce, wiesz, iż jest zestresowana i to może zaszkodzić dziecku, tłumaczyła mama. A ten Adam wie o ciąży, sama mu powiedziała. Zrobił się obcy, może choćby wyjechał specjalnie
Nie, nie możemy zostawić tego tak, nie dawał się ojciec.
Babcia zajmowała się robótkami, próbując się czymś zająć, czasem ocierała łzy miała żal o wnuczkę, taką dobrą i mądrą dziewczynę
Po narodzinach córki Kasia zdobyła numer Adama (wyprosiła go u kolegi ze studiów) i zadzwoniła: Adam, urodziła się nasza córeczka. Nazwałam ją Adusią.
Adam coś tam mętnie powiedział, ale usłyszała tylko jedno: Gratuluję.
Kiedy Adusia skończyła półtora roku, rodzice obwieścili, iż w końcu spłacili kredyt za nowe mieszkanie i przenoszą się tam razem z babcią. Mieszkanie też dwupokojowe, tylko w sąsiedniej dzielnicy.
Będziemy wpadać, każdy z nas, będziemy pomagać obiecała mama.
Kasia rozpłakała się.
Ej, Kaśka, czemu płaczesz? Codziennie do Ciebie zajrzymy, Adusię do siebie zabierzemy, Ty przecież masz zlecenia na dom
Tak po prostu, przyzwyczaiłam się, jak wszyscy razem przyznała.
Kochana, czas idzie do przodu, musisz poukładać sobie życie, jak będziesz sama, łatwiej będzie znaleźć swoje miejsce pocieszała mama.
Ostatnio Kasia coraz częściej słyszała od rodziców, babci, koleżanek: poukładaj życie, jesteś jeszcze młoda i choćby z dzieckiem ludzie wychodzą za mąż.
Po tygodniu dwupokojowe mieszkanie było już tylko jej i Adusi. Mała, śmiejąc się, próbowała chodzić, padała na pupę, potem wstawała i wyciągała ręce do mamy. Kasia podnosiła ją w ramiona, tuląc i śmiejąc się razem z nią.
Wpadł zupełnie niespodziewanie. Kiedyś też potrafił tak nagle się zjawić, jak wtedy, gdy nie wyszła mu sprawa z Zosią.
Myślała, iż to tata przyszedł obiecał akurat zaglądnąć ale na progu stał Adam z olbrzymim czerwonym samochodem zabawką strażacką.
Cześć. Jesteś sama? Nie przeszkadzam? Mogę wejść?
Wyglądał dojrzalej, jakby schudł, rysy twarzy się wyostrzyły.
Wchodź.
Proszę, postawił auto na podłodze.
Z pokoju odezwał się płacz Adusi, Kasia wróciła, podniosła córkę: To moja córka, wskazała na zabawkę.
Adam uderzył się w czoło: Przepraszam
Zabierz, podarujesz komuś innemu, powiedziała spokojnie Kasia.
Zdjął kurtkę, wszedł do kuchni. Wszystko prawie bez zmian. Może poczęstujesz mnie herbatą?
Kasia włączyła czajnik, nie wypuszczając córki z objęć. Adam czuł się niezręcznie, nie umiał znaleźć tematu.
Patrzył na nią: jasnowłosą, z rozwianymi włosami, w długiej sukni prawie do ziemi, trzymającą dziecko. Wyglądasz jak madonna, mruknął, zapatrzony.
Kasia milczała.
Babcia kiedyś piekła fantastyczne pączki. Pamiętasz, jak piliśmy herbatę na parapecie? W Twoim pokoju. A potem babcia podlewała kwiaty, resztą wody chlapnęła przez okno, a ja stałem akurat pod nim, nie widziała mnie Adam próbował się uśmiechnąć. A pamiętasz, Kaśka
Nie pamiętam, przerwała mu Kasia. Odpowiedziała swobodnie, wręcz obojętnie. Adam zamilkł. Jej odpowiedź nie była zemstą za to, iż pomylił córkę z synem. Po prostu naprawdę zaczęła zapominać wszystkie szczegóły tamtych dni. Teraz miała córkę i dla niej była całym światem cieszyła się nią, rozkoszowała jej pierwszymi słowami, starała się zapamiętać jej dziecięce rozmowy, patrzyła, jak zasypia, jak się budzi, jak się bawi
Napij się tej herbaty, bo muszę ugotować Adusi kaszę.
Adam pierwszy raz poczuł, iż w tym domu nie czeka już na niego miejsce. Wstał, założył kurtkę.
Dobra, może kiedy indziej. Idę, bo nie masz czasu poczekał jeszcze chwilę, liczył, iż Kasia go zatrzyma, ale nie doczekał się.
Gdy zamknął za sobą drzwi, Kasia cicho powiedziała: Innego razu nie będzie, herbatę tu już się nie serwuje. Kawy też nie.
Wróciła do córki, podniosła ją na ręce, pocałowała i poszła gotować kaszę.


















