Ziemniak jako ćwiczenie interdyscyplinarne

nn6t.pl 4 godzin temu

Od ziemniaka łatwo przejść do rozważań o wspólnocie, cielesności, ekonomii i prawie do przyjemności – mówi Maria Krześlak-Kandziora, wykładowczyni School of Form Uniwersytetu SWPS, koordynatorka części humanistycznej projektu Bulwa.

Bogna Świątkowska: Studenckie ćwiczenie realizowane w School of Form – w obszarze dość konkretnym, jakim jest ceramika – zostało oparte na rozbudowanym zapleczu humanistycznym. W jaki sposób wyniki waszych wspólnych dociekań znalazły odbicie w konkretnych realizacjach?

Maria Krześlak-Kandziora: Jednym z najczęściej powracających wątków była wspólnota i wspólne jedzenie. Stół to przecież miejsce, które pozwala nam usiąść razem i rozmawiać. A ziemniak – od czasu tego projektu myślę o nim w ten sposób bardzo wyraźnie – stał się dla mnie symbolem łączenia ludzi. To roślina kojarzona z wiejskością, z codziennością, a jednocześnie obecna w potrawach wysublimowanych: od purée czy pierogów przywołujących dzieciństwo u babci, przez kopytka, aż po ziemniaki Hasselback czy chłodniki i francuskie zupy serwowane w eleganckich restauracjach. Ziemniak funkcjonuje w różnych rejestrach, także ekonomicznych. Może być daniem najprostszym i najbardziej luksusowym jednocześnie. To napięcie otwiera rozmowę o ekonomii, o zasobności portfela, o tym, w jakich warunkach i przestrzeniach jemy.

W jaki sposób studenckie projekty to podjęły?

MKK: Pojawiły się wieża do jedzenia frytek Klary Arrowsmith, która zamieniała posiłek w rodzaj gry; zabawa w „statki” barszczem i purée Łukasza Machnowskiego; naczynia, które zachęcały do sięgania ręką do wspólnej miski. Wszystko to kierowało uwagę na sam akt bycia przy stole – na rozmowę, współobecność, współdzielenie. Można powiedzieć, iż to oczywiste, iż o tym mówimy wciąż od nowa. Ale mam wrażenie, iż właśnie dziś trzeba to przypominać szczególnie. Dobitnie pokazała to Michalina Kaczmarek, projektując blister na kartacze – eksponujący jedzenie jako uzdrawiającą pigułkę. Współczesne systemy mieszkaniowe kurczą jadalnie, redukują przestrzenie wspólnego przebywania. Wspólne jedzenie staje się czymś niemal luksusowym. I może właśnie dlatego ziemniak, tak zwyczajny, okazał się tak dobrym pretekstem do rozmowy o czymś znacznie większym.

Jednym z moich ulubionych był projekt Katarzyny Matosek poświęcony kisielowi. Kisiel – czyli przecież skrobia, a więc ziemniak – to coś pozornie dziecinnego. Jest lepki, śliski, kojarzy się z dzieciństwem, ale też z erotycznym podtekstem: z bitwami w kisielu, z cielesnością. Kasia potraktowała to bardzo serio. Zaprojektowała rodzaj biżuterii do jedzenia kisielu – obiekt, który przywraca jedzeniu wymiar przyjemności. Skoro potrafimy manifestować seksualność na wiele sposobów, to dlaczego nie manifestujemy rozkoszy jedzenia? To otworzyło zupełnie inne rozmowy: o przyjemności, o ciele, o wstydzie, o wspólnocie. O tym, w jakiej sytuacji jemy i kto ma do tej sytuacji dostęp.

