ZNACZEK POCZTOWY… —Irek odszedł od Kasi — mama ciężko westchnęła. —Jak to? — nie zrozumiałam. …

polregion.pl 1 dzień temu

ZNACZEK POCZTOWY…

Michał odszedł od Kasi mama westchnęła głęboko, jakby chciała wygrać w totka, ale dostała dziękujemy za udział.

Ale jak to?! aż się zakrztusiłam.

Sama nie rozumiem Pojechał służbowo na miesiąc, wraca nie do poznania. Mówi: Kasia, przepraszam, kocham inną. Mama zapatrzyła się gdzieś w puste miejsce na tapecie.

On tak po prostu to powiedział? Chyba sobie żartuje. O rany już zaczynałam się wkurzać na szwagra.

Dzwoniła Zosia, twierdzi, iż mama Kasi bardzo źle się poczuła, musiała wezwać pogotowie. No i okazało się, iż Kasia dostała jakiegoś neurologicznego zaburzenia połykania. Mama zaczęła mrugać, jakby chciała odgonić złe myśli.

Mamo, spokojnie. W sumie Kasia trochę sama sobie winna. Glancowała Michałowi buty, stawiała go pod świętym obrazkiem, fikołki przy nim odstawiała. Teraz wyszło szydło z worka Szkoda jej. Ale wierzę, iż Michał z tą nową to nie na poważnie, on przecież kocha Kasię i Zosię próbowałam pocieszyć i siebie, i mamę.

Michał z Kasią to była miłość od pierwszego wejrzenia, z fajerwerkami i wszystkimi fanfarami. Dwa miesiące i już ślub, potem Zosia przyszła na świat. Żyli sobie cicho, spokojnie, aż tu nagle no, jak grom z nieba!

Poleciałam więc do Kasi bo jak nie siostra, to kto pomoże w takiej chwili? Tylko rozmowy z rodziną w takich sprawach są trudniejsze niż wyciąganie ości z karpia na Wigilię.

Kasiu, co się stało? Michał to chociaż coś wyjaśnił, czy zwariował? sypałam pytaniami jak z rękawa.

Ojej, Nina, sama nie ogarniam Skąd się ta kobieta wzięła? Może urok rzuciła? Michał jak zaczarowany, biegnie do niej. Powiedział, iż życie musi płynąć, a nie przeciekać. Rzucił rzeczy do torby i zniknął. Jakbym dostała twarzą po żwirze, serio Kasia chlipała, aż żal było słuchać.

Kasia, poczekaj, może mu przejdzie? Różnie bywa w życiu. Objęłam szlochającą siostrę.

No ale nic. Michał nie wrócił.

Osiedlił się w innym mieście razem z nową żoną.

Ksenia była od Michała starsza o osiemnaście lat, ale wcale im to nie przeszkadzało. Dusza nie ma PESEL-u, mawiała Ksenia z filozoficznym spokojem.

Michał był nią oczarowany po uszy. Była dla niego jak latarnia na mglistym jeziorze.

Charakter ten typ miała ciekawy. Umiała kochać, umiała i nie kochać. Z jednej strony potrafiła cukrować słowa, z drugiej sypnąć solą prosto w oczy.

Michał za Ksenką szalał. Często dumał:

Gdzie ty się, Kseńko, podziewałaś przez pół mojego życia?

A Kasia? Uderzyła w tryb na rozliczenie z całym męskim światem.

Była piękna. Oglądali się za nią i faceci, i kobiety.

W pracy uwiodła szefa, tego od wiecznej kawy.

Kasiu, wyjdź za mnie! Obsypię cię złotem! śnił o niej szef-natręt.

Daj spokój, Dymitrze, mam już przesyt ślubowania wolała na wczasy z Zosią. Jedźmy nad Bałtyk, Zosi powietrze dobrze zrobi mrugnęła zalotnie.

No jak chcesz, kochana

A Sławek to taki swój chłop, złota rączka. Mieszkanie wykleił tapetą, pomógł z remontem. O ślubie nie wspominał miał już żonę, dzieci i psa.

Kasia umiała wszystkich owinąć wokół palca.

O miłości nie było mowy. Chłopaki po prostu ułatwiali jej trawienie codziennego smutku.

