Żadnej magii Sylwester nadciągał z impetem i nieubłaganie, jak pociąg pendolino. Lenie aż brakowa…

twojacena.pl 3 godzin temu

31 grudnia

Nowy Rok zbliża się nieubłaganie jak rozpędzony pociąg na trasie Warszawa-Gdańsk. Dla mnie ostatnie dni grudnia zawsze mają ten dziwny posmak oczekiwania i muszę przyznać lekko przerażającego rozpędu. Mam wrażenie, iż stoję na peronie bez biletu, a szczęście nie tylko się spóźnia, ale w ogóle nie planuje się pojawić, podobnie jak świąteczny nastrój.

Po co ja w ogóle zapraszałam gości? Kto chciałby spędzać Sylwestra z osobą, której ostatnio nic nie wychodzi?

***

Poranek 31 grudnia rozpoczął się od małej katastrofy. Pralka, która służyła mi wiernie przez dziesięć lat, postanowiła zakończyć swoją karierę i zafundowała mi powódź w łazience.

Znalezienie hydraulika w przeddzień Nowego Roku? Mission impossible! Straciłam mnóstwo czasu i nerwów, ale ostatecznie się udało. Uff, pomyślałam wtedy, iż limit pecha na dziś wyczerpałam.

Ale to dopiero był początek

Wczesnym popołudniem mój rudzielec, kot Stefan, samozwańczy smakosz, zjadł całą szynkę przeznaczoną do sałatki jarzynowej, zostawiając mi tylko groszek i ogórki konserwowe.

Na tym jego popisy się nie skończyły postanowił zapolować na sikorkę, która przysiadła na uchylonym oknie

Wszystko skończyło się przewróconą monsterą, która pociągnęła za sobą choinkę, gasząc na zawsze starą, kochaną przeze mnie lampki, i rozbijając bombki, które zbierałam jeszcze z czasów dzieciństwa.

Sprzątając ten bałagan, byłam bliska łez.

Później stłukłam karafkę, przypaliłam kurczaka i… przed samym przyjściem gości odkryłam, iż zapomniałam kupić tort. W panice zadzwoniłam do siostry.

Basia, ratuj! Nie mam ciasta!

Spokojnie! usłyszałam jej pogodny głos Już jestem pod blokiem. Wychodź, wszystko kupimy.

Gdzie jesteś?

Jak mówiłam: pod klatką.

Zbiegłam na dół i ujrzałam wręcz malarski widok: obok samochodu Basi stała nasza przyjaciółka Zosia z wielką torbą, a ciocia Grażyna dzierżyła w dłoniach miskę galarety drobiowej.

Tylko czemu aż tyle galarety?! zdziwiłam się.

Na wszelki wypadek! orzekła z dumą ciocia, która kocha udzielać rad nieproszonych Znam waszą kuchnię. Przed nami cała noc! Sałatka jarzynowa się znalazła?

Wzruszyłam ramionami

Kiedy Basia i ja biegałyśmy po tort, Zosia zaczęła rozwieszać serpentyny, w które Stefan zaplątał się i wyglądał jak alien.

Pomóc kotu próbował mąż Basi, Tomek, który przyjechał prosto z pracy i pojawił się w samą porę.

Stefan wcale nie protestował, dopóki nie zobaczył mnie. Potem wyrwał się Tomkowi tak gwałtownie, iż zadrapał mu rękę do krwi.

Na szczęście udzieliliśmy pomocy i bohater wieczoru zaoferował, iż pomoże w kuchni. W praktyce jego pomoc ograniczała się do filozoficznych rozważań, iż sałatka to stan ducha, nie tylko zestaw składników, ale dla mnie i Basi to wystarczyło.

Jolu, a co to za pudełko? krzyknęła z pokoju Zosia. Szczęśliwego Nowego Roku napisane! O, jest dopisek Otworzyć w nocy. Babcia Jadwiga.

Wbiegłam do pokoju:

Ojej, zupełnie zapomniałam! Basia, to babcia zostawiła kazała otworzyć w Nowy Rok, ok. drugiej w nocy. Obiecała niespodziankę.

Ale co tam może być? Basia z ciekawością oglądała pudełko Zerknijmy teraz!

