Wpędziłem się na własne życzenie
Tata, a co to za nowe ozdoby? Zamieniłeś się w kolekcjonera antyków? Justyna patrzyła z niedowierzaniem na białą, szydełkową serwetę leżącą na jej komodzie. Nigdy nie sądziłam, iż gustujesz w starociach. Twój styl to zupełnie jak babcia Zofia
Ojej, Justynko! Co Ty tu robisz bez zapowiedzi? Andrzej Stanisław wyszedł z kuchni. My… to znaczy ja, Ciebie tu nie oczekiwałem
Ojciec próbował wyglądać beztrosko, ale w oczach miał wyraźne poczucie winy.
Widzę, iż nie czekałeś burknęła Justyna, marszcząc brwi, gdy ruszała do salonu, gdzie czekały ją nowe niespodzianki. Tata… Skąd to wszystko? Co tu się dzieje?
Nie poznawała swojego mieszkania.
Kiedy dostała to lokum po babci, wyglądało przygnębiająco: stara peerelowska meblościanka, ciężki telewizor na obdrapanej szafce, zardzewiałe kaloryfery, miejscami odpadająca tapeta… Ale to było jej własne mieszkanie.
Miała zgromadzone drobne oszczędności, więc wyłożyła je na remont. Nie byle jaki postawiła na skandynawską prostotę i jasność kolorów, które optycznie powiększały dwupokojowe mieszkanie. Pieczołowicie dobierała dodatki, zasłony, mięciutkie dywany
Teraz zamiast jej gęstych, niemal nie przepuszczających światła zasłon, wisiała zwykła nylonowa firanka. Włoska sofa była zawalona syntetycznym kocem w tygrysie paszcze. Na ławie stał różowy plastikowy wazon z równie rażąco różowymi sztucznymi różami.
Ale to był dopiero początek. Najgorsze były zapachy. Z kuchni dochodził tłusty aromat smażonej ryby. Unosiła się woń papierosów. A przecież ojciec nie palił
Justynko, rozumiesz… Andrzej wreszcie przemówił. Sprawa jest taka… Nie jestem tutaj sam. Chciałem Ci powiedzieć wcześniej, ale jakoś nie wyszło.
Jak to nie sam? zdębiała Justyna. Tata, przecież tak się nie umawialiśmy!
Kochana, przecież musisz zrozumieć, iż po rozstaniu z mamą moje życie się nie skończyło. Jestem jeszcze młody, choćby emerytura mi nie przysługuje. Czy nie mam prawa do własnego życia?
Justyna oniemiała. Ojciec oczywiście miał prawo do związku. Ale nie w jej mieszkaniu!
Rodzice rozstali się rok temu. Mama przyjęła zdradę ojca ze stoickim spokojem, jakby pozbyła się ciężaru, i oddała się samorozwojowi. Otaczała się tyloma przyjaciółkami, iż na smutek nie miała czasu.
Ojciec załamał się. Wrócił do kawalerki, w której mieszkał przed ślubem, i przeraził się. Przez dziesięć lat wynajmował ją lokatorom, aż jeden z nich zasnął z papierosem, co skończyło się pożarem. Nie miał pieniędzy na remont, więc zapomniał o mieszkaniu, nie sprzedawał go, ale i nie planował wracać.
Żyć tam się adekwatnie nie dało. Pokryte sadzą ściany, powybijane okna, pleśń na parapetach… To miejsce bardziej przypominało katakumby niż mieszkanie.
Justynka, nie wiem jak mam tam żyć… żalił się wtedy. To niebezpieczne. Do zimy z remontem się nie wyrobię. choćby pieniędzy nie mam tyle, żeby wszystko od razu zrobić. No trudno, zmarznę Los tak chciał.
Nie wytrzymałem wtedy. Nie mogłem patrzeć, jak ojciec człowiek, który mnie wychował żyje w takich warunkach. jeżeli coś by się stało? A moje mieszkanie akurat nie było używane dopiero co się ożeniłem i przeprowadziłem do żony. Po złych doświadczeniach ojca z wynajmem, choćby nie rozważałem takiej opcji.
