Zalotnik zaproponował spacer przy -20°C, bo „w kawiarniach siedzą tylko utrzymanki”. Wtedy nie dałam się zaskoczyć…

newskey24.com 16 godzin temu

Jego imię to Wojciech. Na zdjęciach prezentuje się jako przeciętny, zadbany mężczyzna w wieku około trzydziestu pięciu lat, bez ekstrawagancji. W opisie profilu rozważa kwestie świadomości, rozwoju osobistego i szuka autentycznej, żywej duszy. Już wtedy powinnam była być czujna moje doświadczenie podpowiadało, iż im głośniej facet mówi o prawdziwej kobiecie, tym częściej szuka takiej, która będzie wygodna, nic nie będzie chciała i na nic nie będzie nalegać.

Nasza wymiana wiadomości trwała kilka dni. Wojciech zachowywał się poprawnie, choć czasem przebijały się dziwne nuty. Szczególnie uwielbiał filozofować na temat tego, jak bardzo współczesne kobiety są zepsute pieniędzmi.

Im wszystkim zależy tylko na restauracjach, Bali i nowych telefonach pisał. Nikt nie chce zajrzeć na dno duszy, po prostu pospacerować i porozmawiać.

Jako osoba dobrze wychowana kiwnęłam głową mentalnie, oczywiście i delikatnie zmieniałam temat. Każdy ma swoje blizny. Może była żona zostawiła go bez mieszkania lub nadziei kto wie. Staram się nie wyciągać wniosków przedwcześnie.

W końcu zaproponował spotkanie. Problem był jeden: na dworze szalał prawdziwie zimowy mróz, minus dwadzieścia stopni, a przez silny wiatr odczuwalna temperatura była jeszcze niższa. Synoptycy ogłosili pomarańczowy alert pogodowy, a wiadomości od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa wyraźnie odradzały wychodzenie z domu bez pilnej potrzeby.

Spotkajmy się w parku napisał Wojciech. Pospacerujemy, pooddychamy świeżym powietrzem, poznamy się bez zbędnych ozdobników.

Wojtku odpisałam jest minus dwadzieścia, za dziesięć minut zamienimy się w lodowe rzeźby. Może kawa w kawiarni?

Odpowiedź przyszła błyskawicznie.

Do kawiarni nie chodzę, siedzą tam tylko utrzymanki, które liczą, iż ktoś postawi im coś do jedzenia. Szukam partnerki na życie, takiej, z którą pójdę i w ogień, i do wody, i na mróz. jeżeli dla ciebie ważne, żeby wydać na ciebie dwieście złotych, to nie jest nam po drodze.

Ciekawość zwyciężyła. Bardzo chciałam zobaczyć tego bojownika o czystość relacji, dla którego filiżanka americano to znak finansowego zniewolenia.

Dobrze napisałam park to park, o 19:00 przy głównym wejściu.

Przygotowania trwały chwilę. Wyciągnęłam z szafy termoaktywną bieliznę, ciepły sweter i narciarski kombinezon. Na nogi grube botki z wełnianymi skarpetkami, na głowę uszatkę.

W lustrze patrzyła na mnie osoba gotowa na zimową wyprawę na Syberię.

No to trzymaj się, Wojtek mrugnęłam do odbicia i wyszłam w lodowatą noc.

Punktualnie o 19:00 stałam już przy wejściu do parku. Mróz natychmiast chwycił policzki jedyne, co zostało odkryte. Śnieg skrzypiał pod butami, wokół nie było nikogo: choćby utrzymanki wybrały ciepło.

Wojciech czekał w jesiennym płaszczu. Przestępował z nogi na nogę, podskakiwał i rozpaczliwie dmuchał na dłonie. Nos miał kolor śliwki, a uszy płonęły czerwienią.

Podeszłam bliżej.

Cześć powiedziałam, ledwo wystając spod szalika.

Rzucił okiem, najwyraźniej spodziewając się eterycznej księżniczki z rajstopami, która będzie romantycznie drżeć na wietrze, pozwalając mu poczuć się bohaterem. Zamiast tego zobaczył kogoś wyglądającego jak ratownik z Arktyki.

Cześć wystukał zębami. Powiem ci, solidnie się przygotowałaś.

Sam mówiłeś: i w ogień, i do wody, więc zaczynam od mrozu. To jak, idziemy pospacerować i pooddychać świeżym powietrzem?

15 minut sławy

Ruszyliśmy aleją. Ten spacer natychmiast trafił do czołówki najdziwniejszych randek mojego życia.

Jak ci się podoba pogoda? zagaiłam kurtuazyjnie.

Daje energię wydusił. Twarz już prawie nie reagowała; tylko usta, nabierające fioletowego odcienia, się poruszały. Lubię zimę, sprawdza ludzi na wytrzymałość.

Zgadzam się skinęłam głową. A tak przy okazji, opowiedz więcej o teorii utrzymanek i kawy dlaczego kawa to znak sprzedajności?

Mówienie ewidentnie sprawiało mu ból mróz palił gardło ale przekonania wymagały poświęceń.

Bo głos drżał relacje powinny opierać się na wzajemnym zainteresowaniu, nie na portfelu. Jak dziewczyna nie jest w stanie po prostu pospacerować, tylko od razu chce karmienia, to znaczy, iż jest materialistką.

A jeżeli dziewczyna zwyczajnie nie chce zarazić się zapaleniem płuc? dopytałam, poprawiając kaptur.

To wymówka uciął i głośno pociągnął nosem. Kto chce, ten znajdzie sposób, wystarczy się ciepło ubrać.

No to jak widzisz, ja się ubrałam rozłożyłam ręce, pokazując swój narciarski zestaw. A ty chyba nie bardzo. Na pewno ci nie zimno?

Jest okej! burknął, chociaż tak się trząsł, iż choćby w półmroku było to oczywiste.

Minęło dziesięć minut, wyszliśmy na główny plac parku. Tam stał zamknięty kiosk z kawą. Wojciech patrzył na niego z nostalgią godną tragicznemu bohaterowi.

Może zawrócimy? zaproponował. Chyba wiatr się wzmógł.

Co ty! ożywiłam się. Dopiero zaczęliśmy. Chciałeś poznać duszę. Porozmawiajmy o literaturze. Lubisz Jacka Londona? Napisał świetne opowiadanie Rozpalić ogień, gdzie facet zamarzł na śmierć, bo zlekceważył mróz.

Spojrzenie, które mi rzucił, było dalekie od duchowych poszukiwań.

Wiesz co, muszę już lecieć przerwał coś mi przypomniało się, sprawa pilna.

Jaka sprawa? Mieliśmy zaplanowany wieczór.

Służbowo. Przypomniałem sobie, iż nie wysłałem raportu.

O ósmej wieczorem w piątek?

Tak! prawie krzyknął.

Odwrócił się na pięcie i prawie biegiem ruszył do wyjścia. Szłam powoli za nim, delektując się chwilą mój survivor wytrzymał dokładnie piętnaście minut.

Przy metrze choćby się nie pożegnał po prostu zniknął w ciepłym wnętrzu podziemi. Mam nadzieję, iż zagrzał tam nie tylko zmarznięte ręce, ale i może, choć trochę, zmianę poglądów. Choć raczej wątpię.

Ja wróciłam do domu, zaparzyłam gorącą herbatę i usunęłam rozmowę z Wojciechem. Nie żałowałam poświęconego czasu. Te piętnaście minut dały mi doskonałą szczepionkę przeciwko poczuciu winy i przypomnienie, iż troska o siebie nie czyni kobiety utrzymanką.

Idź do oryginalnego materiału