Żona dowiedziała się zbyt późno — Tego szukasz? — podała mu list. Kuba zbladł. — Żeniu, to nie to, co myślisz… Tomek… To… — Czego nie powinnam wiedzieć, Kuba? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że oboje macie mnie za naiwną stokrotkę?! — Jak to — miesiąc? Żeniu, przecież ustalaliśmy, iż do jesieni na pewno! Mój młodszy dopiero zaczął chodzić do przedszkola, pracę znalazłam blisko… Co się stało? Przecież płacimy na czas, nie sprawiamy problemów… — To nie o was chodzi… — Żenia zawahała się. — Muszę wrócić do swojego mieszkania. — Po co? Pokłóciłaś się z mężem? — Proszę, nie zadawaj zbędnych pytań. Dokładnie miesiąc od dziś! Przeliczę czynsz, oddam kaucję. Przepraszam… Żenia nacisnęła zakończenie rozmowy i zadrżała. Jak najszybciej chciała zamknąć ten rozdział… *** Żenia nie mogła oderwać wzroku od koperty leżącej na kuchennym stole. Zwykłej koperty, którą zaledwie pięć minut temu wyciągnęła ze skrzynki razem z ulotkami i rachunkiem za internet. Tomek zwykle sam odbierał pocztę, ale dziś to ona tam zajrzała… Stempel. Nadawca: Zakład Karny nr 6. Imię: Suworowa Lidia Nikołajewna. To imię Żenia słyszała od męża — tak nazywała się jego matka. Teściowa, której nigdy nie widziała na oczy. choćby nie podejrzewała, iż kobieta, która dała życie jej mężowi, w ogóle żyje. — Nie mam nikogo, Żeniu — Tomek powiedział na trzeciej randce, gdy siedzieli w taniej kawiarni, ogrzewając dłonie przy kubkach po spacerze w deszczu. — Ojciec odszedł przed moim narodzeniem, nigdy go nie poznałem. A mama… mama zmarła, gdy miałem dwadzieścia lat. Serce. Jestem jakby dzieckiem mgły. Sam sobie. — Całkiem sam? — Żenia o mało się wtedy nie rozpłakała z żalu. — Żadnych cioć, wujków? — Jest jakaś daleka rodzina gdzieś na Mazurach, ale nie mamy kontaktu. Wiesz, tak choćby łatwiej. Żadnych rodzinnych dramatów, żadnych obowiązkowych obiadów u teściów w niedzielę. Tylko ty i ja. Wtedy pomyślała: „Boże, jaki on silny. Przeszedł tak wiele i nie zgorzkniał…” Otoczyła go taką troską, jakby chciała wynagrodzić mu całą tę miłość, której nie otrzymał od matki. Potem był ślub — skromny, tylko najbliżsi. Od niej — rodzice, dwie przyjaciółki, od niego — tylko najbliższy przyjaciel z dzieciństwa, Kuba, który cały wieczór podejrzanie milczał i unikał jej wzroku. Wtedy zrzuciła to na jego nieśmiałość. Dziś już wiedziała: Kuba po prostu bał się powiedzieć za dużo. — Gdzie ona jest pochowana? — zapytała kiedyś pół roku po ślubie. — Może pojedziemy, uprzątniemy grób? W końcu to mama… Tomek wtedy dziwnie się spiął. Odwrócił wzrok, zaczął poprawiać kołnierzyk. — Daleko, Żeniu. Na cmentarzu na przedmieściach. Stare, prawie zamknięte. Sam pojadę kiedyś, nie zawracaj sobie głowy. Nie chcę tam z tobą jechać, zła energia. Lepiej myślmy o żywych, dobrze? I uwierzyła. Głupia… *** Drzwi wejściowe się otworzyły, Żenia drgnęła i gwałtownie schowała kopertę do szuflady, przykrywając ją kuponami z Biedronki. — Cześć, kochanie! — głos Tomka z przedpokoju był jak zwykle ciepły i pogodny. — Jak nasz mistrz? Nie rozrabiał? Wszedł do kuchni, podszedł, chciał pocałować ją w głowę, ale odsunęła się mimowolnie. — Co się stało? Zmęczona? — zmarszczył