Zalotnik zaproponował spacer przy -20°C, bo „w kawiarniach siedzą tylko utrzymanki”. Wtedy nie straciłam rezonu…

newskey24.com 16 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć o jednym dziwnym spotkaniu, które było ostatnio No więc, poznałam na portalu jakiegoś faceta, Piotr Szymański miał na imię. Na zdjęciach totalnie zwyczajny gość, jakieś 35 lat, schludny, nic specjalnego. Opis? Same rozkminy o świadomym życiu, osobistym rozwoju i poszukiwaniu prawdziwej, żywej duszy. Wiesz, od razu lampka mi się zapaliła, bo doświadczenie mówi im bardziej facet gada o prawdziwych kobietach, tym częściej okazuje się, iż szuka takiej, co by mu nie zawracała głowy i nie miała żadnych oczekiwań.

Pogadaliśmy przez parę dni. Piotr był spoko, ale co chwilę przebijały się jakieś dziwne stwierdzenia. Najbardziej lubił narzekać na to, iż współczesne kobiety są zepsute przez pieniądze.

Wszystkim tylko restauracje, Malediwy i nowe iPhony w głowie pisał. Nikt nie chce po prostu wyjść na spacer i pogadać, zobaczyć, co w środku.

Ja, kulturalnie (no, w myślach), kiwałam głową i starałam się zmienić temat. Każdy ma jakieś swoje przejścia, może eks zostawiła go bez mieszkania albo bez złudzeń, kto wie. Staram się nie oceniać z góry.

No i w końcu proponuje spotkanie. Problem był tylko jeden: akurat w Warszawie szalał luty, taki prawdziwy polski luty, minus dwadzieścia na termometrze, a przez wiatr odczuwalna temperatura jeszcze niższa. Połowa miasta dostała alert pogodowy, a wiadomości od Centrum Zarządzania Kryzysowego radziły nie wychodzić z domu bez potrzeby.

Spotkajmy się w parku, pochodzimy, pooddychamy świeżym powietrzem, poznamy się bez zbędnych ozdobników napisał Piotr.

Piotrze, jest minus dwadzieścia. Zamienimy się w lodowe rzeźby w dziesięć minut, może kawa w kawiarni? zaproponowałam.

Chwilę później odpisał:

Kawiarnie omijam szerokim łukiem, tam tylko utrzymanki, które czekają, aż ktoś je nakarmi. Ja szukam partnerki na życie, żeby była ze mną i w ogień, i w wodę, i na mrozie. jeżeli dla Ciebie najważniejsze jest, żebym wydał na Ciebie dwie setki, to nie jesteśmy dla siebie.

Ciekawość wygrała naprawdę chciałam zobaczyć tego obrońcę czystości relacji, dla którego filiżanka americano to symbol finansowej niewoli.

Ok, park to park, 19:00 przy głównym wejściu napisałam.

Przygotowania zajęły mi dobre pół godziny. Wyciągnęłam z szafy termoaktywną bieliznę, ciepły sweter, na to narciarski kombinezon. Na nogi najgrubsze buty, wełniane skarpety, na głowę czapka-uszanka.

W lustrze wyglądałam jak gotowa na polską Syberię.

Dawaj, Piotrze, zobaczymy, kto tu jest twardy rzuciłam do swojego odbicia i wyszłam w tę lodowatą ciemność.

Równo o 19:00 byłam pod parkiem. Mróz od razu chwycił za policzki jedyne, co mi wystawało. Śnieg skrzypiał pod nogami, wszędzie pustki, choćby utrzymanki wybrały ciepełko.

Piotr czekał pod wejściem w jesiennym płaszczu. Skakał z nogi na nogę, dmuchał w dłonie, nos już mu się zrobił śliwkowy, uszy czerwone jak buraki.

Podchodzę, mówię przez szalik:

Cześć!

Spojrzał na mnie, jakby spodziewał się delikatnej wróżki w rajstopkach, która będzie pięknie drżeć na mrozie i da mu szansę poczuć się obrońcą. Zamiast tego zobaczył osobę, która wygląda jak ratownik górski z wyprawy na Spitsbergen.

Cześć zatrzęsły mu się zęby. Ale się przygotowałaś

No przecież mówiłeś: i w ogień, i w wodę, więc zaczęłam od mrozu. To co, idziemy pooddychać?

Piętnaście minut chwały

Ruszyliśmy alejką. Ta randka od razu weszła do rankingu moich najbardziej absurdalnych spotkań.

Co sądzisz o pogodzie? zapytałam, jakby nic się nie działo.

Orzeźwiająca wydukał. Już prawie nie ruszał twarzą, tylko usta mu siniały. Lubię zimę, sprawdza ludzi na wytrzymałość.

Zgadzam się przytaknęłam, poprawiając kaptur. A tak w ogóle, opowiedz mi więcej o tej teorii, iż kawa to oznaka sprzedaży?

Nawet mówienie mu sprawiało ból mróz palił gardło ale ideologia wymagała poświęceń.

Bo głos mu się załamywał relacje powinny być oparte na zainteresowaniu sobą, nie portfelem. Jak dziewczyna nie chce po prostu pospacerować, a od razu oczekuje karmienia, to jest konsumentką.

A jak po prostu nie chce dostać zapalenia płuc? dociekałam.

To wymówki odciął i jeszcze głośniej pociągnął nosem. Kto chce, ten znajdzie sposób, trzeba się cieplej ubierać.

No jak widać, ja się ubrałam, a Ty chyba nie bardzo Na pewno Ci nie zimno?

Jest ok! rzucił nerwowo, chociaż trzęsło go jak podczas zimowego morsowania.

Minęło dziesięć minut, weszliśmy na główny plac parku. Stał tam zamknięty kiosk z kawą. Piotr spojrzał na niego z taką tęsknotą, iż mogłabyś to opisać w powieści o tragicznym bohaterze.

Może wrócimy? zaproponował. Wiatr coraz gorszy.

Naprawdę? Dopiero się rozkręciłam! Przecież chciałeś poznać duszę. Pogadajmy o literaturze. Lubisz Jacka Londona? Pisał świetnie o przetrwaniu. W jednym z opowiadań facet zamarzł, bo źle ocenił mróz.

Spojrzenie, które mi rzucił, nie miało nic wspólnego z duchowymi poszukiwaniami.

Słuchaj, muszę lecieć przerwał. Nagle sobie przypomniałem, iż mam pilne sprawy.

Jakie sprawy? Przecież mieliśmy plan na cały wieczór.

Praca. Nie wysłałem raportu.

O ósmej wieczorem, w piątek?

Tak! prawie wykrzyczał.

I już obrał kierunek na wyjście, prawie biegiem. Ja szłam za nim powoli, delektując się chwilą: mój survivalowiec wytrzymał równo piętnaście minut.

Przy wejściu do metra choćby się nie pożegnał zniknął w cieple tunelu. Mam nadzieję, iż tam, oprócz rąk i nóg, ogrzewał również przekonania Chociaż pewnie nie.

A ja wróciłam do domu, zaparzyłam gorącą herbatę i wykasowałam rozmowę z Piotrem. Nie żałuję ani chwili te piętnaście minut dały mi niezłe szczepienie na poczucie winy i przypomniały, iż dbanie o siebie nie czyni z kobiety utrzymanki.

Idź do oryginalnego materiału