Zazdrość na krawędzi

newskey24.com 1 tydzień temu

Zazdrość na krawędzi

Tak, to jest to! On się nie domyśli, iż to nie jego narzeczona…

Aleksandra stała przed lustrem, wpatrując się w swoje odbicie z taką uwagą, jakby szukała w nim ukrytej instrukcji obsługi życia. Pomału wygładziła niesforny kosmyk, upychając go za ucho. Serce lekko przyspieszyło efekt przeszedł jej najśmielsze oczekiwania! Makijaż, fryzura, wyraz twarzy wszystko skopiowane do najmniejszego szczegółu z niepokojącą wręcz precyzją. choćby własna matka pewnie na pierwszy rzut oka nie poznałaby, która to Ola, a która Marta, gdyby tylko Ola założyła ulubioną sukienkę siostry.

Ta myśl wywołała jej uśmiech, ale ten zgasł zaraz po spojrzeniu na zegar stojący na półce. Wskazówki przesuwały się nieubłaganie do przyjścia Szymona zostało dwadzieścia minut. Ola poczuła falę lekkiej paniki. Wszystko musiało pójść idealnie żadnej fałszywej nuty, ani jednego gestu niepasującego do siostry! o ile Szymon cokolwiek wyczuje, jej misternie przygotowany plan legnie w gruzach. A wtedy Marta znowu wyjdzie na prowadzenie jak już bywało.

Ola wzięła głęboki oddech i skierowała się do drzwi. Ledwo rozległ się dzwonek, ona już stała gotowa odegrać swoją rolę. Otworzyła drzwi i na widok Szymona natychmiast przemieniła się w Martę. Twarz rozjaśnił niemal anielski uśmiech, a w oczach zatańczyły ciepłe iskierki.

Cześć, Szymku! rzuciła miękkim, przyciszonym głosem, jakby trenowała go godzinami.

Nie czekając na odpowiedź, lekko wspięła się na palce i musnęła policzek chłopaka. Tak miało być ani grama więcej, ani mniej. Każdy gest dokładnie według scenariusza.

Wejdź, może kawy? zaproponowała, wpuszczając go do środka z pozorną swobodą, jakby to był zupełnie zwyczajny wieczór, a nie ściśle wyreżyserowana akcja.

Szymon lekko zmarszczył brwi, jakby próbował rozgryźć ukrytą wiadomość pomiędzy słowami. Po chwili uśmiechnął się jednak kątem ust nagle chyba zorientował się, z jakim eksperymentem ma do czynienia. Cóż, zaintrygowało go to jeszcze bardziej. Co też knuje siostra narzeczonej? Po co tak misternie udaje Martę? Postanowił zachować pokerową twarz i dać się poprowadzić Oli.

Ola tymczasem kręciła się po kuchni jak na rozżarzonych węglach. Policzki już bolały od tego uprzejmego, nieco mdłego uśmiechu, którego tak bardzo nie lubiła. Stawiając filiżanki, co chwilę zerkała na półkę, gdzie skromnie czaiła się butelka wykwintnego wina wyczekiwała swojego momentu.

Dobrze wiedziała: Szymon z alkoholem raczej nie był na ty. Niekiedy na spotkaniach, gdy atmosfera była dobra, pozwalał sobie na jeden, góra dwa kieliszki i to tylko pod ścisłym nadzorem zdrowego rozsądku. Dziś właśnie o taki moment jej chodziło. Chciała, żeby Szymon trochę się rozluźnił, by obniżyć jego czujność i doczekać wreszcie sukcesu.

Podczas gdy ona bawiła się ekspressem do kawy, Szymon obserwował ją w milczeniu, splótłszy ramiona na piersi. W jego spojrzeniu mieszała się ciekawość z nutą pobłażliwej ironii. W końcu nie wytrzymał:

Ola, po co ty to robisz? zapytał spokojnie. A gdzie się podziała Marta? jeżeli to jakiś żart, to marny.

Na moment zamarła, szukając w głowie sensownej odpowiedzi. Na jej twarzy przemknął grymas, ale gwałtownie się opanowała:

Jak zgadłeś, jeżeli mogę spytać? I nie, to nie żart. To… powiedzmy eksperyment. Marta nic nie wie.