brwi, zaglądając jej w twarz. — Mały znów ci nie dał spać? Przebiorę się, zajmę się nim, a ty się połóż. Kolację sam ogarnę. — Nie trzeba, nie jestem głodna. Tomku, dziś przyniesiono pocztę… Zamarł na moment, dosłownie na sekundę, ale ona to zauważyła. — Tak? Co było? Znowu rachunki? — Rachunki. Jakaś reklama. I tyle. Wyraźnie się rozluźnił i odetchnął z ulgą. — No to fajnie! Pójdę umyć ręce i biorę się za synka. Bardzo się stęskniłem. Patrzyła za nim, jak odchodził. Człowiek, z którym dzieliła życie, mieszkanie i plany na przyszłość, stał przed nią i kłamał. Tak bezwstydnie, iż robiło się niedobrze. „Mów, iż jesteś sierotą” — powtarzał. A z więzienia w Zakładzie Karnym nr 6 pisała Lidia Nikołajewna. Za co tam trafiła? Kogoś skrzywdziła, okradła, oszukała? Ile jeszcze posiedzi? Wyobraziła sobie nagle, iż za rok czy dwa ktoś zadzwoni do drzwi i stanie przed nią kobieta z więziennym bagażem życiowym. I powie: „Dzień dobry synku, dzień dobry synowo. Gdzie mój wnuczek? Będę z wami mieszkać!” O siebie się nie bała. Bała się o syna. Jak będzie rósł z babcią, która siedziała w więzieniu? Jak można dopuścić do dziecka kryminalistkę?! — Żeniu, chcesz herbaty? — zawołał Tomek z pokoju. — W Lidlu są promocje na pieluchy, znalazłem ulotkę. Trzeba jutro kupić. Nie odpowiedziała. Już sprawdzała stan swojego konta. Powinno wystarczyć na początek. Mieszkanie w innym rejonie — to dobrze. Lokatorzy wyprowadzają się za miesiąc. Musi wytrzymać jeszcze miesiąc i nie dać się zdemaskować. *** Tomek wyszedł do pracy, długo całował synka w pulchny policzek i obiecywał wrócić wcześniej. Patrzyła na tę scenę z narastającą odrazą. Jak mógł ją tak perfidnie okłamywać? Czy takie rzeczy w ogóle można ukrywać?! Gdy wyszedł, wyjęła list. Aż ją korciło otworzyć i przeczytać, ale bała się. A jeżeli przeczyta, nie będzie już mogła odejść? Może tam jest coś… — Nie, — powiedziała sama do siebie stanowczo. — To nie ma już znaczenia. Kłamał mi dwa lata! Ktoś zadzwonił do drzwi. Drgnęła. Kto to? Rodzice zawsze się zapowiadają. Przyjaciółki? Zerknęła przez wizjer — na klatce stał Kuba. Nerwowo przestępował z nogi na nogę i rozglądał się na boki. Otworzyła drzwi. — Kuba? Tomek jest w pracy. — Wiem, Żeniu… — Kuba zmieszał się, chowając ręce do kieszeni kurtki. — Przechodziłem akurat. Tomek mówił, iż może zostawił klucze od garażu w domu? Mówił, iż mają być na półce. — Klucze? — uniosła brew. — Nie ma tu żadnych kluczy. Ani na półce, ani w przedpokoju. Na pewno tu je zostawił? — Tak mówił… Słuchaj, Żenia, Tomek kazał mi też odebrać coś z poczty. Sprawdziłem skrzynkę, pusto. Ty może dziś odbierałaś pocztę? — Odbierałam. Co z tego? Kuba przełknął ślinę. — Nic. Czekamy na jakieś powiadomienie do części samochodowych, Tomek chciał, żebym sprawdził. Żenia powoli wróciła do kuchni, wzięła szarą kopertę i wróciła do drzwi. — Tego szukasz? — podała mu list. Kuba zbladł. — Żeniu, to nie tak… Tomek… To… — Czego nie powinnam wiedzieć, Kuba? