Zabrałaś mi mojego ojca – Mamo, wprowadziłam się! Wyobrażasz sobie, wreszcie! Oksana przyciskała telefon ramieniem do ucha, jednocześnie zmagając się z opornym zamkiem. Klucz obracał się ciężko, jakby sprawdzał nową właścicielkę. – Córeczko, no nareszcie! A mieszkanie? Wszystko w porządku? – głos mamy brzmiał wzruszeniem i euforią jednocześnie. – Idealnie! Jasne, przestronne. Balkon na wschód, tak jak chciałam. Tata jest? – Jestem, jestem! – rozległ się bas Wiktora. – Włączyliśmy głośnik. No i co, pisklę wyfrunęło z gniazda? – Tato, mam dwadzieścia pięć lat, jakie pisklę? – Dla mnie zawsze pisklę. Sprawdziłaś zamki? Nic nie wieje przez okna? Grzejniki… – Witek, daj dziecku się zaaklimatyzować! – przerwała matka. – Oksana, bądź ostrożna. Nowe osiedle, różni ludzie mogą mieszkać obok. Oksana zaśmiała się, w końcu pokonując zamek i wchodząc do środka. – Mamo, to nie komunalka z lat siedemdziesiątych. Porządny blok, porządni sąsiedzi. Wszystko będzie dobrze. Następne tygodnie zlały się w jeden niekończący się maraton między marketem budowlanym, salonem meblowym i jej własnym M. Oksana zasypiała z katalogami tapet pod poduszką, budziła się, rozmyślając o odcieniach fug do łazienki. W sobotę stała pośrodku salonu, oglądając próbki tkanin na zasłony, gdy znów zadzwonił telefon. – Jak idą postępy? – dopytywał tata. – Powoli, ale do przodu. Dziś wybieram zasłony. Waham się między „kością słoniową” a „karmelowym mlekiem”. Co myślisz? – Myślę, iż to ten sam kolor, tylko marketing inny. – Tato, Ty się nie znasz na odcieniach! – Ale znam się na elektryce. Gniazdka dobrze podłączone? Remont pożerał czas, pieniądze i nerwy, ale każdy nowy szczegół zamieniał puste ściany w prawdziwy dom. Oksana sama wybrała beżowo-mleczne tapety do sypialni, sama znalazła fachowca od paneli, sama wymyśliła jak ustawić meble, żeby mała kuchnia wydawała się większa. Gdy ostatni pracownik wyniósł śmieci budowlane, Oksana usiadła prosto na podłodze w lśniącym czystością salonie. Miękkie światło wpadało przez nowe zasłony, pachniało świeżością i trochę farbą. Jej pierwszy prawdziwy dom… Poznanie sąsiadki nastąpiło trzy dni po finalnej przeprowadzce. Oksana grzebała przy zamku, gdy naprzeciwko otworzyły się drzwi. – O, nowa sąsiadka! – Kobieta około trzydziestki spojrzała zza drzwi. Krótka fryzura, wyrazista szminka, ciekawskie spojrzenie. – Jestem Alina. Mieszkam na przeciwko, więc teraz będziemy sąsiadkami. – Oksana. Miło mi bardzo. – Jak będziesz czegoś potrzebowała – soli, cukru, albo zwykłej pogawędki – wpadaj śmiało. Samotnie na nowym osiedlu bywa dziwnie, wiem coś o tym. Alina okazała się dobrą rozmówczynią. Piły razem herbatę w kuchni Oksany, rozmawiały o kaprysach administracji i układzie mieszkań na ich piętrze. Alina chętnie dzieliła się informacjami: tu najlepszy Internet, tam solidny hydraulik, tu świeże warzywa. – Mam genialny przepis na szarlotkę! – Przeglądała telefon. – Zaraz Ci wyślę. Robisz w pół godziny, a smakuje, jakbyś cały dzień stała przy piecu. – Dawaj! Akurat