23 października 2025 r., dziennik
Dziś po raz kolejny poczułem, iż życie w naszym małym mieszkaniu przy ulicy Kwiatowej w Warszawie przybiera niepokojące obroty. Mój ojciec zmarł, kiedy miałem zaledwie trzynaście lat, a moja młodsza siostra, Kasia, wtedy miała trzy lata. Po jego odejściu nas zostawiła jedynie matka, Aneta, która pracowała jako sprzedawczyni w pobliskim supermarkecie. Bez wsparcia rodziców i po śmierci babci ze strony matki, którą utraciliśmy dwa lata wcześniej, nie mieliśmy już nikogo, kto mógłby nam pomóc.
Ojciec nie był dla nas dużą obecnością częściej krążył po warcobojach i rzadko bywał w domu, ale przynajmniej zapewniał nam pieniądze. Teraz po jego odejściu Aneta musi utrzymywać nas samą, a ja staram się pomagać, sprzątając, gotując i pilnując Kasi, kiedy nie ma nas w domu. Nie sprzeciwiałem się, gdy po roku od śmierci ojca matka wprowadziła do mieszkania nowego mężczyznę Nikolaja.
Nikolaj nie miał w domu miejsca, ale Aneta znów zaczęła się uśmiechać, wyglądała młodziej. Niestety, po kilku miesiącach zniknął, bo okazało się, iż jest żonaty i przyjechał tu jedynie w delegację. Sąsiadka Marta, z którą rozmawiała, tylko wzdychała: Anetko, masz dwójkę dzieci lepiej się nimi zajmować, niż biegać za obcymi mężczyznami.
Kolejnym gościem był pan Sergiusz Iwanowicz, który złośliwie nazywał matkę moją skowronką, a nas pisklętami. Wystarczyło mu pół roku, by odejść. Potem przyszedł cichy i uprzejmy Stanisław, który trwał trzy miesiące, po czym nastąpiła cisza.
Nie potrzebuję nikogo, powiedziała Aneta sąsiadce. Mam wspaniałe dzieci, będę je wychowywać i cieszyć się ich radością. To dało mi ulgę. Miałem szesnaście lat i marzyłem o studiach w Krakowie. Dzięki babci poszedłem do szkoły w wieku sześciu lat, więc nie mogłem wyjechać bez zgody mamy. Nie chciałem też zostawiać Kasi samej w domu, gdzie Aneta coraz częściej była zajęta mężczyznami.
Co ty, synu! wykrzyknęła, kiedy opowiadałem o planach pod koniec jedenastej klasy. Oczywiście jedź! Kasia i ja damy radę sama, choć pieniędzy trochę brakuje. Odpowiedziałem z podniesioną głową: Zadbam o siebie. Na pewno damy radę, zapewniła mnie mocno.
Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, iż mama nie zostawi mnie po prostu tak. Udało mi się dostać na uczelnię, zamieszkałem w akademiku, uczęszczałem na zajęcia i pracowałem wieczorami. Nie było lekko, ale byłem gotów na trudy.
Zrozumiałem jednak, iż tęsknię za matką i siostrą. Kasia patrzyła na mnie jak na boga, zawsze mnie słuchała. Gdy dowiedziała się, iż wyjeżdżam, płakała, a potem powiedziała, iż wszystko będzie lepsze i czeka mnie w domu.
Kilka miesięcy po wyjeździe Kasia zaczęła w telefonach brzmieć coraz bardziej przygnębiająco. Pewnego dnia rozłamaliśmy płacz, a ja, surowy jak nigdy, powiedziałem: Kochanie, przestań płakać i powiedz mi prawdę. Po pięciu minutach usłyszałem, iż po moim wyjeździe matka wprowadziła do domu swojego wujka Igora głośnego, pewnego siebie elektryka z małej firmki, który od razu uznał się za właściciela mieszkania.
Igor, łysy i rumiany, zachowywał się jak król nie tylko wobec matki, ale i wobec Kasi. Aneta stała się przed nim jak dywan, zapominając o córce. Kasia, mając już osiem lat, samodzielnie chodziła do szkoły dwa bloki od domu i sama wracała. Mama przestała odprowadzać ją na basen i do teatralnej pracowni: Chodź sama, przyzwyczajaj się do samodzielności. Igor twierdził, iż dziewczynka powinna sama gotować, prać i prasować, choć Aneta wciąż nie poddawała mu się w tych sprawach przynajmniej na chwilę.
Kasia nie mogła wychodzić z pokoju bez pozwolenia, kiedy Igor był w domu, i starała się go unikać. W pewnym momencie nie wytrzymałem i wykrzyknąłem: Co się stało z mamą? Zgubiła rozum?. Obiecałem jej, iż się zajmę.
