Zwariowałeś?! Przecież to nasz syn, a nie obcy człowiek! Jak możesz wyrzucać go z domu?! – wykrzyknęła teściowa, zaciskając pięści ze złości…

twojacena.pl 4 godzin temu

Czy ja cię pytam, czyś rozum postradał? To przecież nasz syn, nie obcy jakiś! Jak możesz go wyrzucać z domu?! wrzasnęła teściowa, aż z gniewu zacisnęła pięści

Tego wieczoru nasza ciasna kuchnia na Pradze pełna była napięcia. Jeszcze godzinę temu pachniało tu miętową herbatą i drożdżówką, ale teraz wszystko przykrył duszący zapach papierosów i zbliżającej się burzy. Barbara Szymczak, kobieta po sześćdziesiątce, z siwiejącymi włosami zwiniętymi w ciasny kok, patrzyła na męża z twarzą czerwoną od emocji i oczami błyskającymi gniewem. Zawsze była opoką rodziny silna jak dąb. Dziś jej złość mieszała się z rozpaczą.

Jan Szymczak, jej mąż, milczał. Siedział przy stole, słaniając się lekko, w spojrzeniu miał latami uzbieraną rezygnację. Pracował ponad trzydzieści lat w warszawskiej hucie, po dwanaście godzin dziennie, aż plecy mu się zgarbiły. Zaciągnął się nerwowo papierosem, żar zapałki rozświetlił mu pomarszczone oblicze i cień bólu zamajaczył w oczach. Basiu, kochanie, przecież ja to robię nie przez złość. Nie mogę już znieść, jak nas ośmiesza Piotr… Piotr zdradził Agatę. Z Ewą, tą od Klaudii. Widziałem ich wczoraj na podwórku, w garażu. Całowali się jakby świata poza sobą nie widzieli!

Cisza zawisła w powietrzu. Barbara opadła na krzesło, chwytając się jego brzegów tak, jakby szukała w nich ratunku. Piotr był jej oczkiem w głowie urodziła go po trzydziestce, długo walcząc z bezpłodnością. Zanim Jan wrócił z wojska, sama się nim zajmowała. Zawsze uczciwy, sumienny zatrudniony jako mechanik w autoservisie, imprezował tylko od święta. Trzy lata temu poślubił Agatę piękną, bystrą i stanowczą księgową z centrum Warszawy. Na początku Barbara cieszyła się: Pasujecie do siebie!. Ale potem… potem wszystko się pogmatwało. Agata z ambicjami, otwarta, z pracą w biurze i rozmowami o awansie, nie wpasowała się łatwo w prosty, rodzinny dom Szymczaków na Grochowie.

Zdrada? wyszeptała Barbara, głos jej zadrżał. Mój Piotrek? Niemożliwe On kocha Agatę! A jeżeli już… to z jej winy na pewno ją do tego podpuściła. Ty sam ją na ślub zapraszałeś, Janek!

Mąż pokręcił głową i wypuścił dym pod sam sufit. Pomyliłem się. Widziałem. Noc, wszyscy śpią. Wyszedłem zapalić pod garaż, patrzę Piotr z Ewą. Przy lampie, śmiechy, przytulenia, pocałunki. Agata chyba wie, udaje, iż nie widzi. Rodzina się sypie, Basia. Powiedziałem mu: idź, póki czas. Niech sobie życie układa, ale nie pod naszym dachem.

Barbara zerwała się gwałtownie, przewracając krzesło. Dopadła do męża, zaciskając ręce na jego rękawie. Wyrzucać syna? Z własnego mieszkania? Zwariowałeś do reszty? To nasza krew, nasze dziecko! A jeżeli to pomyłka? Może to Agata coś ustawiła, prowokacje urządza, żeby rozbić rodzinę?!