jeszcze nie testowałam piekarnika. Tygodnie mijały, Oksana cieszyła się, iż ma tak otwartą sąsiadkę. Spotykały się na klatce, czasem wpadały na kawę, wymieniały się książkami. W sobotę przyjechał Wiktor – pomoc z półką, która nie chciała się trzymać. – Złe kołki wzięłaś – orzekł tata, oglądając mocowanie. – Te do gipsu, a tu masz beton. Spokojnie, w aucie mam dobre. Po godzinie półka wisiała solidnie. Tata zebrał narzędzia, rzucił okiem na efekt pracy i kiwnął z satysfakcją. – No, wytrzyma dwadzieścia lat. – Jesteś najlepszy! – Oksana przytuliła tatę. Zeszli na dół, rozmawiając o różnych drobiazgach. Tata pytał o pracę, Oksana narzekała na nowego szefa, który gubi dokumenty i terminy. Przy wejściu natknęły się na Alinę z torbami spożywczymi. – O, cześć! – Oksana pomachała. – Poznaj, to mój tata, Wiktor. Tato, to Alina, moja sąsiadka, o której Ci mówiłam. – Miło mi – uśmiechnął się Wiktor. Alina na chwilę zastygła, popatrzyła na Wiktora, potem na Oksanę. Jej uśmiech przybrał nienaturalny wyraz. – Wzajemnie – rzuciła krótko i zniknęła w klatce. Od tego spotkania wszystko się zmieniło. Następnego ranka Oksana spotkała Alinę i zwyczajnie się przywitała – odpowiedziała jej tylko chłodnym skinieniem głowy. Dwa dni później Oksana zaprosiła na herbatę, Alina wymówiła się brakiem czasu. A później zaczęły się skargi… Pierwszy raz dzielnicowy zapukał o dziewiątej wieczorem. – Otrzymaliśmy zgłoszenie o zakłócaniu ciszy nocnej – starszy policjant wyglądał na skrępowanego. – Głośna muzyka, hałas. – Jaka muzyka? – zdziwiła się Oksana. – Czytałam książkę! – No, sąsiedzi skarżą się… Skargi posypały się jedna po drugiej. Administracja dostawała pisma o „nieznośnym tupaniu”, „ciągłym łomocie” oraz „nocnej muzyce”. Policjant pojawiał się coraz częściej, przepraszając i rozkładając ręce. Oksana wiedziała, skąd wiatr wieje, ale nie rozumiała – dlaczego. Każdy poranek był loterią: co dziś? Jajeczna skorupa rozmazana na drzwiach? Kawa w szczelinach futryny? Torba z obierkami pod wycieraczką? Wstawała pół godziny wcześniej, żeby wszystko sprzątnąć przed pracą. Ręce szczypały od detergentów, w gardle zacięty supeł. – Tak dalej być nie może – mruknęła wieczorem, przeglądając kamerki do drzwi. Montaż zajął dwadzieścia minut. Mała kamera, ukryta w oku wizjera, nagrywała wszystko na klatce. Połączyła ją z telefonem i czekała. Czekać długo nie musiała. O trzeciej w nocy ekran rozświetliło powiadomienie. Oksana patrzyła jak Alina – w szlafroku i kapciach – rozmazuje coś ciemnego na jej drzwiach. Starannie, metodycznie, jakby wykonywała codzienną rutynę. Następnej nocy Oksana nie spała. Siedziała w przedpokoju, wsłuchana w każdy szmer. Około wpół do trzeciej słychać było szuranie za drzwiami. Oksana gwałtownie otworzyła drzwi. Alina zatrzymała się z siatką w rękach. W środku coś obrzydliwie chlupotało. – Co Ci zrobiłam? – Oksana sama była zaskoczona, jak żałośnie zabrzmiał jej głos. – Dlaczego to robisz? Alina powoli postawiła siatkę na podłodze. Twarz jej zeszpeciła