Zazdroszczę siostrze do szaleństwa – jej mąż daje jej świat, a ja dźwigam ciężar rodziny.

newsempire24.com 2 dni temu

Zazdroszczę mojej młodszej siostrze Małgorzacie jak szalona. Jej życie jest jak bajka, gdzie ona gra rolę księżniczki, a mąż spełnia wszystkie jej kaprysy, niczym wierny rycerz. A ja, jak zmęczona Kopciuszek, dźwigam na swoich barkach całą rodzinę, dusi mnie zmęczenie i beznadzieja. Czasami czuję się jak najgłupsza i najbardziej nieszczęśliwa kobieta na świecie. Mój mąż, Artur, i ja jesteśmy razem prawie dziesięć lat. W tym czasie przeszliśmy przez wiele: były chwile szczęścia, ale częściej mroczne czasy pełne prób.

Teraz nastał jeden z najciemniejszych okresów naszego życia. Rok temu Artur postanowił zmienić pracę. Obiecano nam złote góry: stabilny dochód, dobre warunki, jasna przyszłość. Ale rzeczywistość okazała się drwiną z naszych nadziei. Nowa pozycja okazała się prawdziwym piekłem, gorszym niż poprzednia, a Artur teraz obwinia za wszystko mnie, jakbym to ja wepchnęła go w tę przepaść.

— To ty chciałaś, abym zmienił pracę? No i co, jesteś zadowolona? — rzuca z zjadliwym uśmiechem przy każdej możliwej okazji.

Ale kto mógł przewidzieć taki obrót? Chciałam tylko, aby rozwijał się, aby nasza rodzina w końcu wyszła z wiecznej nędzy. Skąd mogłam wiedzieć, iż wszystko zamieni się w katastrofę? Teraz toniemy w finansowej przepaści. Moja pensja to jedyne, co trzyma nas na powierzchni, ponieważ Arturowi już od kilku miesięcy opóźniają wypłaty. Ledwo wiążemy koniec z końcem, a każdego dnia czuję, jak ten ciężar przygniata coraz mocniej.

W zeszłą wiosnę zepsuł mi się telefon. Naprawa kosztowałaby prawie tyle, co nowy aparat, więc postanowiliśmy odłożyć zakup. Przez kilka miesięcy męczyłam się ze starym tabletem, aż w końcu musiałam oddać go do lombardu. Tam trafiła także niemal cała moja złota biżuteria — te nieliczne rzeczy, które przypominały o lepszych dniach. Pieniądze były potrzebne natychmiast, i oddałam wszystko, co miałam. A rzeczy Artura? Nie, ich nie ruszaliśmy — tylko moje ofiary.

Małgorzata, moja młodsza siostra, ulitowała się nade mną i oddała mi swój stary telefon, abym mogła jakoś łapać kontakt ze światem. Angażowałam się na całego, aby moja rodzina nie chodziła głodna. Tak, Artur też pracuje, czasem bierze dodatkowe zlecenia, ale robi to z takim oporem, jakbym zmuszała go na pańszczyznę. Za każdym razem trzeba go do tego namawiać, niemal błagać na kolanach.

Niedawno mąż Małgorzaty, Aleksander, wspomniał, iż na Dzień Kobiet zażyczyła sobie najnowszego iPhone’a. Poczułam palącą zazdrość — uczucie, którego się wstydzę, ale nie potrafię stłumić. Oni wynajmują mieszkanie w Krakowie, jak i my z Arturem, ale u nich wszystko jest inaczej. Małgorzata obraca mężem jak marionetką: pracuje wieczorami jako kierowca, jeździ na delegacje, oszczędza pieniądze i we wszystkim jej dogadza. Jej pensja to jej osobisty skarb, który wydaje tylko na siebie. W zeszłym roku poszła do butiku i kupiła sobie elegancki futro, bo miała na to ochotę.

— Za mieszkanie, jedzenie i inne troski powinien być odpowiedzialny mężczyzna, — twierdzi z pewnością królowej.

Małgorzata jest prawdziwą pięknością. Inwestuje wszystkie swoje pieniądze w siebie: przedłużanie rzęs, idealny manicure, zadbane brwi, stylowe fryzury, modna odzież i inne kobiece przyjemności. Przy niej czuję się jak szara myszka — zaniedbana, niechlujna, zapomniana. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam u fryzjera, a o manicure nie wspomnę. Wszystko, co zarabiam, idzie na rodzinę, a Artur choćby nie myśli przynieść do domu dodatkowy grosz. Każdą dodatkową pracę trzeba z niego wyciągać jak kleszcze.

Niedawno dostałam wypłatę, i Artur znów dal do zrozumienia, iż za mieszkanie i jedzenie znowu trzeba będzie płacić z mojej kieszeni. Rozdziera mnie żal: on choćby nie próbuje czegoś zmienić, nie stara się dla nas.

— Wiesz przecież, iż z pieniędzmi krucho, wypłatę znowu opóźniają, — mruknął, gdy zapytałam, co mi kupi na urodziny.

Ale nie dostając prezentu na święto, stroi fochy jak dziecko. Zawsze staram się go obdarować, znaleźć choćby drobnostkę, żeby nie czuł się pominięty. A on? Nie oczekuję od niego najdroższych telefonów czy luksusowych niespodzianek — szczęście przecież nie w pieniądzach. Ale choćby prostej uwagi, małego gestu troski od niego się nie doczekasz. Po prostu tego nie rozumie.

Myślałam, iż nasze problemy są przejściowe, iż to tylko ciemny okres, który niedługo się skończy. Ale teraz widzę: to nie okres, to całe życie. Próbowałam rozmawiać z Arturem, prowadziło to do kłótni, ale on tylko rozkłada ręce: „Wypłatę opóźniają, co mogę zrobić?”

— A gdybyśmy mieli dzieci, jak byśmy wtedy przetrwali? — zapytałam kiedyś z rozpaczą.

Zamilkł. A ja patrzę na Małgorzatę, a zazdrość pożera mnie od środka. Wstydzę się tych uczuć, ale są silniejsze ode mnie. Jej mąż nosi ją na rękach, obsypuje prezentami, kupuje wszystko, czego zapragnie, a ja przez cały czas korzystam z jej starego telefonu, który wyrzuciła jako niepotrzebny. Dlaczego niektórym kobietom, jak Małgorzacie, przypada wszystko? To szczęśliwy los? Czy może chodzi o mężczyzn? Dlaczego jedni mają życie jak nieustanna impreza, wystarczy tylko pstryknąć palcami, a moje jest jak niekończąca się szara nuda?

Idź do oryginalnego materiału