Zabraliśmy moją szwagierkę Renatę i jej dwuipółletniego synka na wakacje nad polskim morzem. Tysiąc …

polregion.pl 4 dni temu

Dawno temu, kiedy jeszcze wspomnienia z młodości były świeże, postanowiliśmy z mężem wybrać się na wakacje nad Bałtyk. Od kilku lat razem z przyjaciółmi jeździliśmy naszymi samochodami na polskie wybrzeże. Byliśmy prawdziwymi mistrzami biwakowania wybieraliśmy ustronne fragmenty plaży, rozstawialiśmy namioty i od rana do wieczora korzystaliśmy z uroków morza. Za dnia kąpaliśmy się i leniwie opalaliśmy na piasku, a wieczorami siadaliśmy przy ognisku z gitarą, śpiewając i sącząc kieliszek wytrawnego wina. Była to tradycja, którą wszyscy kochaliśmy.

Jednego roku dołączyła do nas moja szwagierka, Bożena, razem ze swoim synkiem, dwuipółletnim Antosiem. Przed wyjazdem długo się wahaliśmy zabrać ich ze sobą, czy jednak nie? Może lepiej, żeby zostali w domu… Niestety, daliśmy się namówić. Teraz, z perspektywy czasu, widzę, iż nie synek był problemem, ale Bożena.

Pierwsze kłopoty zaczęły się już w drodze. Bożena żądała przerw co godzinę, była zmęczona i narzekała, iż musi się położyć. Dotarliśmy nad morze grubo po zmierzchu, gdy nasi przyjaciele mieli już rozłożone namioty i zdążyli choćby skoczyć do wody. Wydawało by się, iż od tego momentu będzie lepiej ale się myliłam. Bożena wybuchła złością:

Ja tu nie zostaję!

Dlaczego? Przecież mówiłam, iż jedziemy pod namiot!
Myślałam, iż poszukamy noclegu na miejscu, może jakiegoś pensjonatu usłyszałam w odpowiedzi.
W takim razie po co braliśmy śpiwory i namioty? burknął mój mąż pod nosem.
No, ja myślałam, iż lubicie taki klimat pod namiotem, a ja jakoś dam radę.

Nie było wyjścia musieliśmy wynająć pokój dla Bożeny. Mój mąż musiał ją potem wozić do nas i odwozić wieczorami, a dodatkowo ciągle odwiedzał z nią kawiarnie i bazary, żeby miała chwilę dla siebie. Do tego opiekowaliśmy się Antosiem podczas jej przerw od bycia mamą.

Co ciekawe, sam Antoś był grzeczny, pogodny, bawił się w piasku, kąpał w morzu, jadł wszystko i spał w namiocie jak aniołek. Zupełnie odwrotnie niż jego mama. Patrzę dziś na to z rozbawieniem i już wiem, iż na przyszły rok Bożeny ze sobą nie zabierzemy. Ale Antosia jeżeli tylko rodzice pozwolą z chęcią weźmiemy ponownie, bo to prawdziwy kompan na biwak.

Idź do oryginalnego materiału