Zjazd Absolwentów: Opowieść z Wspomnień.

twojacena.pl 9 godzin temu

Pamiętam, iż bałem się, iż nie rozpoznam Grażynę. Ostatni raz, kiedy Kazimierz widział Grażynę, mieli po piętnaście lat, a teraz już trzydzieści, i wyobrażał sobie, jaką stała się w tym prowincjonalnym miasteczku na Mazowszu.

Na pewno ma troje dzieci i mężaalkoholika pomyślał z niechęcią.

Dlaczego tak na nią gniewał się Kazimierz, nie było jasne; przecież to on wyjechał, a nie ona.

Spotkali go, jakby był sławnym aktorem, a to wywołało w nim zakłopotanie. Grażyny wśród innych absolwentów nie było, więc pomyślał, iż to choćby lepiej: Co za głupia nostalgia, nie potrzebuję tej Grażyny!.

A jednak zobaczył ją.

Grażyna miała delikatne ręce z niebieskimi żyłkami, twarz podniosłą jak u lisa, puszyste, krótkie blond włosy przypominające ugniatanego mniszka. Kazimierz uznał ją za piękną i kiedyś niechcący wypowiedział na głos:

Jakaż to piękna Grażyna

Jego kolega ze szkolnej ławki, Paweł Głowacki, rozbawił się i rzucił:

Ty też tak powiesz! Zobacz Zuzannę ma długie włosy i gładką skórę. A Grażynka jest blada i pełna pryszczy, jak ćma.

Grażyna rzeczywiście miała drobne niedoskonałości, ale Kazimierz uważał, iż jej nie psują. Z Pawełkiem przyznał się:

No cóż, chyba masz rację.

Jak zaprzyjaźnić się z Grażyną, nie wiedział: dziewczyny już nie rozmawiają z chłopcami tak, jak kiedyś, a jeżeli sam podejdzie i zagada, Zuzanna pierwsza zacznie podgryzać przyszłego męża.

Pomysł podsunął Paweł, kiedy zaprosił wszystkich chłopaków na swoje przyjęcie urodzinowe. Jego mieszkanie nie było tak duże jak u Kazimierza, więc było ciasno, ale wesoło: matka Pawła wymyślała zagadki, a potem grali w Transformery, które dostał od kolegów, a największy z nich Kazimierz.

Mamo powiedział w przeddzień urodzin mogę zaprosić całą klasę?

Całą klasę? zdziwiła się matka. Gdzie ich pomieścimy?

Proszę, mamo!

i tak i tak nie przyjdą dorzucił z innego pokoju ojciec. Zróbmy bufet, niech się kręcą, nie przy stole.

A rodzina?

Na inny dzień uspokoił ojciec. A przy okazji niech będzie obrus, serwetki i siedem dań

Tak postanowili. Oczywiście Kazimierz obawiał się, iż Grażyna odmówi i nie przyjdzie, zwłaszcza iż nie będzie mogła dać prezentu. Wszyscy wiedzieli, iż pochodzi z licznej rodziny; matka była bibliotekarką, ojciec pijanuszem, słodycze pojawiają się tylko przy świętach, a kurtki wypożycza od starszej siostry.

Kiedy więc Kazimierz podszedł do Grażyny, by zaprosić ją na urodziny, wymówił szybkim tempem:

Chciałbym prosić Cię o mały prezent: czy mogłabyś narysować okładkę płyty?

Grażyna nie zrozumiała, o co chodzi, więc Kazimierz wyjaśnił, iż pies Burek rozerwał okładkę starego albumu, a on ma tylko zwykłą białą, co mu nie odpowiada.

Czy macie magnetofon? spytała nieufnie, bo wszyscy wiedzieli, iż ojciec Kazimierza jest właścicielem sieci restauracji w mieście i w domu mają najnowszy sprzęt, nie stare gramofony.

Mam odrzekł Kazimierz. Ale wolę płyty winylowe. Narysujesz?

Grażynie rysowanie szło znakomicie, jej prace często wisiały nie tylko w szkole, ale i na wystawach okręgowych.

Dobrze zgodziła się. Narysuję.

Na przyjęciu, gdy połowa chłopców grała na konsoli, a druga oglądała film na magnetowidzie, Kazimierz pokazał Grażynie, Michałowi i dwóm dziewczynom, które przyciągnęły się za nimi, odtwarzacz i płyty. Słuchał różnych melodi, ale najchętniej Beatlesów, tak jak jego ojciec, a okładkę ich albumu rozerwał pies Burek.

