Zatrzymamy się u ciebie na jakiś czas, bo nie mamy złotówki na wynajęcie mieszkania! powiedziała mi moja przyjaciółka.
Pamiętam tę historię sprzed lat, jakby zdarzyła się wczoraj. Mimo iż dziś moje włosy są siwe, w sercu wciąż jestem żywą, ciekawą świata kobietą. Skończyłam już 65 lat, ale przez życie szłam zawsze z werwą i ciekawością. Chciałam poznawać ludzi, zwiedzać nowe miejsca. Za oceanem nigdy nie byłam, ale cała Polska stała dla mnie otworem od Bałtyku po Tatry. Wakacje nad morzem, biwaki pod namiotem z przyjaciółmi, spływy kajakowe po Pilicy czy Bugu to wszystko było kiedyś na wyciągnięcie ręki, tanio i radośnie.
Dziś, gdy patrzę wstecz, widzę jak zmieniły się czasy. W tamtych latach ludzie byli bardziej serdeczni, łatwo nawiązywało się przyjaźnie na plaży w Sopocie czy w teatrze w Warszawie. Wiele spośród moich dawnych znajomych wciąż noszę w sercu, chociaż nasze drogi często się rozchodziły.
Pewnego razu w pensjonacie pod Gdańskiem poznałam kobietę o imieniu Bogusława. Przeżyłyśmy tam razem niezapomniane wakacje, a przyjaźń przetrwała lata choć głównie na papierze, w listach. I tak mijał czas, aż pewnego letniego popołudnia przyszedł telegram bez podpisu, tylko kilka słów: Pociąg przyjeżdża o trzeciej nad ranem. Spotkaj się ze mną!
Nie rozumiałam wtedy, kto mógł wysłać taki telegram. Razem z mężem Henrykiem nie mogliśmy się zdecydować na nocne wyprawy. Ale nad ranem, o czwartej, rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam je i po prostu zamarłam. Na progu stała Bogusława, z nią dwie dziewczyny Dorota i Mirosława, ich babcia Zofia oraz mężczyzna, jej brat Jan. Mieli ze sobą cały dobytek. Byliśmy z Henrykiem zaskoczeni, ale wpuściliśmy ich do mieszkania.
Bogusława od razu zapytała: Czemu nie przyszłaś na dworzec? Przecież wysłałam telegram, to nie kosztuje mało!
Przepraszam, ale nie podpisano go. Myślałam, iż będziemy dalej pisać listy…
Dałaś mi swój adres, to przecież jestem! odpowiedziała mi z pretensją.
Bogusława opowiedziała, iż Dorota właśnie skończyła szkołę i wybiera się na studia do Krakowa. Cała rodzina postanowiła ją wesprzeć, przyjeżdżając razem.
Nie mamy złotówki na wynajem mieszkania. Zamieszkamy u was!
Nie mogłam uwierzyć. Nie byliśmy rodziną znaliśmy się adekwatnie tylko z wakacji. Mimo zaskoczenia nakarmiliśmy gości choć gwałtownie okazało się, iż przynieśli kilka jedzenia i nie byli skłonni do gotowania. Korzystali z tego, co my mieliśmy, a ja stałam się domową gospodynią dla całej piątki.
Po trzech dniach nie wytrzymałam i poprosiłam ich, by znaleźli inne miejsce. Wywiązała się awantura Bogusława zaczęła tłuc talerze i krzyczeć.
Byłam w szoku. Reszta jej rodziny spakowała się, ale zdołali zwinąć mój ulubiony szlafrok, kilka ręczników, a choćby spory garnek po dziś dzień nie wiem, jak im się to udało.
Tak zakończyła się ta dziwna przyjaźń. I chociaż przez chwilę miałam zamęt w sercu, z perspektywy lat myślę: dobrze, iż to się skończyło. Nigdy więcej o niej nie słyszałam, nie widziałam Bogusławy ani jej rodziny. Zrozumiałam, iż nie każdy, kto prosi o pomoc, zasługuje na zaufanie. Od tamtych dni, dużo bardziej ostrożnie podchodzę do nowych ludzi.


![Od pakistańskich tradycji po tarantule na talerzu – niezwykła podróż seniorów z Kadzidła [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/kadzidlo_podroznik_kowalczyk.jpg)





