Zagubiona w myślach, nie mogąc oderwać wzroku od okna.

twojacena.pl 2 godzin temu

Jadwiga nie mogła znaleźć sobie miejsca. W ramionach drzemała mała Zosia, a ona wciąż nie mogła odejść od okna.
Minęła już godzina, jak wpatrywała się w podwórze.

Kilka godzin wcześniej jej ukochany mąż Marek wrócił z pracy. Jadwiga była w kuchni, a on wciąż do niej nie przychodził. Gdy wyszła do pokoju, zobaczyła, jak pakuje swoje rzeczy.
— Dokąd? — spytała zaskoczona.
— Wychodzę. Odchodzę od ciebie do kobiety, którą kocham.
— Marek, żartujesz? Coś się stało w pracy, jedziesz w delegację?
— Czy ty naprawdę nie rozumiesz? Miałem cię dość. W twojej głowie jest tylko Zosia, mnie nie widzisz, o siebie nie dbasz.
— Nie krzycz, Zosię obudzisz.
— I znowu. Znów myślisz tylko o niej. Facet od ciebie odchodzi, a ty…
— Prawdziwy mężczyzna nie zostawiłby żony z małym dzieckiem — cicho powiedziała Jadwiga i poszła do córeczki.

Znała charakter męża. Gdyby teraz kontynuowała tę rozmowę, wybuchłaby awantura. W oczach miała już łzy, których nie zamierzała mu pokazać. Wzięła Zosię z łóżeczka i wyszła do kuchni. Tam Marek na pewno nie zajrzy — nie miał tam nic do zabrania.

Przez okno widziała, jak wsiadł do samochodu i odjechał. choćby się nie obejrzał, a Jadwiga wciąż nie mogła odejść od okna. Może w głębi duszy miała nadzieję, iż jego auto zaraz pojawi się na podwórzu, a Marek powie, iż to tylko głupi żart. Ale nic takiego się nie stało.

Całą noc nie mogła zasnąć. Nie miała do kogo zadzwonić, by opowiedzieć o swoim nieszczęściu. Matka od dawna nie interesowała się nią. Cieszyła się, gdy córka wyszła za mąż, i praktycznie o niej zapomniała. Dla Laury zawsze istniało tylko jedno dziecko — młodszy brat Jadwigi. Miała przyjaciółki, ale to samotne matki, takie jak ona. Teraz pewnie odpoczywają. I jak mogłyby jej pomóc?

Zasnęła dopiero nad ranem. Spróbowała zadzwonić do Marka, ale odrzucił połączenie i wysłał SMS-a, by więcej go nie niepokoiła.

Wtedy Zosia zaczęła marudzić, i Jadwiga podeszła do niej. Nie może się załamywać. Odszedł, trudno. Ma córeczkę, o którą trzeba się zatroszczyć. Musi myśleć, jak żyć dalej.

Gdy sprawdziła, ile pieniędzy ma w portfelu i na koncie, przeraziła się. choćby jeżeli poprosi gospodynię, by poczekała pięć dni z czynszem do wypłaty zasiłku, i tak nie starczy. A jeszcze trzeba coś jeść. Mogłaby pracować zdalnie, ale Marek zabrał swój laptop.

Miała jeszcze dwa tygodnie opłaconego mieszkania, by znaleźć rozwiązanie. I musiała działać szybko.

Lecz gdy zaczęła dzwonić do znajomych, zrozumiała, iż nic z tego nie wyjdzie. Nikt nie przyjmie jej do pracy z małym dzieckiem. choćby by umyć podłogi, musiałaby zostawić Zosię z kimś na godzinę, może dwie. Ale nie miała z kim. Zmiana mieszkania też nie pomoże. Wynajmowali już i tak niedrogie lokum. Jedynym wyjściem było pójść do rodziców. Tylko iż ona spóźniła się z założeniem rodziny, a brat ożenił się wcześnie. Mieszkał z matką razem ze swoją rodziną — mieli już bliźnięta. W dwupokojowym mieszkaniu żyło pięć osób, a jeżeli dołączy ona z Zosią, jak się tam pomieszczą?