W tym momencie na progu kuchni stanęła Agata. Miała trzydzieści dwa lata, szczupła, z długimi brązowymi włosami w nieładzie i podpuchniętymi oczami. Na ramieniu zwisała stara, wysłużona torba Piotra ta sama, którą kupiła mu matka przed ślubem. Agata wyglądała na kogoś, kto nie zmrużył oka przez całą noc była blada, z przygryzionymi ustami. Zostawiła torbę i usiadła cicho przy stole, unikając wzroku teściowej i teścia. Wszystko słyszałam powiedziała, cicho ale stanowczo. Możecie go wyrzucić. Pomogę nawet. Tylko zrozumcie: to nie tylko zdrada. To koniec tego, co budowaliście, i początek prawdy, której od dawna nie chcecie przyjąć.

Barbara zwróciła się do synowej, a złość wybuchła ze zdwojoną siłą. To wszystko przez ciebie, żmijo! Przyszłaś do naszego domu, wszystko wywróciłaś do góry nogami! Chcesz stylowych mebli kup se własne mieszkanie! Chcesz dietę jedz sobie jajko! Synka zostaw w spokoju! krzyczała, grożąc palcem Agacie. Jan usiłował ją uspokoić, ale odepchnęła go Odejdziesz ty, jeżeli nie umiesz po ludzku żyć! Bez ciebie sobie poradzimy!

Agata nie ruszyła się z miejsca. Sięgnęła po wodę z dzbanka, napiła się i spojrzała Barbarze głęboko w oczy. Nie było w jej spojrzeniu gniewu tylko zmęczenie i stanowczość. Dobrze, pani Barbaro. To porozmawiajmy. Nie krzykiem, tylko słowami. Napijmy się kawy. Ta historia jest długa, jak ten listopadowy wieczór. Zaczęła się nie ode mnie, ale zanim Piotr był w ogóle mężem.

Przez chwilę w kuchni zaległa tak gęsta cisza, iż słychać było, jak deszcz tłucze w parapet starego bloku. Jan zapalił nowego papierosa. Barbara, jeszcze cała roztrzęsiona, usiadła naprzeciw Agaty. Synowa zaparzyła kawę ekspres dostali od Szymczaka na imieniny i rozpoczęła opowieść. Głosu nie podnosiła, brzmiał pewnie, jakby tę rozmowę ćwiczyła od miesięcy.

Agata pochodziła z małego miasteczka pod Siedlcami. Ojciec, dawny wojskowy, po odejściu z wojska często sięgał po wódkę, mama krawcowa w fabryce, pachniała potem i papierosami, harowała na dwa etaty, by utrzymać córkę i dwóch młodszych synów. Uczyłam się twardości od dziecka opowiadała, wsypując cukier do filiżanki. Mama zawsze mówiła: świat nie jest dla słabych, nie płacz, tylko działaj. Sprzątałam u sąsiadów, by uzbierać na zeszyty. Studiowałam rachunkowość nocami, w dzień kelnerowałam. Marzyłam o rodzinie bez kłótni, o cieple. Nie o pieniądzach. O domu.

Piotra poznała na spotkaniu u koleżanki. Spodobał jej się prosty, uśmiechnięty chłopak z Pragi. Był cichy, a jednak dawał poczucie bezpieczeństwa. Spacerowaliśmy po Saskiej Kępie, snuliśmy plany. Obiecał dom taki jak rodziców. Myślałam to moje miejsce.

Mieli cichy ślub po cywilnemu. Potem kawał drożdżówki pieczony przez Barbarę i kiełbaski z grilla na podwórku. Barbara wtedy objęła Agatę: Jesteś u nas jak córka!. Teść podarował im tapczan na nowy rozdział. Na początku układało się dobrze Agata gotowała, Piotr naprawiał auto, rozmawiali o dzieciach. Ale pęknięcia pojawiły się szybko.

Najpierw o meble. Agata zaproponowała: Przemeblujmy salon, niech tu będzie jaśniej, przytulniej. Barbara była oburzona: To mój dom od czterdziestu lat, tutaj ja rządzę! Agata przeprosiła, ale coś w niej pękło. Potem jedzenie. Synowa próbowała fit przepisów pierś z kurczaka na parze, sałatki bez majonezu. Teściowa patrzyła spode łba: Co ty? Chcesz nas zagłodzić? Kotlet z ziemniakami to jest obiad! Piotr zawsze stawał po stronie matki: Agatko, daj spokój, mama się stara.

