Zbudował altankę przez tydzień i jadł jedzenie z lodówki. Odjąłem to od jego pensji, a on zaczął się…

polregion.pl 8 godzin temu

13 czerwca 2025

Dzisiaj wreszcie skończyłem budowę altany na moim podwórku. Nie szukałem wielkiej firmy budowlanej wystarczyłby mi człowiek, który zna podstawy murarstwa i stolarki. Sąsiad polecił mnie do przyjaciela, który od lat zajmuje się wznoszeniem domów i zapewnił, iż potrafi zrobić prostą altanę.

Miałem szczęście, iż ten człowiek, Kowalski Jan, miał wolny termin. Nie chciał od razu przyjąć zlecenia, ale udało mi się go przekonać. Powiedział, iż zdoła wykonać całość w tydzień, co mi pasowało. W sobotę miał przyjść obejrzeć teren, a w poniedziałek kupić wszystkie niezbędne materiały.

Rozmawialiśmy też o ciężkiej pracy. Jan od razu zaznaczył, iż potrzebuje pomocnika, i iż znajdzie kogoś ze znajomych, bo ma ich sporo. Najważniejsze było to, iż przez cały tydzień będę w Warszawie w pracy, więc nie będę mógł być na miejscu. Przekazałem mu klucze do domu na najbliższy weekend.

Jan obiecał, iż wszystko dopilnuje, bo jest fachowcem. Poprosił o odpowiednie wynagrodzenie, które było dość wysokie, ale się zgodziłem. W sobotnie wieczór altana była gotowa wszystko wyglądało dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem, nie miałem żadnych zastrzeżeń.

Jedynym mankamentem było to, iż Jan zjadł wszystkie rzeczy, które miałem w lodówce. Dwa kilogramy boczku, dwadzieścia jaj, kilka kartonów mleka, sos i butelkę wina. Taki zachowanie uznałem za nie do przyjęcia. Nie chodziło mi o współczucie dla jedzenia, po prostu nie zapytano mnie, czy może sobie coś zjeść. Po prostu wciągnął wszystko w jedną noc.

Policzyłem koszt tych produktów i odliczyłem go od jego wynagrodzenia. To była jedynie kropla w morzu, ale dla mnie miała znaczenie. Jan nie był zadowolony. Zaczął ze mną kłócić się, tłumacząc, iż robotnicy budowlani zawsze muszą być najedzeni i iż to standard. Dodał, iż podczas prac miał momenty, kiedy musiał się bardziej postarać, ale nie wpłynęło to na ostateczną sumę.

Z jednej strony chciałem się z nim zgodzić, z drugiej wciąż uważam, iż dotrzymałem wszystkich warunków, które ustaliliśmy, i iż powinienem był być wcześniej poinformowany o takiej praktyce.

Lekcja, którą wyniosłem: w każdej współpracy trzeba jasno określić nie tylko zakres prac, ale i granice osobistych przywilejów. Bez precyzyjnych ustaleń łatwo wpaść w nieporozumienia, które kosztują nie tylko pieniądze, ale i zaufanie.

Idź do oryginalnego materiału