Szymon uniósł brew, obracając w dłoniach filiżankę. Był zaintrygowany, ale postanowił nie zdradzać ciekawości niech Ola sama wyłoży karty na stół.

Przecież wy się różnicie mimo iż bliźniaczki. Jak można was pomylić?

Nie czekając na odpowiedź, wyciągnął komórkę z kieszeni i napisał szybki SMS do narzeczonej zwykłe: Gdzie jesteś?. Ekran na sekundę rozświetlił mu twarz, po czym zgasł.

Więc jaki jest cel twojego eksperymentu? powtórzył, chowając telefon.

Ola trochę się skręciła na krześle i zapatrzyła w herbatę. Upijając mały łyk, zebrała się na odwagę:

Bo ciągle nas mylą. Mówisz, iż jesteśmy różne, a choćby mama się plącze, jeżeli ubierzemy się podobnie. Wyobraź sobie jednakowe suknie, fryzury i nagle stajemy się jak dwie krople wody!

Chwilę milczała, jakby wspominała nieprzyjemny fragment z przeszłości.

To bywa… przykre. Zwłaszcza kiedy w grę wchodzą bliscy. Już nie raz wyszły z tego niezręczności. Chłopak kiedyś umówił się ze mną, a podszedł do Marty, bo stała bliżej dworca. Albo odwrotnie: Marta zaczęła gadać z twoim kolegą, a on uznał ją za mnie i powiedział coś, czego nie powinna słyszeć.

No to czemu nie zmienisz fryzury? Szymon przechylił głowę. Wiedział, iż Marta nie raz wspominała, iż Ola jest przeciw wszelkim zmianom wyglądu. Wyglądało to wręcz na sport narodowy: Ola zostawała przy swoim, a Marta się dostosowywała.

Ola skrzywiła uroczo nosek, jakby poczuła w ustach kwaszonego ogórka.

To nudne wzruszyła ramionami. Dałyśmy sobie słowo: żadnych radykalnych zmian przed końcem studiów. Takie niepisane prawo. Poza tym… czasem można na tym skorzystać. Na przykład wykładowcy też odróżnić nas nie potrafią!

Przy tej myśli zaśmiała się krótko, z dumą w głosie.

Tak jest, rozumiem mruknął Szymon, pogrążając się w zamyśleniu. W tym momencie telefon wibrował informując o odpowiedzi. Przeczytał gwałtownie wiadomość i sam do siebie pokiwał głową. Marta czeka na mnie w naszej kawiarni. Chyba nie bardzo wie, gdzie jestem.

Spojrzał Oli prosto w oczy, w których błysnęła nutka współczucia.

Spokojnie, nie piśnie słowa. Rozumiem twoje rozterki. Nie chcę, żebyście przez moją gadatliwość się pokłóciły.

Ola wyraźnie się rozluźniła, dziękując uśmiechem.

Dzięki, Szymon. Z ciebie naprawdę dobry człowiek.

To do zobaczenia powiedział, wstając. Lepiej niech Marta nie czeka za długo, bo się zestresuje.

Drzwi zamknęły się miękko, zostawiając Olę samą z własnymi myślami. Cisza w mieszkaniu aż dzwoniła zupełnie jakby czas się zatrzymał i zostawił ją z nagromadzonymi rozczarowaniami. Usiadła na krześle, łapiąc kurczowo blat stołu bez łez w oczach. Czemu nie wyszło? Czemu on się nie nabrał? Czemu choćby jej misterny plan rozsypał się niczym sucha bułka?

Myśli galopowały przez głowę, przenosząc ją z powrotem do chwili, gdy Szymon pierwszy raz pojawił się w ich życiu. Od razu spodobał się rodzinie pewny siebie, towarzyski, jednym spojrzeniem rozbrajał najbardziej naburmuszonego nauczyciela. Ola z miejsca przepadła wystarczyło, iż się do niej uśmiechnął, a ona siedziała cała spocona z emocji. Długo trenowała w myślach różne dialogi, wyobrażała sobie jak rozmawiają, śmieją się, spacerują… ale zawsze brakowało jej odwagi strachu, nieśmiałości, iż coś popsuje, albo co gorsza, straci z siostrą to kruche porozumienie, które miały.

A Marta? Marta była bezpośrednia. Po prostu któregoś dnia przyprowadziła Szymona do domu, mruknęła To jest Szymon i już. Rodzice zachwyceni taka grzeczna i dobrze ułożona córka znalazła sobie super chłopaka.

