Zamieszkają u ciebie tylko na chwilę – czyli jak „rodzinny obowiązek” zamienił własny dom w pole bitwy o granice i szacunek

twojacena.pl 9 godzin temu

Słuchaj, córeczko, mam sprawę…

Małgorzata przygotowała się na długą rozmowę. Kiedy mama zaczynała tak miękko, z rozciągniętym słuuuu-chaj nie zwiastowało to niczego dobrego.

Pamiętasz Kaśkę, córkę cioci Marii? No, tę moją kuzynkę z Grodziska? W sumie to też jakaś tam twoja siostra.
Jakaś tam… Mamo, widziałam ją raz, na pogrzebie babci, z dziesięć lat temu.
Ale przecież to rodzina! Rodzina to świętość. Więc u nich nieszczęście. Wyrzucają ich z wynajmowanego mieszkania. Właściciel sprzedaje lokal. Wyobrażasz sobie?

Małgorzata uciskała grzbiet nosa. Za oknem rozlewała się szara, warszawska zima, a kawa w filiżance stygnie tak nieubłaganie, jak jej cierpliwość.

Mamo, współczuję. Ale co ja mam do tego?
Małgosiu! Masz przecież duże mieszkanie, sama tam mieszkasz. Mogliby u ciebie zamieszkać na chwilę, miesiąc, może dwa, póki coś znajdą…
Nie.

To słowo wymknęło się szybciej niż mogła pomyśleć.

Jak to nie? mama aż się zdziwiła jej bezpośredniością. choćby mnie nie wysłuchałaś!
Mamo, nie zamierzam wpuszczać do mieszkania ludzi, których praktycznie nie znam. Tym bardziej z dzieckiem. Tym bardziej na niewiadomo jak długo.
Przecież mówiłam to tymczasowe! Maksimum dwa miesiące. Kaśka pracuje, jej mąż też, zarobią na kaucję i się wyprowadzą. Małgosiu, mają siedmioletnią Olkę. To dziecko, jak nie pomożesz, zostałyby na ulicy!
Niech wynajmą pokój. Hostel. Hotel. Cokolwiek.
Za co? Zostają bez pieniędzy! Właściciel ich wyrzuca, rozumiesz? Od razu na bruk!
Mamo, to nie mój problem.

Mama niespodziewanie zaczęła płakać. Nie na pokaz, cicho, z urywanymi westchnieniami. Małgorzata zamknęła oczy.

Nie poznaję cię, mówiła płacząc Moja córka taka… zimna, obca. Ludzie bliscy w biedzie, a tobie wszystko jedno.
To nie są dla mnie bliscy. To twoja rodzina.
A więc i twoja! Zapomniałaś już, co znaczy rodzina? Co znaczy być dla swoich?
Mamo, pracuję z domu. Potrzebuję ciszy. Potrzebuję przestrzeni. Nie mogę żyć z obcymi.
Chwilowo! Boże, co ci szkodzi? Masz trzy pokoje! Trzy! Siedzisz sama jak pustelnik. choćby kota nie masz. Przynajmniej byłby pożytek z tej kawalerki…
Pożytek jest. Mieszkam tu.
Egoistka, mama łkała. Wychowałam egoistkę. Nie sądziłam, iż własna córka odmówi rodzinie jednego chleba.
Nie odmawiam chleba. Odmawiam wpuszczenia obcych do swojego domu.

Rozmowa zataczała dzikie koło. Mama wracała do tych samych argumentów, Małgorzata do tych samych kontrargumentów. Po około czterdziestu minutach Małgorzata przyłapała się na tym, iż już dwa razy zgodziła się pomyśleć. Potem padło: w sumie może można spróbować…

Ale tylko miesiąc, powiedziała w końcu. Maksymalnie dwa. jeżeli coś pójdzie nie tak, wyprowadzą się od razu.
Oczywiście! Małgosiu, dziękuję! choćby nie wiesz, ile dla mnie znaczysz!

W środku rozlewała się mdłość. Nie fizyczna, inna, ta która przychodzi, gdy wiesz, iż zrobiłaś coś przerażająco głupiego.