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że oboje mnie uważacie za naiwkę?! Że mam dziecko z człowiekiem, którego przeszłość to tajemnica? — Żeniu, on chciał dobrze! — Kuba mówił szybko, cicho. — Chciał normalnego życia, bez tego wszystkiego. Jego matka… To trudna osoba, Tomek wycierpiał przez nią tyle, iż sobie nie wyobrażasz. Nie złośliwie, rozumiesz? Po prostu wyparł ją z życia, żeby cię nie przestraszyć. — Wyparł?! — prychnęła gorzko. — Kuba, jak można wymazać matkę? I to tak podstępnie. Odebrał mi prawo wyboru! Powinnam wiedzieć, za kogo wychodzę. — Jaka rodzina?! — machnął ręką Kuba. — Tam nie ma rodziny. Tylko ona i jej… przekręty. Żeniu, oddaj list, dobrze? Nie czytałaś go, prawda? Oddam Tomkowi, sam ci wszystko powie. — Wyjdź, Kuba — powiedziała cicho. — I listu ci nie dam. Jest do Tomka Suworowa, więc sam go odbierze z mojej ręki. Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. *** Cały dzień był jak we mgle. Karmiła synka, ubierała, wychodziła na spacer, ale myślami wciąż wracała do tej sytuacji. Co zabrać w pierwszej kolejności? Wózek, łóżeczko, dokumenty. Meble? Do licha z nimi. W swoim mieszkaniu na obrzeżach miasta miała starą tapczan i szafę. Starczy. Do szóstej wieczoru była zupełnie spokojna. Nakryła do stołu, zrobiła kolację, położyła syna spać. I czekała na męża. — O, pachnie wspaniale! — wrócił z pracy, udając, iż nic się nie stało. — Spójrz, co kupiłem. Nową pozytywkę dla Nikodema! Ciche melodie, do snu. Siedziała cicho, a przed nią szara koperta. Tomek zerknął do kuchni i od razu przestał udawać. — Kuba znalazł? — zapytał ponuro. — Ja znalazłam. Kuba po twojej prosił, żeby ją zabrać. Nie dałam… Opadł ciężko na krzesło. — Dlaczego, Tomek? Dlaczego powiedziałeś, iż nie żyje? — Bo dla mnie zmarła dwanaście lat temu — uniósł na nią oczy. Zbierały się w nich łzy. — Gdy pierwszy raz trafiła do więzienia. Potem wyszła, była na wolności pół roku i znów wróciła za kratki. Żeniu, ty masz normalny dom — twój tata inżynier, mama nauczycielka. Nie zrozumiałabyś nawet, jaką ona jest osobą. Zawodowa oszustka. Aferzystka. — I miałeś prawo mnie okłamywać? Rok?! — krzyknęła. — Rozumiesz, iż jednym ruchem zniszczyłeś moje zaufanie do ciebie? — Bałem się, iż odejdziesz! — krzyknął. — Powiedziałabyś: „Nie, matka bandytka, co to za rodzina”. Chciałem, żeby Nikodem miał normalne dzieciństwo. A tak, uznałem, iż lepiej ojciec sierota niż syn złodziejki! — A teraz będzie miał ojca po rozwodzie — ucięła zimno. Tomek zamarł. — Co? Żeniu, co ty mówisz? Przez ten list? Przez to, iż ukryłem? — Przez to, iż cię nie znam, Tomku. Potrafiłeś tak łatwo wymyślić śmierć matki, co jeszcze przede mną ukrywasz? Kim jest twój ojciec? Może też nie „zniknął”, tylko siedzi gdzieś obok? — Żeniu, nie opowiadaj głupot… — Nie, nie opowiadam. Powiedziałam już lokatorom — za miesiąc się wyprowadzam. Jutro składam pozew. Tomek błagał, klęczał, tłumaczył, iż wszystko robił dla dobra rodziny. Ale ona nie słuchała. Już podjęła decyzję. *** Najemcy się wyprowadzili, Żenia z synem mieszka u siebie na obrzeżach. Rozwiedli się, ale Tomek nie traci nadziei, iż żonę jeszcze odzyska. Nie rozumie, co zrobił nie tak — przecież tylko chronił rodzinę… Synka widuje regularnie, zapewnia mu wszystko. ale odzyskać miłość ukochanej kobiety już nie potrafi. Żenia nie chce z nim być znów razem.

