Tego szukasz? podała mu kopertę.
Kuba pobladł.
Żaneta… Ty… tylko nie myśl Tomek To
Czego nie powinnam myśleć, Kuba? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że wy obaj macie mnie za najnaiwniejszą stokrotkę w powiecie?!
Jak to miesiąc? Żaniu, przecież umawialiśmy się, iż do jesieni spokojnie!
Mój młodszy dopiero co poszedł do przedszkola, pracę znalazłam tuż za rogiem…
Co się stało?
Przecież płacimy terminowo, nie robimy imprez…
Nie o was tu chodzi wymamrotała Żaneta. Muszę wrócić do swojego mieszkania.
Ale po co? Pokłóciłaś się z mężem?
Proszę, nie zadawaj zbędnych pytań.
Dokładnie miesiąc, od dziś!
Policzę czynsz na nowo, kaucję oddam.
Wybacz…
Rozłączyła się i zadrżała. Oby szybciej zakończyć to wszystko…
***
Żaneta nie mogła oderwać wzroku od koperty leżącej na kuchennym stole.
Takiej zwykłej, jaką przed chwilą wyjąła ze skrzynki razem z ulotkami i rachunkiem za internet.
Zwykle to Kuba odbierał pocztę, ale tym razem to ona się z tym pośpieszyła…
Stempel. Adres zwrotny. ZK nr 6.
A jako nadawca: Malinowska Krystyna.
To nazwisko obiło jej się o uszy kilka razy, bo tak właśnie miała na imię matka Kuby. Czyli teściowa, której Żaneta nigdy nie widziała choćby na zdjęciu.
I całkiem nie wiedziała, iż kobieta, która urodziła jej męża, w ogóle jeszcze żyje.
Nie mam nikogo, Żaniu powiedział Kuba na trzeciej randce, gdy siedzieli w taniej kawiarni i suszyli buty po ulewie. Ojciec odszedł, zanim się urodziłem, nigdy go nie widziałem.
A mama… mama zmarła, jak miałem dwadzieścia lat. Serca nie wytrzymało. Taki sobie samopas.
Tak całkiem sam? Żaneta prawie się wtedy popłakała. Żadnych cioć, wujków?
Jakaś dalsza rodzina pod Suwałkami, ale nie utrzymujemy kontaktów.
Wiesz, tak łatwiej. Zero rodzinnych dramatów, zero tych obowiązkowych niedzieli u teściowej czy swatki. Tylko my.
Wtedy pomyślała:
„Boże, jaki on silny! Przeszedł tyle, a jest taki pogodny”
Otoczyła go opieką, jakby chciała nadrobić całą matczyną miłość, której mu kiedyś zabrakło.
Potem był ślub skromny i tylko „dla swoich”.
Od niej rodzice, dwie przyjaciółki, od Kuby tylko serdeczny kolega z dzieciństwa, Tomek, który przez cały wieczór podejrzanie się nie odzywał i nie potrafił spojrzeć Żanecie w oczy.
Wtedy zrzuciła to na jego nieśmiałość. Teraz rozumiała Tomek po prostu bał się coś chlapnąć.
A gdzie ona jest pochowana? spytała któregoś dnia po ślubie. Może pojedziemy uprzątnąć? To w końcu mama
Kuba wtedy dziwnie drgnął. Odwrócił się, zaczął poprawiać kołnierzyk.
Daleko, Żaniu. Gdzieś w lesie pod Lublinem. Cmentarz stary, prawie zamknięty.
Sam kiedyś podjadę. Nie chcę cię tam zabierać, taka ciężka aura. Lepiej myśleć o żywych, co?
I uwierzyła. Naiwna!
***
Drzwi wejściowe się otworzyły, Żaneta podskoczyła i gwałtownie wrzuciła kopertę do szuflady, przykrywając ją gazetkami z Biedronki.
Hej, kochanie! głos Kuby był jak zwykle radosny i ciepły. I jak nasz mistrz? Znowu szalał?
Wszedł do kuchni, chciał ją pocałować w głowę, ale odruchowo się odsunęła.
Co jest? Zmęczona? zmarszczył brwi, zaglądając jej w oczy. Kubaś znowu nie dał spać?
Zaraz się przebiorę, zajmę się nim, a ty idź się zdrzemnąć.
Kolację też ogarnę.