…Następnego dnia dzwonek zadzwonił o szóstej rano. Małgorzata zaspana, rozdrażniona, otworzyła drzwi i cofnęła się przed nawalaną lawiną walizek, toreb, kartonów i wrzaskiem dziecka.

Małgosiu! Światełko! Kaśka wpadła do przedpokoju i cmoknęła gospodynię w policzek. Dziękujemy-dziękujemy! Ratujesz nam życie!
Za nią wszedł wysoki mąż w bluzie i siedmioletnia Ola, która natychmiast zaczęła eksplorować mieszkanie.

Rafał, przynieś tę największą walizę! zawołała Kaśka.

Małgorzata doliczyła się ośmiu walizek, pięciu pudeł i trzech ogromnych, plastikowych kontenerów. Jak na kilka tygodni całkiem dużo.

gwałtownie się ogarniemy, zapewniła Kaśka. Nie będziesz nas choćby zauważać.

…Pierwsze dwa tygodnie upłynęły w kontrolowanym chaosie. Małgorzata ukrywała się w swoim pokoju, pracowała w hałasie telewizora z salonu i tłuczącej się Olki po korytarzu. Przekonywała siebie, iż to tymczasowe. Da się wytrzymać.

Potem Kaśka przestawiła meble w kuchni. Bo tak wygodniej. Rafał zamienił balkon w strefę relaksu. Ola złamała klamkę od łazienki i nikt nie zamierzał jej naprawić.

Kaśka, Małgorzata wyłapała ją w kuchni. Musimy pogadać. Mieszkacie tu już prawie miesiąc. Jak idzie szukanie czegoś?
Szukamy, szukamy… odparła Kaśka, nie odrywając wzroku od telefonu. Wszystko takie drogie teraz, nie uwierzysz. Ale znajdziemy, nie martw się.
Chcę konkretny termin.

Kaśka podniosła wzrok. Coś niewidzialnego w jej oczach się zmieniło.

Małgosiu, dokąd mamy pójść? Na ulicę? Z dzieckiem?
Nie mówię o ulicy. Po prostu…
Szukamy! Kaśka podniosła głos. Co jeszcze chcesz? Żebyśmy spali na Dworcu Centralnym?

Z pokoju wyszedł Rafał.

Jakieś problemy?

Małgorzata spojrzała na nich oboje. Na ich twarze, już nie wdzięczne, już nie skrępowane.

Nie, powiedziała. Żadnych problemów.

I zamknęła się w swoim pokoju.

…Oczywiście, problemów było coraz więcej. Rafał okupował łazienkę zawsze wtedy, gdy Małgorzacie akurat zaczynały się zdalne konferencje z klientami. Kaśka przełożyła jej jedzenie na dolną półkę lodówki, swoje wkładając jak najwyżej, bo wygodniej wyciągać. Ola nauczyła się puszczać bajki na cały regulator o szóstej rano w weekend.

Małgorzata pracowała w kratkę. Zasypiała przy mamrotaniu telewizora. Budziły ją trzaski Rafał coś wyrzucał z przedpokoju.

…Kiedyś wróciła z Lidla, a jej biurko było zawalone zabawkami Olki. Kaśka siedziała w jej fotelu i przewijała coś w telefonie.

A, już jesteś, rzuciła, nie wstając. Słuchaj, szybciej by się przydał internet. Ten twój ledwo chodzi.
To mój gabinet do pracy.
No i co? Ola nie ma gdzie się bawić. W pokoju za ciasno.

Małgorzata w milczeniu zebrała zabawki i wyniosła do przedpokoju. Kaśka prychnęła, ale się nie odezwała.

Wkrótce przyszła faktura za czynsz. Kwota dwukrotnie wyższa niż zwykle. Małgorzata położyła rachunek na kuchennym stole, gdy wszyscy jedli kolację.

Musimy porozmawiać o kosztach.

Rafał żuł kotleta, nie podnosząc wzroku. Kaśka kroiła ziemniaki.

Jakie koszty?
Media. Was jest troje, ja jedna. Wypada podzielić się chociaż rachunkami.

Kaśka odłożyła widelec.