Grażyna najpierw się nudziła: odtwarzacz już nie robi wrażenia, choćby jeżeli jest wyjątkowy, ale gdy włączyła się muzyka, zamarła, wyprostowała się i wsłuchała, jakby grał marsz. Michałowi znudziło się i poszedł przycisnąć przy konsoli, a dziewczyny postanowiły zrobić dyskotekę. Inni wpadli do pokoju, kołysząc się jak po prądzie, a Grażyna siedziała na skraju łóżka, nie ruszając się.

Kilka dni po przyjęciu podeszła i zapytała:

Czy mogłabyś dać mi płytę posłuchać? Obiecuję, iż ostrożnie!

To ojcowskie odparł Kazimierz. Nie pozwala nikomu ich pożyczać. Ale możesz przychodzić do mnie i słuchać, kiedy chcesz.

Trochę to niewygodne zakłoniła Grażyna.

Nie wygodne jest noszenie spodni na głowie i spanie na półce, koc spada sparodiował Kazimierz. A reszta wygodna, więc przychodź, nie myśl już o tym.

Tak zaczęła się ich przyjaźń, najpierw oparzona o wspólną miłość do legendarnej grupy, a potem istniejąca sama w sobie, bez żadnych zasad i sztuczek.

Kazimierzu, naprawdę chcesz być z tą dziewczyną? dziwiła się matka. Ona nie ma nic, patrzy w usta i kiwa głową. Rozumiem, iż panowie lubicie takie rzeczy, ale to już za dużo. Co wam może łączyć, ona przecież jest biedna! Słuchaj, ważne jest dobre otoczenie od dziecka! Mówiłam, iż trzeba go przenieść do liceum!

Mamo, nie chcę jeździć na drugi koniec miasta jęknął Kazimierz. W tej szkole jest dobrze, nauczyciele ok, a ja słyszałem, iż korepetytorka mówi, iż mam doskonałą wymowę i bogaty zasób słów, nie w każdej szkole taką dostają.

Matka już nie pierwszy raz wspominała o liceum, a Kazimierz nie chciał się tam przenosić, nie tylko przez Grażynę, ale po prostu: naprawdę lubił swoją szkołę.

Niech dziewczynie kręci się w głowie odparł ojciec, młodzieńcze sprawy.

Nic nie kręcę!

Kazimierz się rozzłościł, poczuł, iż uszy się zarumieniły, i jeszcze bardziej się zdenerwował.

Jednak tę rozmowę przyniosła mu prawie rok wolności matka przewracała oczy, gdy przyprowadzał Grażynę do domu, ale nie wspominała już o liceum. W dziewiątej klasie matka nagle weszła do pokoju, gdy on studiował kształt Grażyny, i od tego wszystko się zmieniło.

Najpierw Kazimierz pomyślał, iż to przelotne, bo gdy Grażyna uciekła do domu, matka nic mu nie powiedziała. Wieczorem, gdy wrócił ojciec, było cicho. Po trzech dniach ojciec oznajmił:

Kazimierzu, przenosimy się do Warszawy.

Do Warszawy? nie zrozumiał Kazimierz.

Tak. Rozszerzam biznes, chcę otworzyć restaurację w stolicy. Ty też powinieneś ruszyć na studia, nie tu, a w Warszawie, tam konkurencja jest wielka. Już załatwiłem liceum i korepetytorów.

Nie pojadę powiedział Kazimierz.

A gdzie wtedy się wybierzesz?

Nie było dokąd się udać. Grażyna, gdy się o tym dowiedziała, płakała; on obiecał, iż dokończy szkołę i przyjedzie po nią. Grażyna dorosła, westchnęła i powiedziała:

Nigdy już nie wrócisz

Na pożegnanie podarował jej tę samą płytę, do której narysowała okładkę, i przy jej dźwiękach po raz pierwszy się pocałowali.

Wszystko wskazywało, iż pomysł przeprowadzki wymyśliła matka. Kazimierz poczuł się przez nią zraniony, podobnie jak przez ojca. Kiedy w dziesiątej klasie kolega wyjechał na studia do Londynu, rzekł ojcu:

Ja też chcę do Londynu.

Matka upłynęła łzami, błagając, iż nie zostawi go samego. Kazimierz wiedział, iż miał starszego brata, który urodził się z chorobą serca i zmarł w wieku roku, a potem matka długo nie mogła zajść w ciążę; rozumiał, iż matka boi się go stracić, choć czasem czuł w tym pewną satyrę.

W Londynie podobało mu się. Zwiedzał wszystkie miejsca związane z idolami, zaczął palić, zmienił fryzurę i co tydzień zmieniał dziewczyny. Chciał zapomnieć Grażynę, więc wybierał zupełnie inny typ, ale każda gwałtownie mu się nudziła.

Po powrocie do Polski pomagał ojcu w restauracjach. Do tego czasu miał dwa długotrwałe związki: z Greczynką, która wciągnęła go niczym kleszcze, i z brytyjską koleżanką Jane, bladą, z puszystymi blond włosami.