A ona i tak tęskniła do Michała. Śnił się po nocach, budziła się zalana łzami. Nie umiała o nim zapomnieć nic a nic.

Jak się człowieka od siebie odpiąć? Przecież byłam grzeczna, kochająca, dogadzałam mu. choćby się nie kłóciliśmy!

Minęły lata.

Kasia raz zalotnie uśmiechała się do Dymitra, raz odsyłała Sławka do żony.

Zosia miała dwadzieścia lat, gdy postanowiła odwiedzić ojca.

Kupiła bilet na PKP, dyżurny smutku jej towarzyszył przez całą podróż. Zastanawiała się, jak zagadać tę złą macochę Ksenię.

Nowe miasto, nowy świat.

Zadzwoniła do drzwi.

Ty pewnie Zofia pojawiła się w progu dama z pazurem.

Mamy dużo ładniejsze, pomyślała Zosia.

A pani to Ksenia? Zosia od razu zgadła.

Tak, chodź. Taty nie ma, ale zaraz wróci. Zaprowadziła Zosię do kuchni, gdzie pachniało kawą.

Jak tam życie? Jak mama? Herbaty? Kawki? Ksenia krzątała się jakby w kuchni odbywał się casting na MasterChefa.

Pani Ksenio, jak się pani udało zabrać mi tatę z domu? Przecież on kochał mamę Zosia patrzyła Kseni w oczy jak rewident na gapowicza.

Zośka, nie wszystko można zaplanować. Miłość to nie przepis na zupę ogórkową. Czasem człowiek wpada, jakby los rozdawał kartki tylko w jedną stronę. Ksenia ysiadła ciężko.

Ale przecież można się powstrzymać, pomyśleć o rodzinie Zosia gromiła ją spojrzeniem.

Nie można, dziecko ucięła Ksenia lakonicznie.

Dziękuję za szczerość. Zosia kawy nie ruszyła.

Zosiu, chcesz radę z przymrużeniem oka? Facet jest jak znaczek pocztowy im częściej go liżesz, tym mocniej się trzyma. Ksenia zaśmiała się chropawo. Z facetem trzeba być raz stalą, raz aksamitem… A tak w ogóle, my się z twoim ojcem solidnie pokłóciliśmy.

To mogę poczekać na tatę? Zosia zadrżała z nadziei.

Nie sądzę. Mieszka w hotelu od tygodnia. Mogę dać adres. Ksenia skrobnęła coś na kartce. Proszę.

Zosia aż jej ulżyło. Przynajmniej z ojcem sama pogada.

Do widzenia. Dzięki za kawę. Zosia gwałtownie wyszła.

Odnalazła hotel. Zapukała.

Michał był w szoku szczery uśmiech mieszał się z niepewnością.

Zosiu, dziś miałem wrócić Ale wiesz, kłótnia, te sprawy

Tato, wasze życie. Ja chciałam tylko cię zobaczyć. Ujęła dłoń ojca nieśmiało.

Jak mama? zabrzmiało to trochę jak zły dowcip.

Dobrze, tato. Już się do nowej rzeczywistości przyzwyczaiłyśmy. Westchnęła Zosia.

Wieczór spędzili w pokoju hotelowym: rozmowy, śmiech przez łzy

Tato, kochasz Ksenię? zapytała nagle Zosia.

Bardzo. Przepraszam, córeczko. Michał odpowiedział bez wahania.

Rozumiem. Ja już muszę iść, pociąg zaraz zaczęła się zbierać.

Odwiedzaj, Zosiu. Przecież jesteśmy rodziną Michał spuścił wzrok.

Jasne, jasne Zosia wybiegła jak tornado.

Po powrocie do domu postanowiła posłuchać rady macochy: nie wierzyć pustym męskim zapewnieniom, nie pielęgnować złudzeń. Niech idą na grzyby

Ale po trzech latach pojawił się Kamil. Stworzony przez los dla Zosi. To było jak list polecony od nieba.

Od razu wiedziała trafione w punkt.

Kamil wyściskał Zosię sercem, nie tylko rękami. Zakochała się bez kalkulacji, aż do reszty…

I wiecie co? Dopiero teraz zrozumiała, jak to jest spotkać własnego człowieka. Reszta już się nie liczyła.

Idź do oryginalnego materiału