Małgosiu, chyba żartujesz! Przecież jesteśmy rodziną. Chcesz z nas pieniądze ściągać?
Chcę podzielić koszt rachunków. To normalne.
Normalne? Rafał podniósł w końcu wzrok. Normalnie to się rodzinie pomaga. A nie wyciąga złotówki od ludzi w potrzebie.
Mieszkacie tu dwa miesiące. Bezpłatnie. Korzystacie z mojego internetu. Nie mówię choćby o czynszu tylko o mediach.
Wiesz co, Kaśka wstała, jeżeli ci żal paru groszy, powiedz to wprost. Nie musisz grać wielkiej dobrodziejki.

Małgorzata patrzyła, jak wychodzą z kuchni. Ola zgarnęła ostatni kawałek chleba. Rafał mruknął przez zęby: Dusigrosz.

Siedziała w kuchni do północy. Myślała. Przypominała sobie słowa matki o rodzinnych obowiązkach. Liczyła, ile wydała na nieproszonych gości. Zastanawiała się, ile jeszcze wytrzyma.

Następnego ranka weszła do salonu, gdzie Kaśka z Rafałem oglądali telewizję.

Macie tydzień.

Kaśka choćby się nie odwróciła.

Co?
Tydzień na znalezienie mieszkania i wyprowadzkę.

Oboje się odwrócili.

Zwariowałaś? Rafał zerwał się z kanapy. Gdzie mamy pójść?
To nie moja sprawa. Dałam wam dwa miesiące. Nie szukaliście mieszkania, nie płaciliście za pobyt, nie szanowaliście moich granic. Dość.
Kim ty w ogóle jesteś? Kaśka też się podniosła. Uroiłaś sobie! Mieszkanko się trafiło i rządzi!
Jestem właścicielką tego mieszkania. I żądam, żebyście się wyprowadzili.
Mama wie, jak traktujesz rodzinę? Rafał zrobił krok w jej stronę. Może do niej zadzwonię?
Dzwoń.

Kaśka chwyciła telefon. Małgorzata nie ruszyła się z miejsca. Niech dzwoni. Niech mama krzyczy, płacze, oskarża. Trudno. Małgorzata podjęła decyzję.

Tydzień, powtórzyła. jeżeli nie dzwonię po straż miejską.

Ty… Kaśka zadławiła się złością. Ty… Jak śmiesz! My ci pomagaliśmy! My…
Nie pomagaliście mi. Mieszkaliście u mnie. Za darmo. To różnica.

Małgorzata zawróciła do swojego pokoju, przekręciła klucz i usiadła na łóżku, obejmując kolana rękami. Serce waliło gdzieś pod gardłem, ale po głowie spływał spokój.

Tydzień ciągnął się jak czarna chmura. Kaśka ostentacyjnie nie sprzątała po sobie, Rafał przypadkowo połamał półkę na korytarzu, Ola rysowała flamastrem po tapecie. Małgorzata dokumentowała wszystko telefonem.

Siódmego dnia się wyprowadzili. Rafał klął przy każdej walizce. Kaśka na progu rzuciła:

Mam nadzieję, iż wszystko wróci do ciebie jak bumerang!

Małgorzata zamknęła za nimi drzwi.

Obeszła mieszkanie. Sprzątnęła obce ślady. Otworzyła okna przewietrzyć balkonowy zaduch. Meble w kuchni wróciły na swoje miejsce.

Wieczorem mieszkanie znów stało się domem.

Małgorzata nalała sobie kieliszek czerwonego wina i usiadła na kanapie. Telefon milczał mama, jak widać, jeszcze nie doszła do siebie po żalach Kaśki. Da radę.

Dobroć to piękna cecha. Ale jeżeli nie ma granic, łatwo zmienia się w słabość. A słabość wykorzystują.

Małgorzata obiecała sobie: nigdy więcej. Żadnych obowiązków rodzinnych. Żadnych tymczasowych lokatorów. Żadnych obcych w jej domu.

Dopiła wino, umyła kieliszek i położyła się spać. Po raz pierwszy od wielu tygodni w absolutnej ciszy.

Idź do oryginalnego materiału