Agata połykała łzy, nie kończyła zdań. Kochała Piotra, ale widziała, iż z każdym dniem jest wciąż bardziej chłopcem pod skrzydłem mamy. Piotrek, trzydzieści pięć lat Sam zdecyduj szeptała w nocy. Mama wie najlepiej ucinał rozmowę.

Po roku nadeszło nieszczęście. Agata zaszła w ciążę. euforia była ogromna testy, łzy szczęścia, plany na kącik dla dziecka. Trzeci miesiąc poronienie. Krew, ból, samotność w szpitalu. Piotr na delegacji, Barbara w słuchawce: To znak, córeczko. Jeszcze nie czas. Nie przejmuj się. Wszystko się ułoży. Nikt jej nie przytulił tylko rady i zimny głos. Lekarz powiedział: Stres mógł się przyczynić. Stres był wszędzie teściowa właziła bez pukania, sprawdzała szafy, krytykowała domowe porządki. Jesteś w ciąży siedź w domu! napominała. A sama tylko pogarszała.

Po stracie dziecka Agata zamknęła się w sobie. Coraz chętniej wychodziła do pracy biura rachunkowego, gdzie liczby dawały jej poczucie kontroli. Znalazła przyjaciółki. Jedną z nich była Ewa całkowite przeciwieństwo. Czterdziestka, żona Niemca, częste podróże, barwne stroje. Zasługujesz na więcej, Aga. Nie poświęcaj się całkowicie dla idei rodziny powtarzała jej przy kawie.

Piotr coraz częściej zaszywał się w garażu pod blokiem potem z Ewą. Agata przypadkiem natknęła się na SMS: Wpadnij, Agata będzie na spotkaniu. Serce podeszło jej do gardła. Nie zrobiła awantury poszła do Ewy.

Dlaczego ty z nim? zapytała w kuchni, oba trzymały wino. Deszcz stukał za oknem, jakby to był ten sam wieczór co dziś.

Ewa westchnęła. Piotr jest samotny. Ty jesteś silna, a on szuka kogoś, kto nie kłóci się z mamą. Ja go tylko słucham, przytulam. Nie kocham go. Sam twierdzi, iż po stracie dziecka stałaś się chłodna. Ale wiem to przez niego. Bał się dorosnąć.

Agata nie spała całą noc. Więcej niż zazdrość czuła ból zdrady. Obserwowała Piotra przez tydzień. Widziała, jak chodzi na sprawunki, wraca późno, pachnie jej perfumami. Ewa to tylko koleżanka zaklinał się, kiedy go przyłapała. Rozmawiamy.

Pewnego wieczoru, gdy deszcz tłukł o szyby, Agata czekała z walizką pod ręką. Piotr, wiem o Ewie. jeżeli chcesz odejść, idź. Nie będę się trzymać na siłę.

Wybladł, usiadł na łóżku. To nie tak Mama mówi, iż mnie zmieniasz, robisz słabym. Chcesz, żebym był jak ojciec milczał, znosił. Ewa ona rozumie.

Agata prychnęła gorzkim śmiechem. Twoja mama mnie od zawsze nie znosiła! Sama cię szczuła: Warszawianka cię zepsuje!. Jesteś jej marionetką.

Pokłócili się na dobre. Piotr wrzeszczał: Za bardzo się rządzisz! Rodziny nie szanujesz! Popchnął Agatę, nie mocno, ale przewróciła się i uderzyła o szafkę. Zamknęła się w łazience, długo nie mogła przestać szlochać. Wiedziała, iż to już koniec.

Następnego dnia poszła do Barbary, która w korytarzu myła podłogę, nucąc Czerwone korale. Pani Basiu odezwała się delikatnie. Dlaczego mnie pani nie lubi? Staram się, a ciągle mam wrażenie, iż jestem przeszkodą.

Barbara odwróciła się, wycierając ręce o fartuch, jej spojrzenie stwardniało. Kocham cię jak córkę, ale nie rozumiesz naszego życia. My prości ludzie praca, działka, tradycje. Ty ciągle nowoczesność: kariera, zmiany. Piotrowi woda sodowa uderza do głowy!

