Rano Łucja obudziła się z gorączką. Dopiero dzień wcześniej była na cmentarzu w Warszawie, bo jej mąż, Staś, poprosił ją, żeby posprzątała przy grobie jego babci. Gdy Staś szukał miejsca pochówku, Weronika zauważyła stado kruków przy zardzewiałej bramie. Czując, iż ktoś ją obserwuje, spojrzała na metalowy pomnik. Na czarnobiały fotografii była staruszka w chustce. Nagle znikąd usłyszała surowy, męski głos:
Na co tak się wpatrujesz? Posprzątaj!
Weronika, nie rozumiejąc, dlaczego, zaczęła sprzątać przy cudzym grobie. I to nie był koniec dziwactw. Jak Staś w końcu znalazł grób swojej babci, wydawało się, iż stary kamień został zastąpiony nowym, marmurowym. Fotografia staruszki też się zmieniła zamiast babci, patrzyła na młodą kobietę z szerokim uśmiechem.
Ja nic nie rozumiem! zaklęła Staś. Kto mógł to zrobić? Nie ma już żadnych krewnych, wszyscy tu leżą.
Nie mam pojęcia, jak to się stało wzruszyła się Łucja.
Ręce Weroniki boleły jak szale, a najgorsze było to, iż nie mogła przestać myśleć, kto podmienił pomnik przy ukochanej babci Stasia.
Może to halucynacja albo jakieś czary? zapytała męża.
Chodź do lekarza poradził Stanisław. A co do pomnika, to ja nic nie pojąłem.
W szpitalu Łucja trafiła w prawdziwą przygodę. Chirurg zaproponował zastrzyki w stawy, które ona odrzuciła. Rentgen nic nie pokazał, a lekarze wypisali receptę na maść i środki przeciwbólowe. Do bólu w rękach dołączyła słabość i niskie ciśnienie. Weronika czuła, iż w jej ciele nie ma już żadnego zdrowego organu. Tak trwało kilka dni, a lekarze nic nie znaleźli, więc dziewczyna zaczęła przygotowywać się na koniec. Sąsiadka z podwórka, która weszła po sól, nie rozpoznała Łucję:
Dziewczynko, co się stało? zapytała Wera. Wyglądasz kiepsko.
Łucja opowiedziała jej historię o męskim głosie, który kazał sprzątać cudzy grób, i o nagle przemienionym pomniku przy grobie babci Stasia.
Mówisz o głosie? Pomnik i zdjęcie się zmieniły? mruknęła zamyślona starsza pani. To chyba właściciel cmentarza, który kazał ci wziąć na siebie czyjąś chorobę. Może kogoś ułaskawił, a może wziął opłatę.
Co to znaczy? zapłakała Łucja.
Czarne moce! westchnęła sąsiadka. Musisz iść do kościoła.
Kościół Łucji nie pomógł. Przez cały rok dręczyła ją nieznana dolegliwość, musiała odejść z pracy, a po mieszkaniu ciężko się poruszać. Po Wielkanocy, w Dzień Zadumy, Staś zaproponował, żeby odwiedziła duchy zmarłych:
Dasz radę?
Spróbuję odpowiedziała.
Wtem usłyszała przeraźliwy szept:
Jesteś właścicielem cmentarza! wyłkała się chora kobieta. Przyjmij mój dar! Nie chcę umierać! Mam dzieci, męża! Zabierz ty choroby innych!
Łucja rozpadła się w płaczu. Wszyscy zmarli zdawali się patrzeć na tę chudą, nieszczęśliwą kobietę. W oczach mężczyzn na zdjęciu pojawiło się współczucie.
Weź pieniądze! zadrżał w uszach dźwięk. Idź z Bogiem! Ta, co cię wezwała, dostanie odpłatę.
Po co płaczesz przy cudzym grobie? usłyszał podniecony głos Stasia. Chodźmy!
Pomnik babci Stasia wrócił do starego kształtu. Na fotografii znów była staruszka z smutnym wyrazem twarzy.
Co to było? wykrzyknął Staś z przerażeniem.
Chcę żyć! wyłoniła się Weronika. Panie właścicielu, chroń mnie!
Następnego ranka Łucja obudziła się zupełnie zdrowa. Myśli krążyły jej wokół wczorajszego dnia. Domyśliła się, kto spośród krewnych mógł zrobić to zło. Siostra męża, która nie polubiła jej od pierwszego spotkania, niedługo zachorowała i umarła. Łucja nie chciała w to wierzyć, ale coś w tym było.










