Zapomnij o Mnie Na Zawsze

newsempire24.com 1 dzień temu

Zapomnij, iż kiedyś byłaś mamą, rzekła, jakby odcięła, moja córka Jadzia. Wszystko szło w strzałce w górę. Litość wypełniała mnie zarówno wobec córki, jak i byłego męża.

Uważano nas za przyzwoitą rodzinę. W niej panowały miłość, zrozumienie i wsparcie. Jednego dnia wszystko runęło jak domek z kart. Jadziemu dopiero co skończyło się piętnaście lat trudny okres. A tata odchodzi do innej kobiety! Jak to zrozumieć, przyjąć? I Jadzia zeszła na pochyłą. Podejrzane firmy, podejrzani chłopaki, alkohol

Ja też nie wiedziałam, co zrobić z powrotem wracającym mężem. Wypędzić go czy wybaczyć? Wybaczyć, a potem żyć, ciągle podejrzewając o wszystko Nie ma odpowiedzi.

Mój Sławek potrafił kochać. Znałam go od ławki szkolnej. Zaczynał zaloty tak pięknie, iż zachwycał i zdumiewał. Zakochałam się w nim po uszy. Innych kandydatów na męża nie brałam pod uwagę. Sławek i tylko on! Rodzice przyjęli mój wybór, mówiąc, iż lepszego zięcia nie znajdą.

Weseliliśmy się w przepychu, którego nie zapomni się przez całe życie.

Potem nadeszły codzienne chwile. Sławek zawsze chciał je ubarwić. Wróciłam z pracy, a nasze łóżko było posypane płatkami róż. Zdziwiłam się.

Po co ta ozdoba? całuję go w policzek.

Pamiętasz, Jadzia? Tego dnia usiadłem przy twoim biurku i poznaliśmy się bliżej, zaśmiał się Sławek.

O Boże, nie wymyślaj! odrzuciłam, choć serce mi podskakiwało. Mąż pamięta drobne momenty życia. Taki mam mąż złoto

Sławek wrócił z delegacji z gówną kremów do twarzy.

Jadzia, każda buteleczka ma swoją instrukcję, każdy słoiczek scrubu ma swój opis. Teraz ci wszystko opowiem. Odłóż patelnie i garnki. Potrzebuję zadbane żony, nie kucharki, zasiedlił mnie na kanapie obok siebie.

Czas mijał, a Sławek pozostawał czuły, troskliwy i uprzedzający. Byłam dumna z męża. Jadzia go uwielbiała.

Mieliśmy wspólny, tak nazwijmy, rodzinny biznes. Szło całkiem nieźle, prosperowaliśmy. Nie odmawialiśmy sobie niczego. Mieszkało się po prostu wesoło.

Wtedy musieliśmy przenieść się do innego miasta do Warszawy. Tam otworzyły się lepsze perspektywy. Zostawiliśmy wszystko, co mieliśmy, i ruszyliśmy podbijać nowe horyzonty.

Biznes rósł i się rozrastał. Poznaliśmy jedną bizneswoman, Karolinę, której firma prosperowała. Nawiązaliśmy współpracę. Gdybym wtedy wiedziała, jak to się skończy, nie odwróciłabym się od niej.

Wciąż było pięknie i bajecznie. Z Sławkiem postanowiliśmy powiększyć rodzinę planowaliśmy drugie dziecko. Naivnie

Pewnego dnia Jadzia wróciła ze szkoły i ostrożnie spytała:

Mamo, czy tata naprawdę jest w delegacji?

Oczywiście, co ty, są inne opcje? odpowiedziałam, nie mając pojęcia.

Bo Wiktoria widziała go w supermarkecie. Mogła się mylić, odparła Jadzia, uciekając do swojego pokoju.

Zaczęłam się zastanawiać. Wiktoria, przyjaciółka córki, nie mogła pomylić Sławka z nikim. Była stałym gościem w naszym domu.

Zadzwoniłam do Wiktorii:

Halo, Wiktoria! Co słychać? Spotkałaś dziś w sklepie wujka Sławka? Nie mogę do niego zadzwonić, podpytałam z przymrużeniem.

Tak, ciociu Jadzio, spotkałam. Wujek Sławek był z jakąś dziewczyną. Przytulali się i głośno się śmiali, barwnie relacjonowała Wiktoria.

A mój Sławek, nawiasem mówiąc, był już piąty dzień w drodze.

Dobra, poczekam na rozwikłanie.

Po trzech dniach przywitał się Sławek, zmęczony, ale wesoły.

Jak delegacja? Udało się? zaczęłam zakręcać śrubki.

Tak, w porządku, odpowiedział krótko.

Wiem wszystko, Sławek! Nie było żadnej delegacji! Kłamiesz! wykrzyknęłam.

Skąd to wzięłaś, Jadzio? odparł Sławek.

Mamy świadków twojej jawnej kłamstwa, wtrąciłam.

Jadzia, najpierw nakarm męża w drodze, a potem nie gnij w złości, przekręcił to w żart Sławek.

