Część czternasta
„Gdy zrozumiesz, jak bardzo kochał ciebie w przeszłości – iż odważył się stawić czoła piekłu dla zdobycia ciebie – i jak bardzo kocha ciebie jeszcze, iż wywołujesz uśmiech na jego twarzy, gdy tylko ciebie zobaczy.”. Opowiedział jej wszystko od samego początku. „Zrobiłeś to wszystko dla mnie!?” - wykrzyknęła pytająco. „Zatem cóż wtedy obchodzi mnie reszta?” - powiedziała i uścisnęła jego w swoich ramionach, po czym zapłakała. „Ach dziecino...” - westchnął Keawe - „Kiedy myślę o ogniu piekielnym odnoszę wrażenie, iż dokonałem dobrej transakcji...”. „Nie mów o tym!” - powiedziała - „Żaden człowiek nie może być zgubiony z tego powodu, iż kocha Kokuę, a nie ma żadnej innej winy. Powiem ci, Keawe, iż ocalę ciebie tymi oto rękoma lub zginę wraz z tobą. A co!? Umiłowałeś mnie i dałeś za mnie swą duszę! Myślisz, iż ja jestem niezdolna umrzeć za ciebie, aby w zamian ciebie ocalić?”. „Och moje kochanie...” - załkał - „Mogłabyś umierać i sto razy, co za różnica, z małym wyjątkiem, gdybyś zostawiła mnie samego dopokąd nie nadszedłby czas mego wiecznego potępienia...”. „Co ty tam wiesz...” - odparła - „Uczyłam się w szkole, w Honolulu! Nie jestem pospolitą dziewczyną i powiem tobie, iż ocalę mego męża. Mówiłeś coś o cencie? Przecież cały świat nie należy do Ameryki. W Anglii mają drobne, które nazywają czwartą częścią pensa, co stanowi połowę centa. Jednak nie... to nie czyni sytuacji lepszą dlatego, iż kupujący musiałby być przeklętym, a my nie znajdziemy żadnego, tak odważnego człowieka, jak mój Keawe. Wobec tego zobaczmy co we Francji... . Oni mają drobną monetę, którą nazywają centymem, a wypada ich pięć na jeden cent! Chodź, Keawe, pójdźmy na francuskie wyspy. Pozwólmy sobie pojechać na Tahiti, tak szybko, jak tylko statek może nas tam zabrać. Mamy cztery centymy – cztery możliwości transakcji kupna i sprzedaży, i nas dwoje aby ubić interes. Chodź mój Keawe, pocałuj mnie i przestań się martwić. Kokua ciebie obroni.”. „Kokua!” - krzyczał - „Weź mnie, gdzie tylko zechcesz. Składam moje życie i moje zbawienie w twoje ręce!”.
Następnego dnia wcześnie rano Kokua zaczęła pakować wszystkie, niezbędne rzeczy. Wzięła morski kufer Keawe`ego i włożyła w pierwszym rzucie, butelkę w rogu. Wtedy zapakowała najwspanialsze z ich ubrań i najpiękniejsze cacka z ich domu. „Wszystko to dlatego, iż my musimy sprawiać wrażenie bogatych, bo inaczej kto uwierzy w czarodziejską moc butelczyny?”. Przez cały czas przygotowań była tak radosna, jak ptak. Gdy tylko spoglądała na Keawe`go, łzy nabiegały jej do oczu, wtedy podbiegała i całowała go. jeżeli idzie o Keawe`go, to ciężar spadł mu z serca; teraz kiedy podzielił się swoją tajemnicą i miał jakąś dobrą nadzieję przed sobą, zdawał się być niczym nowo narodzony. Jeszcze paniczny strach mu towarzyszył; gdy wiatr zdmuchnął świece, nadzieja umierała w nim i oglądał skaczące płomienie, i czerwony ogień płonący w piekle. Swoim przyjaciołom powiedzieli, iż wybierają się w podróż do Stanów, co uważano za dziwną rzecz, ale jeszcze nie tak dalece dziwną, jaką była prawda, gdyby tylko ktokolwiek mógł ja odgadnąć. Tak więc udali się do Honolulu na pokładzie statku o nazwie „Hall”, a stamtąd na pokładzie „Umatilli” do San Francisco wraz z tłumem białych pasażerów. Z San Francisco żeglowali „Tropikalnym Ptakiem” do Papeete, głównego miejsca Francji na wyspach Pacyfiku. Dotarli tam po przyjemnej podróży w piękny dzień pasatu i ujrzeli białe domy miasta, położone wzdłuż wybrzeża, pośród zielonych drzew, gór i chmur Tahiti.