polregion.pl 1 miesiąc temu

Tego szukasz? podała mu kopertę.
Kuba pobladł.
Żaneta… Ty… tylko nie myśl Tomek To
Czego nie powinnam myśleć, Kuba? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że wy obaj macie mnie za najnaiwniejszą stokrotkę w powiecie?!
Jak to miesiąc? Żaniu, przecież umawialiśmy się, iż do jesieni spokojnie!

Mój młodszy dopiero co poszedł do przedszkola, pracę znalazłam tuż za rogiem…

Co się stało?

Przecież płacimy terminowo, nie robimy imprez…

Nie o was tu chodzi wymamrotała Żaneta. Muszę wrócić do swojego mieszkania.

Ale po co? Pokłóciłaś się z mężem?

Proszę, nie zadawaj zbędnych pytań.

Dokładnie miesiąc, od dziś!

Policzę czynsz na nowo, kaucję oddam.

Wybacz…

Rozłączyła się i zadrżała. Oby szybciej zakończyć to wszystko…

***

Żaneta nie mogła oderwać wzroku od koperty leżącej na kuchennym stole.

Takiej zwykłej, jaką przed chwilą wyjąła ze skrzynki razem z ulotkami i rachunkiem za internet.

Zwykle to Kuba odbierał pocztę, ale tym razem to ona się z tym pośpieszyła…

Stempel. Adres zwrotny. ZK nr 6.

A jako nadawca: Malinowska Krystyna.

To nazwisko obiło jej się o uszy kilka razy, bo tak właśnie miała na imię matka Kuby. Czyli teściowa, której Żaneta nigdy nie widziała choćby na zdjęciu.

I całkiem nie wiedziała, iż kobieta, która urodziła jej męża, w ogóle jeszcze żyje.

Nie mam nikogo, Żaniu powiedział Kuba na trzeciej randce, gdy siedzieli w taniej kawiarni i suszyli buty po ulewie. Ojciec odszedł, zanim się urodziłem, nigdy go nie widziałem.

A mama… mama zmarła, jak miałem dwadzieścia lat. Serca nie wytrzymało. Taki sobie samopas.

Tak całkiem sam? Żaneta prawie się wtedy popłakała. Żadnych cioć, wujków?

Jakaś dalsza rodzina pod Suwałkami, ale nie utrzymujemy kontaktów.

Wiesz, tak łatwiej. Zero rodzinnych dramatów, zero tych obowiązkowych niedzieli u teściowej czy swatki. Tylko my.

Wtedy pomyślała:

„Boże, jaki on silny! Przeszedł tyle, a jest taki pogodny”

Otoczyła go opieką, jakby chciała nadrobić całą matczyną miłość, której mu kiedyś zabrakło.

Potem był ślub skromny i tylko „dla swoich”.

Od niej rodzice, dwie przyjaciółki, od Kuby tylko serdeczny kolega z dzieciństwa, Tomek, który przez cały wieczór podejrzanie się nie odzywał i nie potrafił spojrzeć Żanecie w oczy.

Wtedy zrzuciła to na jego nieśmiałość. Teraz rozumiała Tomek po prostu bał się coś chlapnąć.

A gdzie ona jest pochowana? spytała któregoś dnia po ślubie. Może pojedziemy uprzątnąć? To w końcu mama

Kuba wtedy dziwnie drgnął. Odwrócił się, zaczął poprawiać kołnierzyk.

Daleko, Żaniu. Gdzieś w lesie pod Lublinem. Cmentarz stary, prawie zamknięty.

Sam kiedyś podjadę. Nie chcę cię tam zabierać, taka ciężka aura. Lepiej myśleć o żywych, co?

I uwierzyła. Naiwna!

***

Drzwi wejściowe się otworzyły, Żaneta podskoczyła i gwałtownie wrzuciła kopertę do szuflady, przykrywając ją gazetkami z Biedronki.

Hej, kochanie! głos Kuby był jak zwykle radosny i ciepły. I jak nasz mistrz? Znowu szalał?

Wszedł do kuchni, chciał ją pocałować w głowę, ale odruchowo się odsunęła.

Co jest? Zmęczona? zmarszczył brwi, zaglądając jej w oczy. Kubaś znowu nie dał spać?

Zaraz się przebiorę, zajmę się nim, a ty idź się zdrzemnąć.

Kolację też ogarnę.

Nie trzeba, nie jestem głodna. Kubo, dzisiaj przynieśli pocztę

Na sekundę zamarł, dosłownie na mgnienie oka ale zauważyła.

