Lubię książki kucharskie, które nie onieśmielają. Takie, po których nie odkłada się gotowania na bliżej nieokreśloną przyszłość, tylko ma się ochotę od razu wejść do kuchni. „Pierogi z kimchi” Wiolety Błazuckiej właśnie takie są. Autorka pokazuje, iż kuchnia azjatycka wcale nie musi zaczynać się od długiej listy egzotycznych składników, za którymi trzeba jeździć po całym mieście. Przekonuje, iż smaki Korei i innych państw Azji są znacznie bliżej, niż mogłoby się wydawać.