Ola dokładnie pamiętała tamten wieczór. Stała oparta o futrynę salonu i patrzyła, jak Szymon rozmawia z jej rodziną, żartuje z tatą, odpowiada mamie na grzeczne pytania. Jej w środku wszystko się gotowało, na twarzy nieporuszony uśmiech. Jak trudno było wtedy zachować pozory!

Przecież powinien być jej! To ona zauważyła go pierwsza, to jej serce przyspieszało na jego widok, to ona dniami i nocami rozmyślała, co mu powie przy następnym spotkaniu. A Marta? Po prostu przyszła, zgarnęła go jak bułkę z blatu i nie zastanawiała się, co Ola czuje.

Ola nabrała powietrza, próbując opanować dygot w rękach. Wiedziała, iż musi się zebrać. Ale jak to zrobić, skoro wszystko w niej płonęło bólem i goryczą?

Marta zawsze przyciągała facetów jak magnes. Była jak promień słońca wygadana, śmiała, zaraz zaczynała tańczyć na stole, nie ważne, czy przy obiedzie, czy na uczelni. Kochała imprezy, rozmowy z przyjaciółmi… A przy tym wszystkim miała same piątki na studiach, chociaż uczyła się, jak twierdziła, tylko w tramwaju.

Ola z zazdrością obserwowała siostrę. Sama była inna skupiona, spokojna, musiała mieć wszystko poukładane. Najlepszy relaks: książka albo kameralna pogadanka z jedną przyjaciółką. Potańcówki ją męczyły. Nie będę tracić czasu w głupoty! upierała się, dumna ze swojej pracowitości.

Z czasem Ola coraz częściej zastanawiała się, czy dobrze robiła. Może gdyby choć raz poszła z Martą na dyskotekę albo pogadała spontanicznie z kimś nowym? Może wtedy Szymon zwróciłby uwagę na poważną, ułożoną, z ambicjami… Zamiast zakochać się w roztrzepanej i uwodzicielskiej Marcie.

Ola czuła podskórnie, iż zachowanie to nie wszystko. Marta po prostu była w centrum uwagi wszędzie, nie starając się wcale. Ola rozmyślała, ważyła każde słowo, aż w końcu stawała się niewidzialna.

Myśli nie dawały jej spokoju. Próbowała siebie przekonać, iż jej droga powaga, konsekwencja też znajdzie swojego amatora. Ale nocą, kiedy cały dom spał, fantazjowała, co by było, gdyby choć przez chwilę była jak Marta.

Kiedy Marta ogłosiła zaręczyny przy rodzinnym stole, Ola poczuła, jak ziemia usuwa się jej spod nóg. Automatycznie złożyła gratulacje, choćby się uśmiechnęła, ale w głowie powtarzało się jedno zdanie: To niemożliwe!.

Nie mogła przestać myśleć o sytuacji, szukała rozwiązań, ślęczała nad planem. Aż przyszła jej do głowy misja idealna.

Jeśli Szymon zobaczy we mnie Martę, da się uwieść… Potem Marta nas przyłapie. Będzie koniec nie wybaczy mu zdrady. A jeżeli nie może być mój, niech nie będzie już żadnej! rozważała z bezczelną dokładnością plan działania.

Przygotowała butelkę drogiego wina (w końcu wydała na nie trzy stówki w złotówkach!), przećwiczyła teksty i gesty, ustawienie lampy w salonie. choćby minę siostry opanowała do perfekcji; ten delikatny półuśmiech, ręka podrzucająca włosy…

Nadszedł wielki dzień. Ola cała się trzęsła, dłonie mokre, gardło ściśnięte. Do momentu, gdy Szymon przekroczył próg, wszystko szło zgodnie z planem. Niestety od razu zorientował się, co jest grane.

Totalna klapa. Zamiast ulec urokowi Oli, Szymon gwałtownie rozpoznał fałsz, pożegnał się uprzejmie i poleciał do prawdziwej Marty.

Ola została sama w pokoju, gapicznie wytrzeszczając się na ścianę. Misterny plan poszedł się gonić szybciej niż promocje na Allegro. W środku narastała panika ślub coraz bliżej, a ona nie miała innego pomysłu, jak odmienić los.