Nie, nie o to mi chodzi odparła Agata twardo. Ja chcę, by Piotr był samodzielny, a nie synusiem mamusi. Ma trzydzieści pięć lat, a wy mu wybieracie choćby przyjaciół. Po stracie dziecka nie dostałam wsparcia, tylko znak!

Barbara zbladła ze złości. Jak śmiesz tak mówić! Sama go wychowałam, gdy Jan pił! Wynoś się z mojego domu! popchnęła synową, zatrzaskując drzwi.

Agata wróciła do siebie, złamana, ale z planem. Nie zemsta chciała prawdy. Zadzwoniła do Ewy: Opowiedz mi wszystko o Piotrze. Zapisz daty, słowa jeżeli trzeba.

Ewa przyszła wieczorem, z winem i żalem w oczach. Piotr kocha wizję tego kim chciałby być. Matki się boi. Po twojej stracie winą obarczył ciebie nerwy. Ale widzę, to nie ty. To on. Odchodzę, koniec tej farsy.

Gadały do północy. Agata robiła notatki daty, rozmowy, szczegóły, które mogłyby kiedyś zaważyć. Dla rodziny. Trzeba znać prawdę.

Kilka dni później Jan zobaczył Piotra z Ewą w garażu. Wyszedł na papierosa, usłyszał coś, zerknął przez okno. Syn całuje Ewę, mówi: Odejdę od Agaty, ale mama mama mnie zabije. Jan wtargnął, wrzasnął: Wstyd mi! Wynoś się!

Piotr uciekł, Ewa za nim. Jan wrócił do mieszkania, obudził żonę. Agata czekała na swój moment.

Teraz, w kuchni, gdy za oknem zamiatał deszcz, Agata skończyła kawę i spojrzała raz jeszcze na teściów: Panie Janie, nie zobaczył pan tylko zdrady. Zobaczył pan, jak syn nie wytrzymał presji. Piotr od początku nie potrafił wybrać: matka czy żona. Ewa nie była celem była pretekstem. Prawdziwy powód? Pani, pani Barbaro. Od pierwszego dnia szczuła mnie pani: Ona nie nasza. Po stracie dziecka nie dała mi pani szansy na żałobę, tylko kazania. Piotr zaczął popijać, bo nie wytrzymywał tego: dom czy własne życie.

Barbara runęła na krzesło, przewracając filiżankę. Bzdura! Chcę jego szczęścia! To ty go zniszczyłaś swoimi pomysłami i nowomodą!

Szczęścia? Agata uroniła łzę, ale głos miała twardy jak kamień. A ja? Straciłam dziecko przez stres w tym domu. Pani bez zaproszenia, kontrola, krytyka. Piotr mnie uderzył pierwszy raz w życiu. Bo pani wpoiła mu, iż kobieta ma milczeć.

Jan zaciągnął się dymem: Dajcie już spokój. Gdzie Piotr?

prawdopodobnie z Ewą, w garażu się ukrywa odpowiedziała Agata. Ale wróci. On mnie kocha, na przekór wszystkim. Ale wy zdecydujcie: syn czy honor. Ja odejdę, jeżeli tak trzeba. Ale nikt nie ukryje prawdy.

Barbara znieruchomiała. Po chwili wybiegła na podwórko, bose stopy topiły się w błocie. Biegła do garażu, łzy mieszały się z deszczem na twarzy. W środku żółte światło żarówki. Piotr siedział skulony na skrzynce, Ewa objęła go ramieniem.

Mamo szepnął Piotr, zrywając się. Oczy miał zapuchnięte, ubranie przemoczone.

Barbara padła na kolana w kałuży i objęła syna. Synu, nie odchodź! Przepraszam. Chciałam cię bronić, a wszystko popsułam.

Piotr rozpłakał się, tuląc matkę. Mamo, kocham Agatę. Ale ty ty zawsze byłaś najważniejsza. Boję się cię stracić, jak wtedy ojca.