Pokręciłam głową:

Oszalałaś? Przecież babcia i tak sprawdzi! Może tam jakąś zapadkę zamontowała? Lepiej nie psuć jej frajdy. Zaczekajmy, jak kazała.

Wszyscy poczuli dreszczyk. choćby ciocia Grażyna przysiadła bliżej, łypiąc na pudełko z zainteresowaniem.

***

Wieczorem obejrzeliśmy orędzie prezydenta, wypiliśmy szampana, zajadaliśmy się kocią jarzynową, żartowaliśmy, kłóciliśmy się o głupoty jednym słowem wieczór minął w śmiechu.

Druga już? upewniłam się No to czas na niespodziankę od babci Jadwigi!

Tomek, jako jedyny mężczyzna, dostąpił zaszczytu otwarcia pudełka.

Pokręcił w dłoniach wieczko i podniósł je.

W środku, na warstwie waty, leżały nie pieniądze ani zdjęcia, ale tuziny drobnych ruloników, przewiązanych kolorowymi wstążkami. Każdy miał nalepkę z imieniem.

Co to jest? zapytał zaskoczony Tomek.

Rozwinęłam pierwszy pod ręką, podpisany Jola, i przeczytałam na głos:

Jolu, moja kochana wnuczko! Znowu coś się dziś popsuło? Pralka nawaliła? Kot zjadł szynkę? Pamiętaj: każda katastrofa to po prostu idealny moment na pizzę i ulubiony serial. Tort można kupić choćby rano. Najważniejsze, by przy stole byli ludzie, którzy pomogą zjeść pizzę. Kocham Cię do Księżyca i z powrotem Twoja babcia Jadwiga.

Zapadła cisza, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Ze śmiechu aż łzy mi pociekły po policzkach.

Skąd ona to wiedziała?

To jakieś czary szepnęła ciocia Grażyna.

Teraz ja! Basia wyciągnęła rękę po rulonik.

Otworzyła i czyta:

Basiu, przestań kłócić się z Tomkiem o byle drobiazgi. Lepiej go przytul. Masz dobrego chłopa, tylko filozofować lubi. Jak zacznie, po prostu pocałuj go to najlepszy sposób na męską logikę! Kocham Was oboje.

Tomek dostał buraka aż po uczy i od razu porwał Basię do pocałunku, co wywołało burzę braw.

Zosia rozwinęła swój rulonik, chichocząc:

Zosiu, ślicznotko, szukaj miłości nie w klubie, ale w bibliotece albo w warzywniaku pod blokiem. Tam są porządni ludzie, tacy jak Ty tylko nie noszą zbyt obcisłych spodni. I jeszcze jedno: przestań farbować włosy na fioletowo. Twój naturalny jest najładniejszy!

Skąd ona wie o moich włosach? Przecież dopiero dwa dni temu zmieniłam kolor! zdziwiła się Zosia.

Na koniec przyszła kolej na ciocię.

Drżącymi dłońmi rozwinęła karteczkę jakby trzymała szyfr specjalny.

Grażynko, wiem, iż jesteś najmądrzejsza i zawsze wiesz wszystko pierwsza. Ale jest taki sekret czasem lepiej po prostu zjeść kawałek tortu i zamilknąć, zamiast radzić. Ściskam Cię mocno, Kochana.

Ciocia zarumieniła się, burknęła coś pod nosem, odcięła sobie kawałek tortu i zamilkła. Po raz pierwszy od lat wieczór minął bez jej złotych rad.

Śmiechy i rozmowy trwały do białego rana.

Zadzwoniliśmy do babci Jadwigi przez Messenger siedziała w fotelu w Lublinie, uśmiechała się i powiedziała: Moje Kochane! Cieszę się, iż niespodzianka się udała. Żadnej magii po prostu dobrze Was znam i bardzo, bardzo kocham!

Rano, sprzątając resztki imprezy, zgarnęłam wszystkie ruloniki do ozdobnego słoika i postawiłam go na półce. To nie były zwykłe życzenia. To był przepis na szczęście od babci: nie bój się chaosu, śmiej się z niepowodzeń, doceniaj tych, co są blisko i jedz to, na co masz ochotę ale nie przesadzaj. I pamiętaj: największym prezentem jest świadomość, iż gdzieś jest ktoś, kto Cię kocha i rozumie. Zawsze.

Idź do oryginalnego materiału