A pamiętasz, Swetka… Przyzwyczaili się do mieszkania na parterze, choć na początku chcieli wyżej…

newskey24.com 1 dzień temu

A pamiętasz, Aniu

Mieszkał już od lat w tym samym bloku na parterze, tuż obok rodziny Ani. Najpierw marzyło się im, iż będą mieszkać wyżej, potem przywykli. Najbardziej cieszyła się babcia nie musiała wspinać się po schodach. W każdą sobotę pani Jadwiga, babcia Ani, piekła szarlotki, racuchy albo inne ciasta, zawsze pachnące i pyszne.

Zapach wypieków unosił się przez uchylone okno kuchni i drażnił chłopców grających w piłkę na podwórku. Wojtek podchodził do okna po swojemu nie wybierał wejścia przez kuchnię, ale zawsze z drugiej strony budynku, gdzie pod oknem leżała stara drewniana skrzynka. Wskakiwał na nią i zaglądał do Ani. Jakby wiedziała, iż zaraz będzie, pędziła do okna, słysząc, jak się wdrapuje.

Zaraz przyniosę ci pączki, babcia upiekła różowa wstążka, którą związała jasne włosy w kucyk, rozwiązała się i trzepotała przy jej ruchach.
Smaczne Wojtek rozkosznie przeżuwał, zaglądając do wnętrza pokoju. Z polskiego już zrobiłaś? pytał.
Tak, już wszystko gotowe.
Dasz odpisać?
Ania chętnie podawała zeszyt. Tylko jutro rano oddaj, przed lekcjami.

Wojtek uczył się nieźle, choć podobnie jak wielu chłopców, miał w sobie lenistwo. Matematykę opanował dobrze, ale podwórkowe bieganie zabierało czas na naukę. W latach dziewięćdziesiątych nie było jeszcze plagi komórek, więc dzieciaki mogły bawić się do późna, nie chcąc wracać do domu.

W ósmej klasie Wojtek po raz pierwszy niósł plecak Ani, machając nim i opowiadając o nowym filmie. A w dziewiątej klasie drobna, ciemnooka Małgorzata według cichego porozumienia chłopców została najładniejszą dziewczyną w szkole. Wojtek zakochał się. Nie spuszczał z niej oczu, zawsze był w pobliżu, szedł za nią aż pod drzwi domu. Ania myślała, iż to przejdzie. Ale teraz to ona odprowadzała Wojtka lub czekała przy oknie, czekając na charakterystyczne pukanie i słowa: Aniu, daj odpisać.

Małgorzata potrafiła trzymać się z dystansem, ale przyciągała do siebie mocno. Wojtek miotał się między Małgorzatą raz bliską, raz obojętną a Anią, która zawsze na niego czekała.

On wciąż zaglądał do niej przez okno, a ona stawiała na parapecie kubek herbaty z parą, częstowała ciastem, jeżeli nie było pączków.
Słyszałaś, nasi grali informował, mając na myśli mecz piłkarski. Ania oczywiście wiedziała, bo zawsze była na bieżąco z tym, co interesowało Wojtka. Oglądała mecze, czytała sportowe wiadomości, potrafiła porozmawiać o horrorach, choć ich nie znosiła. Ale zawsze umiała podtrzymać rozmowę, jeżeli tylko Wojtek pytał o film.

Zawsze wspierała go jak kolega, pomagała, słuchała, rozumiała. Wojtek wpadał do niej, by się wygadać, zwierzyć, po prostu być blisko. Małgorzatą się zachwycał, myślał o niej, cierpiał, czasem choćby skarżył Ani, iż Piotrek odprowadza Małgorzatę.

Po szkole każde z nich dostało się na inne studia. Wojtek już nie przychodził do Ani odpisać lekcje, trzymał się Małgorzaty, a do Ani zaglądał czasem, z sentymentu. Wybrali się choćby kilka razy do kina. Wojtek gadał bez ustanku musiał się wygadać.

Wojtek, mam w sobotę urodziny. Zapraszam cię. Przyjdziesz? patrzyła na niego swoimi szarymi zakochanymi oczami.
Pomyślał chwilę. W sobotę? Jasne, mogę. Dobrze, wpadnę. Kto jeszcze będzie?
Rodzice, babcia, Weronika z Pawłem, Ola przecież znasz wszystkich.
Dobra, zamówione, wpadnę.

W sobotę nie przyszedł. Wpadł dopiero tydzień później, zmartwiony, przygnębiony.
Wojtek, co się dzieje? Jesteś taki smutny.