Ewa podniosła się po cichu: Idę. To wasza sprawa. Wybacz, Piotrze. pocałowała go w policzek i zniknęła w mroku.

Wrócili do domu razem, przemoknięci, zziębnięci. Agata czekała w kuchni z herbatą. Jan objął żonę ramieniem: Basiu, już wystarczy. Koniec wojny. Rodzina to nie pole bitwy

Ale prawda sięgała głębiej. Następnego ranka, przy śniadaniu w ciszy, Agata wyjęła stary, pożółkły list odnaleziony dawno temu wśród szpargałów teściowej , gdy sprzątała. Przeczytałam go kiedyś przypadkiem powiedziała. To list od pani mamy. Pisze tam: Basiu, twój mąż zdradza. Nie trzymaj go na siłę, puść go wolnym. Doświadczyła pani zdrady i została z Piotrem sama, prawda? Od tej pory chciała pani wszystko kontrolować, bała się, iż syna ktoś ukradnie.

Barbara przyjęła list drżącymi rękoma, łzy cisnęły się do oczu. Tak Zostałam z dzieckiem, gdy Jan pił. Przysięgłam sobie, iż nigdy nikomu nie oddam syna. Myślałam, iż chronię, a tylko dusiłam.

Piotr przytulił matkę: Mamo, nie odejdę nigdzie, ale daj nam żyć. Agacie przestrzeń

Przegadali wieczór do późna o przeszłości Agaty, dzieciństwie Piotra, o utracie dziecka. Barbara przyznała: Zazdrościłam ci siły, Agato. Ty nie złamałaś się jak ja. Objęła synową pierwszy raz naprawdę: Wybacz, córko. Pomogę, nie będę przeszkadzać.

Minął miesiąc. Atmosfera zelżała. Agata znów zaszła w ciążę teraz otoczona opieką. Dom znów stał się domem: Barbara szydełkowała buciki, Jan naprawiał łóżeczko, Piotr niespodziewanie wydoroślał rzucił papierosy, podjął dodatkową pracę. Dziękuję, mamo, iż dałaś nam szansę.

Ale bajki nie ma. Pewnego wieczoru zadzwoniła Ewa: Piotr dzwonił wczoraj. Tęskni, prosił o spotkanie.

Agata zamarła, ręka na brzuchu. Niech zapomni. Teraz jesteśmy rodziną. Prawdziwą.

Odłożyła telefon, poszła do Barbary, która kroiła marchewkę do rosołu. Mamo powiedziała używając tego słowa pierwszy raz bez żalu Pamięta pani ten list? Chrońmy nasze dzieci razem. Przed przeszłością, przed błędami.

Barbara spojrzała na nią z czułością, objęła delikatnie czując pulchniejący brzuch. Razem, córko. My, kobiety.

Poród był trudny jesienią, gdy za oknem zacinał deszcz ze śniegiem. Agata krzyczała, a Barbara trzymała ją za rękę: Trzymaj się, słoneczko! Chłopiec urodził się zdrowy, z oczami Piotra. W szpitalu cała rodzina Jan ze słonecznikami, Piotr zapłakany.

W domu uroczystość stół zastawiony, śmiech odbijał się od ścian. Barbara kołysała wnuka: Mój wnuk Przepraszam za wszystko, Agata.

Przebaczam, mamo odparła synowa z uśmiechem.

Rodzina okrzepła. Kłótnie nie zniknęły spory o pieluchy, o zupę. Ale rozmawiali już, nie krzyczeli. Agata wróciła do pracy, Barbara na działkę, razem spacerowały po parku. Piotr stał się głową rodziny mediował, rozstrzygał.

Po roku Ewa przysłała SMS-a: Gratuluję synka. Cieszę się waszym szczęściem. Agata odpisała: Dziękuję. Co było, minęło.

Pod jesiennym deszczem, jak wtedy, stały z Barbarą przy oknie. Dałyśmy radę powiedziała Agata.

Razem odpowiedziała Barbara cicho.

I tak, w starym skrzypiącym mieszkaniu, zapanowało ciepło prawdziwej, polskiej rodziny.

Idź do oryginalnego materiału