Tak? I co tam? Znów rachunki?

Rachunki. Reklamy. I tyle.

Widocznie mu ulżyło, bo odetchnął głośno.

No to świetnie! Idę umyć ręce i do syna. Strasznie się za nim stęskniłem.

Patrzyła na jego plecy. Człowiek, z którym dzieliła życie, mieszkanie i codzienność, stał przed nią i bezczelnie łgał.

Tak, jakby to była najzwyklejsza sprawa.

„Mam nikogo,” mówił.

A z więzienia pisze Krystyna Malinowska.

Za co tam wylądowała? Kogoś zraniła? Ukradła? Zrobiła przekręt? Ile jej tam jeszcze zostało?

Wyobraziła sobie, iż za parę lat ktoś dzwoni do drzwi, a na progu stoi kobieta o ciężkim spojrzeniu i przeszłości w kratę.

I mówi:

„Dzień dobry, synku, dzień dobry, synowo. Gdzie mój wnuczek? Będę teraz z wami mieszkać!”

O siebie się nie martwiła bała się o Kubusia.

Jak dziecko ma dorastać z babcią po więzieniu?!

No jak wpuszczać do dziecka kryminalistkę?!

Żaniu, chcesz herbatę? zawołał Kuba z pokoju. W Lidlu promocja na pieluchy, znalazłem gazetkę w szufladzie. Jutro trzeba podjechać.

Nie odpowiedziała. Już wyciągała aplikację banku i sprawdzała, ile ma na swoim koncie.

Powinno wystarczyć na początek. Mieszkanie w innej dzielnicy dobrze.

Lokatorzy wyprowadzą się za miesiąc. Wytrzymać miesiąc i się nie zdradzić.

***

Kuba poszedł do pracy, zanim wyszedł długo tulił małego do policzka i obiecywał wrócić wcześniej.

Żaneta patrzyła z narastającym niesmakiem. Jak on mógł ją tak podle okłamywać? Czy to w ogóle można ukrywać?!

Kiedy wyszedł, Żaneta wyjęła kopertę. Ręce ją świerzbiły, żeby otworzyć, przeczytać, ale bała się.

A jeżeli jak przeczyta, nie da rady odejść? A może tam jest coś…

Nie, twardo powiedziała do siebie. Co tam, to już nieważne. Okłamywał mnie prawie dwa lata!

Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Przeszył ją dreszcz. Kto o tej porze?

Rodzice by uprzedzili. Kumpela? Zerknęła przez wizjer na klatce stał Tomek.

Przewracał się z nogi na nogę i rzucał nerwowe spojrzenia w stronę windy.

Żaneta otworzyła.

Tomek? Kuby nie ma, jest w pracy.

Wiem, Żaneta… jąkał się, chowając ręce do kieszeni kurtki. Tak przechodziłem… Kuba mówił, iż może zostawił klucze do garażu w domu?

Mówił, iż leżą na szafce.

Klucze? uniosła brwi. Nie ma żadnych, przynajmniej nie na szafce. I w przedpokoju też nie widziałam. Jesteś pewny?

No bo tak mówił… Wiesz, Żaniu, jeszcze prosił, żebym sprawdził skrzynkę. Zaglądałem, ale pusto. Ty poczty dzisiaj nie odbierałaś?

Brałam. Coś nie tak?

Tomek przełknął ślinę.

Tak tylko pytam. Czekamy na jakąś przesyłkę z częściami, Kuba mówił, żebym zobaczył, czy nie ma awizo.

Żaneta spokojnie wróciła do kuchni, sięgnęła po szarą kopertę i wróciła do drzwi.

Tego szukasz? podała mu kopertę.

Tomek pobladł.

Żaneta… tylko nie myśl Tomek To

Czego ja nie powinnam myśleć, Tomek? Że matka mojego męża żyje i jest w więzieniu? Że wy mnie macie za idiotkę z pod remizy?

Co mam sobie pomyśleć, skoro urodziłam syna facetowi, którego rodzina to tajemnica poliszynela?

Żaniu, on serio chciał dobrze! Tomek zaczął nerwowo szeptać. Chciał zwyczajnej rodziny, bez tej przeszłości.

Jego matka… To skomplikowana osoba, nie wyobrażasz sobie, ile go kosztowała.