Zuzanna Kotwas, Pierogi z ziemniakami, projekt Bulwa, School Of Form, 2025

Tu pojawia się kolejny wątek: zawłaszczanie przyjemności. Street food, który powinien być tani i łatwo dostępny, staje się elementem rynku, produktem do sprzedania. Znikają przestrzenie, w których można po prostu usiąść i zjeść własną kanapkę. Tak jak przy ognisku, gdzie zbliżamy się jakoś do pierwotnej wspólnoty. Nawiązywał do tego projekt Yevgeniyi Gudym – kształt ekspozytora był inspirowany zgniecioną folią, w którą wielu z nas zawija ziemniaki pieczone w ognisku czy na współcześniejszym grillu. Tymczasem sfera jedzenia przesuwa się do lokali, do przestrzeni kontrolowanych i płatnych, co z kolei badała Magda Mączyńska, pisząc o hiszpańskiej kulturze jedzenia ulicznego, nad którym również wisi groźba ekskluzywności. A przecież chodzi o coś odwrotnego: o możliwość wyjęcia czegoś prostego, taniego, podzielenia się tym w większej grupie, zdemokratyzowania przyjemności.

W projektach odbiło się bardzo wiele takich napięć.

Wasza ekspozycja spotkała się z entuzjastycznym odbiorem – obserwowałam osoby, które podchodziły do obiektów i stopniowo zaczynały rozumieć, na co adekwatnie patrzą. To, iż projekt był inspirujący dla studentów i iż zaowocował konkretnymi realizacjami, jest oczywiste. Ale co tobie – jako badaczce, naukowczyni – daje udział w takim interdyscyplinarnym przedsięwzięciu?

MKK: Użyłaś tu słowa, które jest dla mnie kluczowe: interdyscyplinarność. To mnie najbardziej pasjonuje. Od lat pracuję w ten sposób: rozmawiam o literaturze – konkretnie o literaturze pięknej i poezji – analizując wątki przyrodnicze, klimatyczne, kwestie gatunków, bioróżnorodności. Przygotowując się do tego projektu, dużo czytałam, szukałam, ale też – dosłownie – uprawiałam ziemniaki. Zresztą robię to co roku na balkonie, bo je uwielbiam. Rozmawiałam z osobami, które zawodowo zajmują się ich uprawą. I to jest moment, w którym teoria spotyka się z praktyką. Bo zaczynamy od ziemniaka, a kończymy na rozmowie o zmianie klimatu, o gospodarce rolnej, o migracjach, o bezpieczeństwie żywnościowym. Z jednej strony to ogromnie poszerza perspektywę, z drugiej – uczy pokory wobec złożoności.

Katarzyna Matosek, Kisiel, projekt Bulwa, School Of Form, 2025

Dlaczego to jest ważne?

MKK: Takie projekty są nie tylko inspirujące, ale też poznawczo bardzo uczciwe. Zmuszają do wyjścia poza własną bańkę, poza język jednej dyscypliny. Właśnie w tym napięciu – między wiedzą, literaturą, doświadczeniem a projektowaniem – rodzą się najciekawsze pytania.

Na przykład jednym z projektów, opracowanym przez Antona Kostromtsova, był obiekt inspirowany pomnikiem kosmosu znajdującym się w Białorusi, ale jego kontekst, przybliżony w tekście komentującym, został przeniesiony w zupełnie inne miejsce – na pustynię w Stanach Zjednoczonych, gdzie prowadzi się badania nad uprawą ziemniaka w warunkach ekstremalnych, symulujących przyszłe kolonie marsjańskie. To narracja przyszłości bardzo selektywnej, dostępnej dla nielicznych. Łatwo wpaść w futurystyczną euforię, która w gruncie rzeczy bywa wykluczająca.

Tymczasem najciekawszy wątek okazał się dużo bardziej „uziemiony”: badania prowadzone na pustyni służą dziś przystosowywaniu ziemniaka do rośnięcia w coraz trudniejszych warunkach klimatycznych tu, na Ziemi. I to jest kontekst naprawdę istotny. Nie Mars, ale zmieniający się klimat, susze, degradacja gleby. To wszystko jest opowieścią o naszej przyszłości i o tym, jak próbujemy przetrwać na planecie, którą sami degradujemy.

To jest obszar, który jest wart wysiłku – czym jest relacja człowieka z przyrodą, jak wygląda nasza zależność od niej. Takie projekty jak Bulwa tę zależność uwidaczniają w bardzo konkretny sposób.

Więcej o projekcie Bulwa piszemy tutaj.

Maria Krześlak-Kandziora – absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W School of Form Uniwersytetu SWPS literaturę i poezję wykorzystuje do rozmów o zmianie języka w dobie zmiany klimatu.

Idź do oryginalnego materiału