Była godzina 10.15. Zwykły poranek w Pizie przerwało gwałtowne drżenie ziemi. W mieszkaniach poruszyły się meble, w sklepach i biurach ludzie przerywali pracę, a chwilę później setki osób były już na ulicach. Nagle miasto zabytków i turystów zamieniło się w miasto ludzi stojących na zewnątrz i nasłuchujących, czy ziemia znów się poruszy. Epicentrum znajdowało się w rejonie San Piero a Grado, zaledwie siedem kilometrów na zachód od Pizy, a ognisko wstrząsu – około ośmiu kilometrów pod powierzchnią. Drgania były wyraźnie odczuwalne także w Livorno, prowincji Massa-Carrara, okolicach Florencji i Lukce. To pas Toskanii wyjątkowo bogaty w zabytki. Livorno pyszni się nadmorską promenadą z charakterystyczną czarno-białą posadzką, okolice Carrary – białym marmurem, z którego korzystał sam Michał Anioł, zaś nad Florencją góruje kopuła renesansowej Katedry Brunel leschiego. W Lukce natomiast stoi dom, w którym w 1858 roku urodził się kompozytor Giacomo Puccini, autor „Toski”, „Cyganerii” i „Madame Butterfly”.
Tego sierpniowego ranka pocztówkowa kraina kamiennych miast i sztuki przez moment odsłoniła swoją mniej malowniczą stronę. Pod słonecznym krajobrazem pracuje przecież geologia. Sejsmolodzy z Uniwersytetu w Pizie, analizując dane własnych stacji oraz sieci włoskiego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii (INGV), ustalili, iż doszło do uaktywnienia ukrytej pod równiną pizańską struktury tektonicznej. Mechanizm wstrząsu wiąże się przede wszystkim z rozciąganiem skorupy ziemskiej i jest zgodny z budową geologiczną tej części Toskanii. W następnych godzinach zarejestrowano serię słabszych wstrząsów skupionych w tej samej niewielkiej strefie – według naukowców był to normalny rozwój takiej sekwencji sejsmicznej.
Najwięcej strachu było w samej Pizie, która ma do stracenia znacznie więcej niż swoją wieżę: średniowieczną katedrę, największe na świecie baptysterium i zabytkowy cmentarz z cennymi freskami. W miejskim Muzeum Narodowym Świętego Mateusza znajdują się także dzieła takich mistrzów jak Simone Martini, Masaccio i Donatello. Do straży pożarnej zaczęły napływać zgłoszenia, ruszyły kontrole techniczne. Najgorszego scenariusza udało się uniknąć: nie było ofiar ani rannych. Jeden budynek w prowincji został jednak uszkodzony na tyle, iż jego mieszkańcy nie mogli wrócić do swoich mieszkań i musieli znaleźć nocleg u bliskich.
Wstrząs wybił miasto z rytmu
Stanęły pociągi, posypały się opóźnienia i odwołania połączeń. W szpitalu Santa Chiara ograniczono planowe przyjęcia i zabiegi, a jeden z budynków objęto dodatkowymi przeglądami. Kiedy pierwsza fala niepokoju opadła, sprawdzono wreszcie symbol Pizy. Krzywa Wieża, która od stuleci prowokuje prawa grawitacji, przeszła ten test bez uszkodzeń. W kolejnych dniach ziemia jeszcze kilkakrotnie lekko zadrżała, ale nie przyniosło to poważniejszych skutków ani nie wzbudziło paniki. Miasto gwałtownie wróciło do codzienności, a wieża przez cały czas stoi pod kątem. Tym razem to nie jej przechył budził niepokój, ale to, co działo się kilka kilometrów pod nią.