Nie trzeba, nie jestem głodna. Kubo, dzisiaj przynieśli pocztę
Na sekundę zamarł, dosłownie na mgnienie oka ale zauważyła.
Tak? I co tam? Znów rachunki?
Rachunki. Reklamy. I tyle.
Widocznie mu ulżyło, bo odetchnął głośno.
No to świetnie! Idę umyć ręce i do syna. Strasznie się za nim stęskniłem.
Patrzyła na jego plecy. Człowiek, z którym dzieliła życie, mieszkanie i codzienność, stał przed nią i bezczelnie łgał.
Tak, jakby to była najzwyklejsza sprawa.
„Mam nikogo,” mówił.
A z więzienia pisze Krystyna Malinowska.
Za co tam wylądowała? Kogoś zraniła? Ukradła? Zrobiła przekręt? Ile jej tam jeszcze zostało?
Wyobraziła sobie, iż za parę lat ktoś dzwoni do drzwi, a na progu stoi kobieta o ciężkim spojrzeniu i przeszłości w kratę.
I mówi:
„Dzień dobry, synku, dzień dobry, synowo. Gdzie mój wnuczek? Będę teraz z wami mieszkać!”
O siebie się nie martwiła bała się o Kubusia.
Jak dziecko ma dorastać z babcią po więzieniu?!
No jak wpuszczać do dziecka kryminalistkę?!
Żaniu, chcesz herbatę? zawołał Kuba z pokoju. W Lidlu promocja na pieluchy, znalazłem gazetkę w szufladzie. Jutro trzeba podjechać.
Nie odpowiedziała. Już wyciągała aplikację banku i sprawdzała, ile ma na swoim koncie.
Powinno wystarczyć na początek. Mieszkanie w innej dzielnicy dobrze.
Lokatorzy wyprowadzą się za miesiąc. Wytrzymać miesiąc i się nie zdradzić.
***
Kuba poszedł do pracy, zanim wyszedł długo tulił małego do policzka i obiecywał wrócić wcześniej.
Żaneta patrzyła z narastającym niesmakiem. Jak on mógł ją tak podle okłamywać? Czy to w ogóle można ukrywać?!
Kiedy wyszedł, Żaneta wyjęła kopertę. Ręce ją świerzbiły, żeby otworzyć, przeczytać, ale bała się.
A jeżeli jak przeczyta, nie da rady odejść? A może tam jest coś…
Nie, twardo powiedziała do siebie. Co tam, to już nieważne. Okłamywał mnie prawie dwa lata!
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Przeszył ją dreszcz. Kto o tej porze?
Rodzice by uprzedzili. Kumpela? Zerknęła przez wizjer na klatce stał Tomek.
Przewracał się z nogi na nogę i rzucał nerwowe spojrzenia w stronę windy.
Żaneta otworzyła.
Tomek? Kuby nie ma, jest w pracy.
Wiem, Żaneta… jąkał się, chowając ręce do kieszeni kurtki. Tak przechodziłem… Kuba mówił, iż może zostawił klucze do garażu w domu?
Mówił, iż leżą na szafce.
Klucze? uniosła brwi. Nie ma żadnych, przynajmniej nie na szafce. I w przedpokoju też nie widziałam. Jesteś pewny?
No bo tak mówił… Wiesz, Żaniu, jeszcze prosił, żebym sprawdził skrzynkę. Zaglądałem, ale pusto. Ty poczty dzisiaj nie odbierałaś?
Brałam. Coś nie tak?
Tomek przełknął ślinę.
Tak tylko pytam. Czekamy na jakąś przesyłkę z częściami, Kuba mówił, żebym zobaczył, czy nie ma awizo.
Żaneta spokojnie wróciła do kuchni, sięgnęła po szarą kopertę i wróciła do drzwi.
Tego szukasz? podała mu kopertę.
Tomek pobladł.
Żaneta… tylko nie myśl Tomek To
Czego ja nie powinnam myśleć, Tomek? Że matka mojego męża żyje i jest w więzieniu? Że wy mnie macie za idiotkę z pod remizy?
Co mam sobie pomyśleć, skoro urodziłam syna facetowi, którego rodzina to tajemnica poliszynela?
Żaniu, on serio chciał dobrze! Tomek zaczął nerwowo szeptać. Chciał zwyczajnej rodziny, bez tej przeszłości.