Matka, gdy tylko wrócił, zaczęła szukać mu odpowiedniej żony, a Kazimierz przestał choćby wchodzić do domu, zamieszkał w mieszkaniu, które ojciec podarował mu na pełnoletność. Matka złościła się, dzwoniła, a on nie podnosił słuchawki. Ojciec prosił go, by był łagodniejszy, a Kazimierz odpowiadał:

Chciała, żebym odniósł sukces? Odniosłem. Nie wyjdę za mąż, niech to jej zostanie w nosie.

Kiedy Mikołaj napisał mu wiadomość, Kazimierz nie od razu rozpoznał nadawcę zdjęcie w awatarze nie pasowało do wspomnień. Gdy się wyjaśnili, ucieszył się i przyjął zaproszenie na spotkanie absolwentów, choć nie był już uczniem, odpowiedział twierdząco.

Ona spojrzała na niego z uśmiechem i nie wydawała się zdenerwowana, w przeciwieństwie do Kazimierza.

Cześć wymamrotał. Nic się nie zmieniłaś.

Prawda była taka, iż Grażyna wciąż była szczupła, blada, z niebieskimi żyłkami widocznymi pod skórą. Tylko włosy były dłuższe.

Od tego momentu Kazimierz przestał zwracać uwagę na innych. Rozmawiali długo. Grażyna była już zamężna, ale rozwiedziona, i miała jednego, dziesięcioletniego syna, którego nazwano Kazimierzem, po ojcu. Gdy usłyszał własne imię, lekko się zażenował, ale przyjemnie go to uderzyło.

Jedźmy ze mną rzekł nagle, wiedząc, jak śmiesznie to brzmi. Zabierz syna, jedźmy, w Warszawie jest lepiej niż tutaj.

Zostałaś marzycielem odparła smutno.

Czy to oznacza nie?

Grażyna nie odpowiedziała, wstała i ruszyła ku drzwiom. On nie mógł jej powstrzymać, nie znalazł słów, by namówić do zostania.

A ja pojedę z tobą uśmiechnęła się Zuzanna. W którym hotelu się zatrzymałeś?

W Centralnym, oczywiście.

Prowadzę cię, żartobliwie dodała.

Kazimierz nie pytał. Zadzwonił taksówką i ruszyli.

Gdy zapukano w drzwi, pomyślał, iż to sprzątaczki, a zdumiewało go, iż tak późno. Może to pomyłka pomyślał.

Na progu stała Grażyna w tym samym sukni, włosy zebrane w kok, nozdrza zadęte gniewem.

Gdzie ona?

Kogo?

Zuzannę! Najpierw męża uciągnęła, a teraz mnie?

Kazimierz roześmiał się.

Nie ma żadnej Zuzanny. Chcesz, sprawdź.

Odszedł krok w tył, Grażyna weszła, rozejrzała się, usiedziała na krześle.

Yulka zadzwoniła i powiedziała, iż wyjechaliście razem.

Zawoziłem ją taksówką do domu, jak dżentelmen, i to wszystko.

choćby się nie pocałowaliście?

Podniósł ręce i żartobliwie rzekł:

Niewinny jestem!

Co z tego? Ma wypełnione usta i jeszcze coś.

Nie przyjechałem po to odpowiedział Kazimierz.

Po co więc? Po to, iż się spotkamy po piętnastu latach, iż przypomniałeś sobie obietnicę?

Czy ty czekałaś?

Nie mogłam! Zapomniałaś mnie kolejnego dnia!

No i super, ja też już dawno o tobie nie pamiętam.

Mam iść?

Idź. Tylko najpierw posłuchajmy płyty?

Płyty?

Tak, przywiózłem odtwarzacz.

Grażyna zmrużyła oczy, spojrzała na niego z przymrużeniem i zapytała:

Czyli mnie zapomniałeś, ale odtwarzacz tu przywiozłeś?

Tak właśnie.

Wzięła torbę przyłożoną do drzwi, wyjąła z niej coś i podała Kazimierzowi.

To była ta sama płyta, której okładkę ona przerabiała i którą Kazimierz dał jej na pożegnanie.

Zapomniałeś mnie na kolejny dzień, a tę płytę przechowywałaś przez lata? podszedł żartobliwie.

Ona wzruszyła ramionami. Kazimierz wyjął płytę z koperty, delikatnie przesunął poW ciemnym korytarzu, przy migoczących lampach, ich dłonie spotkały się po raz ostatni, a nuta All You Need Is Love rozbrzmiała, łącząc przeszłość i teraźniejszość w jedną, niekończącą się melodię.

Idź do oryginalnego materiału