Po co wam ten kredyt na mieszkanie? Przecież możecie zamieszkać z nami! Oddamy wam nasz dom w przyszłości! rzuciła mi moja teściowa, Barbara.
Od jakiegoś czasu Barbara bardzo stara się namówić mnie i mojego męża, Krzysztofa, żebyśmy nie brali kredytu hipotecznego. Twierdzi, iż skoro Krzysiek jest ich jedynym synem, to i tak po nich odziedziczy dom. Tyle iż ona ma dopiero czterdzieści pięć lat, a mój teść, Marek, czterdzieści siedem. Daleko im do emerytury czy przekazania majątku!
My oboje mamy po dwadzieścia pięć lat. Pracujemy i stać nas na wynajem mieszkania, ale do własnego nas jeszcze nie ciągnie. Szczerze mówiąc, nie chcę, żeby nasze relacje z rodziną Krzyśka popsuły się przez codzienne domowe sprawy i konflikty.
Rodzice Krzyśka bardzo naciskają na wspólne mieszkanie. Moi rodzice, Teresa i Kazimierz, też mają spore trzypokojowe mieszkanie, ale nie wyobrażam sobie zamieszkać na ich terytorium bo jednak zawsze będę tam trochę jak gość. Tak samo nie czułabym się do końca swobodnie u teściów.
Gdy wybuchła pandemia, właścicielka tego mieszkania, które wynajmowaliśmy, poprosiła nas o wyprowadzkę jej siostrzenica z rodziną potrzebowała miejsca. Nie byliśmy w stanie w dwa tygodnie znaleźć nic sensownego, więc tymczasowo przeprowadziliśmy się do teściów. Przyjęli nas bardzo ciepło, teściowa nie wywierała presji, nie czepiała się przesadnie no, poza drobnymi uwagami, jakby nigdy nie robiłam nic adekwatnie według jej zasad. Ale nie była złośliwa.
My już od jakiegoś czasu rozmawialiśmy o kredycie hipotecznym i wtedy uznaliśmy, iż to chyba odpowiedni moment. Postanowiliśmy jak najwięcej odłożyć i ruszyć z tematem, póki mamy szansę. Oczywiście chciałam jak najszybciej wyprowadzić się z domu teściów, bo mieszkanie na wynajem wymagało dłuższego czasu oszczędzania na wkład własny, a tu odpadały nam koszty najmu.
Marek i Barbara nie wtrącali nam się do życia, ale mają swoje zwyczaje, tak inne od tych moich czy Krzyśka. Musieliśmy się dostosować w końcu to ich dom, ich zasady. Na co dzień niby nic wielkiego, ale mimo wszystko czułam, iż nie jestem u siebie.
Od pierwszych dni Barbara całkiem odsunęła mnie od kuchni. Powiedziała, iż kuchnia to jej królestwo i tylko ona tam rządzi. Szczerze, miałam z tym problem potrawy były pełne przypraw, cebuli, a ja takich rzeczy nie jadam. Próbowałam sama sobie coś ugotować, ale wtedy teściowa się obraziła, iż robię z niej kiepską gospodynię.
Co piątek Barbara robiła wielkie porządki. Całe mieszkanie sprzątała po pracy, a my z Krzyśkiem marzyliśmy wtedy tylko o odpoczynku po ciężkim tygodniu. Nie rozumiałam, czemu nie robi tego w sobotę czy niedzielę powiedziała, iż weekend jest od relaksu. Takich drobiazgów było mnóstwo, ale pocieszałam się myślą, iż to tylko sytuacja przejściowa.
Umówiliśmy się z Krzyśkiem, iż nie zdradzimy rodzicom, iż oszczędzamy na własne mieszkanie. Płaciliśmy połowę rachunków za prąd i gaz, dorzucaliśmy się do zakupów, a resztę pieniędzy odkładaliśmy na konto. Pewnego dnia rozmawialiśmy o samochodzie, który właśnie kupił kuzyn Krzyśka. Marek zasugerował, iż powinniśmy też pomyśleć o własnym aucie, ale Krzysiek powiedział, iż bardziej zależy nam na swoim mieszkaniu.
Ile trzeba odkładać, żeby sobie kupić mieszkanie? zapytał Marek. Krzysiek odparł, iż zbieramy na wkład własny do kredytu hipotecznego.
Po co wam kredyt na mieszkanie? Zamieszkajcie z nami, przecież oddamy wam dom! znowu powtórzyła Barbara.
Próbowaliśmy tłumaczyć, iż chcemy być na swoim, iż to istotny krok, a oni mówili, iż to głupota, bo przecież zaoszczędzimy mnóstwo pieniędzy nie płacąc bankowi. Jak Barbara dotarło, iż nie przekona nas tak łatwo, zaczęła z kolei mówić, iż powinniśmy myśleć o dzieciach, nie o kredytach.
Codziennie słyszeliśmy jej argumenty o życiu pod wspólnym dachem. Jej uwagi nie ruszały mnie aż tak, ale Krzysiek coraz częściej powtarzał, iż może mama ma rację. W końcu powiedział mi:
Nie musimy brać tego kredytu. Spokojnie będziemy żyć, bez kłótni, a dom dostaniemy.
Za pięćdziesiąt lat, chyba rzuciłam mu z wyrzutem.
Po tej rozmowie Krzysiek zaczął opowiadać, iż jego rodzice się starzeją, mogą potrzebować opieki, a kredyt hipoteczny nas tylko uwiąże na lata. Zwłaszcza, jak kiedyś będę na urlopie macierzyńskim.
A ja tak bardzo chciałabym już mieć własny kąt, żyć na swoim, być panią domu, a nie czekać, aż Barbara przekaże mi kuchnię albo cały dom.