Chciałam, by to była tylko zabawka, przypadek, bzdura! Ale czułam, iż to prawda. Nie było wątpliwości. Co się stało? Straciłam ukochanego, nie dopilnowałam go, nie ochroniłam.

Między nami zawisła niewypowiedziana niepewność, napięcie, niezrozumienie. Jadzia wyczuwała, iż w rodzinie nie ma zgody. Dzieci od razu wyczuwają i czują zmiany w relacjach rodziców.

Nie chciałam drążyć męża, przeszukiwać brudnych skarpet. Co ma być, niech będzie. Sławek nie odszedłby, wiedząc, iż jestem w ciąży.

Los jednak był nieubłagany. Zaniesiono mnie ambulansą do szpitala. Wyszłam stamtąd bez dziecka. Poronienie. Lekarz tłumaczył to stresem. No tak! Czułam się jak odsłonięty przewód elektryczny.

Sławek odpuścił ręce. niedługo odszedł do tej bizneswoman. Powiedziałabym, iż była jeszcze sprytna.

Pozostałyśmy tylko ja i Jadzia. Płakałyśmy i płakałyśmy. Ziemia uciekała spod nóg. Świat się trząsł. Nie chciałam żyć. Gdyby nie Jadzia, rozstałabym się z życiem.

Wyobraziłam sobie, jak Jadzia będzie cierpieć sama! Jak obarczyć tak delikatną duszę? Złamać serce? Nie dam tego! Dziękuję córce, iż nie pozwoliła mi popełnić grzechu. Jadzia, widząc mój rozpaczony stan, starała się być przy mnie. Zbliżyłyśmy się w tym trudnym czasie.

Dziecięce nocne wpadki się skończyły. Jadzia nagle stała się cicha i powściągliwa. Musiała ratować matkę.

Musiałam się na nowo nauczyć żyć, oddychać, rozmawiać z ludźmi.

Po dwóch latach pojawił się mój były mąż. Nie mogłam na niego patrzeć. Stał się dla mnie odrażający. Zbyt wiele bólu Sławek zadał naszej córce i mnie. To się nie wybacza.

Oczywiście wpuściłam tego zbłąkanego męża do domu. Co powie? Co da? Teraz łączyła nas tylko Jadzia. Nic więcej. Wszystko przeszło jak woda w piasek bez śladu.

Stoimy, milczymy, jak obcy i niemi.

Jak się macie, Jadzia? pyta głupi Sławek.

A to cię obchodzi? Co cię tak nagle zainteresowało naszą rodziną? drwię.

Jadzia w domu? najwidoczniej szukał w córce wsparcia.

Jadzia niechętnie wyszła z pokoju, złożyła ręce na klatce i patrzyła na tatę z pogardą.

Jadzia, kochanie, wybacz mi, proszę! był żałosny.

Zapomnij, iż kiedyś byłaś mamą! wróciła Jadzia do swojego pokoju.

Powtórzyć? drwiłam z byłym mężem.

Sławek odszedł.

Nasze wspólne znajomi powiedzieli mi, iż kochanka Sławka zabrała mu cały biznes i został z niczym. Dlatego wracał do nas, licząc na wybaczenie i przyjęcie.

Trzy lata minęły. Jadzia studiowała na uniwersytecie, ja pracowałam w dużej firmie. Mieszkałyśmy spokojnie, bez namiętności i cierpień. Cały spokój.

Znowu snułam nierealne plany. Chciałam wydać Jadzię za dobrego chłopaka i spokojnie czekać na emeryturę. Pomyślałam, iż kupię kotka albo pieska i będę się nim opiekować. Czego jeszcze potrzebuję do szczęścia? Miałam wtedy 37 lat.

Los uśmiechnął się do mnie.

Do naszej firmy często przybywały delegacje z Turcji. Jeden z tureckich gości, Fikri, zaczął mi dawać niejednoznaczne sygnały. Zataczał mnie komplementami, rozpieszczał, podsuwał zielone trawki. Poddałam się tej przygodzie.

Szczerze mówiąc, ten nietypowy Turczyn bardzo mi się podobał. Inteligentny, przystojny, uprzejmy. niedługo wzięliśmy ślub.

Fikri urzekał moich rodziców. Mama i tata najpierw byli zszokowani, iż ich zięć jest cudzoziemcem, ale Fikri serwował im tureckie potrawy, żartował celnie, zapraszał ich do Ankary i rodzice pobłogosławili nasz związek.

Najważniejsze było dla mnie błogosławieństwo córki. Bo miałam przeprowadzić się do męża w jego ojczyźnie. Jadzia, patrząc na mnie rozpromienioną i zakochaną, oczywiście przyznała zgodę.

Mamusiu i Fikri, bądźcie zawsze szczęśliwi!

Z czasem Jadzia wybaczyła nieodpowiedzialnego tatę i choćby zaprosiła go na własny ślub.

Idź do oryginalnego materiału