Coś trzeba wykombinować, powtarzała, szarpiąc szew obrusu. Myślała, myślała, aż miała ochotę ugryźć własny palec. Wiedziała, iż następny numer musi być nie tylko bardziej dyskretny, ale i skuteczny drugiej szansy już może nie być…

***

Kilka tygodni później Marta, promieniejąc szczęściem, urządziła rodzinny obiad i z euforią ogłosiła będzie miała dziecko. Jej oczy świeciły się szczęściem, głos drżał, rodzice byli zachwyceni i już przerzucali się listą imion dla wnuka.

Ola siedziała ze swoją wygasłą herbatą, kurczowo ściskając filiżankę. Starała się wyglądać neutralnie, czasem przyklejała uśmiech i kiwała głową. Ale każde słowo Marty wbijało jej w serce kolejny kolec.

Wyobrażała sobie, jak ich życie się zmienia. Ciągłe niedzielne obiady z Szymonem, rodzinne święta z wnuczką na kolanach, wspólne spacery, dumni dziadkowie… Ola wizualizowała te sceny raz za razem i ledwo wytrzymywała wyobrażenia. To było dla niej jak cios w splot słoneczny.

Myśli biegały jak chomiki w kołowrotku: Trzeba coś zrobić. Natychmiast. Zanim będzie za późno.

I wtedy w jej głowie pojawił się pomysł. Okrutny, bezlitosny ale w tamtej chwili wydawał się jej jedynym ratunkiem. Co może zranić bardziej niż strata wyczekiwanego dziecka? Pomyślała: Załatwię sprawę medycznie. Mam przecież kontakt do znajomego lekarza, za parę tysięcy złotych się dogadamy. To tylko tabletka… Niby nic wielkiego.

Zaśmiała się do siebie cicho, złowrogo. Marta spojrzała i uśmiechnęła się z ufnością, nie mając pojęcia, co się dzieje w głowie siostry.

Wasze szczęście długo nie potrwa, pomyślała Ola, patrząc na rozanielonych przyszłych rodziców. W jej spojrzeniu pojawił się lodowaty upór…

***

Sok wypijesz? spytała Ola zwyczajnym tonem, starając się, by głos brzmiał lekko, choćby się uśmiechnęła przecież ćwiczyła to przed lustrem setki razy. Kupiłam Twój ulubiony.

Super, dziękuję! Marta natychmiast się rozpromieniła i przytuliła ją z wdzięcznością. Jesteś najlepszą siostrą na świecie!

Ola na chwilę zesztywniała, wewnątrz coś się w niej zatrzęsło. Ale już po sekundzie zebrała się w sobie.

Zaraz przyniosę! powiedziała z miną, iż wszystko pod kontrolą.

Wyszła do kuchni, wyjęła sok z lodówki, nalała do szklanki. Dłoń powędrowała do kieszeni, gdzie miała paczuszkę z tabletką. Zaciśnięła ją mocno, a potem… zawahała się.

Co ona adekwatnie wyprawia? Popatrzyła na szklankę soku, później na białą pastylkę. W wyobraźni zobaczyła Martę uśmiechniętą, szczęśliwą, pod rękę z Szymonem, rodziców dumnych z wnuka…

Czy naprawdę byłaby w stanie to zrobić? Krzyknęła w duchu: Nie! To już nie ja! To jakaś obca, podła wersja mnie samej…

Ręka sama się otworzyła, a tabletka cicho upadła na blat.

Ola? Coś nie tak? głos Marty niósł się zza progu. W jej oczach tliła się troska. Blada jesteś, może wezwać lekarza?

Ola spojrzała siostrze w oczy. I właśnie wtedy zobaczyła to, czego nie chciała wcześniej przyjąć prawdziwą, szczerą miłość i siostrzane zaufanie. I nagle poczuła, iż to wszystko jest… zbyt cenne, by zniszczyć.

Nie, tylko na chwilę zakręciło mi się w głowie wymamrotała, zmuszając się do uśmiechu. Przyniosłam Ci sok, za chwilę zrobię sobie herbatę i pogadamy.

Odwróciła się do zlewu, nalewając sobie wodę do kubka, chociaż dłonie dalej jej drżały. Każdy ruch był jak przedzieranie się przez mgłę.

