Będziesz moją damą
Męża poznałam na studiach. Ja byłam na politechnice, on na prawie. Tak, miałam projektować instalacje wodno – kanalizacyjne, mam stosowne wykształcenie i był czas, iż naprawdę chciałam to robić.
Paweł wiedział, iż żadnej aplikacji nie zrobi. To były czasy, kiedy na aplikacje adwokackie czy sędziowskie dostawały się dzieci prawników, on nie miał żadnego poparcia. Ale studiował prawo, bo jak mówił, przydać się miało do prowadzenie biznesów. Miał do tego żyłkę.
Po studiach zaproponowano mi pracę w biurze projektowym, pracowała tam większość facetów. Paweł zaś mi się oświadczył. Zastrzegł jednak, iż nie chce, abym pracowała. Bo jest o mnie zazdrosny i woli, żebym była w domu. Byłam w nim szaleńczo zakochana. Godziłam się na wszystko.
On był przystojny, inteligentny, dobrze wychowany, szarmancki. Facet z klasą. Dbał o mnie. Wysportowany i silny. Ja nie byłam nigdy zbyt urodziwa, ale byłam zgrabna. Do ślubu szlam w sukni w rozmiarze 36, leciała piosenka Grechuty. „Będziesz moją damą” – nucił Paweł, a ja byłam szczęśliwa.
Rzuciłam pracę, moja mama pukała się w głowę. Sama miała swój salon fryzjerski, zarabiała więcej niż ojciec. A on, jak zwykle, nic nie mówił. Mama wręcz błagała mnie, żebym nie marnowała tylu lat studiów. Ale dla mnie słowa Pawła były najważniejsze. Już wtedy handlował sprowadzanymi samochodami. Biznes szedł świetnie.
Lata tłuste i chude
Szybko kupiliśmy dom, na świat przyszedł syn i córka. Mieliśmy dużo pieniędzy. Kwitłam. Dzieci miały wszystko, o czym marzyły. W naszym ogrodzie były w lecie przyjęcia. Przychodzili znajomi, wspólnicy Pawła. On lubił gości. Lubił chwalić się tym, co ma, pokazywać, jaki jest hojny, wystawiać na stół drogie alkohole, zamawiane w restauracjach potrawy. Miałam wrażenie, iż żyję w bajce. Było cudownie. Ale Pawłowi było wiecznie mało, zaczął rozkręcać jakiś duży biznes. Utopił w nim pieniądze. Dzieci już były wtedy w szkole średniej. Zaczęły się chude lata. Dom został sprzedany, żeby spłacić wierzycieli. Bo Paweł zawsze był honorowy. Mówił mi, iż straty odrobimy. Kupiliśmy pół bliźniaka. To już nie był ten standard. Chyba wtedy zaczął powoli wydzielać mi pieniądze, zaczęły się wymówki, iż jestem rozrzutna. Wcześniej sam mnie namawiał na drogie zakupy. Mama mówiła, żebym szła do pracy, jakiejkolwiek. To był czas, kiedy jeszcze mogłam to zrobić, byłam po czterdziestce. Ale Paweł nie chciał się zgodzić. Powiedział, iż będzie dom utrzymywał, a kwestią czasu jest to, żeby wrócić na dawne tory. Tyle, iż czasy też się zmieniły. Dobre biznesy nie rosły już, jak grzyby po deszczu.
Nie jesteś już tamtą kobietą
Lata siedzenia w domu zrobiły swoje. Menopauza również. Utyłam, pojawiły się zmarszczki. Dzieci wyjechały do stolicy. Zostaliśmy sami. Paweł wiecznie zajęty jakimiś biznesami, ja w domu, nie wiedząca, co mam ze sobą robić. Paweł nigdy o niczym mnie nie informował. Dawał mi jakieś pieniądze na życie, rzadko bywał w domu. Wiedziałam, iż znowu próbuje coś rozkręcać, ale wiedziałam to od żon jego wspólników. Próbowałam z nim rozmawiać, widziałam, jak nasze małżeństwo zaczyna się rozpadać. Powiedział mi tylko, iż nie jestem już tamta kobietą, z którą się ożenił. Byłam „rozlazła, gruba, zaniedbana”i jak stwierdził, nie ma do mnie szacunku. Bolało, choćby bardzo. Starałam się dbać o dom, zawalczyć o siebie. Mierzył mnie pogardliwym wzrokiem, karał ciszą za wszystko. Za zła pogodę, za spadki na giełdzie, za to, iż biznes nie idzie po jego myśli. Zaczął wydzielać mi pieniądze, zarzucać niegospodarność. Przestawał dawać na moje potrzeby, ubrania, fryzjera, cokolwiek. To co dostawałam, z trudem wystarczało na zakupy. Rachunki zawsze płacił on, nigdy nie miałam dostępu do jego konta. Nie mam też żadnych oszczędności.
Wyjechał na tydzień, zostawił mnie bez grosza
Czara goryczy przelała się, kiedy stanął w drzwiach i oznajmił, iż wyjeżdża na tydzień i nie zostawi mi ani złotówki. Zostałam bez środków do życia. Pożyczyłam od moje mamy staruszki, wiedząc, iż nie będę jej mogła oddać. Jadłam chleb ze smalcem, ugotowałam sobie jakąś zupę. Wrócił pełen obrzydliwej satysfakcji, iż zostawił mnie praktycznie na pastwę losu. Zaczął powtarzać ten schemat. Znikał, ja zostawałam bez grosza. Kiedy był i robiłam zakupy, bo gotowałam, rozliczał mnie z każdego paragonu. Tak jest do dzisiaj. Sprzedał mój samochód, "bo moge jeździć autobusem". Oczywiście samochód był kupiony na jego firmę, nie miałam nic do powiedzenia. Sprzedał działkę nad jeziorem, gdzie wypoczywałam w wakacje. Kazał mi podpisać akt notarialny, bo rzekomo pieniądze potrzebne są na ratowanie jego firmy.
Ja nigdy nie pracowałam, nie mam żadnej emerytury, nie mam ani grosza. choćby gdybyśmy sprzedali dom i podzielili się pieniędzmi, to wystarczyłoby mi na zakup małego mieszkania i nic więcej. Nie miałabym się jak utrzymać. Rozmawiałam z przyjaciółka, powiedziała, żebym to zgłosiła, bo to co robi Paweł to zwykła przemoc. Co mi jednak da zgłoszenie? Wystąpię o alimenty, o rozwód? Gdzie w tym czasie pójdę, za co będę żyła? Jestem jego więźniem. Nie mogę sobie podarować tego, iż nie posłuchałam mamy, iż nie chciałam pracować. Że uwierzyłam w tę bajkę, iż zawsze wszystko będzie dobrze. Mam depresję, leczę się od kilku lat. Ale przecież choćby najlepsze leki nie zmienią mojej sytuacji. Bo mam świadomość, iż jestem za stara na to, by zaczynać od zera. Kobiety, błagam was, nie popełnijcie mojego błędu!







