
Transformacja systemu żywnościowego wymaga działań rolnictwa, przetwórstwa, handlu, gastronomii, administracji i nauki. Konsument ma jednak wpływ na jeden etap, który powtarza bardzo często: zakupy. Najczęściej wybiera produkty żywnościowe, zwracając uwagę na świeżość, pochodzenie, promocję albo termin przydatności.
Eksperci IOŚ-PIB proponują jednak, by spojrzeć szerzej. Zanim żywność trafi do domu, ktoś musi ją wyprodukować, zebrać, przechować, przetworzyć, zapakować i przewieźć. Każdy z tych etapów wymaga zasobów.
Marnowanie jedzenia to strata nie tylko pieniędzy
Produkcja kilograma pieczywa wiąże się ze zużyciem około 1608 litrów wody. Kilogram ziemniaków to około 287 litrów, a kilogram pomidorów – 214 litrów. Znacznie większy ślad wodny ma żółty ser, bo do produkcji kilograma potrzeba ponad 3170 litrów. W przypadku wołowiny wartość może przekraczać 15 tys. litrów na kilogram produktu.
Chodzi tu o wodę zużytą na wcześniejszych etapach produkcji: w rolnictwie, przetwórstwie i całym łańcuchu dostaw. Dlatego wyrzucony produkt jest stratą większą niż kilka złotych wydanych w sklepie.
– Żywność jest nośnikiem zasobów. W każdym produkcie zapisane są woda, energia, ziemia, paliwo, nawozy i praca ludzi. Dlatego jej wartość nie kończy się na cenie widocznej na etykiecie. Z punktu widzenia środowiska i gospodarki zasobami szczególnie ważne jest, aby żywność została wykorzystana zgodnie ze swoim przeznaczeniem – czyli zjedzona przez ludzi – mówi dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB i kierowniczka projektu SMART-FOOD.
To sedno problemu. jeżeli kupiony produkt ląduje w koszu, marnuje się i jedzenie, i zasoby, które były potrzebne, by je wyprodukować i dostarczyć do sklepu.
Najlepiej kupować lokalnie i sezonowo
Koniec lata i początek jesieni to dobry moment na krajowe owoce i warzywa. W tym czasie polskie rolnictwo ma dużą podaż sezonowych produktów, które mogą mieć krótszą drogę od producenta do konsumenta. Często oznacza to mniejszą potrzebę długiego chłodzenia, magazynowania i transportu.
Nie każde lokalne jedzenie automatycznie ma jednak mniejszy wpływ na środowisko. IOŚ-PIB zwraca uwagę, iż liczy się nie tylko dystans.
– Kupując polskie warzywa i owoce w ich naturalnym sezonie, korzystamy z tego, co w danym momencie oferuje krajowe rolnictwo. To może oznaczać krótszą drogę produktu, mniejsze potrzeby związane z przechowywaniem i większą świeżość. Nie chodzi jednak o proste hasło, iż każdy produkt lokalny zawsze ma mniejszy ślad środowiskowy, bo lokalność sama w sobie tego nie gwarantuje. O wpływie produktu na środowisko decydują między innymi technologia produkcji, energochłonność przechowywania, rodzaj transportu, sposób przetworzenia, a także skala strat w całym łańcuchu dostaw. Dlatego odpowiedzialny wybór konsumencki nie powinien sprowadzać się do jednego kryterium. W praktyce warto łączyć sezonowość i lokalność z jakością produktu, rozsądną ilością zakupów i niemarnowaniem żywności – wyjaśnia dr inż. Sylwia Łaba.
Innymi słowy: samo hasło „kupuj lokalnie” nie rozwiązuje całego problemu. Większy sens ma połączenie kilku zasad naraz: wybieranie sezonowych produktów, patrzenie na jakość, kupowanie rozsądnej ilości i pilnowanie, by jedzenie faktycznie zostało zjedzone.
