Zalotnik zaproponował spacer przy -20°C, bo „w kawiarniach siedzą tylko utrzymanki”. Wtedy nie straciłam zimnej krwi…

newsempire24.com 2 godzin temu

Jego imię to był Wojciech. Na zdjęciach wyglądał zwyczajnie, około trzydziestu pięciu lat, schludny, bez krzykliwych elementów. W opisie w profilu pisał o świadomości, rozwoju osobistym i poszukiwaniach prawdziwej, żywej duszy. Już w tym momencie powinnam była być ostrożna doświadczenie podpowiadało mi, iż im głośniej mężczyzna mówi o idealnej kobiecie, tym częściej pod tym kryje się chęć znalezienia najwygodniejszego wariantu, który nic nie będzie wymagał i na nic nie liczył.

Pisaliśmy sobie przez kilka dni. Wojciech zachowywał się poprawnie, choć od czasu do czasu przebijały się dziwne nuty. Szczególnie uwielbiał rozważać, iż według niego współczesne kobiety są zepsute przez pieniądze.

Im zależy tylko na restauracjach, egzotycznych wakacjach i nowych telefonach pisał. Nikt nie chce patrzeć na duszę, po prostu spacerować i rozmawiać.

Jako osoba dobrze wychowana kiwałam tylko w myślach, rzecz jasna i ostrożnie zmieniałam temat. W końcu każdy ma swoje blizny. Może była żona zostawiła go bez mieszkania albo bez złudzeń kto to wie. Starałam się nie wyciągać pochopnych wniosków.

Aż w końcu zaproponował spotkanie. Problem był jeden: za oknem panował luty, prawdziwy polski mróz, z minus dwudziestoma stopniami i jeszcze mocniejszym odczuciem przez wiatr. Pogodynki alarmowały pomarańczowy poziom zagrożenia, a RCB rozsyłało SMS-y, żeby nie wychodzić z domu bez potrzeby.

Spotkajmy się w parku pisał Wojciech. Po spacerze, pooddychamy, poznamy się bez zbędnych ozdobników.

Wojtek odpisałam jest minus dwadzieścia, zamienimy się w lodowe rzeźby w kwadrans, może napijemy się kawy w kawiarni?

Odpowiedź przyszła natychmiast.

Do kawiarni nie chodzę, tam siedzą tylko utrzymanki, które liczą na to, iż ktoś je poczęstuje, a ja chcę partnerki na życie, gotowej ze mną iść przez ogień i wodę i mróz. jeżeli koniecznie chcesz, żebym wydał na ciebie dwieście złotych, to nie po drodze nam.

Ciekawość zwyciężyła. Bardzo chciałam zobaczyć tego obrońcę czystości relacji, dla którego filiżanka americano to symbol finansowej niewoli.

Dobrze napisałam. Park to park, o 19.00 przy głównym wejściu.

Przygotowania trwały chwilę. Wyciągnęłam z szafy termoaktywną bieliznę, ciepły sweter i na koniec narciarski kombinezon. Na nogi buty na grubej podeszwie z wełnianymi skarpetami, na głowę uszanka.

W lustrze patrzyła na mnie osoba gotowa na zimową ekspedycję.

No to Wojtek, trzymaj się puściłam oko do odbicia i wyszłam w lodowaty mrok.

Dokładnie o 19.00 stałam przy parku. Mróz natychmiast złapał za policzki jedyne, co zostało odsłonięte. Śnieg skrzypiał pod nogami, wokół żadnej żywej duszy, normalni ludzie łącznie z utrzymankami wybrali ciepło.

Wojciech stał przy wejściu. W jesiennym płaszczu. Przestępował z nogi na nogę, podskakiwał i ratował się dmuchaniem na dłonie. Nos miał kolor śliwki, a uszy świeciły czerwienią.

Podeszłam.

Cześć powiedziałam spod szalika.

Spojrzał na mnie, ewidentnie oczekując delikatnej wróżki w rajstopkach, która będzie drżeć z zimna, dając mu szansę poczuć się bohaterem. Zamiast tego zobaczył kogoś bardziej przypominającego ratownika polarnego.

Cześć wygrzmocił przez zęby. Przygotowałaś się konkretnie.

Sam mówiłeś: przez ogień i wodę, więc zaczęłam od mrozu. No to idziemy spacerować i oddychać świeżym powietrzem?

15 minut sławy

Ruszaliśmy alejką. Ten spacer na pewno zajął miejsce wśród najdziwniejszych randek w moim życiu.

Jak ci się podoba pogoda? zagadnęłam uprzejmie.

Orzeźwiająca wykrztusił. Jego twarz adekwatnie nie ruszała się już, pracowały tylko usta, które robiły się coraz bardziej sine. Kocham zimę, sprawdza ludzi na wytrzymałość.

Zgadzam się pokiwałam głową. Skoro już o utrzymankach opowiedz mi szczegółowo swoją teorię, czemu kawa to oznaka sprzedajności?

Ewidentnie mówienie sprawiało mu ból mróz palił gardło ale jego przekonania domagały się ofiary.

Bo głos mu drżał relacje powinny być budowane na zainteresowaniu sobą, nie portfelem. jeżeli dziewczyna nie potrafi po prostu spacerować, a od razu wymaga poczęstunku, to jest konsumentką.

A jeżeli po prostu nie chce zapalenia płuc? spytałam, poprawiając kaptur.

To wymówki odciął i jeszcze donośnie pociągnął nosem. Kto chce, ten szuka możliwości, trzeba się ciepło ubrać.

No właśnie się ubrałam powiedziałam, demonstrując swój obszerny fason. A ty chyba niekoniecznie. Na pewno nie jest ci zimno?

Spokojnie! warknął, choć trzęsło nim tak, iż choćby w półmroku było to widać.

Minęło dziesięć minut, dotarliśmy na centralny plac parku. Tam stał zamknięty kiosk z kawą. Wojciech spojrzał na niego z taką tęsknotą, jakby był tragicznym bohaterem.

Może wrócimy? zasugerował. Chyba wiatr się wzmaga.

Ależ proszę ożywiłam się. Dopiero zaczęliśmy. Przecież chciałeś poznać duszę. Pogadajmy o książkach. Lubisz Jacka Londona? Jest takie opowiadanie Ognisko, gdzie bohater zamarza, bo lekceważy mróz.

Spojrzenie, którym mnie obdarzył, nie było pełne duchowych poszukiwań.

Muszę już iść przerwał. Coś mi się przypomniało, pilna sprawa.

Jaka sprawa? Przecież mieliśmy plan na wieczór.

Służbowa. Zapomniałem wysłać raport.

O dwudziestej, w piątek?

Tak! niemal krzyknął.

Nagle się odwrócił i niemal biegiem ruszył do wyjścia. Szłam za nim, delektując się chwilą mój survivalowiec wytrzymał równo piętnaście minut.

Przy wejściu do metra choćby się nie pożegnał po prostu zniknął w cieple podziemnego świata. Mam nadzieję, iż tam ogrzał nie tylko zmarznięte palce, ale być może swoje przekonania. Choć wątpię.

Wróciłam do domu, zaparzyłam gorącą herbatę i skasowałam rozmowę z Wojciechem. Nie żałowałam czasu. Te piętnaście minut były świetną szczepionką przeciwko poczuciu winy i przypomnieniem, iż dbanie o siebie nie czyni kobiety utrzymanką. Najważniejsze to szanować siebie i swoje potrzeby, zamiast próbować spełniać cudze wyobrażenia o idealnej kobiecie.

Idź do oryginalnego materiału