Rozmowa z matką przerodziła się w konfrontację. Czy nie zasługuję na własne szczęście? zapytała, broniąc Igora. Igor to wspaniały mężczyzna, a Kasia to po prostu rozpuszczona dziewczynka, której trzeba wprowadzić dyscyplinę. Na co odpowiedziałem ostro: Mamo, czujesz się dobrze? Czy coś cię boli?. Czuję się świetnie, odparła, po czym dodała: Kasia trochę przesadza, tęskni za tobą i wyobraża sobie, iż powinna cię żałować.
Wciąż wątpiłem w jej słowa, ale nie miałem innego wyboru. Skupiłem się na nauce, próbując zdać semestr wcześniej i znaleźć pracę. Wciąż brakowało mi pieniędzy, mimo iż nie piłem, nie paliłem i nie ruszałem po klubach.
Udało mi się zdać wszystkie egzaminy, ale musiałem zrezygnować z oferty pracy, bo sytuacja w domu była nie do zniesienia. Kasia zadzwoniła, płacząc: Boję się go, on i mama kłócą się, a on chodzi po mieszkaniu w… w…. Próbowałem zaprzeczyć, ale obrazy, które wyświetlały mi się w głowie, były przerażające. Pierwszy autobus, jaki złapałem, zaniesie mnie prosto do domu, a tam zobaczyłem Igora krążącego po mieszkaniu niczym węzłów, patrzącego na mnie z góry i krzyczącego do matki: Twój syn przyszedł, a ty choćby nie nakryłaś mu stołu. Aneta uśmiechała się do niego, mówiąc: Już, Igorze, już wszystko będzie.
Nie podjąłem się picia z panem właścicielem. Zamiast tego usiadłem przy Kasi, której łzy już nie były ze smutku, ale z ulgą. Z uszu dochodziły mi słowa Igora do matki: Źle wychowałaś tego chłopaka, nie ma szacunku do starszych, a ona w przerażeniu coś mruczała.
Wystarczyło kilka dni, by przekonać się, iż Kasia nie wymyślała. Igor władał mieszkaniem, rozkazując, co i jak. Gdy próbowałem się sprzeciwić, krzyczałem: Nie mam zamiaru, żebyś mi tu diktował zasady!. Igor odpowiedział groźnym tonem: Zobacz, twój syn mnie nie szanuje, wyjaśnij mu.
Matka wkroczyła, wołając: Synu, koło mnie nie krępuj się, Igor też tu jest, możecie się dogadać, bo razem musimy żyć. Wtedy zapytałem: Zarejestrowałaś go w mieszkaniu?. Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszałem. Aneta odpowiedziała, iż nie pomyślałaby o niczym takim. Co z tego? Igor już ma czterdzieści lat, powinien mieć własne lokum! odparł Igor, a drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem. Igor, zdenerwowany, wyszedł, a matka próbowała go gonić, ale ja ją przytrzymałem.
Mamo, co się dzieje? Czy on cię oszukuje? Może powinniśmy iść do lekarza? zapytałem, patrząc jej w oczy. Co ty rozumiesz? Może po raz pierwszy w życiu kocham! I Igor mnie kocha! Myślisz, iż łatwo żyć bez męża? załamała się, płacząc.
Czułem się zagubiony. Litość wobec mamy, troska o Kasię i własne lęki mnie przytłaczały. Mimo to wiedziałem, iż muszę się pozbyć Igora. Nie pomogły żadne rozmowy, nie działały żadne błagania. Znalazłem więc inną drogę w internecie, wciąż pełnym odpowiedzi.
Mamo, albo wyrzucisz tego współlokatora, albo pójdę do sądu powiedziałem stanowczo. Jaki sąd? Igor mieszka tu legalnie odparła. Spójrz, zarejestrowałaś go, kiedy byłem nieletni, a teraz wszystko się zmieniło. Przemyśl to. Igor przez dwa dni nie pokazał się w mieszkaniu i w końcu wyprowadził się.
Matka patrzyła na mnie ze łzawymi oczami, potem zaczęła znikać w domu, by prawdopodobnie spotykała się ze swoim kochankiem. Zdecydowałem się na studia zaoczne i podjąłem pracę w Krakowie, by nie zostawiać ich samych. Mam nadzieję, iż Aneta kiedyś się otrząsnie, a ja będę mógł wrócić, kiedy będzie to potrzebne.
Zapisuję to, bo teraz wiem, iż nie wszystko da się rozwiązać siłą, ale trzeba szukać wyjścia, choćby jeżeli jest to droga przez sąd, internet i własną determinację.
Z wyrazami zmęczenia, ale i nadziei,
Szymon.