Nie złośliwie, wiesz? Po prostu wykreślił ją ze swojego życia, żebyś się nie bała.

Wykreślił? Żaneta gorzko się uśmiechnęła. Tomek, jak się wykreśla własną matkę? I to jeszcze w taki sposób?!

Odebrał mi prawo wyboru! Miałam prawo wiedzieć, w co się pakuję!

Ale to żadna rodzina, Żania! machnął ręką. Tam są tylko ona i jej… szemrane sprawki.

Żania, oddaj mi tę kopertę, proszę. Nie czytałaś jeszcze, prawda? Przekażę Kubie, sam ci wszystko powie.

Idź już, Tomek powiedziała cicho. I koperty nie oddam. Jest zaadresowana do Kuby Malinowskiego, to on ją odbierze. Ode mnie.

Z hukiem zamknęła drzwi przed nosem zdezorientowanego Tomka.

***

Dzień minął jak we mgle. Żaneta karmiła synka, przebierała go, chodziła z wózkiem po osiedlu, ale myśli ciągle wracały do tej sytuacji.

Co wziąć najpierw? Wózek, łóżeczko, dokumenty. Meble… niech sobie będą.

W swoim mieszkaniu na peryferiach miała starą wersalkę i szafę. Starczy.

Do wieczora była już całkiem spokojna.

Zastawiła stół, ugotowała obiad, położyła synka spać i oczekiwała męża.

Mmm, jak tu pachnie! Kuba, wracając z pracy, udawał, iż nic się nie dzieje. Patrz, nowa karuzela do łóżeczka dla Kubusia! Z melodyjkami.

Żaneta milczała przy stole, przed nią leżała ta przeklęta koperta. Kuba zajrzał na kuchnię i natychmiast spoważniał.

Tomek znalazł? spytał ponuro.

Ja znalazłam, a Tomek na twoją prośbę próbował odebrać. Ale nie oddałam…

Usiadł ciężko naprzeciwko.

Dlaczego, Kuba? Dlaczego powiedziałeś, iż nie żyje?

Bo dla mnie ona nie żyje już dwanaście lat podniósł na nią oczy pełne łez. Gdy pierwszy raz ją zamknęli. Potem wyszła, poł roku była na wolności, znowu poszła siedzieć.

Żaniu, pochodzisz z normalnej rodziny twój ojciec inżynier, mama nauczycielka. choćby byś nie zrozumiała, o czym ona mówi. Jest zawodową oszustką. Aferzystką.

I myślałeś, iż możesz mnie okłamywać? Rok czasu? nie wytrzymała, głos jej zadrżał. Rozumiesz, iż tak zrujnowałeś całe zaufanie?!

Bałem się, iż odejdziesz! zaczął błagać. Powiesz: „O nie, z matką złodziejką nie chcę mieć nic wspólnego”.

Chciałem, żeby Kubuś dorastał w normalnej rodzinie. I tak, uznałem, iż lepiej mieć męża-sierotę niż syna przestępczyni!

A teraz będzie miał ojca po rozwodzie odpowiedziała lodowato.

Zamarł.

O co ci chodzi? Żania, naprawdę? Przez kopertę? Przez to, iż nie powiedziałem?

Po prostu cię nie znam, Kuba. Jak można tak spokojnie wymyślić śmierć matki? O czym jeszcze kłamiesz?

Kim jest twój ojciec? Może jego też „zjadła ziemia”, a on siedzi w sąsiedniej celi?

Nie wygłupiaj się, Żania…

Nie wygłupiam się. Napisałam już do najemców. Za miesiąc się wynoszę. Jutro składam pozew o rozwód.

Błagał, klęczał, prosił, tłumaczył, iż to kłamstwo dla ich dobra.

Ale Żaneta już miała wszystko przemyślane. Dla niej wszystko było jasne.

***

Lokatorzy się wyprowadzili, więc Żaneta z synkiem mieszka już u siebie. Małżeństwo się rozpadło, ale Kuba przez cały czas liczy, iż żonę odzyska. Nie rozumie, co zrobił źle przecież chronił swoją rodzinę

Dziecko widuje regularnie, dba o nie i finansuje wszystko. Ale miłości byłej żony nie może już odzyskać. Żaneta choćby nie zamierza o tym słyszeć.

Idź do oryginalnego materiału