Jadwiga powiedziała gospodyni, iż wyprowadza się po opłaconym okresie. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Mogłaby wynająć pokój w akademiku, choćby oglądała kilka. Ale sąsiedztwo było takie, iż i wrogowi by go nie życzyła. Pisała do Marka, prosząc o pomoc finansową dla córki, ale nie odpowiadał. choćby nie czytał wiadomości. Pewnie dodał ją do czarnej listy.

Zostało pięć dni do wyprowadzki, i Jadwiga zaczęła pakować rzeczy. Nie było ich wiele, ale musiała czymś zająć myśli. Wtedy zadzwonili do drzwi.

Otworzyła i stanęła w osłupieniu. Na progu stała Wanda Zofia — jej teściowa.

„Czyżbym miała jeszcze większe kłopoty?” — pomyślała Jadwiga, wpuszczając ją do środka.

Z Wandą Zofią zawsze miała napięte relacje. Uśmiechały się do siebie, ale w głębi nienawidziły. Już pierwszego dnia znajomości przyszła teściowa dała do zrozumienia, iż Jadwiga jej się nie podoba. Jak wiele matek uznała, iż syn wybrał źle. Przecież mógł znaleźć lepiej. Dlatego Jadwiga od razu powiedziała, iż nie zamieszkają razem. Nie dogadałyby się. Dlatego wynajęli mieszkanie.

Gdy teściowa przychodziła w odwiedziny, było jak w tych dowcipach: „Jadzia, a ty tu w ogóle kurz ścierasz?”. Jadwigi gotowania też nie jadła, mówiąc, iż takie rzeczy tylko dla świń. Gdy Jadwiga zaszła w ciążę, teściowa trochę odpuściła. Ale gdy urodziła się Zosia, od razu oznajmiła, iż dziecko nie jest w ich typie, więc Marek powinien sprawdzić, czy to jego córka.

Dopiero gdy Zosia skończyła pół roku, Wanda Zofia zaczęła dostrzegać w niej rodzinne rysy i czasem brała ją na ręce.

Marek, jak mógł, uspokajał żonę. Mówił, iż matka wychowywała go sama i dlatego jest taka zazdrosna. Prosił, by zniosła te wizyty, bo nie zdarzały się często. I chociaż Jadwiga ucieszyłaby się z pomocy, nigdy nie prosiła teściowej.

A teraz stała w przedpokoju, i to po tym, jak Marek odszedł. Pewnie przyszła się naigrywać ostatni raz. Ale Jadwidze już było wszystko jedno.

Z zamyślenia wyrwał ją głos Wandy Zofii:
— No, gwałtownie się pakuj. Nie ma tu dla was miejsca.

— Wando Zofio, przepraszam, nie rozumiem.
— Co tu rozumieć? Pakuj rzeczy, mówię. Jedziecie do mnie.
— Do was?
— A gdzie niby chcesz iść? Do matki, gdzie ciasno jak w ulu?
— Tak. Wiedziałaś o wszystkim?
— Oczywiście. Szkoda, iż nie wcześniej. Dzisiaj ten dureń mi powiedział. Mam trzypokojowe mieszkanie. Wszystkim wystarczy miejsca.

Jadwiga nie miała wyboru. Pomyślała — trudno, niech będzie.

Gdy przyjechały do domu Wandy Zofiej, na początku było jej strasznie. Potem pokazała jej pokój dla niej i Zosi. A gdy Jadwiga rozpakowała trochę rzeczy i ułożyła Zosię do snu, weszła do kuchni.

Po latach Wanda Zofia często powtarzała, iż choć straciła syna, zyskała córkę i wspaniałą rodzinę, której nigdy nie zamieniłaby na nic innego.

Idź do oryginalnego materiału