grymas starej urazy. – Ty mi nic. Ale Twój tatuś… – Co tata ma z tym wspólnego? – Z tym, iż on jest moim ojcem! – Alina niemal krzyczała. – Ciebie wychowywał, dbał, a mnie zostawił, jak miałam trzy lata! Ani grosza, ani telefonu! My z mamą ledwie wiązałyśmy koniec z końcem, a on budował sobie szczęśliwą rodzinkę z Twoją matką! Więc Ty, można powiedzieć, zabrałaś mi ojca! Oksana cofnęła się, uderzyła plecami o framugę. – Kłamiesz… – Kłamię? Zapytaj go sam! Zapytaj, czy pamięta Marię Sokołowską i córkę Alinę, które wyrzucił z życia jak śmieci! Oksana zatrzasnęła drzwi i opadła na podłogę. W głowie dudniła myśl: niemożliwe, niemożliwe, niemożliwe. Tato nie mógł. Nie mógł. Rano pojechała do rodziców. Całą drogę ćwiczyła pytania, ale gdy zobaczyła ojca – jak zwykle opanowanego, z gazetą – zabrakło jej słów. – Oksanka! Niespodzianka! – Wiktor wstał, podszedł. – Mama wyszła do sklepu, zaraz wraca. – Tato, muszę zapytać… – Oksana usiadła, gniotąc pasek torebki. – Znasz kobietę imieniem Maria Sokołowska? Wiktor znieruchomiał. Gazeta wypadła mu z ręki. – Skąd Ty… – Jej córka – moja sąsiadka. Ta, którą Ci przedstawiłam. Mówi, iż jesteś jej ojcem. Cisza trwała wieczność. – Jedźmy do niej – rzucił twardo Wiktor. – Natychmiast. Muszę to wyjaśnić. Droga na osiedle zajęła czterdzieści minut. Nie rozmawiali. Oksana patrzyła w okno, próbując poukładać rozbitą rzeczywistość. Alina otworzyła drzwi od razu, jakby czekała. Objęła ciężkim spojrzeniem oboje, ale wpuściła do środka. – Przyszedłeś się ukorzyć? – rzuciła Wiktorowi. – Po trzydziestu latach? – Przyszedłem wyjaśnić. – Wiktor wyciągnął z kieszeni wymęczony papier. – Przeczytaj. Alina wzięła dokument z niechęcią. Czytając, twarz jej zmieniała się z gniewnej, przez zdziwioną, na zagubioną. – To… co? – Wynik testu DNA – powiedział spokojnie Wiktor. – Zrobiłem go, gdy Twoja matka ciągnęła mnie po sądach o alimenty. Test potwierdził – nie jestem Twoim ojcem. Maria mnie zdradzała. Nie jestem Twoim ojcem. Papierek wypadł Alinie z rąk… Oksana z ojcem wrócili do siebie. A u siebie w domu podeszła do taty i przytuliła go, mocno wtulając się w szorstki materiał kurtki. – Przepraszam, tato. Przepraszam, iż uwierzyłam. Wiktor pogładził ją po włosach – jak wtedy, gdy jako dziecko przybiegała do niego po kłótni z koleżanką. – Nie masz za co przepraszać, córeczko. Winni są inni ludzie. Z sąsiadką już się nie dogadała. Ale Oksana nie próbowała już naprawić tej relacji. Po tym, co się wydarzyło, szacunek dla tej kobiety przepadł na zawsze…

naszkraj.online 10 godzin temu
Zabrała mojego ojca Mamo, właśnie się wprowadziłam! Wyobrażasz sobie, nareszcie! Patrycja przyciskała telefon ramieniem do ucha, jednocześnie próbując poradzić sobie z opornym zamkiem. Klucz obracał się ciężko, jakby sprawdzał nową właścicielkę. Córeczko, dzięki Bogu! A mieszkanie? Wszystko w porządku? głos matki brzmiał jednocześnie przejęty i radosny. Idealnie! Jasne, przestronne. Balkon wychodzi na wschód, tak jak […]
Idź do oryginalnego materiału