Zrobiłem test DNA i lepiej by było, gdybym tego nie robił
Wzięliśmy ślub z Haliną, bo okazało się, iż w drodze jest nasz potomek. Po weselu Halina rozpakowała walizkę w pokoju u moich rodziców w Radomiu, bo na własne M3 nie było nas wtedy stać, a wynajem droższy niż kilogram schabu w sklepie. Mijał czas, zostałem szczęśliwym tatą smarkatego Kacpra, a w końcu udało nam się wziąć kredyt hipoteczny w złotówkach i przenieść na swoje, do trzypokojowego mieszkania na blokowisku.
Po jakimś czasie Halinka znowuż oznajmia, iż będzie nas więcej tym razem urodziła się Weronika, taka nasza mała księżniczka. Nasze dzieci rosły jak na drożdżach. Z każdym rokiem bardziej rzucało mi się w oczy, iż ani Kacper, ani Weronika nie odziedziczyli po mnie urody, a temperament to już w ogóle z poprzednim pokoleniem nie miał nic wspólnego. Co ciekawsze, choćby Halina nie mogła się odnaleźć w tych ich piegach i rudych czuprynach. No skąd te geny? Prababcia podobno miała rude włosy, ale czy pradziadek, to już nikt nie wie.
Zacząłem się zastanawiać, czy może nie warto by było zrobić sobie takiego testu na ojcostwo. Wiem, głupi pomysł, ale pewność wiecie, jak to jest. Więc zrobiłem. Czekałem na wyniki dwa tygodnie, stres jak przy robieniu bigosu z teściową oby tylko nie przypalić. Jak tylko zadzwonili z laboratorium, pędem poleciałem odebrać wyniki, serce w gardle, pot na czole. Na szczęście jestem ojcem! Wracam do domu, podkładam papiery głęboko w szufladę, żeby Halina nie znalazła. Ale czemu nie wyrzuciłem tego od razu do śmieci? Naiwność pierwszego stopnia.
Kilka dni później Halina wykopała te papiery i rzuciła mi prosto w twarz awantura taka, iż sąsiedzi na klatce zamknęli okna. Jej krzyk przebił choćby piłę, którą Zenek z dołu zawsze piłuje drzewo na opał. Że nie ufałem, iż w ogóle coś mi przyszło do głowy, iż jak tak można i w tym stylu. Próby rozmowy? Na nic. Halinka wyprowadziła się do matki, dzieci zabrała, ja zostałem sam w tym naszym M3 i mogę sobie tylko pogadać z kwiatkami doniczkowymi.
Minęło już pięć lat, a Halinka twardo nie daje mi się choćby zobaczyć z Kacprem i Weroniką. Tak to zwykła zwariowana ciekawość potrafi załatwić człowieka. Może kiedyś Halinka odpuści, ale póki co, pozostaje mi kawa z ekspresu i seriale powtórkowe.









