Zakłady Mechaniczne PZL-Wola w Warszawie

szaryburek.pl 4 dni temu

Przez dziesięciolecia Zakłady Mechaniczne PZL-Wola były istotną fabryką produkująca silniki, zespoły prądotwórcze i agregaty napędowe, w tym jednostki wykorzystywane w ciężarówkach i sprzęcie wojskowym. Po zamknięciu w 2011 r. obiekt zaczął gwałtownie pustoszeć. Kilka lat później, w latach 2017–2018, stał się jednym z najpopularniejszych miejsc na urbexowej mapie Polski. W tamtym okresie również ja odwiedzałem to miejsce wielokrotnie, dokumentując jego wnętrza i detale, które za chwilę miały bezpowrotnie zniknąć. Był to czas pomiędzy końcem działalności zakładu a jego ostatecznym zniknięciem z mapy miasta. Pod dawną fabryką znajdował się także bardzo interesujący schron.

Zakłady specjalizowały się w produkcji silników wysokoprężnych, zespołów prądotwórczych oraz agregatów napędowych. W latach 1959–1967 wytwarzano tu silniki do samochodów Żubr A80, a pod koniec pierwszej dekady XXI w. produkowano silniki przeznaczone do czołgów PT-91M. W XXI w. zakład zaczął podupadać, aż w końcu w 2011 r. został zamknięty.

W latach 2017–2018 miejsce to urosło do rangi najmocniejszych punktów na urbexowej mapie Polski. Przyciągało pasjonatów eksploracji opuszczonych obiektów nie tylko z kraju, ale też z zagranicy. Pojawiali się tu ludzie z aparatami, gotowi godzinami błądzić po industrialnych halach i korytarzach. W tamtym czasie mieszkałem jeszcze w Warszawie, zaledwie kilka przystanków stąd, więc i ja skorzystałem z okazji odwiedzenia tego miejsca. Przez kilka miesięcy wracałem tam regularnie, za każdym razem odkrywając coś nowego, jak niedostępne wcześniej przestrzenie albo detale, które wcześniej umknęły mi uwadze.

Obiekt w pewnym czasie stał się na tyle popularny, iż chodząc po nim, można było spotkać ludzi spacerujących swobodnie po wielkich halach. Odnosiło się wrażenie, iż przyszli tam prosto z ulicy, zupełnie przypadkowo, bo wielu z nich nie miało przy sobie żadnego sprzętu fotograficznego. Mijając ich, po prostu mówiło się „cześć”, zupełnie jak na górskim szlaku i każdy szedł dalej w swoją stronę. Oprócz przypadkowych spacerowiczów można było spotkać także innych eksploratorów, robiących zdjęcia, przemierzających teren parami lub w niewielkich grupach, skupionych na dokumentowaniu tego, co jeszcze pozostało z dawnego miejsca. Co chwilę także w tle słychać było odgłosy szlifierek i pił, było jasne, iż złomiarze powoli rozbierają obiekt z metalowych elementów.

Co ciekawe, przez cały ten czas fabryka była pilnowana przez ochronę, która regularnie patrolowała cały obiekt. Ich obecność była zauważalna, choć nie nachalna, od czasu do czasu pojawiali się na horyzoncie, obchodząc kolejne budynki. Pewnego razu, gdy spacerowaliśmy, na zewnątrz, po terenie razem ze znajomymi, doszło do bezpośredniego spotkania z ochroną. Zatrzymali nas i zapytali, co tu robimy. Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą, iż robimy zdjęcia i chcemy udokumentować ostatnie chwile fabryki przed jej rozbiórką. Po krótkiej rozmowie stwierdzili, iż nie widzą w tym problemu, pozwolili nam zostać, podkreślając jednak, iż dla własnego bezpieczeństwa nie powinniśmy wchodzić do środka budynków.

Były tu niezliczone ilości pomieszczeń i korytarzy, biurowych, socjalnych, technicznych, a także rozległa hala produkcyjna, w której bez trudu można było się zgubić. Wszędzie widoczna była łuszcząca się farba, schodząca ze ścian całymi płatami, odsłaniająca starsze warstwy i ślady dawnej świetności. W powietrzu było czuć zapach smaru, oleju i starego metalu. W niektórych pomieszczeniach czas zatrzymał się na dobre, wiszące na ścianach kalendarze wciąż wskazywały rok 1997. W innych ostatnią zapisaną datą był rok 2009, co wyraźnie sugerowało, iż fabryka była opuszczana etapami.

Pod tą nieczynną fabryką znajdował się także schron. To był jeden z najlepiej zachowanych opuszczonych schronów, jakie kiedykolwiek odwiedziłem. Nie tylko ze względu na stan techniczny, ale przede wszystkim na ilość autentycznych detali, które pozwalają wyobrazić sobie, jaką rolę to miejsce miało pełnić i jak bardzo poważnie traktowano kiedyś przygotowania na sytuacje kryzysowe.

Było to miejsce pełne industrialnego klimatu. Ogólnie mam z niego ponad 1000 zdjęć, nie jestem w stanie opublikować ich tu wszystkich, postanowiłem wybrać tylko takie, które oddadzą klimat tego miejsca. w tej chwili po tej fabryce dawno już nie ma śladu, a w jej miejscu stoi nowe osiedle.

Chciałbym w tym miejscu podziękować osobom, które mnie wspierają za pośrednictwem Wirtualnej kawki. Dzięki Wam i waszym drobnym wpłatom, powstają takie fotorelacje! Od kilkunastu lat staram się odwiedzać i fotografować miejsca mniej znane i opuszczone. o ile ktoś chciałby dołożyć cegiełkę do moich podróży i wesprzeć mnie w tym co robię, zapraszam do postawienia mi >Wirtualnej Kawki<. Wszystkie zebrane kwoty przeznaczam na paliwo, dzięki temu mam możliwość realizowania swoich dalszych podróży.

Moją pasją są podróże i fotografowanie miejsc mniej znanych, zapomnianych, niedostępnych i opuszczonych. Staram się wyszukiwać miejsca, według mnie warte uwagi, mające swój klimat i urok. Myślę, iż stworzyła się wokół tego co robię jakaś mała, fajna społeczność. Nigdy nie myślałem, iż to zrobię, ale doszedłem do wniosku, iż stworzę swój Patronite. Wspierając mnie na nim, sprawisz, iż będę mógł rozwinąć mojego bloga, wyjeżdżać częściej i dalej i z tego tworzyć fajne relacje. W ten sposób także Wam podpowiadać jakieś interesujące miejsce na wyprawy. Kto wie, może to kiedyś przerodzi się w moją jedyną pracę… Bardzo dziękuję Krzysztofowi, Kamili, Andrzejowi, Patrycji, Tadeuszowi, Pawłowi, Karolinie, Magdalenie, Małgorzacie, Władysławowi, Alexowi i Magdzie, którzy wsparli moje działania i zostali moimi pierwszymi patronami.

Idź do oryginalnego materiału