Jego matka… To skomplikowana osoba, nie wyobrażasz sobie, ile go kosztowała.
Nie złośliwie, wiesz? Po prostu wykreślił ją ze swojego życia, żebyś się nie bała.
Wykreślił? Żaneta gorzko się uśmiechnęła. Tomek, jak się wykreśla własną matkę? I to jeszcze w taki sposób?!
Odebrał mi prawo wyboru! Miałam prawo wiedzieć, w co się pakuję!
Ale to żadna rodzina, Żania! machnął ręką. Tam są tylko ona i jej… szemrane sprawki.
Żania, oddaj mi tę kopertę, proszę. Nie czytałaś jeszcze, prawda? Przekażę Kubie, sam ci wszystko powie.
Idź już, Tomek powiedziała cicho. I koperty nie oddam. Jest zaadresowana do Kuby Malinowskiego, to on ją odbierze. Ode mnie.
Z hukiem zamknęła drzwi przed nosem zdezorientowanego Tomka.
***
Dzień minął jak we mgle. Żaneta karmiła synka, przebierała go, chodziła z wózkiem po osiedlu, ale myśli ciągle wracały do tej sytuacji.
Co wziąć najpierw? Wózek, łóżeczko, dokumenty. Meble… niech sobie będą.
W swoim mieszkaniu na peryferiach miała starą wersalkę i szafę. Starczy.
Do wieczora była już całkiem spokojna.
Zastawiła stół, ugotowała obiad, położyła synka spać i oczekiwała męża.
Mmm, jak tu pachnie! Kuba, wracając z pracy, udawał, iż nic się nie dzieje. Patrz, nowa karuzela do łóżeczka dla Kubusia! Z melodyjkami.
Żaneta milczała przy stole, przed nią leżała ta przeklęta koperta. Kuba zajrzał na kuchnię i natychmiast spoważniał.
Tomek znalazł? spytał ponuro.
Ja znalazłam, a Tomek na twoją prośbę próbował odebrać. Ale nie oddałam…
Usiadł ciężko naprzeciwko.
Dlaczego, Kuba? Dlaczego powiedziałeś, iż nie żyje?
Bo dla mnie ona nie żyje już dwanaście lat podniósł na nią oczy pełne łez. Gdy pierwszy raz ją zamknęli. Potem wyszła, poł roku była na wolności, znowu poszła siedzieć.
Żaniu, pochodzisz z normalnej rodziny twój ojciec inżynier, mama nauczycielka. choćby byś nie zrozumiała, o czym ona mówi. Jest zawodową oszustką. Aferzystką.
I myślałeś, iż możesz mnie okłamywać? Rok czasu? nie wytrzymała, głos jej zadrżał. Rozumiesz, iż tak zrujnowałeś całe zaufanie?!
Bałem się, iż odejdziesz! zaczął błagać. Powiesz: „O nie, z matką złodziejką nie chcę mieć nic wspólnego”.
Chciałem, żeby Kubuś dorastał w normalnej rodzinie. I tak, uznałem, iż lepiej mieć męża-sierotę niż syna przestępczyni!
A teraz będzie miał ojca po rozwodzie odpowiedziała lodowato.
Zamarł.
O co ci chodzi? Żania, naprawdę? Przez kopertę? Przez to, iż nie powiedziałem?
Po prostu cię nie znam, Kuba. Jak można tak spokojnie wymyślić śmierć matki? O czym jeszcze kłamiesz?
Kim jest twój ojciec? Może jego też „zjadła ziemia”, a on siedzi w sąsiedniej celi?
Nie wygłupiaj się, Żania…
Nie wygłupiam się. Napisałam już do najemców. Za miesiąc się wynoszę. Jutro składam pozew o rozwód.
Błagał, klęczał, prosił, tłumaczył, iż to kłamstwo dla ich dobra.
Ale Żaneta już miała wszystko przemyślane. Dla niej wszystko było jasne.
***
Lokatorzy się wyprowadzili, więc Żaneta z synkiem mieszka już u siebie. Małżeństwo się rozpadło, ale Kuba przez cały czas liczy, iż żonę odzyska. Nie rozumie, co zrobił źle przecież chronił swoją rodzinę
Dziecko widuje regularnie, dba o nie i finansuje wszystko. Ale miłości byłej żony nie może już odzyskać. Żaneta choćby nie zamierza o tym słyszeć.