Wyrzucamy miliony ton jedzenia
Najmocniejsze dane dotyczą odpadów. Badania IOŚ-PIB przeprowadzone metodą dzienniczkową na próbie 600 gospodarstw domowych pokazują, iż przeciętny mieszkaniec Polski wytwarza w domu około 66,95 kg odpadów żywności rocznie.
Na jedno gospodarstwo domowe przypada średnio około 165,37 kg takich odpadów rocznie. Po przeliczeniu na całą Polskę daje to ponad 2,5 mln ton odpadów żywności rocznie – i to tylko w gospodarstwach domowych.
To stanowi problem moralny i ekologiczny, ale oznacza też konkretną stratę gospodarczą. Jedzenie, które trafia do kosza, wcześniej wymagało ziemi, wody, paliwa, pracy, prądu, opakowań i transportu. Ktoś za te zasoby zapłacił, ale finalnie nie przyniosły one celu, dla którego uruchomiono cały proces produkcji.
– Z perspektywy ekonomicznej i środowiskowej racjonalna konsumpcja nie oznacza rezygnacji z jakości, ale lepsze dopasowanie zakupów do rzeczywistych potrzeb. Im lepiej wykorzystujemy kupowaną żywność, tym efektywniej wykorzystujemy również zasoby zaangażowane w jej produkcję i dostarczenie do konsumenta – mówi ekspertka IOŚ-PIB.
Niezjedzona żywność ma ślad w emisjach
IOŚ-PIB podaje, iż emisje związane z wytworzeniem żywności, która ostatecznie nie zostaje skonsumowana w Polsce, wynoszą około 1,69 mln ton ekwiwalentu CO₂ rocznie. To odpowiada blisko 5 proc. emisji sektora rolnictwa.
Ekwiwalent CO₂ to sposób przeliczania różnych gazów cieplarnianych na jedną wspólną miarę. Dzięki temu można porównać wpływ różnych źródeł emisji na klimat. W tym przypadku chodzi o emisje powstałe przy produkcji żywności, która nie została wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem.
Dlatego ograniczanie marnowania jedzenia ma znaczenie większe niż porządek w lodówce. Każdy kilogram produktu, którego nie trzeba wyprodukować nadmiarowo, oznacza oszczędność wody, paliwa, nawozów i energii.
Jak lepiej mierzyć skalę problemu?
Tematem marnowania żywności zajmuje się projekt SMART-FOOD, realizowany przez IOŚ-PIB. Pełna nazwa projektu to „Systematyczny monitoring i ograniczanie marnotrawstwa żywności w Polsce: weryfikacja metod i edukacja społeczeństwa”.
Projekt łączy prace badawcze z edukacją. Chodzi o lepszą jakość danych o odpadach żywności, większą porównywalność wyników i promowanie dobrych praktyk w całym łańcuchu żywnościowym. Obejmuje więc nie tylko konsumentów, ale także produkcję, przetwórstwo, handel i gastronomię.
– Skuteczne ograniczanie marnotrawstwa żywności musi opierać się na wiarygodnych danych. Musimy wiedzieć nie tylko, ile żywności tracimy, ale również gdzie w łańcuchu żywnościowym powstają straty i odpady oraz jakie są ich przyczyny. Dopiero wtedy możemy adekwatnie dobierać działania zapobiegawcze i oceniać ich skuteczność. Temu służy m.in. projekt SMART-FOOD – dodaje dr inż. Sylwia Łaba, kierowniczka projektu.
Rzetelny pomiar jest tu podstawą. Bez niego łatwo ograniczyć debatę do ogólnych apeli, które dobrze brzmią, ale trudno ocenić, czy przynoszą efekt.
Przeczytaj także:
- Uncja przebiła barierę 4500 dolarów. Złoto korzysta na problemach USA i zakupach Chin
- Im dłużej pracujesz, tym więcej zarabiasz. W jednym zawodzie opłaca się to 200 razy bardziej
- Polska kupuje leki głównie w Europie, a Europa zaopatruje się w Azji. To podwójne uzależnienie