Tata, zamieszkaj chwilowo u mnie zaproponowałem. Wszystko jest już gotowe, pełen komfort. Powoli sobie zrobisz remont, a potem się przeniesiesz. Tylko jedno zastrzeżenie: żadnych gości.
Można? aż się zaskoczył. Justynko, jesteś wspaniała! Uratowałaś mnie. Obiecuję, będzie cicho i spokojnie.
Cisza względna.
Podczas gdy rozmyślałem o tej rozmowie, w łazience otworzyły się drzwi i buchnęła para. Wypłynęła z niej kobieta około pięćdziesiątki, w moim ulubionym szlafroku. Praktycznie go na sobie nie miała.
O, Andrzejku, mamy gości? zachrypiała wyraźnie przepalonym głosem i pobłażliwie się uśmiechnęła. Mogłeś uprzedzić, jestem w domowym stroju.
Kim Pani jest? zmrużyłem oczy. I dlaczego w moim szlafroku?
Jestem Grażyna, ukochana Twojego ojca. A Ty się tak denerwujesz… Co za różnica, szlafrok wisiał nieużywany.
Złość aż mnie przytłoczyła.
Proszę natychmiast zdjąć wycedziłem.
Justyna! ojciec jęknął, stając pomiędzy nami. Nie zaczynaj awantury! Grażynka tylko
Grażynka założyła cudzą rzecz w cudzym domu! przerwałem mu. Tata, co Ty wyprawiasz? Przyprowadziłeś tu kochankę i pozwalasz jej grzebać w moich rzeczach?!
Grażyna teatralnie przewróciła oczami i usiadła dostojnie na tygrysim kocu w salonie.
Jaka z Ciebie chamka rzuciła. Gdybym była Twoim ojcem, nie wahałabym się użyć paska, mimo wieku. Jak Ty się zwracasz do rodzica?! To, iż Twój ojciec żyje z kimś innym, nie powinno Cię obchodzić, dziewczyno.
Zatkało mnie. Obca kobieta, na mojej kanapie, strofuje mnie jak szczeniaka.
Nie powinno, zgodziłem się. Dopóki nie dzieje się to w moim domu.
W Twoim? Grażyna uniosła brwi i spojrzała pytająco na ojca.
Ojciec stał wbity w ścianę, przerażony, a spojrzeniem wodził od rozwścieczonej córki do bezczelnej partnerki. Liczył, iż burza sama zniknie, ale prognozy pogarszały się dla niego z każdą chwilą.
Ach… Tata nie powiedział Pani tego? uśmiechnąłem się zimno. Więc ja powiem: On tu jest gościem. Mieszkanie i wszystko w nim należy do mnie. Zaprosiłem go na chwilę, ale nie sądziłem, iż będzie przyprowadzał swoje ukochane kobiety.
Grażyna poczerwieniała.
Andrzej?… lodowatym tonem zapytała. Co ona wygaduje? Mówiłeś, iż to Twoje mieszkanie. Okłamałeś mnie?
Ojciec skarlał przy ścianie, uszy mu się czerwieniły ze wstydu.
No… Grażynko, nie tak to rozumiesz. Mam swoje mieszkanie, tylko nie to. Nie chciałem Cię zamęczać szczegółami.
Nie chciałeś?! No pięknie! Przez Ciebie teraz słyszę takie fochy!
Kończyła mi się cierpliwość.
Proszę wyjść powiedziałem cicho.
Słucham? Grażyna zamarła.
Proszę wyjść. Oboje. Daję wam godzinę. jeżeli nie wyjdziecie w tym czasie, zajmę się tym zgodnie z prawem. Wpuściłem Was do domu…
Zmierzałem już do wyjścia, gdy ojciec w końcu oderwał się od ściany i rzucił do mnie:
Córciu, nie wyrzucisz własnego ojca na bruk? Przecież wiesz co się dzieje w moim mieszkaniu! Przecież zamarznę!