W środku dalej kotłowały się sprzeczne uczucia. Przypomniała sobie, jak blisko była zrobienia czegoś potwornego. Jak łatwo ulec złym myślom, jeżeli się je podlewa i pielęgnuje…

Wsypała liście herbaty, zalała wrzątkiem, zamieszała łyżeczką. Aromat herbaciany trochę ją uspokoił. Spojrzała na Martę, która z błogością piła swój ulubiony sok i opowiadała o weekendowych planach. Takie to było proste i prawdziwe… a zarazem takie bezcenne.

Jak mogłam? myślała Ola, obejmując kubek. Przecież to moja siostra, mój najbliższy człowiek!

Zrozumiała nagle, iż jej głowa była pełna złości i żalu już od wielu miesięcy. Zazdrość, poczucie niesprawiedliwości doprowadziły ją na skraj. Powrót z tej przepaści będzie wymagał pracy i odwagi, także tej do sięgnięcia po fachową pomoc.

Nad czym się tak zamyśliłaś? Marta spojrzała jej w oczy, szeroko się uśmiechając. Cały dzień jakaś nieobecna jesteś.

Ach, po prostu mam sporo roboty. Chyba muszę z kimś pogadać, jak to wszystko ogarnąć Ola zdobyła się na nieco szerszy uśmiech.

Marta wyglądała na usatysfakcjonowaną i kontynuowała lekką gadkę o planach na następny miesiąc. Ola słuchała, kiwała głową, dorzucała od czasu do czasu swoje trzy grosze. Uczucie żalu ustępowało powoli miejsca zupełnie nowej sile determinacji. Teraz już wiedziała: więcej nie pozwoli, żeby złe emocje dyktowały jej życie.

Pierwszym krokiem musiało być przyznanie się przed sobą: Pogubiłam się. Potrzebuję pomocy. Chcę to zmienić.

***

Marta urodziła Małgosię śliczną córeczkę, która w jednej chwili podbiła serca wszystkich domowników. Dziewczynka pojawiła się na świecie w cichą, czerwcową noc, a już rano ojciec młodej matki pokazywał wnuczkę przez okno szpitalnej sali każdemu, kto miał jeszcze siłę patrzeć.

Pierwsze tygodnie to pasmo wzruszających momentów. Marta i Szymon na zmianę czuwały przy łóżeczku, uczyli się przewijać, karmić, usypiać. Dziadkowie zjawiali się regularnie z reklamówkami zabawek i pieluch, a babcia dziergała skarpetki na drutach.

Wśród tych czułości szczególną czułość okazywała ciocia Ola. Z czasem zaczęła odwiedzać ich coraz częściej, najpierw z zamiarem pomocy: zrobienia obiadu albo zakupów, potem z własnej woli by pogapić się na maleńkie paluszki, zachwycać marszczeniem brwi i rozbrajającym bezzębnym uśmiechem.

Ola nauczyła się sprawnie podnosić Małgosię, śpiewać do snu własne wymyślone kołysanki, kupowała jej zabawne ubranka i z zachwytem obserwowała, jak Małgosia w nich wygląda. Z czasem stała się dla dziewczynki nie tylko ciocią, ale też najlepszą przyjaciółką. Organizowała przyjęcia z plastikową herbatą, czytała kolorowe książeczki, uczyła pierwszych słów. Gdy mała zaczęła chodzić, Ola cieszyła się każdym krokiem jakby padł los na loterii.

Marta widziała to wszystko i była Oli szczerze wdzięczna. Któregoś wieczoru, gdy Małgosia spała, a Ola zbierała z podłogi klocki, Marta podeszła do niej i szepnęła:

Dzięki. Widzę, jak ją kochasz. To ogromnie ważne dla Małgosi mieć taką ciocię.

Ola uśmiechnęła się lekko zaskoczona. Sama nie spodziewała się, iż kontakt z dzieckiem da jej tyle radości. W tych drobnych momentach w śmiechu Małgosi, pierwszych słowach i uściskach odnalazła to, czego szukała: bliskość, czułość i poczucie, iż jest ważna.

Patrząc z miłością na swoją siostrzenicę, Ola zrozumiała: czasem los daje nam o wiele więcej, niż zdołamy sobie wymarzyć. Bywa, iż prawdziwe szczęście kryje się w trosce o innych… i wtedy powoli odnajdujemy własny spokój.

Idź do oryginalnego materiału