Wyżalił się, iż Małgorzata wyjechała na praktyki i choćby go nie uprzedziła. Ania pocieszała go, choć ją to wiele kosztowało.
Czekałam na ciebie w sobotę powiedziała.
Co w sobotę?
Miałam urodziny
Aaaa uderzył się dłonią w czoło Aniu, zapomniałem, nie masz chyba żalu
Nie, zdarza się.

Wojtek podszedł do okna. A pamiętasz, jak latem mnie karmiłaś pączkami? Tu pod oknem stała skrzynka, wchodziłem na nią, a na parapecie już czekała herbata z dżemem.
Ania uśmiechnęła się, te wspomnienia rozgrzewały serce, dobrze było wiedzieć, iż Wojtek je pamięta. Rozmawiali roztrzepanie, wspominali dawną podwórkową paczkę, klasę, jak kiedyś uciekli z lekcji, a wychowawczynię złapała ich na ławce w parku i odprowadziła na lekcje historii.

Na piątym roku Wojtek był szczęśliwy Małgorzata zgodziła się za niego wyjść. Przyniósł tę wiadomość Ani. A ona trzymała się, zagryzała wargę, żeby się nie rozpłakać. Słuchała go, wciąż będąc tylko koleżanką, której można się zwierzyć.

Przez miesiąc płakała w poduszkę, wyrzucała sobie, iż przez te wszystkie lata nie wyznała mu miłości.

Potem jeszcze raz przyszedł do niej. Babcia i rodzice byli w gościach, w mieszkaniu panowała nietypowa cisza. Ania, skulona w starym pledzie, oglądała telewizję. Najpierw nie mogła uwierzyć, iż głos za drzwiami należy do Wojtka.

Otworzyła, zobaczyła go smutnego, zgaszonego, opierającego się o futrynę.
Co się stało? przestraszyła się.

Wszedł. Usiedli w jej pokoju. Wyglądał, jakby miał za chwilę zapłakać.
Wojtek, no powiedz, co się dzieje?

Ona nie będzie ślubu powiedziała, iż kocha kogoś innego… Nigdy Ania nie widziała go tak załamanego. Przybliżyła się, położyła dłonie na jego ramionach.
Wojtek, uspokój się, może jeszcze wszystko się ułoży.

Nic się już nie da zrobić, wszystko skończone, zabrała dokumenty… rozumiesz, to już koniec w jego oczach pojawiły się łzy. Położył głowę na jej kolanach, zsunął się z kanapy, wtulił w materiał jej sukienki.
To niemożliwe, Aniu, nie mogę w to uwierzyć
Wojtek, kochany, uspokój się, zrobię ci herbatę z miętą pamiętasz, jak piliśmy ją na parapecie?

Pamiętam, Aniu, pamiętam, tylko ty mnie rozumiesz, jesteś dobra zaczął całować jej kolana, najpierw niepewnie, potem coraz mocniej, jakby chciał wypłakać przez pocałunki cały swój żal. Podniósł się, objął ją w talii, całował jej twarz, szyję, szeptał coś.

Wojtek, przestań, co ty
Aniu Aniu
Wojtek, kocham cię! I zawsze kochałam, już od szóstej klasy, mój ukochany

Wyszedł już po północy, unikał spojrzeń, starał się nie patrzeć na Anię.
No, cześć, przyjdę
Będę czekać patrzyła za nim, aż zatrzasnęły się drzwi klatki.

Wojtek nie przyszedł więcej, jakby ten wieczór nigdy się nie zdarzył. Ani samej wydawało się, iż to był tylko sen. niedługo Wojtek obronił pracę magisterską i wyjechał do Trójmiasta.

Trzeba coś zrobić! szepnął oburzony ojciec. Można pójść do jego rodziców.
Rozumiesz, iż nie chce! Jest zdenerwowana, a to może zaszkodzić dziecku odpowiadała mama. Wojtek wie o jej ciąży, powiedziała mu. Ale zachował się jak obcy może wyjechał specjalnie
Nie można tego zostawić! To oburzające nie mógł się uspokoić ojciec.

Babcia próbowała zajmować się robótkami, a od czasu do czasu ocierała łzę. Było jej przykro z powodu wnuczki mądrej i dobrej dziewczyny

Po narodzinach córki Ania zdobyła numer do Wojtka (wyprosila u kolegi ze studiów) i zadzwoniła, mówiąc tylko jedno: Wojtek, mamy córkę. Nazwałam ją Wiktorią.