Ojciec chwycił mnie za rękaw. Serce mi się ścisnęło. Przypomniałem sobie dzieciństwo, poczucie obowiązku i żal wobec niemal staruszka… Chwila zawahania ścisnęła mi gardło.
Patrzę na Grażynę.
Siedzi w moim szlafroku, noga na nogę, patrzy na mnie z jadowitą wrogością. W sekundę wszelkie wątpliwości znikają. Nie zareaguję jutro ta pani zmieni zamki i tapety.
Tata, jesteś dorosły. Wynajmij sobie mieszkanie powiedziałem, wyrywając rękę. Sam jesteś sobie winien. Umawialiśmy się, iż będziesz mieszkał sam, a Ty przyprowadziłeś obcą kobietę, pozwoliłeś jej grzebać w moich rzeczach i zrobiłeś tu bałagan…
No to zadław się tym mieszkaniem! warknęła Grażyna. Chodź, Andrzeju. Nie daj się jej poniżać. Wychowałeś niewdzięcznicę…
Pół godziny pakowania i po sprawie. Ojciec wyszedł milczący, zgarbiony jak starzec. Jego wzrok jak zbitego psa zapamiętam na zawsze. Ale wytrwałem, nie drgnąłem.
Gdy zostali sami, otworzyłem wszystkie okna, żeby wywietrzyć rybę, papierosy i tanie perfumy. Zebrałem szlafrok i wszystko, czego dotknęła Grażyna. Wyrzuciłem na śmietnik. Nazajutrz zamówiłem sprzątanie i wymianę zamków. Czułem odrazę do wszystkiego, co ta kobieta ruszyła. Zwłaszcza szlafroka.
Minęły cztery dni.
W moim mieszkaniu znowu nie było żadnych zbędnych śmieci, sztucznych kwiatów, niemiłych woni. Oczywiście mieszkałem przy żonie, ale ta świadomość była bardzo kojąca.
Z ojcem nie rozmawiałem. Czwartego dnia zadzwonił sam.
Halo? odebrałem z wahaniem.
No i co, Justyna… bełkotliwym głosem zaczął ojciec. Zadowolona jesteś? Grażyna mnie zostawiła. Odeszła…
O, to niespodzianka odpowiedziałem z przekąsem. Zaraz zgadnę: przyszła, zobaczyła prawdziwe mieszkanie, uznała, iż trzeba harować i uciekła?
Ojciec pociągnął nosem.
Tak… Kupiłem grzejnik. Spałem na dmuchanym materacu. Wytrzymała trzy dni… Potem nazwała mnie biedakiem i oszustem. Spakowała się i wyjechała do siostry. Powiedziała, iż straciła tylko czas… Ale my się przecież kochaliśmy, Justyna!
Jakie tam kochanie? Ty szukałeś wygody, ona też. Po prostu oboje się przeliczyliście.
Zapadła cisza. Wiedziałem, iż jeszcze nie skończył.
Źle mi tu samemu, córciu wyszeptał. Tu strasznie… Mogę wrócić? Będę sam, obiecuję! Przysięgam!
Opuszczam wzrok. Ojciec siedzi tam w tej ruinie i chłodzie. Ale tę ruinę sam sobie zgotował: zdradził mamę, okłamał mnie, potem zmanipulował Grażynę.
Żal mi go. Ale wiem, iż to współczucie może zatruć nas oboje.
Nie, tato. Nie wpuszczę Cię odpowiedziałem. Wynajmij fachowców, zrób remont, naucz się żyć w warunkach, które sobie sam stworzyłeś. Mogę jedynie polecić porządną ekipę. Jak będziesz potrzebował, zadzwoń.
Odłożyłem słuchawkę.
Brutalne? Może. Ale nie chcę już, by ktoś zostawiał plamy na moim szlafroku i duszy. Czasem brudu nie da się usunąć można go jedynie nie dopuścić do swojego życia.
Tak nauczyłem się, iż dom i granice trzeba chronić nikt nie zrobi tego za nas.