On coś mruknął niewyraźnie, wyraźnie dało się tylko usłyszeć: Gratuluję.

Gdy mała Wiktoria miała półtora roku, rodzice ogłosili, iż w końcu spłacili mieszkanie i przeprowadzają się razem z babcią. Mieszkanie było takie samo, dwupokojowe, tylko w sąsiedniej dzielnicy.
Będziemy przyjeżdżać na zmianę, pomagać ci obiecała mama.

Ania się rozpłakała.
Dlaczego, córeczko, płaczesz? Będę codziennie przychodzić, bawić się z Wiktorią, zabierać ją do siebie, będziesz mieć więcej czasu, pracę domową możesz robić
Po prostu przywykłam, iż wszyscy są razem wyznała.

Córko, czas idzie naprzód, musisz sobie życie urządzić, łatwiej ci będzie, gdy zamieszkasz sama pocieszała mama.

Ostatnio Ania coraz częściej słyszała od rodziców, babci, koleżanek, iż trzeba życie układać, iż jest młoda, iż z dziećmi również można wyjść za mąż.

Po tygodniu dwupokojowe mieszkanie było już tylko jej. Mała Wiktoria śmiała się, próbowała chodzić, chociaż upadała, potem podnosiła się i wyciągała rączki do mamy. Ania podnosiła ją, tuliła, śmiała się z nią razem.

Wojtek pojawił się nagle. Zawsze zjawiał się niespodziewanie. Jak wtedy, gdy rozpadło się jego narzeczeństwo z Małgorzatą.

Myślała, iż to ojciec, miał wpaść, ale na progu stanął Wojtek z ogromnym czerwonym samochodem-zabawką była to straż pożarna.

Cześć! Jesteś sama? Nie przeszkadzam? Mogę wejść?

Wyglądał dojrzalej, był szczuplejszy, rysy miał ostrzejsze.
Wejdź.
Proszę postawił samochód na podłodze.

Odezwał się płacz córeczki, Ania wróciła do pokoju, podniosła Wiktorię na ręce.
To moja córka powiedziała, wskazując na samochód.

Wojtek uderzył się w czoło:
Przepraszam
Zabierz samochód, możesz go komuś podarować odparła Ania.

Zdjął kurtkę, przeszedł do kuchni.
Prawie po staremu, nic się nie zmieniło. Może poczęstujesz herbatą?

Ania wstawiła czajnik, nie puszczając córki. Wojtek czuł się nieswojo, nie wiedział, jak zacząć rozmowę.

Patrzył na nią jasnowłosą, z rozpuszczonymi włosami, w długiej sukni, trzymającą córkę na rękach.
Wyglądasz jak Madonna wymamrotał, zapatrzony.

Ania nic nie odpowiedziała.

Pamiętasz, jak babcia piekła pyszne pączki? Albo jak piliśmy herbatę na parapecie? To tam, u ciebie w pokoju. Pamiętasz, jak babcia podlewała kwiaty, a resztki wody wylała przez okno, akurat stałem pod spodem i nie zauważyła mnie Wojtek próbował się uśmiechnąć.
A pamiętasz, Aniu

Nie pamiętam odpowiedziała swobodnie, wręcz obojętnie. Wojtek zamilkł. Nie był to rewanż za jego pomyłkę, gdy myślał, iż Ania ma syna, a nie córkę. Taka była prawda ona naprawdę zaczęła zapominać szczegóły ich spotkań. Teraz miała córkę, poświęcała jej cały czas, cieszyła się nią, zachwycała pierwszymi słowami, starała się zapamiętać jej gaworzenie, obserwowała, jak zasypia, budzi, bawi się…

No, pij herbatę, a ja muszę zrobić córce kaszę.

Po raz pierwszy Wojtek poczuł, iż w tym domu już się go nie oczekuje. Wstał, zarzucił kurtkę.
Dobra, innym razem. Idę, nie masz czasu. Stał jeszcze parę sekund, licząc, iż Ania go zatrzyma, ale nic się nie wydarzyło.

Zamykając za Wojtkiem drzwi, powiedziała cicho:
Nie będzie już innego razu, herbaty tu już się nie pije. Ani kawy.

Wróciła do córki, podniosła ją, pocałowała i poszła gotować kaszę.

Już wiedziała, iż w życiu najważniejsze jest umieć odejść i zacząć od nowa. Szczęście nie zależy od przeszłości ono rodzi się dziś, tam, gdzie jest miłość.

Idź do oryginalnego materiału